REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Nadchodzi ostatni rok dobrej koniunktury

    Krzysztof Kolany2011-01-12 06:02główny analityk Bankier.pl
    publikacja
    2011-01-12 06:02
    W roku 2011 globalna gospodarka zapewne osiągnie szczyt dynamiki wzrostu w obecnym cyklu koniunkturalnym. O ile pierwsze półrocze powinno przynieść kontynuację pozytywnych tendencji, to latem może zacząć się spowolnienie gospodarcze. Dodatkowymi czynnikami ryzyka pozostają chiński rynek nieruchomości, kryzys w strefie euro oraz sytuacja na amerykańskim rynku długu.

    Rozpoczęte wiosną 2009 roku ożywienie gospodarcze przerwało najcięższą recesję w powojennej historii świata. W ubiegłym roku poprawa koniunktury w wielu regionach nabrała trwałego charakteru, choć w gospodarkach rozwiniętych trudno mówić o nadzwyczajnej prosperity. Stany Zjednoczone rozwijały się w tempie 2,6%, co skutkowało utrzymaniem stopy bezrobocia blisko najwyższych poziomów od 30 lat. Poza Szwecją i Niemcami gospodarki Europy Zachodniej popadły w stagnację ze wzrostem gospodarczym nieprzekraczającym 2%. Bezrobocie w strefie euro przez cały rok utrzymało się na bardzo wysokim poziomie 10%. Jedynymi rozwiniętymi gospodarkami, które zakończyły rok w bardzo dobrej formie, były Szwajcaria i Australia.

    Szybko rozwijała się za to Azja, napędzana przez rosnące w tempie 10,5% Chiny. Wzrost gospodarczy w drugim najludniejszym kraju świata – czyli Indiach – sięgnął 9,7%. Szybkie ożywienie po płytkiej recesji odnotowano także w Brazylii, Polsce i Korei. Kraje rozwijające się wyszły z kryzysu obronną ręką i potrafiły powrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego pomimo kłopotów w USA i Europie.

    Optymistyczne prognozy ekonomistów



    Najnowszy Biuletyn Gospodarczy Bankier.pl

    Wyprzedź innych. Źródło dobrej informacji jest w dzisiejszych skomplikowanych czasach podstawą dobrych decyzji i ocen, szansą na zyski. Zapraszam do lektury pełnej wersji kolejnego Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl.
    Według przeważającej większości ekspertów rok 2011 przyniesie utrwalenie pozytywnych tendencji w globalnej gospodarce. Jednakże najnowsze (opublikowane w październiku) prognozy gospodarcze Międzynarodowego Funduszu Walutowego zakładają spowolnienie wzrostu gospodarczego we wszystkich regionach globu. Według MFW w 2011 roku tempo wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych spadnie z 2,6% do 2,3%. Strefa euro pogrąży się w stagnacji z realną dynamiką PKB na poziomie 1,5%, tak samo spowolni gospodarka Japonii. Wolniejszy wzrost prognozowany jest nawet w Chinach, Indiach oraz Brazylii. Niemniej jednak prognozy zakładające globalny wzrost gospodarczy na poziomie 4,2% (wobec 4,8% w 2010 roku) przy utrzymaniu niemal rekordowo niskiej inflacji należy uznać za nadzwyczaj optymistyczne.

    Te założenia prognostów mają jednak swoje uzasadnienie. Wskaźniki optymizmu wśród menedżerów zarówno w krajach rozwiniętych, jak i w rozwijającej się Azji wciąż wskazują na wyraźny wzrost aktywności gospodarczej. Przykładowo: niemiecki indeks IFO znalazł się w grudniu na najwyższym poziomie w historii. Giełdowi analitycy spodziewają się dwucyfrowej dynamiki zysków w największych korporacjach, co sugerowałaby dalszą poprawę koniunktury. Na wysokim poziomie utrzymują się także nastroje chińskich konsumentów.

    Światowa gospodarka dysponuje więc sporą „siłą rozpędu”, która może zagwarantować jeszcze jeden rok względnie dobrej koniunktury. Dodatkowo mechanizmom rynkowym „pomagają” amerykańscy politycy. Tandem Obama-Bernanke robi, co może, aby trzeci rok prezydentury tego pierwszego był pomyślny dla amerykańskiej gospodarki i wyborców.



    Dlatego prezydent Barack Obama o dwa lata przedłużył ulgi podatkowe zafundowane przez swego poprzednika i dołożył ekstra obniżkę podatku od płac o dwa punkty procentowe. W rezultacie w kieszeniach Amerykanów zostanie ok. 850 mld dolarów, które będą mogli przeznaczyć na konsumpcję i „patriotyczne pobudzanie” wzrostu gospodarczego. Równocześnie kierowana przez Bena Bernanke Rezerwa Federalna drukuje pieniądze, faktycznie finansując niedobór w kasie Białego Domu. Dzięki temu monetarno-fiskalnemu bodźcowi największa gospodarka świata ma szansę utrzymać dodatnią dynamikę, choć jednocześnie całkowity dług publiczny Stanów Zjednoczonych zapewne przekroczy pułap 100% w relacji do PKB.

