Gęstnieje atmosfera wokół największych polskich firm. Polacy narzekają na wysokie rachunki, rząd przymierza się do nałożenia nowych obciążeń, a opozycja z różnych stron domaga się coraz bardziej drastycznych rozwiązań. Spółki i ich inwestorzy muszą wytrzymać „ostrzał” z kilku stron, a do tego dochodzi jeszcze wymagająca sytuacja rynkowa związana z globalną sytuacją gospodarczą.


Po fuzji PKN Orlen i Lotosu w WIG20 jest 8 spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. Reprezentują one bankowość i finanse, sektor paliwowy, energetyczny i górniczy, a więc branże w największym stopniu związane z codziennymi wydatkami Polaków. Może biznesy JSW i KGHM-u mniej bezpośrednio dotyczą klientów indywidualnych, to jednak ich produkcja w całym łańcuchu również do nich trafia, a na pewno poprzez ceny produktów oddziałuje na ich portfele.
Gospodarczy chaos, w którym pogrążony jest świat od wybuchu pandemii COVID-19, ma swoje przełożenie także na kondycję największych polskich spółek. Obecna faza turbulencji związana z inflacją, europejskim kryzysem energetycznym i ogólnoświatowym bezpieczeństwem sprawiła, że wszystkie te biznesy notują rekordowe zyski, które stają się solą w oku dla coraz większej liczby osób.
Przeczytaj także
Niekorzystny, z punktu widzenia spółek kontrolowanych przez państwo, przedwyborczy okres tylko potęguje przeświadczenie, że miliardy złotych zysków są „skórą na niedźwiedziu”, którą będą dzielić wszyscy. Być może z pominięciem akcjonariuszy. Ostatnie tygodnie, a zwłaszcza poprzedni weekend, pokazują, że gęstnieje atmosfera wokół największych firm i ich zysków, a skupiając uwagę mediów głównego nurtu, doświadczają coraz większej politycznej presji.

Początek września przyniósł komentarze m.in. czołowych polityków opozycji dot. PGNiG i miliardów złotych zysku za pierwsze półrocze, które spółka zaraportowała w drugiej połowie sierpnia. W zestawieniu z PKN Orlen spółka posłużyła jako przykład obrazujący sytuację „okradania” Polaków. Wypowiedź była autorstwa Andrzeja Halickiego z Platformy Obywatelskiej i według niego wynik spółek „powinien być na zero i służyć społeczeństwu i gospodarce”. Słowa padły w czasie programu „Kawa na ławę” w stacji TVN24.
Politycy o giełdzie w Warszawie pic.twitter.com/aneYLUaU3C
— Adam Drozdowski, PhD, CFA, CIIA (@DrozdowskiAdam) September 4, 2022
Uwagę na gazowego giganta zwrócił też Donald Tusk, który w weekend odwiedził jeden z zakładów włókienniczych w Konstantynowie Łódzkim. Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, szef Platformy Obywatelskiej miał powiedzieć, że: „PGNiG i państwo polskie proponuje przedsiębiorcom ceny za gaz 2,5-3 razy wyższe niż w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Portugalii”.
„Czy będziemy mówili tu o zakładzie rodziny Biliński (właściciele odwiedzanego zakładu, red.), czy tu stojących kolegów, to te propozycje, jakie wysyła PGNiG, one oznaczają wzrost dwunasto-, czternasto-, piętnastokrotny. Nie o 15 proc., tylko o 1000, 1200, 1300 procent" – dodał Donald Tusk.
W odpowiedzi PGNiG obrót detaliczny wydała odpowiedź, w której m.in. przywołuje ceny gazu z holenderskiej giełdy TTF i to, że w swoich ofertach musi uwzględniać ceny jego zakupu.
Odpowiedź na sobotnią konferencję Pana Donalda Tuska. pic.twitter.com/VA3bPudsXS
— PGNiG Obrót Detaliczny (@PGNiG_OD) September 3, 2022
Coraz częściej konkretne spółki Skarbu Państwa stają się adresatami postulatów polityków. Ta sytuacja w jeszcze większej skali niż w poprzednich przedwyborczych latach staje się jednym z czynników branych pod uwagę w czasie analizy inwestycyjnego potencjału i ryzyk. Nie dotyczy ona tylko polityków opozycji, a przede wszystkim najważniejszych ludzi obozu władzy. Z tym że publicznie wypowiadane pomysły prezesa Jarosława Kaczyńskiego czy premiera Mateusza Morawieckiego mają szansę stać się obowiązującym prawem po przegłosowaniu ich przez sejmową większość i po podpisie prezydenta.
