REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nowo wybudowane mieszkania sypią się tak jak stare

2008-09-16 07:30
publikacja
2008-09-16 07:30
Dodaj Bankier.pl w Google
Pył po największym od lat mieszkaniowym boomie właśnie opada, a właściciele "apartamentów" w nowych blokach ze zgrozą odkrywają sypiące się sufity, krzywe ściany, nieudolne plątaniny rur i docieplenia wykonane z butelek po wódce.

- Nie zdążyłam się nacieszyć mieszkaniem, kiedy na podłogę runął półmetrowy płat sufitu. Szczęście, że nie zdążyłam się wprowadzić - dzieli się wrażeniami Anna Kubasińska, właścicielka lokalu w oddanym w tym roku do użytku bloku na łódzkim Olechowie. Kobieta podejrzewa, że "awaria" to efekt tynkowania sufitów zimą.

Paweł Jagodziński naliczył w swoim nowym mieszkaniu w Pabianicach ponad 20 fuszerek. Na likwidację części z nich wydał już ponad 10 tys. zł.

- Wszystkie ściany były krzywe, zamiast obiecanych przez dewelopera gładzi był obdrapany tynk, w miejscu przewidzianym w planach budowlanych na pralkę, wychodziły rury do umywalki i na odwrót, do dziś jest niesprawna wentylacja i kaloryfery, podejrzewam, że blok jest źle docieplony - wylicza mężczyzna, który rozważa pozwanie dewelopera do sądu.

Przykłady można mnożyć, jak choćby ten, przywoływany niedawno przez prasę: mieszkańcy nowego osiedla na łódzkim Zielonym Romanowie znaleźli w ścianach butelki po wódce. Udawały styropian do ocieplenia bloku. Podobnie jest w całej Polsce. Lokatorzy gdańskiego osiedla Owczary żalą się, że firma budowlana spartaczyła system odprowadzania wody, skutkiem czego najmniejszy deszcz zalewa garaże i piwnice, zaś na ścianach zadomowił się grzyb.

- W Polsce działa ok. 100 tys. mniejszych i większych firm budowlanych. Szacuję, że tylko 20 tysięcy to porządni wykonawcy, mający doświadczenie. Reszta to firmy typu czterech panów w samochodzie i drabina - mówi Henryk Benkowski, szef branżowego portalu Kurier.budowlany.pl.

Tysiące fuszerek na polskich budowach biorą się z prozaicznej przyczyny: braku fachowców. Nawet dużym, znanym firmom brakuje rąk do pracy, chcąc nie chcąc zatrudniają podwykonawców. - Z reguły pracują tam ludzie przypadkowi, bez doświadczenia. Niestety, nawet jeśli niezadowolony generalny wykonawca wyrzuci taką firmę, następnego dnia znajduje ona zajęcie przy innej inwestycji. Partacze są anonimowi, bo nie istnieje baza nieuczciwych wykonawców - dodaje Benkowski.

Według Kuriera budowlanego, najpowszechniejsze są fuszerki, których nie widać gołym okiem, a które mogą się ujawnić po latach. Polscy "fachowcy" powszechnie partaczą docieplenia, instalacje elektryczne, wodne, kominkowe.

Niestety, pechowi nabywcy mieszkań są zostawieni sami sobie.- Nad deweloperami stoi tylko święty Piotr - gorzko żartuje Urszula Krysztoforska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Łodzi. - A mówiąc poważnie, zostaje sąd, do którego deweloperzy z ochotą odsyłają niezadowolonych. Wiedzą, że sprawy ciągną się latami, więc mało komu chce się procesować.

Nadzór budowlany nie zajmuje się krzywymi ścianami, tylko zgodnością mieszkania z planem. Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada umowy z deweloperami, a nie jakość lokali.

Można się poskarżyć do Polskiego Związku Firm Deweloperskich. To jednak organizacja zajmująca się interesami własnej branży, nie klientów. Nie dziwi więc, że w 2006 r. wpłynęło tu tylko 6 skarg, a w 2007 r. - 12. Karą dla dewelopera może być wykluczenie ze związku. Ostatnią wyrzuconą firmą był krakowski Salwator i było to w 2005 r.

Do regionalnej Izby Budownictwa w Łodzi nie wpłynęła żadna skarga. - Łodzianie nie wiedzą, że można się do nas poskarżyć. Zachęcam do tego - mówi prezes izby Henryk Ulacha, który przyznaje, że problem niesolidnych firm budowlanych istnieje.

