Gwałtowne spadki po premierze "Snipera", nowa strategia i rok zakończony - mimo wszystko - zyskiem - wokół CI Games działo się w ostatnich miesiąca bardzo wiele. Spółka wzbudziła takie zainteresowanie, że wygrała w głosowaniu czytelników w plebiscycie #naBankiera. Zgodnie z ich wolą porozmawialiśmy o sytuacji CI Games z prezesem spółki, Markiem Tymińskim.
Adam Torchała, Bankier.pl: Niedawno CI Games przekazało na rynek raport finansowy. Jak w skrócie ocenia Pan miniony rok?
Marek Tymiński, prezes CI Games: Rok 2017 był dla nas wyjątkowy ze względu na premierę gry „Sniper: Ghost Warrior 3”. Z jednej strony w bardzo dużym stopniu pomogła w osiągnięciu przychodów na poziomie 103 mln zł, z drugiej strony oczekiwania były znacznie większe.
No właśnie, temat „Snipera” zdominował ostatni rok. Wiem, że świat nie jest czarno-biały, ale gdyby mógł Pan wybrać jedno słowo na określenie gry „Sniper: Ghost Warrior 3”to wybrałby Pan „sukces” czy „porażka”?
Myślę, że mimo wszytko gry, której sprzedało się ponad milion sztuk w niecały rok, na pewno nie można nazwać porażką. Jednak dużo większą szansę na znaczący sukces mielibyśmy, gdybyśmy wydali grę kilka miesięcy później ze zdecydowanie mniejszą liczbą problemów technicznych. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, szczególnie w branży gier, a myśmy w dużej mierze je stracili.
Na spółkę po premierze ostatniego „Snipera” spadła fala krytyki, sam zresztą reagował Pan na m.in. posty forumowiczów. Chciałem zapytać, jak duży Państwa zdaniem - z czysto biznesowego punktu widzenia - miało to wpływ na wyniki CI Games za 2017 rok?
Fala krytyki nie pomaga w promocji gier.
Kurs nadal trzyma się w pobliżu ceny z popremierowej przeceny, to sygnał, że rynek uznał, iż wówczas nie przesadzono z reakcją.
Może być wiele powodów takiego stanu rzeczy. Proszę zauważyć, że na razie nie mówimy za dużo o naszych planach, ale pracujemy w pocie czoła. Będziemy stopniowo informować inwestorów o tym, nad czym pracujemy.
Przyglądam się historycznym wynikom spółki. Za każdym razem w roku premiery był zysk. W przypadku pierwszego „Snipera” udało się zyski przeciągnąć i na 2011 rok, w 2015 ta sztuka się jednak nie udała i CI Games zaraportowało spory spadek przychodów i stratę. Jakiego scenariusza spodziewa się Pan w przypadku roku 2018?
Nie podajemy naszych prognoz na ten czy kolejne lata. Staramy się, aby jak najszybciej CI Games wydawało przynajmniej jedną grę rocznie, możliwie więcej. Wtedy sytuacja z poprzednich lat nie powinna mieć miejsca, jeśli tylko zainwestujemy we właściwe projekty.
Nie chodzi mi o dokładne prognozy, ale np. o to, czy w 2018 roku CI Games będzie się mogło utrzymać tylko z pieniędzy spływających z wyprodukowanych już gier
Oczywiście, że może się utrzymać, nie licząc inwestycji w projekty. Cały czas mamy ponad 10 mln zł gotówki na rachunku oraz istotne wpływy z tytułu sprzedaży cyfrowej. Na inwestycje w projekty mamy finansowanie między innymi z kredytu w mBanku, którego jeszcze w ogóle nie wykorzystaliśmy.
W 2017 roku znacząco spadły zobowiązania spółki, co wielokrotnie Państwo podkreślali. Jak będzie wyglądała dalsza polityka CI Games w tej kwestii? Będą chcieli Państwo utrzymać parametry na niskim poziomie, czy jednak zwiększą Państwo udział finansowania zewnętrznego?
Zobowiązania wzrosną, gdy zaczniemy korzystać aktywnie z kredytu bankowego. Wynika to z naszych ambicji inwestowania w więcej niż jeden projekt na raz.
