Obligacje detaliczne Skarbu Państwa cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem Polaków. Pomimo przyspieszającej inflacji najczęstszym wyborem oszczędzających pozostają papiery 3-miesięczne, o stałej, zdecydowanie niższej niż tempo wzrostu cen, stopie zwrotu.


W maju Ministerstwo Finansów pozyskało ze sprzedaży obligacji oszczędnościowych 3,79 mld zł. To wynik nieznacznie mniejszy niż miesiąc wcześniej, ale czwarty najwyższy w historii.
Mimo że do oszczędzających dotarła już zapewne informacja, że w kwietniu inflacja w Polsce wyniosła 4,3 proc. w skali roku - wyraźnie więcej niż w marcu (3,2 proc.) i lutym (2,4 proc.) - to nadal najchętniej sięgali oni po obligacje trzymiesięczne. Być może oszczędzający uwierzyli prezesowi Glapińskiemu, który twierdzi, że inflacja jest przejściowa i wkrótce się obniży? Takie słowa padają zresztą z jego ust od lat.
Zobacz także
Na zakup papierów trzymiesięcznych inwestorzy wyasygnowali aż 1,93 mld zł, co stanowiło ponad połowę ulokowanej w maju kwoty. To nieco więcej niż w kwietniu, ale mniej niż w marcu.
Obligacje te przynoszą z góry znany zysk w wysokości 0,5 proc. brutto w skali roku, co oznacza, że za każdy zainwestowany 1000 zł zarobimy niewiele ponad złotówkę. W zestawieniu z tempem wzrostu cen konsumpcyjnych inwestycja przynosi zatem realną stratę. Jak widać, nie zniechęca to jednak oszczędzających, ceniących sobie przede wszystkim krótki okres zamrożenia kapitału. A gdy inwestycja idzie w miliony, to na zasadzie "grosz do grosza, a będzie kokosza", da się zarobić przyzwoitą sumkę. Być może dlatego nie decydują się oni na zakup lepiej oprocentowanych papierów, które można przecież sprzedać przed oficjalnym terminem wykupu, ale trzeba się wówczas liczyć ze stratą odsetek (choć nie zawsze wszystkich).

Dla dysponujących mniejszymi środkami bardziej korzystne mogą okazać się lokaty bankowe, szczególnie te w promocyjnej ofercie. Nie będzie bowiem dla nich przeszkodą maksymalna kwota inwestycji, wynosząca zazwyczaj 10 000 zł. "Wyjadacze bankowych wisienek" mogą upolować lokatę z oprocentowaniem nawet 2 proc. w skali roku brutto. Na dużo więcej nie ma co liczyć w otoczeniu rekordowo niskich stóp procentowych ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej.
"Obligacje antyinflacyjne" nie ochronią przed inflacją
Sporym zainteresowaniem oszczędzających cieszyły się również obligacje czteroletnie. Papiery miały przeszło 1/3 udziału w sprzedaży - MF pozyskało z ich zbycia kwotę przeszło 1,3 mld zł, co jest drugim najwyższym wynikiem w historii. Po świetnym wyniku w kwietniu spadły z kolei zakupy obligacji dziesięcioletnich - ulokowano w nich raptem 212 mln zł, niemal 150 mln zł mniej niż miesiąc wcześniej. Zapewne jest to więc efekt podwyższonej popularności w kwietniu, ale nie można wykluczyć, że część oszczędzających zakłada istotne podwyżki stóp procentowych w horyzoncie kilku lat. A wyższe stopy powinny zachęcić Ministerstwo Finansów do podwyższenia marży, od której zależy zysk z tych papierów.
Zarówno "cztero-", jak i "dziesięciolatki" należą do "obligacji antyinflacyjnych". W przeciwieństwie do papierów trzymiesięcznych czy "dwulatek", które przynoszą oszczędzającym stałą, z góry znaną stopę zwrotu, ich oprocentowanie zależne jest od inflacji CPI raportowanej przez GUS oraz marży ustalanej przez MF. Niestety inwestycja w "obligacje antyinflacyjne" nie chroni w pełni przed erozją kapitału wynikającą ze wzrostu cen. Nie dość bowiem, że w pierwszym roku stopa zwrotu jest stała (niezależnie od inflacji), to od odsetek pobierany jest 19-proc. podatek Belki. A to przy obecnie niskich marżach (będących pochodną rekordowo niskich stóp procentowych) oznacza, że wystarczy średnio niespełna 3-proc. inflacja w okresie 4 lat, by "antyinflacyjna" obligacja czteroletnia przyniosła realną stratę. Analitycy prognozują, że do 2023 r. inflacja CPI utrzyma się powyżej tych poziomów.
