Zobowiązania jednostek samorządu terytorialnego wynoszą ok. 4% PKB. Średnia w UE jest o 1 pp niższa. Średnie zadłużenie samorządów powoli zbliża się do 30% ich dochodów. Łączny deficyt wynosi ok. 14 mld zł. Najbardziej zadłużone miasta w Polsce osiągnęły lub zbliżają się do ustawowego limitu 60%. We wszystkich miastach wojewódzkich zadłużenie przekracza 40%. Do najbardziej zadłużonych należą Wrocław, Toruń i Kraków.
Chociaż deficyt sektora samorządowego jest mniejszy niż centralny, to stanowi on duże zagrożenie dla płynności finansowej samorządów. Przede wszystkim w budżetach muszą uwzględniać coraz wyższe kwoty na obsługę długu. Politycy samorządowi rzadko kiedy kierują się rachunkiem ekonomicznym – dopuszczalny 60% limit pozostawia im możliwość zadłużania się i inwestowania środków w obiecane wyborcom przedsięwzięcia. Ich zyskowność może nie mieć znaczenia.
Jakiś czas temu pojawił się pomysł, aby stopniowo zmniejszać dopuszczalny limit deficytu w budżetach. Te stanowczo się sprzeciwiły, twierdząc, że zahamuje to ich potencjał inwestycyjny – „zwiąże ręce, które robią wszystko by rozwijać swoje regiony”. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam zapłacić za owoce tego rozwoju.
Tax fiction
Samorządy mają otrzymać prawo do nakładania nowych podatków lokalnych. Rady gmin czy powiatów obecnie nie mogą swobodnie ustalać rodzaju opłat. Regulują jedynie ich wysokość w z góry ustalonych ramach. Ma się to zmienić. Rady będą mogły na mocy uchwały wprowadzić podatki o charakterze lokalnym.
Samorządy mają duże pole do popisu. Oprócz słynnego podatku od deszczu, czyli opłaty od ścieków opadowych i roztopowych odprowadzanych do miejskiej kanalizacji deszczowej, można wprowadzić np. podatek od nasłonecznienia. Wszak nie od dziś wiadomo, że gdy mamy piękną pogodę, to ludzie są bardziej radośni, chętniej wychodzą do miejskich parków, a kierowcy szybciej jeżdżą samochodem.
Inną ciekawą propozycją jest podatek od wiatru. W końcu gdy wieje mocniej niż zwykle, to gminy narażone są na straty związane z usuwaniem np. powalonych drzew, itd. Podatek od koloru budynków – za chęć pomalowania domu na kolor inny niż np. biały, trzeba będzie dodatkowo zapłacić. Propozycji może być wiele. Wyobraźnia władz samorządowych objawia się w całej okazałości zawsze, gdy trzeba podreperować nadwyrężony nadmiernymi wydatkami budżet.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl




























































