

Tylko za zgodą specjalnej rady, w której oczywiście PiS będzie miał większość i to na sześć lat od jej powołania - tak ma wyglądać zmodyfikowana procedura wyborów prezesów spółek o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa. Teraz jak się okazuje, PiS wycofuje projekt. Czy wróci on niepostrzeżenie późnym wieczorem podczas zupełnie przypadkowego posiedzenia Sejmu? Zobaczymy.
W poniedziałek do Sejmu wpłynął, przygotowany przez posłów PiS, projekt nowelizacji ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym oraz ustawy o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami. Zaliczają się do nich: Orlen, PERN, PSE, Gaz-System, Polfa Tarchomin. Co dokładnie ma zapewnić stabilność składu rad nadzorczych i zarządów spółek o strategicznym znaczeniu? Rada ds. bezpieczeństwa ma składać się z pięciu członków: trzech wybieranych przez Sejm, jeden przez Senat i jeden przez prezydenta. Jej kadencja zaplanowana jest na 6 lat. Od jej członków zależy odwołanie organów zarządzających spółek, ponieważ nie mogłoby się to odbyć bez ich pozytywnej opinii. Z kolei kadencje prezesów spółek byłyby wspólne i trwałyby 5 lat. W projekcie znalazł się ponadto zapis, z którego wynika, że z dniem wejścia w życie nowych przepisów wygasną mandaty członków organów nadzorczych i organów zarządzających spółek wymienionych w projekcie (m.in. PKN Orlen) i z mocy prawa rozpocznie się nowa pięcioletnia kadencja.
W praktyce oznaczałoby, że po wyborach parlamentarnych nowy rząd miałby na najważniejszych stanowiskach w spółkach skarbu państwa nadal "ludzi PiSu". I dociągnęliby oni co najmniej do następnych wyborów.
Jak poinformował w środę rzecznik partii, wycofuje się ona z tego pomysłu. "Po pogłębionej analizie okazało się, że są wątpliwości natury konstytucyjnej i projekt dotyczący utworzenia rady ds. bezpieczeństwa strategicznego nie będzie procedowany" - powiedział PAP Fogiel.

"Rozumiem, że tutaj analiza i przede wszystkim ta dyskusja, która od wczoraj [...] się w tej sprawie toczyła, skłoniła kierownictwo klubu do tego, żeby ten projekt (dotyczący m.in. zarządów spółek Skarbu Państwa - PAP) wycofać" - skomentował Jacek Sasin, szef MAP, a więc bezpośrednio zainteresowany.
Zapytany czy jego zdaniem była to słuszna decyzja, Sasin powiedział, że można na ten temat dyskutować, ponieważ, jak to ujął wicepremier "jakaś forma stabilności w zarządzaniu spółkami strategicznymi, a za takie uznaję spółki zapewniające bezpieczeństwo energetyczne Polski pewnie by się być może przydała, natomiast, jak widać nie ma w tej chwili atmosfery do dyskusji na ten temat".
Jak wydać powołanie się na konstytucję czasami się przydaje. Kiedy wróci pod obrady? Zapewne w najmniej nieoczekiwanym momencie. Jak zawsze.
Przeczytaj także
Są i tacy, którzy bronią takiego planu. Zdaniem dr. Artura Bartoszewicza ze Szkoły Głównej Handlowej stabilizacja w zarządzaniu spółkami skarbu państwa jest potrzebna. "Mamy niedobre doświadczenia w zarządzaniu spółkami skarbu państw, gdzie rotacja na stanowiskach zarówno zarządczych, jak i nadzorczych była bardzo częsta. Co do zasady takie mechanizmy, które by utrwalały ciągłość władzy w spółkach, nadzorze i gwarantował trwałość kadencji, są zasadne" – powiedział PAP dr Bartoszewicz.
Ekspert z SGH wskazał, że często członkowie rad nadzorczych i zarządów pełnili swoje funkcje w bardzo krótkim okresie, "który nie pozwalał na to, aby rozpoznać spółkę, żeby nadzór poprowadzić, zaimplementować zmiany i kontynuować projekty, które zostały rozpoczęte". "Model na pewno powinien się zmienić. W Polsce na pewno potrzebujemy ustabilizowania zarówno w zakresie nadzoru, jak i zarządzania spółkami skarbu państwa" – ocenił ekspert SGH.