Co ciekawe, w kwietniu inwestycją w antyinflacyjne obligacje oszczędnościowe pochwalił się sam Marek Belka, były premier, prezes NBP czy minister finansów, a obecnie europoseł. - Ostatnio decydowałem się kupić pewien pakiet obligacji państwowych, antyinflacyjnych. To absolutnie najlepsza lokata. Nie ma co się zastanawiać. Choć część pieniędzy trzymam też na kontach bankowych - mówił na antenie TOK FM.
Obligacje skarbowe – które wybrać? Jak kupić?
Proces kupowania obligacje skarbowych jest prosty i całkowicie bezpłatny – nie trzeba płacić prowizji, jak np. podczas dokonywania transakcji giełdowych. Transakcję można sfinalizować w całości online. Internetową procedurę zakupu można podzielić go na dwie części.
Kupujący rządowe papiery nie mają jednak co załamywać rąk. Ich inwestycja może (gdyż każdy ma „własną inflację”) i przynosi realne straty, ale i tak jest bardziej korzystna niż porównywalna alternatywa. Obligacje detaliczne są bezpieczną i dość elastyczną formą inwestycji – nie ma zatem co zestawiać przynoszonego przez nie zwrotu z (niepewnymi) zyskami z inwestycji w akcje czy kryptowaluty. Najbliższym odpowiednikiem rządowych papierów są bieżące i terminowe depozyty w bankach. A te, jeśli w ogóle dają zarobić, to zdecydowanie gorzej niż obligacje 4- czy 10-letnie.
Obligacje oszczędnościowe kontra lokaty
Utrzymujące się wysokie zainteresowanie widać także w danych dot. liczby nabywców obligacji oszczędnościowych. W maju na zakup rządowych papierów zdecydowało się ponad 32 tys. osób - wynika z danych Ministerstwa Finansów.
Przeciętny inwestor lokował zatem w obligacjach detalicznych ponad 117 tys. zł, co jest drugim najwyższym wynikiem w historii.
Obligacje oszczędnościowe ma już w swoim portfelu inwestycyjnym blisko 190 tys. osób. Ponadto prawie 30 tys. inwestuje w te papiery poprzez IKE. Na podstawie danych Ministerstwa Finansów można szacować, że inwestorzy mają zgromadzone w papierach detalicznych ok. 50 mld zł, więc na jednego oszczędzającego przypada ok. 250 tys. zł.
Mimo że popularność obligacji oszczędnościowych stopniowo rośnie, to Polacy nadal dużo więcej pieniędzy trzymają w bankach. Na koniec kwietnia na kontach gospodarstw domowych znajdowało się niemal 840 mld zł, a na lokatach - ponad 164 mld zł. W samym kwietniu na lokaty wpłacono ponad 18 mld zł - pisze Monika Dekrewicz. To prawie 5 razy więcej niż ulokowano w obligacjach oszczędnościowych. Jednak od kilku lat trwa stopniowy odpływ środków z depozytów terminowych.
Kto kupuje obligacje detaliczne?
W maju tradycyjnie wśród nabywców dominowały osoby po 50. roku życia - w tym wieku było niemal 3 na 4 kupujących. Za blisko 1/4 odpowiadała grupa wiekowa 36-50. Osoby młodsze stanowiły raptem 4 proc. nabywców.
Najpopularniejszym sposobem zakupu pozostały Punkty Sprzedaży Obligacji, czyli placówki PKO BP. Za pozostałą część - blisko 1/3 - odpowiadał kanał internetowy.






























