    Wątpliwości sceptyków i obawy pesymistów



    Jednakże lista czynników ryzyka dla tego optymistycznego scenariusza jest niebezpiecznie długa. W 2011 roku najpoważniejszym zagrożeniem dla globalnej gospodarki jest dojrzewająca do pęknięcia bańka spekulacyjna na chińskim rynku nieruchomości. Wobec bardzo wysokiej inflacji (nieoficjalnie ok. 10%) zaostrzenie polityki przez Ludowy Bank Chin wydaje się przesądzone. Podwyżki stóp procentowych z dużym prawdopodobieństwem doprowadzą do krachu na rynku nieruchomości i zapaści w budownictwie. W gruzach legnie cały chiński boom inwestycyjny, który od dwóch lat bazuje jedynie na tanim i łatwo dostępnym kredycie. Kryzys w Państwie Środka mocno uderzyłby w europejskich eksporterów oraz kraje surowcowe, takie jak Australia, Kanada czy RPA. Niemniej jednak pierwsza połowa roku powinna przynieść kontynuację chińskiej ekspansji gospodarczej.

    Chcesz inwestować?
    Załóż teraz rachunek inwestycyjny.

    Drugim istotnym zagrożeniem jest kryzys wypłacalności państw strefy euro. Zapewne już w styczniu po unijną pomoc zgłosi się Portugalia, a wówczas rozpocznie się walka o wiarygodność Hiszpanii. Jeśli europejskie rządy poniosą klęskę na Półwyspie Iberyjskim, to czeka nas pierwsza w dziejach strefy euro restrukturyzacja długu publicznego. To zaś wiązałoby się ze stratami w europejskich bankach idącymi w dziesiątkach miliardów euro, zapaścią wspólnotowej waluty i możliwością rozpadu unii monetarnej. W drugiej połowie roku rynki mogą też przetestować wypłacalność państw z samego jądra UE: Włoch, Belgii, a może nawet Francji. Wszystkie te kraje cechują fatalne współczynniki fiskalne (wysoki dług publiczny i uporczywie duże niedobory w kasie państwa), sztywne rynki pracy oraz rosnące koszty starzejących się społeczeństw.

    Niekorzystnym czynnikiem wpływającym na tempo wzrostu gospodarczego mogą się okazać szybko drożejące surowce. Ropa kosztująca niemal sto dolarów za baryłkę już raz (w 2008 r.) przyczyniła się do rozpoczęcia recesji w krajach Zachodu. Z kolei szybko drożejące surowce rolne będą drenować portfele obywateli biedniejszych krajów globu, prowadząc od wybuchu inflacji i niepokojów społecznych. Ponieważ hossa na rynku surowcowym jest wynikiem nadmiernie ekspansywnej polityki największych banków centralnych, to wywołana w ten sposób inflacja będzie niezmiernie trudna do zduszenia przez władze monetarne. Poddany presji Białego Domu Fed oraz sparaliżowany kryzysem w strefie euro EBC zapewne utrzymają rekordowo niskie stopy procentowe przynajmniej do końca 2011 roku. To zaś oznacza wzrost cen surowców oraz wyższą inflację nawet w obliczu słabszego wzrostu gospodarczego. Co więcej, rosnące rynkowe stopy procentowe mogą skłonić obecne kierownictwo Rezerwy Federalnej do przeprowadzenia trzeciej rundy ilościowego poluzowania polityki pieniężnej. Fed zwiększy więc dodruk dolarów, osłabiając „zielonego” i potęgując wzrost cen surowców (oraz inflacji). To będzie oznaczało eskalację wojen walutowych – niektóre rządy będą skłonne „odwdzięczyć się” Amerykanom restrykcjami handlowymi w postaci podwyżek ceł oraz narzuceniu barier pozataryfownych. Globalna wojna celna jest najgorszym scenariuszem, jaki można sobie wyobrazić, lecz niestety pozostaje realną alternatywą na 2011 rok.

    Rok nietypowych zjawisk gospodarczych



    Rozpoczęty wiosną 2009 roku cykl koniunkturalny jest nietypowy i został sztucznie wywołany przez rządy i banki centralne. W związku z tym jego przebieg również będzie odbiegał od historycznych standardów, co każe przyjąć zupełnie odmienną strategię inwestycyjną inwestycyjną. Na świecie narasta nierównowaga handlowa i finansowa, która prędzej czy później kończy się recesją, będącą naturalnym mechanizmem przywracania rynkowej równowagi pomiędzy popytem a podażą. Proces ten może się rozpocząć już w drugiej połowie roku, co grozi silnymi perturbacjami w gospodarce oraz na rynkach finansowych. Przyszłość zapewne znów udowodni, że drukowanie pieniądza nie prowadzi do bogactwa. Inaczej najbogatszym krajem na Ziemi byłoby Zimbabwe. Polityka Fed-u i EBC raczej nie przyczyni się też do redukcji wysokiego bezrobocia, które będzie skutecznie osłabiało prowzrostowe tendencje w krajach rozwiniętych.

