Trzeba wzmocnić system kontroli schronisk dla zwierząt - ocenili eksperci podczas piątkowego VI Kongresu Praw Zwierząt w Senacie. Ich zdaniem, kontrole powinny być niezapowiedziane, przeprowadzane z udziałem np. behawiorystów, którzy po zachowaniu zwierzęcia są w stanie ocenić, co tak naprawdę się z nim dzieje.


W piątek w Senacie odbył się VI Kongres Praw Zwierząt z udziałem m.in. marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli, członków sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt, przedstawicieli fundacji prozwierzęcych i ekspertów.
Koniec z zapowiedzianymi wizytacjami? Eksperci chcą uszczelnienia nadzoru nad schroniskami
Paneliści rozmawiali m.in. o tym, jak zbudować skuteczny nadzór nad schroniskami dla zwierząt, a punktem wyjścia do dyskusji było styczniowe zamknięcie schroniska dla zwierząt „Happy Dog” w Sobolewie w powiecie garwolińskim. Oficjalnym powodem zamknięcia był brak elektronicznej ewidencji zwierząt, ale obrońcy praw zwierząt od wielu lat zgłaszali nieprawidłowości w schronisku.
Jak oceniła adwokat Katarzyna Topczewska, „Sobolew pokazał jak w soczewce patologie tego systemu” - przede wszystkim „iluzoryczność kontroli”.
Kontrole oczywiście były, tylko one na papierze wyglądały bardzo dobrze - zaznaczyła. Tymczasem - przekazała - w rzeczywistości zwierzęta nie miały odpowiednich warunków, żyły w dziurawych budach przy ujemnych temperaturach, nie miały wody w miskach, były zaniedbane.
Eksperci są zgodni co do tego, że kontrole w schroniskach powinny być wzmocnione.

Przede wszystkim - dodała mec. Topczewska - chodzi o uszczelnienie systemu kontroli. - Chcemy, aby kontrole były niezapowiedziane. Chcemy, żeby to nie był jeden urzędnik, który cały czas kontroluje jedno miejsce - bo to powtarza się w każdej sprawie, którą prowadzę o znęcanie się nad zwierzętami: zazwyczaj ten sam urzędnik przez lata kontroluje dany podmiot i wystawia mu laurkę - powiedziała.
Wskazała też na udział „czynnika społecznego”, by „organizacje społeczne mogły patrzeć na ręce urzędowym lekarzom weterynarii”, a także wprowadzenia ekspertów zewnętrznych, biegłych sądowych.
Główny lekarz weterynarii Paweł Meyer podkreślił, że podejście do schronisk zmieniło się, np. zwiększono częstotliwość kontroli do jednej w kwartale. - W ramach pierwszego półrocza, czyli dwóch kwartałów, zostało przeprowadzonych 1312 kontroli (...). W drugim kwartale przeprowadzono 496 kontroli, z czego połowa była kontrolami planowanymi - przekazał.
Meyer zaznaczył też, że nie można zakładać ogólnie, że wszystkie kontrole są złe. - Podstawowym zadaniem jest to, że są realizowane kontrole i są realizowane dobrze (...). Natomiast pracujemy już nad tym i zastanawiamy się nad wprowadzeniem mechanizmu, by można było wesprzeć inspektorów również biegłymi, którzy mogliby pomóc w ocenie - dodał.
Czysta kostka, tuje i zwierzęta zamknięte przez rok
W kontekście schroniska w Sobolewie głównego lekarza weterynarii zapytano, czy swoją funkcję nadal pełni powiatowa inspektor weterynarii, która „najpierw świadczyła własnym podpisem, że wszystko jest dobrze”, a potem, „po interwencji pana premiera wydała decyzję o zamknięciu tego schroniska”.
- Obecnie ta pani jest powiatowym lekarzem weterynarii (…). Schronisko zostało zamknięte, natomiast ustalenia stanów faktycznych dalej są prowadzone jeszcze przez inne organy, nie tylko przez organy inspekcji weterynaryjnej – odparł.
Jak ustaliła PAP, śledztwo w sprawie zamkniętego schroniska zostało przedłużone do 3 marca 2027 r. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu prok. Aneta Góźdź przekazała w połowie września, że śledztwo jest nadal prowadzone w sprawie, co oznacza, że nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Według prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Hanny Mamzer, biegłej sądowej z zakresu dobrostanu zwierząt, schronisk, które określilibyśmy jako „patologiczne” jest obecnie w Polsce około 30-40 – na 224.
Przy czym - zaznaczyła - „musimy pamiętać o tym, że formy eksploatacji zwierząt przyjmują różną postać”. Wyjaśniła, że nie zawsze mamy do czynienia z brudem i ogólnym zaniedbaniem, bo czasem schroniska wyglądają wręcz wzorcowo.
- Kostka brukowa jest czysta, tuje są przycięte i wszystko wygląda ślicznie. Natomiast psy siedzą w kwarantannie przez rok, czyli nie wychodzą, nie mają kontaktu z wolontariuszami. O adopcji decyduje jedna osoba o wątpliwych kompetencjach i w związku z tym zwierzęta nie wychodzą do adopcji - wyjaśniła. - Jest korzystne, by utrzymywać zwierzęta, które są nadmiarowe (...), bo wtedy można pobierać dodatkowe opłaty - dodała.
Behawiorysta w zespole kontrolnym. Główny lekarz weterynarii rozważa zmianę przepisów
Dlatego - jak podkreśliła - optuje za tym, by w kontrolach uczestniczyli behawioryści albo biegli, którzy są w stanie ocenić po zachowaniu zwierzęcia, co tak naprawdę się dzieje. - To, że jest posprzątane, jesteśmy w stanie zorganizować. Natomiast zachowania zwierzęcia nie wyczyścimy w ten sposób z dnia na dzień - dodała.
Meyer podkreślił, że nie w każdym schronisku i przypadku wymagana jest kwestia włączenia czy asysty biegłego behawiorysty. - Natomiast pracujemy nad taką kwestią, by w wypadkach, w których widzimy taką potrzebę, można było zastosować właśnie osoby, które wesprą kontrolujących - dodał.
Uczestnicy wydarzenia zwracali też uwagę, że samorządy muszą interesować się odłowionymi z ich terenu zwierzętami, za utrzymanie których płacą.
Podczas kongresu podsumowano też dotychczasowe prace Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt, m.in. przeprocedowanie przepisów o zakazie trzymania psów i kotów na uwięzi oraz ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowania Psów i Kotów (KROPiK), która wprowadza obowiązek czipowania i rejestracji tych zwierząt. (PAP)
pak/ agz/



























































