Pogorszenie nastrojów inwestycyjnych na Wall Street przełożyło się na osłabienie złotego i wyjście kursu euro powyżej 4,70 zł. Z kolei dolar amerykański przestał tracić względem euro.


Środowe spadki na nowojorskich giełdach mogły być początkiem końca rynkowego karnawału, jaki trwał od Świąt Bożego Narodzenia. Ewentualne osłabienie apetytu na ryzykowne aktywa jest czynnikiem potencjalnie szkodzącym złotemu, traktowanego jako niezbyt bezpieczną lokatę kapitału.
- Kurs EUR/PLN przełamał opór na poziomie 4,7070 i z impetem i wzrósł dziś rano do nawet 4,7385, otwierając sobie na gruncie technicznym przestrzeń do kontynuacji osłabienia złotego. Co ciekawe, narastająca od kilku dni presja na słabszego złotego odbywa się, mimo podejmowanych konsekwentnie od ponad tygodnia (nieskutecznych) prób wyniesienia eurodolara do 10-miesięcznego maksimum - napisał komentarzu dziennym Andrzej Kamiński z Banku Millennium.
W czwartek o 10:13 kurs euro wynosił 4,7070 zł, po nocnym osłabieniu powracając do stanu ze środowego wieczoru. Niemniej jednak na wykresie dziennym już teraz widzimy dość nieprzyjemnie wyglądającą świeczkę. Patrząc w szerszym horyzoncie czasowym przedział konsolidacji w zakresie 4,65-4,72 zł pozostał utrzymany.

Niepowodzeniem zakończyła się próba ustanowienia nowych półrocznych szczytów na parze euro-dolar. Po nieudanym ataku na poziom 1,09 kurs EUR/USD powrócił w okolice 1,08. Na polskim rynku skutkowało to wzrostem kursu dolara nawet do 4,39 zł. Ale w czwartek rano amerykańska waluta kosztowała 4,3529 zł, czyli nawet mniej niż w środę po południu.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,7481 zł, czyli o prawie 1,5 grosza mniej niż dzień wcześniej. Po trwającym od połowy listopada okresie obniżonej zmienności na parze frank-złoty znów widać większe ruchy, dyktowane w znacznej mierze przez zmiany kursu EUR/CHF.
























