    Krzysztof Kolany
    Analityk Bankier.pl

    Źródło:
    Krzysztof Kolany
    Krzysztof Kolany
    główny analityk Bankier.pl

    Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (10)

    dodaj komentarz
    ~Assurbanipal
    Dobra analiza.
    W 2009 depresja została tylko odłożona na później. Przyjdzie później, w większą siłą. Może w tym roku będzie silna euforia, wielkie wzosty...po to, by spaść do dna.
    rafaelmil
    Tutaj był już jeden prorok tj. Pan Macierzyński, który namiętnie przewidywał spadki po 50% cen mieszkań - rzeczywistość okazała się zupełnie inna. P. Kolany aby Pan nie podzielił jego losu.
    ~sven
    ach cóż to za prorok ten pan Kolany ! Chyba większy nawet od proroka z Torunia. Rownie dobrze moze pan powiedziec panie K. jaka bedzie pogoda 5-go sierpnia
    ~ekonom
    Dowcip polega na tym ze wszystkie czołowe kraje swiata idą drogą wytyczoną przez Zimbabwe.Jeśli np Arabowie, Rosjanie zdadzą sobie w pelni z tego sprawę mamy zagwarantowaną benzynę/ropę po kilkadziesiąt/kilkaset zł/euro/usd za litr
    ~2+2=4
    Kto może wyjaśnić relację pomiędzy bankructwem tego czy innego kraju a rozpadem strefy euro?. Jeżeli euro opiera się przede wszystkim na wiarygodności Niemiec i Francji to dla pozostałych krajów stanowi ono quasi obcą walutę. To, że jakiś rząd nie spłaca swojego zadłużenia denominowanego np. w dolarach nie powoduje przecież automatycznie Kto może wyjaśnić relację pomiędzy bankructwem tego czy innego kraju a rozpadem strefy euro?. Jeżeli euro opiera się przede wszystkim na wiarygodności Niemiec i Francji to dla pozostałych krajów stanowi ono quasi obcą walutę. To, że jakiś rząd nie spłaca swojego zadłużenia denominowanego np. w dolarach nie powoduje przecież automatycznie "ucieczki od dolara" (chyba że to USA).
    Według mnie to przede wszystkim zagrożenie niekontrolowanym wzrostem emisji danej waluty stanowi ostatecznie o jej upadku, bo nikt nie bedzie chciał nabywać ŻADNYCH papierów denominowanych w tej walucie bez względu na wiarygodnosć emitenta. Podsumowując, wychodzi na to, że wspieranie zadłużonych krajów przez EBC poprzez wykup ich obligacji, czyli dodatkowe emisje euro, są głównym zagrożeniem dla tej waluty a nie restrukturyzacje długu któregoś z krajów posługujących się tą walutą.
    Ale może pominąłem coś istotnego? Proszę o komentarze.
    ~seth
    chodzi o efekt domina

    np. hiszpania posiada dużą ilość papierów portugali i jeśli portugalia stanie się nie wypłacalna to automatycznie poleci hiszpania i kolejne kraje które mają papiery hiszpani itd.
    ~2+2=4 odpowiada ~seth
    Efekt domina jest oczywisty, ale nie miałby on bezpośredniego przełożenia na walutę jako taką, dopóki EBC nie zaczenie drukować EURO. Oczywiście byłby naciski na EBC żeby drukował, ale przecież już są i już drukuje. Więc nadal uważam, ze redukcje i rozłożenie w czasie spłaty długów miałoby na EURO lepszy wpływ niż ratowanie bankrutów.Efekt domina jest oczywisty, ale nie miałby on bezpośredniego przełożenia na walutę jako taką, dopóki EBC nie zaczenie drukować EURO. Oczywiście byłby naciski na EBC żeby drukował, ale przecież już są i już drukuje. Więc nadal uważam, ze redukcje i rozłożenie w czasie spłaty długów miałoby na EURO lepszy wpływ niż ratowanie bankrutów.
    Są inne pomysły niż domino?
    ~Taurus
    Panie Kolany, przestań pan z tymi prognozami, bo coś ostatnio (czyli od wieków !!!) nic panu nie wychodzi, co prognoza, to pudło
    :-(((
    A za rok juz nikt nie bedzie pamietał coś pan za tzw. prognozy wypisywał
    !!!
    ~dyziu21
    Mimo wszystko są spore szanse na zyskowne inwestycje w 2011; tylko trzeba być ostrożnym i nie zachłannym, lepszy mniejszy zysk niż duża strata; grać krótko - analizować często.

    Powiązane: Strefa euro

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki