Niższy od oczekiwań odczyt deflatora wydatków konsumpcyjnych nie wywołał euforii wśród inwestorów. A jeszcze nieco ponad miesiąc temu Wall Street potrafiła wpaść w ekstazę na wieść o kosmetycznie niższym odczycie inflacji CPI.


Dow Jones zakończył piątkową sesję utratą 0,05%, kończąc tydzień na poziomie 37 385,97 punktów. Indeks S&P500 zyskał skromne 0,17% i osiągnął wartość 4 754,63 pkt. Nasdaq Composite po dodaniu 0,19% wspiął się na wysokość 14 992,97 pkt. Żaden z nich nie poprawił niedawnych szczytów.
Co więcej, nowojorskim indeksom nie udało się utrzymać początkowych i też zresztą nieśmiałych zwyżek. Te zaś były efektem lepszego od oczekiwań odczyty deflatora wydatków konsumpcyjnych (PCE). Bazowa wersja tego wskaźnika (PCE core) jest ulubioną miarą inflacji Rezerwy Federalnej i w listopadzie obniżyła się do 3,2% względem 3,4% odnotowanych w październiku. Natomiast „szeroki” PCE okazał się już tylko o 2,6% wyższy niż rok temu oraz o 0,1% niższy niż przed miesiącem.
Wszystkie te odczyty okazały się nieco niższe od rynkowego konsensusu. Ekonomiści spodziewali się spowolnienia inflacji PCE z 2,9% do 2,8% oraz z 3,5% do 3,4% w wersji bazowej. Niższy od prognoz (0,1% vs. 0,2%) był także przyrost miesięczny tego ostatniego.
W połowie listopada po nawet mniejszej pozytywnej niespodziance w przypadku inflacji CPI (to nieco inna miara wzrostu cen w gospodarce) na Wall Street zapanowała euforia, a nowojorskie indeksy zyskały po ok. 2%. Teraz nie było prawie żadnej reakcji.

I w zasadzie trudno się temu dziwić, skoro rynek zdążył zdyskontować coś znacznie więcej niż tylko łagodne poluzowanie polityki monetarnej w 2024 roku. Rynek terminowy wycenia sześć lub nawet siedem 25-punktowych obniżek stopy funduszy federalnych do końca przyszłego roku. Czyli tak, jakby gospodarka USA miała wpaść w recesję, a Fed panicznie próbowałby ratować koniunkturę.
- Kluczowym pytaniem staje się, czy doświadczymy przewlekłego osłabienia gospodarki z powodu podwyżek stóp procentowych, czy też jest ono już za nami – powiedział Michael Green, główny strateg nowojorskiego Simplify Asset Management cytowany przez agencję Reuters. – Jeśli Fed zacznie ciąć stopy zbyt szybko, to ryzykuje odrodzeniem sił inflacyjnych w gospodarce – dodał Green.
Jednak póki co w ceny akcji uwzględniony jest scenariusz „miękkiego lądowania” amerykańskiej gospodarki. Tj. łagodnego spadku inflacji w pobliże 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej przy braku recesji i utrzymaniu niemal rekordowo niskiego bezrobocia. To dlatego od początku roku S&P500 zyskał prawie 24%, a Nasdaq poszedł w górę o przeszło 43%! Zrzeszający mniejsze spółki indeksu Russell2000 jest na plusie o ponad 16%, choć jeszcze w sierpniu notowany był niżej niż na początku roku.
KK

































































