Jako "skandal" określił prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz piątkowe doniesienia "Gazety Wyborczej" dotyczące okoliczności wypadku b. premier Beaty Szydło w 2017 r. "Tak wygląda zderzenie interesu totalnej władzy, która chciała ukryć prawdę, ze zwykłym Polakiem" - ocenił szef ludowców.


"GW" napisała w piątek, że funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy cztery lata temu brali udział w wypadku Szydło, składali fałszywe zeznania w śledztwie dotyczącym okoliczności zdarzenia. Przyznał to w rozmowie z gazetą jeden z oficerów.
Doniesienia "GW" oburzyły w piątek prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. "Były oficer BOR przyznał, że wspólnie z kolegami, za wiedzą przełożonych, składali fałszywe zeznania w sprawie wypadku byłej premier (Beaty Szydło). To skandal! Tak wygląda zderzenie interesu totalnej władzy, która chciała ukryć prawdę, ze zwykłym Polakiem" - napisał szef Stronnictwa na Twitterze.
"GW" rozmawiała z Piotrem Piątkiem, emerytowanym od marca 2021 r. funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa, która w 2018 r. zastąpiła Biuro Ochrony Rządu. Według dziennika Piątek w lutym 2017 r. był w grupie funkcjonariuszy rządowej kolumny wiozącej premier Szydło, gdy jedna z limuzyn kolumny zderzyła się z seicento kierowanym przez 20-letniego Sebastiana Kościelnika.
"Strona rządowa wspierana przez policję i prokuraturę od początku robiła wszystko, by zdjąć odpowiedzialność z funkcjonariuszy i ich szefów, a obciążyć kierowcę seicento. W śledztwie okazało się, że tajemniczo zostały uszkodzone nagrania z monitoringu, a wszyscy BOR-owcy zapewniali, że kolumna jechała prawidłowo, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Chorąży ujawnia, że to ostatnie było nieprawdą" - pisze dziennik.

Według gazety Piątek i jego koledzy "za wiedzą przełożonych porozumieli się, by składać fałszywe zeznania". "Co więcej, jak mówi Piątek, kolumna rządowa regularnie jeździła bez włączonych syren" - czytamy. (PAP)
mkr/ godl/



























































