W 2011 złoto nie zaskoczyło analityków, a i tak dostarczyło sporych emocji. Majowe i czerwcowe spadki okazały się tylko preludium do wakacyjnego rajdu, który wzniósł nominalne ceny złota do rekordowych 1.924 USD za uncję. Szaleńcze poszukiwania bezpiecznych przystani zaowocowało formacją podwójnego szczytu i wrześniowym przesileniem. W kilka dni ceny złota spadły o 20%. Do końca roku królewski metal nie odbudował pozycji i w grudniu zaliczył pierwszy od trzech lat spadek poniżej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Mimo to w ujęciu dolarowym złoto zyskało na wartości 10%.
Źródło: Bankier.pl
Szarzejące srebro i zapomniana platyna
Jeszcze bardziej spektakularne były dzieje srebra, które od stycznia do końca kwietnia niemal podwoiło cenę, po raz pierwszy od 1980 roku zbliżając się do 50 USD za uncję. Wiosną mieliśmy do czynienia z klasyczną bańką spekulacyjną, która ogarnęła stosunkowo niewielki rynek białego metalu. Zakończyło się to fatalnie, bo dwoma 35-procentowymi krachami. Słaby grudzień przesądził sprawę i srebro zakończyło rok mniej więcej tam, gdzie go rozpoczęło.
Znacznie gorszy rok mają za sobą inwestujący w platynowce. Notowania platyny zakończyły rok spadkiem o 19%. Przyczyną była nadprodukcja metalu będąca pochodną słabości popytu i oczekiwanych problemów w branży motoryzacyjnej. W marcu w platynę uderzyło trzęsienie ziemi w Japonii, a we wrześniu strach przed powtórką globalnej recesji. W rezultacie na rynku pojawiła się anomalia w postaci platyny wycenianej o ponad 10% niżej niż złoto.
11 lat hossy i pęczniejąca „bańka”
Po 11 latach hossy i śrubowania nominalnych rekordów rynek złota coraz częściej postrzegany jest jako bańka spekulacyjna. Wielu analityków głosi, że szczyt cen albo mamy już za sobą, albo zobaczymy go w pierwszej połowie 2012 roku. Dla nastawionego kontrariańsko i znającego temat inwestora trudno o lepszy sygnał kupna.
Wzrost częstotliwości ostrzeżeń przed rzekomą „bańką na złocie” przyniosły ostatnie miesiące. Złoto najpierw doznało spektakularnego i mocno spekulacyjnego rajdu, by we wrześniu i grudniu srodze rozczarować. Za sprawą aprecjacji dolara, chwiejnego sentymentu części inwestorów instytucjonalnych oraz zakulisowych rozgrywek banków centralnych złoto przestało się zachowywać jak bezpieczna przystań. Mimo eskalacji kryzysu w strefie euro ceny żółtego metalu spadały, co zdawało się potwierdzać opinie sceptyków. W mojej ocenie jest to jedynie zdrowa korekta trendu wzrostowego, która może się przedłużyć na pierwsze miesiące 2012 roku. Dopiero potem powinna rozpocząć się ostatnia i najbardziej spektakularna faza wzrostu cen złota, które zacznie być sprzedawane nawet w aptekach i galeriach handlowych.
Betonowe fundamenty szklanych wież
Chłodny rzut oka na fundamenty pozwala posiadaczom kruszcu spać spokojnie. Przy obecnym kursie (1.600 USD/oz.) rynkowa wartość całego złota dostępnego na Ziemi sięga 7,4 biliona dolarów. Ale ta astronomiczna kwota tylko o jedną czwartą przekracza nominalną wartość wszystkich papierowych pieniędzy na świecie i pozostaje trzykrotnie mniejsza od globalnej podaży pieniądza pod postacią depozytów bankowych (agregat M1).
