Grupa LPP nie widzi żadnych opóźnień w dostawach w związku z sytuacją na Morzu Czerwonym - poinformował wiceprezes LPP Marcin Bójko.
"Nie widzimy żadnych opóźnień. Nawet po zamieszaniu i wybuchu wojny w Iranie w tym roku terminowość nigdy nie była problemem. Nauczyliśmy się po pierwszym kryzysie na Morzu Czerwonym - planujemy wysyłki i zamówienia z odpowiednim wyprzedzeniem. Natomiast jeśli chodzi o powrót na Suez, nadal większość, jeśli nie wszyscy nasi armatorzy pływają dookoła Afryki. Są pojedyncze głosy, by wracać do Suezu, co skróciłoby czas żeglugi, natomiast dalej sytuacja jest niestabilna. Armatorzy badają tę opcję" - powiedział wiceprezes LPP podczas telekonferencji.
Jak poinformował Bójko, w listopadzie spółka będzie rozpoczynać negocjacje stawek frachtowych na przyszły rok.
Pytany o komentarz do informacji o niedoborach gazu w Bangladeszu i Indiach skutkujących przestojami w fabrykach, odpowiedział: "Mamy już monitoring zamówień na sezon wiosna-lato 27, czyli pierwszą połowę przyszłego roku. Zamówienia są złożone, nie mamy niepokojących informacji".
Dodał, że można oczekiwać wyższych cen, ale zostało to już przez spółkę uwzględnione w prognozach na 2027 r. (PAP Biznes)

pel/ seb/ asa/































