- Dotyczy to nowych, małych firm, deweloperów "na jeden raz" - mówi Ulacha. - Dwa lata temu każdy, kto miał kawałek ziemi, chciał budować i sprzedawać nieruchomości. Zatrudniał najtańszych wykonawców, kupował najtańsze materiały. A że przy tym nie znał się na budownictwie, efekt jest jaki jest - dodaje Ulacha.

* * * * *


PRL nie skonał, przeżył na budowie

Krzywe ściany, sypiący się sufit, zamiast gładzi obdrapany tynk, niesprawne kaloryfery - to tylko niektóre fuszerki, odkryte przez lokatorów w nowo oddanych mieszkaniach. Niektórzy są bardzo sprytni i partaczą nie tylko to, co jest od razu widoczne gołym okiem, ale i to, co wyjdzie na jaw po kilku latach użytkowania mieszkania.

Skąd my to znamy? Oczywiście z PRL, który pożegnaliśmy dziewiętnaście lat temu. Ale który, jak się okazuje, jeszcze całkiem nie skonał. Niektóre wyczyny budowlańców, jak na przykład umieszczenie butelek po wódce w ścianach bloku na łódzkim Zielonym Romanowie w charakterze materiału ocieplającego, przebijają pomysłowością największych peerelowskich partaczy. Bez trudu wyobrażam sobie, jaki znakomity skecz napisaliby na kanwie tego oryginalnego racjonalizatorskiego pomysłu ówcześni satyrycy, z Edwardem Dziewońskim i Janem Pietrzakiem na czele. Dziś ich następcy też potrafiliby napisać o fuszerkach, ale do współczesnej widowni chyba by to nie trafiło. Za bardzo jesteśmy już przyzwyczajeni do normalności, oczywiście poza budownictwem.

Z dawnymi czasami współczesnych budowlańców łączy jeszcze i to, że partacze bez trudu znajdują pracę u następnego pracodawcy, który dziś nazywa się deweloperem. A z kolei wśród tych ostatnich nie brak takich, którzy zakwitają na rynku tylko raz, niczym kwiat jednej nocy.

Właściciele firm budowlanych tłumaczą się, że wszystkiemu winien brak fachowców na polskim rynku. Wielu z nich, mimo spadku kursu euro i funta brytyjskiego, nadal woli zarabiać poza granicami Polski, gdzie pracują na dobrą markę polskiego budowlańca.

Myślę jednak, że problem jest głębszy. Kiedy się wprowadzałam ponad dziesięć lat temu do bloku na łódzkim Olechowie, budowanym przez spółdzielnię "Bawełna", żyliśmy już w innej epoce. A mimo to w moim mieszkaniu były krzywe ściany i nie otwierały się okna. Mam poważne podejrzenia, że indolencja polskich budowlańców to sprawa ponadustrojowa i nijak ma się ona do bieżącej polityki. Chyba że gospodarczej, ale ta wymaga dużo większych kompetencji niż walka o prymat na politycznym rynku między partiami.

Joanna Leszczyńska


POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka
Źródło:
Tematy

Komentarze (23)