Bieżąca wycena złota stanowi zaledwie 15% rynkowej wartości przedsiębiorstw notowanych na światowych giełdach. Kapitalizacja samych tylko spółek amerykańskich jest przeszło dwukrotnie większa niż wartość globalnych zasobów kruszcu. Choć złoto nie jest już tak atrakcyjne względem akcji jak kilka lat temu, to o bańce nie może być mowy. Pod koniec grudnia na zakup średniej przemysłowej Dow Jonesa trzeba było wyłożyć prawie 7,7 uncji złota wobec niemal 45 pod koniec XX wieku.
Kliknij, aby powiększyć. Źródło: sharelynx.com
Relacja cen akcji do złota spadła poniżej historycznej mediany (wynoszącej ok. 8,7). Niemniej w czasie wieloletniej bessy na rynkach akcji relacja DJIA-złoto schodziła znacznie niżej. Oczekuję, że za kilka lat w szczycie giełdowej paniki iloraz ten spadnie poniżej 2,0.
Pozytywnie dla perspektyw złota (czyli ogólnie negatywnie) prezentuje się też sytuacja makroekonomiczna. Rezerwa Federalna w sierpniu obiecała utrzymać zerową stopę procentową „przynajmniej do połowy 2013 roku”. Realnie ujemne stopy procentowe pozostaną sprzymierzeńcem złota i praktycznie eliminują alternatywy w postaci obligacji czy lokat bankowych.
Zobacz, jak sprawdziły się zeszłoroczne prognozy tego autora |
|
|
|
Na dodatek w 2012 roku czeka nas eskalacja kryzysu strefy euro. W pierwszym półroczu spodziewam się kryzysowego przesilenia skutkującego albo rozpadem eurolandu, albo zgodą Niemiec na nieograniczony dodruk euro przez Europejski Bank Centralny. Zgodnie z prawem popytu i podaży zalew papierowego pieniądza powinien podnieść ceny kruszców. Zwłaszcza że po zmianie składu głosującego w Komitecie Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej wzrosną szanse na QE3 (czyli trzecią rundę druku pieniądza) w wypadku spadku dynamiki inflacji lub PKB w Stanach Zjednoczonych.
Ostateczny krach jest groźny także dla złota
Rok 2012 będzie nas przybliżał do ostatecznego załamania systemu monetarnego opartego na pieniądzu fiducjarnym. „Rozwiązanie” kryzysu w Europie poprzez skutkujący wysoką inflacją dodruk euro będzie kolejnym tego elementem. Zachwianiu systemu towarzyszyć będzie ogromna niepewność na rynkach finansowych, co paradoksalnie może skutkować przejściowym spadkiem cen złota. Nerwowość zarządzających funduszami oraz manipulacje banków centralnych w pierwszym półroczu mogą doprowadzić do pogłębienia spadkowej korekty na rynku metali szlachetnych.
Aż do nadejścia nowej fali drukowanego pieniądza inwestorami targać będą wątpliwości, co właściwie jest bezpieczną przystanią. Paniczna repatriacja amerykańskiego kapitału do USA może przejściowo umocnić dolara, co nie będzie sprzyjać wzrostom cen kruszców. Istnieje też ryzyko, że przedłużająca się przecena złota skłoni spółki górnicze do otwierania krótkich pozycji w kontraktach terminowych, aby w ten sposób zabezpieczyć ceny zbytu przyszłej produkcji.
Uważam, że pierwsze miesiące 2012 roku będą stanowić dobry okres do akumulacji złota, o ile kurs dolara nie poszybuje w stronę czterech złotych. Sądzę też, że obecnie jedynym akceptowalnym politycznie rozwiązaniem kryzysu nadmiernego zadłużenia w strefie euro jest dodruk pieniądza przez EBC, co w drugim półroczu powinno doprowadzić do spektakularnej aprecjacji złota względem papierowych walut. Ceny rzędu 2.000 USD za uncję, choć dziś brzmią ekstrawagancko, za rok nikogo nie będą już dziwić.
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl


























































