Choć w rosyjskiej kadrze brak gwiazd światowego formatu, tamtejsza giełda może pochwalić się całkiem ciekawą reprezentacją.


Najbardziej medialną gwiazdą moskiewskiego parkietu jest niewątpliwie Gazprom. By stać się współwłaścicielem giganta uznawanego za narzędzie putinowskiej polityki, wystarczy 8,2 zł - tyle kosztuje bowiem jedna jej akcja. Na istotny wpływ na podejmowane decyzje nie mamy jednak co liczyć, 51,7 proc. akcji - a więc pakiet kontrolny - znajduje się bowiem w rękach rosyjskiego rządu.
Gdyby przenieść Gazprom na polską giełdę, spółka zdominowałaby nasz parkiet. W 2017 roku Gazprom na czysto zarobił 49 mld zł, co wystarczyłoby na wykupienie w zasadzie każdej polskiej spółki, wartość największego na GPW PKO BP to bowiem ledwie 50 mld zł. Kapitalizacja Gazpromu jest zaś czterokrotnie wyższa i sięga 200 mld zł. Dla porównania nasz gazowy "gigant" - PGNiG - wyceniany jest na 34,2 mld zł. Dodatkowo Gazprom notowany jest ze sporym dyskontem. Bieżący wskaźnik C/Z wynosi ledwie 4,4 (dla WIG20 to 12,7), a C/WK 0,28.
To jednak nie Gazprom jest największą rosyjską spółką. Więcej, nie znajduje się nawet na podium. Więksi od niego są dwaj inni paliwowi giganci - Lukoil oraz Rosneft. Dwójka ta ma bardzo udany rok, bowiem podczas gdy od początku stycznia kapitalizacja Gazpromu wzrosła o 3,3 proc., Rosneft zyskał 25,3 proc., Lukoil zaś 18,7 proc. Liderem pod względem kapitalizacji jest jednak - co "modne" w krajach postkomunistycznych - bank. Chodzi o Sberbank, którego kapitalizacja sięga 270 mld zł. Co ciekawe wpływ Sberbanku na MOEX jest jednak niższy (11,07 proc. udziału) od Gazpromu (14,47 proc.) i Lukoila (15,26 proc.). Zakład na główny moskiewski indeks to w dużej mierze więc zakład na kondycję paliwowych gigantów i rynku ropy oraz gazu.
Skala zdecydowanie większa niż na GPW
W sumie na moskiewskiej giełdzie jest notowanych 11 spółek większych od największego w Polsce PKO BP. Mimo ogromu rosyjskiej gospodarki, na tamtejszym parkiecie w sumie jest jednak notowanych o połowę mniej spółek niż na głównym rynku przy Książęcej. To sprawia, że pod względem łącznej kapitalizacji notowanych spółek moskiewska giełda jest ledwie 25. największą na świecie. Polska jest jednak jeszcze dalej, na koniec 2017 roku wspomniana łączna kapitalizacja spółek z MOEX-u sięgała 619 mld euro. Polskie spółki notowane na głównym rynku GPW warte są obecnie również 600 mld, ale złotych.
Różnica skali dotyczy nie tylko samego parkietu moskiewskiego i warszawskiego, ale także i spółek, które są operatorami giełdy. W Polsce jest to oczywiście Giełda Papierów Wartościowych (wyceniana obecnie na 1,5 mld zł), w Rosji zaś Moscow Exchange - w skrócie MOEX. Wycena operatora moskiewskiej giełdy to obecnie 14,3 mld zł, a więc niemal dziesięciokrotnie więcej. Dla porównania rynkowa wartość operatora giełdy madryckiej to 10,4 mld zł, zaś jednoczącego Paryż, Amsterdam, Lizbonę oraz Brukselę Euronextu 17 mld zł. MOEX-owi daleko jednak do London Stock Exchange (76,6 mld zł) oraz Deutsche Boerse (91,3 mld zł).