Ale wspomnijmy, że rotacja na najważniejszych stanowiskach w państwie wynika z nadania politycznego. To przy ul. Nowowiejskiej zapadają decyzje, kto, gdzie i jak długo będzie pobierał wynagrodzenie prezesa, bądź członka rady nadzorczej. Roszady na fotelach prezesów za czasów PiS są jednymi z największych od lat. O prezesie na cztery miesiące, rekordowej liczbie ciągłych rotacji w Aliorze czy nocnych zmianach w Pekao pisał m.in. Michał Kubicki w swoim artykule "Karuzela z prezesami, czyli "dobra zmiana" w spółkach skarbu państwa". Najwyraźniej więc gwarancja ciągłości jest dobra, o ile wybory wygra... no właśnie... opozycja. Być może jest to forma zabezpieczenia "swoich" interesów w razie przegranej w wyborach.
"Logika i kierunek wydaje się zasadny. Pytanie zawsze o szczegóły i jakość wykonania, tzn. kto się pojawi w takiej radzie. Na wzór np. RPP powinno się zadbać, aby w nowej radzie zasiedli najlepsi eksperci i ludzie o wysokiej etyce, ponieważ oni biorą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Polaków. Kolejną rzeczą jest to, aby w samych spółkach zasiadali najlepsi eksperci. Jakość tych ludzi będzie decydowała o skutecznej realizacji strategicznych projektów" – podkreślił.
Tutaj rządzący nie pozostawiają przecież złudzeń, że zawsze na stanowiska kierownicze wybierają osoby kompetentne, doświadczone, niemal "bez skazy". A lojalność wobec linii polityki prezesa Kaczyńskiego nie ma prawie żadnego znaczenia. Sędzia Krystyna Pawłowicz zasiadająca w Trybunale Konstytucyjnym, 1,6 tys. osób zwolnionych z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, po tym jak rządy w niej przejął Daniel Obajtek i zastąpienie ich przez ludzi związanymi ze Zjednoczoną Prawicą czy starsza sprawa "córki leśnika", kiedy to Jan Szyszko przekazał Mariuszowi Błaszczakowi kopertę, co nagrały kamery Polsatu - to tylko niektóre przykłady. Więcej przykładów wspomina Jacek Misztal w artykule "(Nie)wszyscy milionerzy PiS-u. Tak zarabiają w spółkach Skarbu Państwa".
Ekspert SGH pytany o to, czy moment na wprowadzenie takich rozwiązań jest odpowiedni, wskazał, że wyzwania, które stoją przed polityką m.in. energetyczną, wymagają stabilizacji. "To najlepszy moment na wprowadzenie takich rozwiązań" - ocenił rozmówca PAP. W jego opinii w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z ogromną zmiennością środowiska, w którym działają spółki, brak stabilizacji w zarządach i radach nadzorczych, jest kolejnym obszarem niebezpieczeństwa. Oczywiście zbliżające się w przyszłym roku wybory i ich dość niepewny wynik w ogóle nie ma na to wpływu.
Ziobro będzie się targował? "Jeżeli nie ma rozmowy, to też nie ma decyzji na "tak".
Ziobro pytany w środę w Polsat News jak jego ugrupowanie zagłosuje ws. tego projektu zwrócił uwagę, że Solidarna Polska jest środowiskiem, które podejmuje decyzje demokratycznie "wtedy, kiedy materia jest na stole i wiemy jakie są założenia i konkretne zapisy takiej ustawy". "Nie było takiej rozmowy wcześniej z nami, dlatego też nie podjęliśmy w tej sprawie decyzji. Jeżeli nie ma rozmowy, to też nie ma decyzji na +tak+" - powiedział.
Wyraził jednocześnie przekonanie, że rozmowy będą się toczyć i Solidarna Polska podejmie decyzję w sprawie projektu po zapoznaniu się z jego zapisami.
Dopytywany o zapisy projektu Ziobro stwierdził, że "jest to jakiś pomysł, jakaś idea". "Przedyskutujemy i wtedy chętnie zajmę stanowisko" - dodał.
Ziobro przyznał, że na tę chwilę jego środowisko jest "co najmniej zdystansowane" i nie wie "jaki będzie finalny efekt naszych rozmów". "Być może zagłosujemy, a może nie zagłosujemy. To jest demokracja" - mówił. (PAP)
autor: Rafał Białkowski
aw/pap































