dodaj komentarz
~W.M.Konopacki
To było do przewidzenia. Po doświadczeniach szwedzkich próbowałem przenieść na grunt polski tamtejsze doświadczenia. Jak się planuje w Szwecji prezentowałem już na Wystawie X-lecia Solidarności w Gdańsku. Jak wyszkolić budowlańców - w ramach Centrum Promocji i Rozwoju Budownictwa Fundacji Gospodarczej "Solidarność", które To było do przewidzenia. Po doświadczeniach szwedzkich próbowałem przenieść na grunt polski tamtejsze doświadczenia. Jak się planuje w Szwecji prezentowałem już na Wystawie X-lecia Solidarności w Gdańsku. Jak wyszkolić budowlańców - w ramach Centrum Promocji i Rozwoju Budownictwa Fundacji Gospodarczej "Solidarność", które szybko zlikwidowano, kiedy okazało się, że nie na związek nie będzie z tego kasy. Potem jako doradca Sejmowej Komisji - również w kontekście organizacji budownictwa społecznego. Na konferencjach WACETOBU w Spale, przy organizacji P.S,B.D. itd. A chodziło o praktyczne przeszkolenie pracowników wraz z 2-letnią certyfikacją przy współudziale Byggförsknigsradet. Wszystkie te inicjatywy "spłynęły" po decydentach, ponieważ "my wiemy, jak budować". Po 20 latach od pierwotnego projektu s-ki Skanska Polska, jej szef stwierdził, że Polaków może zatrudnić jedynie w administracji.
Dzisiejsze efekty są (u niektórych wykonawców) skandaliczne w porównaniu z latami 70-ymi, gdzie wykrywano wady wykończeniowe, lecz nie konstrukcyjne. Tymczasem polscy budowlani, których ściągnąłem do Szwecji, po przeszkoleniu szwedzkim "bili na głowę" Szwedów. Efekty budowy osiedla RISSNE (3000 mieszkań), to 2,8 mieszkania na dobę (2 wykonawców).
W Polsce nie ma kosztu budowy - ok. 60 % kosztu odtworzenia m.kw.p.u. Nie ma odpowiedniego nadzoru budowlanego. W "Kości niezgody" TVP Gdańsk prezentowałem zasiedlone Osiedle użytkowane bez odbioru i bez zezwolenia na użytkowanie!!! Wskutek interwencji władz miasta zdjęto temat z dalszej prezentacji. Jeżeli na to wszystko pozwalają organizacje gospodarcze, izby i ministerwstwo, to szkoda marzyć o poprawie.
~George
Gdyby w Polsce działał normalny wymar sprawiedliwości, byłoby inaczej. Przecież partactwo i niedoróby łatwo zweryfikować. No ale w PRL BIS sądy sa jak za starego PRL i tu jest pies pogrzebany. Developerzy zachowują się racjonalnie tzn. zrabiają najmniejszym kosztem. Gdyby te koszty w wyniku procesów sądowych dramatycznie wzrosły Gdyby w Polsce działał normalny wymar sprawiedliwości, byłoby inaczej. Przecież partactwo i niedoróby łatwo zweryfikować. No ale w PRL BIS sądy sa jak za starego PRL i tu jest pies pogrzebany. Developerzy zachowują się racjonalnie tzn. zrabiają najmniejszym kosztem. Gdyby te koszty w wyniku procesów sądowych dramatycznie wzrosły od razu jakośc by się poprawiła, bo najzwyczajniej w świecie nie opłacałoby się partaczyć.
~Tech
W Polsce cała sprawa prawa budowlanego postawiona jest na głowie. Nie wiele osób wie, ale lobby budowlane pilnuje aby posłowie nie wprowadzili normalnego prawa regulującego budowanie i sprzedaż nowych mieszkań. Dlaczego w całej Europie i Ameryce najpierw developer buduje mieszkanie, dostaje wszelkie pozwolenia i dopiero może go sprzedać.W Polsce cała sprawa prawa budowlanego postawiona jest na głowie. Nie wiele osób wie, ale lobby budowlane pilnuje aby posłowie nie wprowadzili normalnego prawa regulującego budowanie i sprzedaż nowych mieszkań. Dlaczego w całej Europie i Ameryce najpierw developer buduje mieszkanie, dostaje wszelkie pozwolenia i dopiero może go sprzedać. Nie może pozwolić sobie na taką fuszerkę bo po prostu nie będzie mógł mieszkania sprzedać. W naszej korupcyjnej rzeczywistości wilczego kapitalizmu osoby tworzące prawo pozwoliły developerom na totalną samowolkę. Dlatego tak to wszystko wygląda, dlatego jest taka niska jakość, dlatego takie przekręty z aktami notarialnymi i szntaże developerów, dlatego potem płacz że developer upadł a pieniądze znikneły itp. To wszystko śmieszne ale kupowanie mieszkania na etapie dziury w ziemi to samemu pakowanie się i proszenie o kłopoty. Kient bieże na siebie całe ryzyko zaciągając kredyt, finansujes budowę developera a ten robi za to w wadliwe mieszkanie po najniższym koszcie aby wyciągnąć jak najwięcej kasy. Gadanie o partaczach budowlańcach, złych kierownikach i inspektorach o etosie pracy i takie tam pierdy to raczjej nieświadome tematy poboczne mające na celu odwrócić uwagę od tego naprawdę istotnego problemu.