Nie tylko akcje
Sam MOEX to jednak także efekt mariażu. Powstał w 2011 roku z połączenia dwóch rosyjskich giełd: Moscow Interbank Currency Exchange oraz Russian Trading System. Za fuzją stał zamiar utworzenia jednej potężnej giełdy, która pozwoliłaby stać się Moskwie pełnoprawnym światowym centrum finansowym. Pozostałością po fuzji były dwa indeksy, często naprzemiennie przytaczane w kontekście kondycji rosyjskiej giełdy: RTS oraz MICEX. Ten ostatni niedawno zmienił nazwę na wspomniany MOEX i jest obecnie uznawany za giełdowy benchmark, denominowany w rublach i przeznaczony dla 50 najbardziej płynnych i największych spółek. RTS zaś denominowany jest w dolarach, przez co chętniej spoglądają na niego inwestorzy zagraniczni.
Przeczytaj także
Dodatkowo MOEX łączy w sumie rolę giełdy papierów wartościowych, Izby Rozliczeniowej oraz Centralnego Depozytu Papierów Wartościowych. Ma więc bardzo szerokie możliwości zarobkowania. To o tyle istotne, że typowy rynek akcji odpowiadał w 2017 roku za ledwie 7,6 proc. przychodów, które spółka wygenerowała na opłatach i prowizjach.
Więcej MOEX zarobił nawet na rynku obligacji. Ten w Polsce jest w zasadzie martwy, w maju wartość obrotów na Catalyście wyniosła bowiem ledwie 148,7 mln zł. Dla porównania wartość obrotu akcjami na rynku głównym GPW - mimo spowolnienia - wyniosła wówczas 17,6 mld zł. Przepaść, wspomniane 148,7 mln zł najlepsze spółki potrafią wykręcić - przy dobrej sesji - w ciągu jednego dnia. W Rosji wygląda to zupełnie inaczej. W maju obroty obligacjami na moskiewskiej giełdzie sięgnęły aż 97,9 mld zł. To o wiele więcej niż na polskich, ale także i rosyjskich akcjach. Liczone wspólnie obroty na moskiewskim rynku akcji, kwitów depozytowych i jednostek funduszy sięgnęły bowiem w maju 46,2 mld zł.
Hossa jest, ale...
Wszystko to sprawia, że prowadzenie moskiewskiej giełdy to bardzo intratny biznes. W 2017 roku spółka MOEX miała 1,3 mld zł. Rok wcześniej było to niemal 1,5 mld zł. Dla porównania zysk GPW za ostatni rok to ledwie 156 mln zł. Zresztą przy obecnej kapitalizacji GPW - zakładając utrzymanie poziomu cen - roczny zysk wystarczyłby MOEX-owi, by kupić niemal wszystkie akcje spółki odpowiedzialnej za polską giełdę.
Na pierwszy rzut oka powody do radości mają także inwestorzy, którzy grają na moskiewskiej giełdzie. MOEX notowany jest obecnie w pobliżu historycznych maksimów. Tylko w tym roku urósł o 8 proc. (dla porównania WIG20 w tym czasie stracił 9 proc.), a w ciągu pięciu lat o przeszło 77 proc. (strata WIG20 w tym okresie to także 9 proc.). Wynik byłby pewnie jeszcze lepszy, ostatnie sankcje jednak mocno odbiły się na rosyjskiej giełdzie o czym pisaliśmy w tym artykule. Szczególnie mocno taniały akcje Rusalu, koncernu aluminiowego rosyjskiego oligarchy Olega Deripaski, które strat z kwietnia nie odrobiły do dziś.
Z drugiej strony - szczególnie patrząc na MOEX w szerszym ujęciu - warto pamiętać, że choć obecnie inflacja w Rosji to ledwie 2,4 proc. rok do roku, to jeszcze w 2015 roku wskaźnik ten był dwucyfrowy. Teraz z kolei giełdowe zyski - z perspektywy zagranicznej - zjada słaby rubel. Rosyjska waluta od początku roku osłabiła się względem dolara o 8 proc., w przeciągu 5 lat zaś o 49 proc. Widać to na denominowanym w dolarach RTS-ie. Indeks ten od początku roku jest w zasadzie na 0.
































