Ryzyko regulacyjne stało się, przynajmniej w sektorze bankowym, kluczowym czynnikiem determinującym wyniki spółek. Tak uważa wiceprezes PKO BP, który zwraca uwagę, że oprócz wyników ma wpływ na kierunki dalszego rozwoju. Trudno się z nim nie zgodzić, zwłaszcza patrząc, jak szybko sprawy pomocy kredytobiorcom i przerzucenia części kosztów na banki zostały wprowadzone w życie, począwszy od słów premiera Morawieckiego o urealnieniu oprocentowania lokat bankowych poprzez cały plan pomocy z „wakacjami kredytowymi” włącznie, ogłoszony pod koniec kwietnia na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
Pod rosnącą presją społeczeństwa płacącego coraz wyższe rachunki za prąd i paliwo wykorzystywaną przez opozycję w budowaniu swojej wyborczej narracji oraz czerpiąc z przykładów zagranicznych, na horyzoncie pojawił się podatek od ekstrazysków, którymi miałyby być obłożone koncerny paliwowe i energetyczne.
Jak przekazał już w we wrześniu rzecznik rządu Piotr Müller, kwestia podatku od nadmiarowych zysków ciągle jest rozważana i chociaż samego projektu jeszcze nie ma, to trudno sądzić, że partia rządząca przejdzie obok tych miliardów złotych obojętnie, zwłaszcza że sam prezes PiS postawił sprawę jasno: jeśli firmy, które zarabiają na inflacji, nie zrezygnują z tego, zostanie wprowadzony dla nich specjalny podatek, aby pieniądze wróciły do społeczeństwa.
Droga całości tych środków wiedzie w tej ścieżce przez budżet państwa, który później dystrybuuje zebrane pieniądze zgodnie z zapisami ustawy budżetowej. Skarb Państwa mógłby również, jako największy akcjonariusz wielu spółek i de facto je kontrolujący, wnieść o wypłatę sowitej dywidendy. Z tym że wtedy część nadmiarowych zysków trafiłaby do pozostałych akcjonariuszy, przez co rząd nie mógłby kontrolować tej puli pieniędzy. Wygodniejsze jest więc podatkowe rozwiązanie z pominięciem pozostałych inwestorów.
Nie pozostaje to bez wpływu na kondycję indeksów na polskiej giełdzie. Pomijając już nawet tegoroczną słabość najważniejszego z nich - WIG20 - który został okrzyknięty najgorszym indeksem na świecie w 2022 r., to ogromny udział spółek Skarbu Państwa sprawia, że na palcach jednej ręki można policzyć główne interwały czasowe, dla których dał on dodatnią stopę zwrotu. Jak pisze w swoim artykule Krzysztof Kolany "Mizeria WIG20 to nie tylko kwestia polska", jest szansa na jego odrodzenie wraz z pozostałymi rynkami wschodzącymi, pod jednym zasadniczym warunkiem, że "polscy politycy nie postanowią do reszty zniszczyć kontrolowanych przez siebie spółek".
Oprócz opozycj i rządu przede wszystkim społeczeństwo widzi spadający dochód rozporządzalny i coraz większe zyski państwowych spółek. Silne przeświadczenie, że erozja ich portfeli napędza zyski PKN Orlen, PGNiG, PGE czy banków jest widoczne w serii badań opinii publicznej prezentowanych od kilku miesięcy. Na jeden z nich powoływał się Adrian Zandberg z opozycyjnej Lewicy, która proponuje ograniczenie zysków spółek paliwowych, by obniżyć ceny na stacjach paliw. Taki plan miał, według sondażu Ibris, na który powoływał się polityk, równo 60 proc. poparcia w społeczeństwie.
Biorąc pod uwagę coraz bliższe wybory, wydaje się, że sondaże będą jednym ze wskaźników, które inwestor, oprócz danych gospodarczych i wyników finansowych, będzie musiał z uwagą śledzić w kontekście giełdowego zaangażowania, przede wszystkim w państwowe największe spółki. Zgodnie z przywołanym wnioskiem wiceprezesa PKO BP otocznie regulacyjne wyrasta na coraz ważniejszy czynnik ryzyka, który przy materializacji najbardziej populistycznych pomysłów może istotnie wpłynąć na kondycję spółek.
Pomysły się ciągle mnożą i ich liczba będzie rosła wraz ze zbliżaniem się startu oficjalnej kampanii i samych wyborów. Okres dynamicznych zmian i nowych rozwiązań wprowadzanych w życie znakomicie oddaje cytata prezesa PiS, który w Stalowej Woli, przy okazji wypowiedzi nt. tanich kredytów na mieszkanie dla młodych rodzin, powiedział: „My naprawdę nieustannie szukamy we własnych głowach, ale także odwołując się do pomysłów z innych krajów, metod, żeby w Polsce te sprawy najbardziej zasadnicze rozwiązać – sprawy mieszkań, służby zdrowia”, cytuje PAP.





























