~Zyga
Czy nie widzicie plusów w tym nowym budownictwie? Wystarczy wyjść na balkon , mocno wyciągnąć dłoń i można uściskać znajomego mieszkającego w sąsiednim domu naprzeciwko. To nioe to co za czasów PRLu - dom od domu min 50 m i jeszcze tak stawiany aby nie było można zaglądać sąsiadowi w garki. Teraz to co innego. Jak się postarasz Czy nie widzicie plusów w tym nowym budownictwie? Wystarczy wyjść na balkon , mocno wyciągnąć dłoń i można uściskać znajomego mieszkającego w sąsiednim domu naprzeciwko. To nioe to co za czasów PRLu - dom od domu min 50 m i jeszcze tak stawiany aby nie było można zaglądać sąsiadowi w garki. Teraz to co innego. Jak się postarasz to możesz sąsiadowi nawet w garnkach pomieszać aby się nie przypaliło.
Joasiu skończ z tym sloganem nawiązującym do czasów PRLu. Na początku lat 70 tych odbierałdm nowe mieszkanie w bloku spółdzielczym. Usterki były ale nie takie jak w domu stawianym przy końcu lat 90 tych. Od czasów PRLu mineło 10 lat ale z budowy znikne;li niezależni inspektorzy nadzoru. Ilość usterek była przerażąjąca !!!! Odchyłka ściany na wysokości sufitu 20 cm to standart. Gładź sufitu przypominała pole po wykopkach, Drzwi wejściowe źle zamocowane. Elektruyka - spieprzona dokumentnie (połączone przewody). Przeciejkające mocowanie okna itd. Innych usterek nie było bo przecież zgodnie z nową strategią zaczęto oddawać mieszkania w stan ie surowym. Więc Joasiu nie truj o nawykach PRLu. Za tak oddawanny budynek w PRLu kierownik budowy wyleciał by na zbity pysk.
~Jan
A ja kupiłem teraz apartament w Bułgarii i wszystko jest OK. Nasi partacze budowlańcy mogliby się dużo nauczyć od Bułgarów, którymi tak pogardzają niektórzy. No ale jak wiocha z kieleckiego buduje Stolicę, więc są efekty.
~nowy
a ja kupilem apartament w Bulgarii i jest kompletna porazka nie polecam
~nowy
a ja kupilem apartament w Bulgarii i jest kompletna porazka nie polecam
~Andrzej
Jestem szczęśliwym (jeszcze póki co szczęśliwym) nabywcą swojego pierwszego własnego M. O kupowaniu mieszkania mógłbym już napisać książkę. Tyle co ja usterek znalazłem i ciągle znajduję, to się w głowie nie mieści - zwłaszcza za taką kasę. Czasem mam wrażenie, że na budowie pracuje tylko banda małp, które trzeba pilnować kijem.
Już
Jestem szczęśliwym (jeszcze póki co szczęśliwym) nabywcą swojego pierwszego własnego M. O kupowaniu mieszkania mógłbym już napisać książkę. Tyle co ja usterek znalazłem i ciągle znajduję, to się w głowie nie mieści - zwłaszcza za taką kasę. Czasem mam wrażenie, że na budowie pracuje tylko banda małp, które trzeba pilnować kijem.
Już nie mam siły co chwilę zgłaszać nowych usterek, bo patrzą na mnie jak bym z księżyca spadł ale muszę, bo im tego nie podaruję.
Czy ja tak wiele wymagam?
~Jureczek
Ja sie wybudowalem i ma to za sobą, ale wiekszosc ekip wywalalem na zbity pysk slysząc na pozegnanie ty ch...ju, spalimy cię , zabijemy cie itp. grozby i wyzwiska.
Prawda jest taka, że mamy takich budowlancow partaczy, że nawet po 100 zl/godzine nie umieliby dobrze pracować. Partactwo maja we krwi. Prywaciarz dopilnuje, a developer
Ja sie wybudowalem i ma to za sobą, ale wiekszosc ekip wywalalem na zbity pysk slysząc na pozegnanie ty ch...ju, spalimy cię , zabijemy cie itp. grozby i wyzwiska.
Prawda jest taka, że mamy takich budowlancow partaczy, że nawet po 100 zl/godzine nie umieliby dobrze pracować. Partactwo maja we krwi. Prywaciarz dopilnuje, a developer ma to gdzies. Jakosc wspolczesnie budowanych mieszkan jest nizsza niz odnowionych w wielkiej plycie.
~salaganart
Jaki pan, taki kram. Jak na górze, tak i na dole. Niech budownictwo mieszkaniowe i domów jednorodzinnych będzie probierzem "szalonych w swojej istocie" przemian (tzw. reform) w Polsce lat 1989-2008. Przecież na całym normalnym świecie tłuk i alkoholik nie stawiają domów. A w Polsce tak właśnie jest. Gdzie są ci budowlani Jaki pan, taki kram. Jak na górze, tak i na dole. Niech budownictwo mieszkaniowe i domów jednorodzinnych będzie probierzem "szalonych w swojej istocie" przemian (tzw. reform) w Polsce lat 1989-2008. Przecież na całym normalnym świecie tłuk i alkoholik nie stawiają domów. A w Polsce tak właśnie jest. Gdzie są ci budowlani fachowcy? Najprędzej w bajkach, np. "O sierotce Marysi." Prokurator powinien z urzędu tropić takie sprawy.

Powiązane: Deweloperzy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki