Minister Pracy i Polityki Społecznej chce rozmawiać o płacy minimalnej ze związkami. Teraz jednak jest już za późno na większe podwyżki. Ustalono, że najniższe wynagrodzenie w 2014 roku wyniesie 1680 zł brutto. Związkowcy chcieli więcej.
Minister pracy chce, by prócz ogólnopolskiej płacy minimalnej funkcjonował także podział na regionalne i branżowe, gdzie byłyby one odpowiednio wyższe. Zdaniem Władysława Kosiniaka-Kamysza obecnie nie ma przeciwwskazań do tego, by negocjować w niektórych regionach i branżach wyższą płacę minimalną. Poglądy polityków się zmieniają. Jeszcze rok temu szef resortu pracy miał wątpliwości do różnicowania najniższego wynagrodzenia:
- To zróżnicowanie płacy minimalnej niekoniecznie musi przynieść pozytywny efekt. Na przykład jeśli w jednym powiecie płaca minimalna byłaby niższa, to przedsiębiorca przenosiłby tam działalność, podczas gdy w rzeczywistości jego pracownicy pracowaliby w regionie, gdzie ta płaca jest wyższa - rok temu przekonywał Władysław Kosiniak-Kamysz.
Postulat zróżnicowania i wprowadzenia podziału wysokości wynagrodzenia minimalnego w zależności od branży zgłaszano dawno. Nie ma on wiele wspólnego z żądaniami związkowców, czyli podniesieniem minimalnego wynagrodzenia do minimum połowy przeciętnego wynagrodzenia. Jednak z protestów wynikało raczej, że satysfakcjonująca dla nich podwyżka to co najmniej 2 tys. zł brutto (1459 zł).
Czas zadowolić związkowców
Prawdopodobnie zmiana w podejściu ministra pracy do ustalania wartości minimalnego wynagrodzenia to chęć zadowolenia związkowców, którzy mieliby możliwość negocjowania najniższych możliwych wynagrodzeń w branżach, gdzie mają silną reprezentację – czyli pracownicy sektora publicznego. „Nic nie stoi na przeszkodzie”.
Ustalenie i negocjacje różnych stawek płacy minimalnej wymaga współpracy w ramach Komisji Trójstronnej. Deklaracja ministra to w zasadzie zaproszenie związków do ponownych rozmów oraz obietnica, że związkowcy na tym skorzystają.
| »Rząd nieugięty w sprawie elastycznego czasu pracy |
Płacę minimalną w Polsce otrzymuje 800 tys. ludzi. "Ubranżowienie" i jej regionalizacja to konieczność, bo Polska nie jest krajem jednolitym gospodarczo. W niektórych gminach płaca minimalna jest za niska, a w niektórych za wysoka. Często uniemożliwia to podjęcie legalnego zatrudnienia lub jest powodem stosowania elastycznych umów śmieciowych, gdzie nie obowiązują stawki minimalne.
Z drugiej strony resort pracy ma rację, że należałoby stworzyć mechanizmy, które po regionalizacji płacy minimalnej umożliwiłyby uniknięcie sytuacji fikcyjnego przenoszenia działalności gospodarczych do regionów, gdzie praca jest tańsza.
Łukasz PiechowiakBankier.pl































































