Nadzieja, zastrzyk optymizmu i dekada, która będzie lepsza od poprzedniej – to wszystko obiecał we wtorek Brytyjczykom premier Andy Burnham. W pierwszym przemówieniu w parlamencie przedstawił swoją wizję rządzenia krajem i zrzucił na brexit winę za stagnację gospodarczą.


- Możemy sprawić, że następna dekada będzie lepsza od poprzedniej. Możemy poprawić perspektywy wszystkich naszych obywateli i wszystkich regionów. Możemy przekazać więcej władzy każdej lokalnej społeczności. Możemy sprawić, by Zjednoczone Królestwo znów uwierzyło. Możemy przywrócić nadzieję – przekonywał Burnham.
Premier z Partii Pracy zapewniał, że po dekadzie „turbulencji, negatywizmu, podziałów i zbierania politycznych punkcików” jego plan „może uwolnić poczucie optymizmu i możliwości w każdym zakątku Królestwa”.
Nasza praca zaczyna się od ponownego ustanowienia podstawowych standardów dla Brytanii: by był to kraj, w którym nikt nie śpi na ulicy i żadna społeczność nie była prześladowana przez nielegalne wysypisko odpadów. To punkt startu do wspólnej pracy nad zbudowaniem w całym kraju nowego poczucia optymizmu - stwierdził nowy szef rządu.
Cień brexitu i skutki wojny w Iranie. Trudny start rządu Andy'ego Burnhama
Burnham ocenił, że brexit przyczynił się do stagnacji gospodarczej.
- Władza polityczna została scentralizowana, a władza gospodarcza sprywatyzowana, kraj - zdeindustrializowany. Potem przyszła polityka oszczędności, która wydrążyła samorządy i pozbawiła je możliwości działania, by odwrócić te procesy. Następnie brexit pogłębił szkody, przynosząc dekadę niskiego wzrostu i zahamowanej regeneracji” - stwierdził Burnham.

Premier powtórzył wcześniejsze deklaracje, że chce wzmocnienia roli samorządów i największego „przekazania władzy” z centrum do regionów w historii kraju. Zapowiedział, że zreformuje sprywatyzowany system wodociągowy, który nazwał „przeciekającym pomnikiem” dekad pełnych błędów, które zaczęły się za rządów Margaret Thatcher.
Dodał, że będzie kontynuował wspieranie Ukrainy, bo to tam „rozpoczyna się brytyjskie bezpieczeństwo".
Wielkie obietnice a twarde dane makroekonomiczne
Eksperci podkreślają, że nowy premier będzie się zmagał ze starymi wyzwaniami, tymi sami, którym sprostać próbował poprzedni szef rządu Keir Starmer.
- W Zjednoczonym Królestwie jest dziś tak wiele obszarów kryzysowych. Od niskiej wydajności pracy, przez bierność zawodową młodych ludzi po sektor uniwersytecki, który po prostu krwawi - powiedziała PAP dr Despina Alexiadou, politolożka z uniwersytetu Strathclyde w Glasgow.
Ekspertka dodała, że otoczenie gospodarcze, w jakim przyjdzie działać nowemu rządowi nie budzi optymizmu.
- Jeśli chodzi o dane makroekonomiczne, niewiele się zmieniło. W drugim kwartale wzrost był bardzo słaby, a jednocześnie koszt pożyczania pieniędzy rośnie. Nie jest to wyłącznie problem Zjednoczonego Królestwa, lecz zjawisko globalne. To efekt przede wszystkim z wojny w Iranie i obaw przed wyższą inflacją z powodu wysokich cen energii – podkreśliła ekspertka.
Wtorkowe przemówienie Burnhama było jego pierwszym w Izbie Gmin. Został premierem 20 lipca, zastępując na tym stanowisku Keira Starmera, który podał się do dymisji pod presją członków swej Partii Pracy niezadowolonych z wyników sondaży i lokalnych wyborów. We wtorek Starmer poinformował o rezygnacji ze stanowiska posła.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
ada/ ap/































