Czyli nowe projekty będą finansowane z kredytu?
Tak, między innymi kontynuacja „Lords of the Fallen”. Obecnie mamy wiele - w tym kilka bardzo interesujących - ofert ze strony zewnętrznych producentów gier dotyczących realizacji tej gry dla CI Games.
„Lords of the Fallen” to największy hit sprzedażowy spółki, spotkałem się jednak z licznymi opiniami, że wynik "podkręcono" dzięki umowom abonamentowym. Jak się Pan do tego odnosi?
Zarówno w formie sprzedanych egzemplarzy, jak i w formie osób, które pobrały grę, mając abonament, na dzień dzisiejszy „Lords” to ponad 9 mln egzemplarzy. Sprzedaż, nie licząc abonamentów, to ponad 2 mln sztuk i gra wciąż sprzedaje się dobrze.
Czyli potencjał drugiej części „Lords of the Fallen” w standardowym kanale (bez abonamentu) to bardziej 2 mln czy bardziej 9 mln graczy?
Ważna jest tutaj baza graczy. „Lords of The Fallen” jest znaną marką na świecie i przez to kontynuacja ma duży potencjał. Jaki dokładnie? Jest zdecydowanie za wcześnie, abyśmy mogli coś na ten temat powiedzieć.
W nowej strategii zapowiedzieli Państwo mniejsze, ale tańsze gry. Patrząc na spółki z GPW specjalizujące się w mniejszych produkcjach, można dostrzec, że część próbuje znaleźć swoją niszę/ulubiony gatunek. Jak będzie wyglądała droga CI Games? Póki co dwie główne marki to RPG i FPS.
Za wcześnie, abyśmy mogli powiedzieć coś więcej na temat naszej strategii wydawniczej. Ale na pewno nie chcemy się ograniczać tylko do tych dwóch gatunków. Dodatkowo kolejny „Lords” wcale nie musi być mniejszą grą.
Elementem nowej strategii było też m.in. zmniejszenie studia. To wymaga często ciężkich decyzji. Jak wygląda obecna atmosfera w zespole?
To była trudna decyzja, ale obecnie bardzo dużo gier tworzonych jest właśnie w takim modelu. Z jednej strony są mniejsze zespoły podobne do naszego, z drugiej strony są gigantyczne zespoły po paręset osób. Coraz mniej jest firm, które są po środku tych dwóch modeli.
Atmosfera w naszym wewnętrznym studiu jest lepsza, niż była jeszcze kilka miesięcy temu. Nie jest tajemnicą, że efektywniej i przyjemniej pracuje się w mniejszym zespole, gdzie każda osoba ma większy wpływ na projekt. Dodatkowo przeprowadziliśmy kilka kluczowych zmian, o których nie mogę dziś jeszcze publicznie powiedzieć, co też wpłynęło na poprawę komfortu pracy, a nie skutkują jednocześnie powiększeniem kosztów.
Skoro wspomniał Pan o modelach, to chciałem zapytać, czy jest może na rynku jakaś spółka, której podejście, sposób działania i zarabiania dobrze odpowiadałoby temu, co chciałoby osiągnąć CI Games dzięki nowej strategii?
Są spółki, które uważamy za benchmarki, ale naprawdę jest za wcześnie, abyśmy coś więcej mogli powiedzieć.
Na koniec zostawiłem sobie pytanie specjalne. Bezpośrednim impulsem do naszej rozmowy był głos czytelników i inwestorów, którzy chcieliby się dowiedzieć, kiedy będzie można zarobić na akcjach CI Games. Właśnie to pytanie wygrało w plebiscycie #naBankiera. Co im Pan odpowie?
To dobre pytanie, sam jestem dużym akcjonariuszem CI Games. Wierzę, że przyjęta przez nas strategia, którą realizujemy, pozwoli spółce wejść na dużo wyższy poziom zarówno pod względem przychodów, jak i zysków, a to przełoży się na giełdową wycenę.






























































