Piątkowe zachowanie rynków amerykańskich wywoła dzisiaj odbicie w Europie.
Dzisiaj krótko, bo sytuacja wydaje się być dosyć jasna. Rynki amerykańskie wyprowadziły w piątek w pole inwestorów w Europie. Europejskie spadki były niezwykle przesadzone (w świetle zachowania indeksów w USA, a nie danych makro) i nie ma znaczenia, czy odwrót na rynkach amerykańskich był naturalny czy mieliśmy do czynienia z interwencją Grupy Roboczej Rynków Finansowych. Jednak niewątpliwie ciekawe jest to, że cały świat dane z USA odebrał bardzo źle – dzisiejsze spadki w Azji już po sesjach w USA pokazują to wyraźnie. To wzmacnia przekonanie o piątkowym ratowaniu rynku w USA przed krachem.Po sesji w USA nic wielkiego się nie działo (AHI +0,18%), a kontrakty są w okolicach zera. Oczywiście, że inwestorzy w Europie będą dosyć niepewni, ale początek sesji musi dać wzrost indeksów powyżej 1,0 %. Po prostu inwestorzy będą kupowali akcje spodziewając się początku letniego rajdu w USA.
Takie piękne młoty na indeksach amerykańskich i niezłe zakończenie – przecież to klasyczny sygnał kupna. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że za mało jest niedźwiedzi w USA, fundusze rekomendują kupna akcji i zwiększenie ich zawartości w portfelach, a wszyscy wiedzą, że po teście dna ma nastąpić zmiana trendu. Tak prosto na giełdzie nie bywa i uważam, że przyjdzie szukać dna niżej, ale dzisiaj i w najbliższych kilku dniach jest bardzo duża szansa na wygenerowanie odbicia. Gdyby go nie było to oznaczałoby, że interwencja nic nie dała i sytuacja nadal będzie niezwykle niebezpieczna.
Poza tym nie ma dzisiaj danych makro w USA - u nas są dane o inflacji o 16.00, ale to jest bez znaczenia, bo wszyscy wiedzą, że będzie bardzo mała (okolice 2%). Brak danych ułatwi odbicie. Poza tym urzędowy optymizm ministrów finansów grupy G-7 w niedzielę też da rynkom pewną dozę optymizmu (mimo, że nie ma nic gorszego niż wierzyć w zapewnienia polityków, nawet, jeśli są ministrami finansów). Jednak to, że ministrowie nic nie powiedzieli na temat słabnięcia dolara powinno nadal go osłabiać.
U nas powinien nastąpić bardzo podobny proces, ale jednak chyba słabszy niż w Eurolandzie. Sprawa Stoczni Szczecińskiej jest daleka do rozstrzygnięcia. Banki jednak będą musiały tworzyć rezerwy w drugim kwartale – inaczej mówiąc: można oczekiwać jakiegoś odbicia na akcjach banków zaangażowanych w stocznię, ale nie można spodziewać się, że kursy tych akcji wrócą do poziomów sprzed informacji o zaangażowaniu w stocznię. To powinno ograniczać skalę wzrostu.
W sobotę „Parkiet” poinformował, że France Telecom chce odkupić w tym roku część akcji TPSA znajdujących się w rękach Skarbu Państwa (chodzi o 2,5%). Ponieważ nie może być mowy o wezwaniu (akcje kupowane są od SP) to według mnie ta informacja jest całkowicie bez znaczenia. To i tak będzie zrealizowanie tego, co już dawno było przesądzone, a to czy FT będzie miała absolutną większość, czy prawie większość nie wpłynie w najmniejszym stopniu na sytuację spółki. Wiele spółek, które maja większościowych udziałowców wręcz schodzi na margines giełdy. TPSA to nie grozi, bo jest za duża i za bardzo płynna, ale uważam, ze te informacje nic tak naprawdę nie niosą. Pretekstem do wzrostu mogą jednak być.
Jaki wnioski? Wzrosty, ale bez wielkich emocji. Zarządzający funduszami uzmysłowią sobie, ze w krótkim terminie, a z pewnością w piątek, popełnili błąd i że w razie problemów nie można polegać na solidarności kolegów z innych funduszy. To oczywiście było jasne od dawna, ale niektórzy muszą uczyć się wszystkiego „hard way”. WIG-20 ma dwa kolejne opory: 1335 pkt. i 1350 pkt. Uważam, ze nad 1335 powinien się wspiąć (gdyby tak nie było to byłoby bardzo złym sygnałem), ale powrócić ponad 1350 nie ma szans.






























































