Pomimo realnego spadku wynagrodzeń, galopującej inflacji i gospodarczej stagnacji nastroje polskiego konsumenta uległy dalszej poprawie. Co więcej, oczekiwania inflacyjne obniżyły się do najniższego poziomu od niemal 5 lat.


Dane statystyczne napływające w ostatnich tygodniach z polskiej gospodarki raczej nie napawały optymizmem. Od kilku miesięcy wynagrodzenia pracowników rosną wyraźnie wolniej niż ceny w sklepach, czemu towarzyszył najmocniejszy od dwóch lat spadek realnej sprzedaży detalicznej jak również ujemna roczna dynamika produkcji przemysłowej. Ekonomiści obniżają prognozy gospodarcze dla Polski, a ewentualny wzrost PKB w 2023 roku będzie zbliżony do zera. Jedynym pozytywem jest utrzymujące się na rekordowo niskim poziomie bezrobocie.
Nie zmienia to faktu, że nastroje polskich konsumentów w kwietniu poprawiły się już szósty miesiąc z rzędu. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), syntetycznie opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł w kwietniu -32,2 i był o 3,4 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej - poinformował GUS. Jeszcze w październiku wskaźnik ten odnotował drugi najniższy odczyt w historii. A w kwietniu był najwyższy od marca 2022 roku – czyli od wybuchu wojny na Ukrainie (lutowe badanie przeprowadzono przed rosyjską napaścią).
Poprawiły się także widoki na przyszłość – choć wciąż pozostają głęboko negatywne, podobnie jak ocena bieżącej sytuacji. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) podniósł się do -19,7 pkt. względem -22,6 pkt. odnotowanych w marcu. To najwyższa wartość tego wskaźnika od grudnia 2021 roku.
Poprawa na recesyjnym terytorium
Zarówno BWUK, jak i WWUK mogą przyjąć wartość od -100 pkt. do 100 pkt. Odczyty ujemne świadczą o liczbowej przewadze respondentów negatywnie oceniających sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, jak i kondycję ekonomiczną kraju.

Przed rokiem 2017 oba wskaźnik ani razu nie przyjęły wartości dodatnich. Pasmo optymistycznych nastrojów polskich konsumentów zostało gwałtownie przerwane w kwietniu 2020 roku, gdy rząd wprowadził drakońskie restrykcje sanitarne. Od tego czasu wskaźniki ufności konsumenckiej przez większość czasu utrzymują się na poziomach, które w przeszłości występowały podczas okresów recesji w polskiej gospodarce.
Jednakże po październiku 2022 obserwujemy wyraźną poprawę nastrojów gospodarstw domowych. Tj. wciąż są one jednoznacznie negatywne, ale z miesiąca na miesiąc frakcja pesymistów maleje. Patrząc na szczegóły badania GUS, widać, że ankietowani z wyraźnie mniejszym lękiem patrzą na zmianę sytuacji finansowej w najbliższych 12 miesiącach, aczkolwiek nadal powszechne jest deklarowanie niechęci do dokonywania ważnych zakupów.
Wiara w dezinflację zakorzenia się u konsumentów
Wyraźnie niższy niż jesienią oraz najniższy od maja 2018 roku jest wskaźnik oczekiwań inflacyjnych polskich konsumentów. W kwietniowym badaniu GUS-owski miernik przyjął wartość 18,9 pkt. wobec 22,5 pkt. odnotowanych w lutym oraz 20,0 pkt. w styczniu.
Respondentów najwyraźniej nie zraziły niedawne raporty GUS i NBP, według których ceny dóbr konsumpcyjnych wciąż rosły w bardzo szybkim tempie. I nie mówimy tu tylko o rekordowych wzrostach w ujęciu rocznym, ale przede wszystkim o wciąż bardzo szybkich przyrostach względem poprzedniego miesiąca. Najwyraźniej polski konsument „kupił” narrację ekonomistów o nadchodzącej dezinflacji, mimo że najnowsze dane wskazują na to, że proces normalizacji inflacji będzie przebiegał w dalece niesatysfakcjonującym tempie.
Przeczytaj także
Według większości ekonomistów rok 2023 przyniesie wyraźne wyhamowanie inflacji cenowej. Roczna dynamika CPI ma wyznaczyć cykliczne maksimum w lutym (18,4% rdr) i potem ma szybko spadać, potencjalnie do wartości jednocyfrowych pod koniec roku. Tyle że po pierwsze inflacja przez cały ten i przyszły rok najprawdopodobniej pozostanie bardzo wysoka i utrzyma się wyraźnie powyżej 2,5-procentowego celu Narodowego Banku Polskiego. Znaczy to tyle, że ceny wciąż będą rosły, choć nie aż tak szybko jak przez poprzednie 12 miesięcy. Po drugie wysokie momentum inflacji wskazuje na niską skuteczność zaostrzenia polityki pieniężnej i grozi zakotwiczeniem się wysokich oczekiwań inflacyjnych wśród konsumentów i przedsiębiorców.
"Odkotwiczenie” się oczekiwań inflacyjnych ludności dobrze widać w danych GUS-u. W dalszym ciągu ok. 80% ankietowanych spodziewa się, że ceny będą rosły w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. W tym 40,4% respondentów oczekuje, że będą one rosły w podobnym tempie co obecnie (co trudno nazwać wiarą w spadek inflacji), a 33,6% liczy na ich wolniejszy wzrost (ale nie pytano, o ile wolniejszy). Względem marca wyraźnie (o 8,3 pp.) wzrósł jednak odsetek respondentów zakładających wolniejszy wzrost cen. Ubyło (-3,6 pp.) za to oczekujących utrzymania wzrostu cen w podobnym tempie.
Najnowsze badania GUS-u sugerują, że polski konsument odetchnął z ulgą, widząc, że nie zmaterializowały się strachy z jesieni (brak opału, prądu i ciepła). Pomimo ewidentnej recesji na poziomie realnego PKB bezrobocie w Polsce nie rośnie i w praktyce utrzymuje się na nieistniejącym poziomie. Nadal problemem pozostają galopujące koszty życia, których wzrostu od miesięcy nie rekompensuje już średni wzrost płac. Weszliśmy właśnie w drugi rok stagflacji. Wzrost gospodarczy w najlepszym razie pozostanie mizerny, inflacja będzie bardzo wysoka, a nominalny wzrost płac poza górnictwem i energetyką powinien nadal hamować.





























































