Porozumienie Centrum od początku koncentrowało się na konsekwentnej walce z korupcją - atakowano nas za to bardzo gwałtownie - wspominał we wtorek prezes PiS i jeden z inicjatorów powstania PC Jarosław Kaczyński. Jak podkreślił, PiS kontynuuje obecnie cele PC.
"Wtedy przede wszystkim koncentrowaliśmy się na (walce) z korupcją" - podkreślił prezes PiS; przypomniał tzw. konferencję antykorupcyjną z 1991 roku. "W tym momencie rozpoczął się tak naprawdę bardzo gwałtowny atak (...) próba przypisania nam właśnie działalności korupcyjnej, przestępczej" - relacjonował. Jak mówił, "przewaga medialna naszych przeciwników była tak wielka, że to się przez dłuższy czas niestety udawało".
Przypomniał, że PC zaproponowała "zaostrzenie walki z przestępczością". Wspominał, że reakcja środków masowego przekazu, była wtedy "niesłychanie repulsywna". "Pamiętajmy, że wtedy narastała tendencja do uznania przestępczości, (...) de facto jako takiego normalnego elementu życia społecznego. Miały jeszcze (miejsce) takie wypadki, jak wspólne spotkania celebrytów, (...) czy ludzi sławnych ze sfery dziennikarskiej, ze strony kultury, z przestępcami. Oni potrafili odwiedzać się w takich miejscach jak Łańsk, gdzie był ośrodek rządowy" - przypominał.
Jak dodał, "niektórzy bardzo znani aktorzy afiszowali się znajomościami z kryminalistami, z gangsterami". Przyznał, że walka PC z takimi zjawiskami była "niezwykle trudna", a po raz kolejny została podjęta, gdy Lech Kaczyński został ministrem sprawiedliwości (od 12 czerwca 2000 do 5 lipca 2001).
"Dopiero wtedy, można powiedzieć, społeczeństwo to zauważyło i uzyskaliśmy spore poparcie, które później - mimo kontrakcji, ataków na nas, całkowicie nie związanych z żadnymi faktami (...) - zdołaliśmy stworzyć taką mocną dosyć bazę 44 posłów w parlamencie. I to był początek drogi, ale już nowej partii, która jest kontynuacją Porozumienia Centrum, czyli Prawa i Sprawiedliwości" - podkreślił Kaczyński.
"Ten nurt naszej działalności trwa po dziś dzień i będzie trwał dalej, bo to ciągle jest poważny problem, chociaż może nie aż poważny, jak był w latach 90. czy na samym początku lat 2000" - podkreślił.
Według niego Polska w dalszym ciągu jest krajem, gdzie "bardzo dużo środków, które powinny być wspólne, wypływa najczęściej zresztą za granicę". "Mamy tu do czynienia, mówiąc najprostszym językiem, z okradaniem Polaków, z okradaniem naszego kraju, i musimy z tym walczyć, i tutaj będzie trzeba zrobić jeszcze bardzo dużo" - dodał.
Pytany o promowaną przez PC "wizję nowoczesnego państwa" oraz problemy z jej realizacją w świetle porozumień Okrągłego Stołu i interesów ówczesnej tzw. nomenklatury, Kaczyński podkreślił, że jego partia odrzucała te niepisane interesy postkomunistycznej nomenklatury. "Dekomunizacja, lustracja, to były zabiegi zmierzające do tego, żeby te podstawowe sieci postkomunistyczne (...) zostały rozbite" - przypomniał.
Zwrócił uwagę, że podnoszenie przez PC wartości patriotycznych było ośmieszane m.in. przez bardzo popularny wtedy, zwłaszcza wśród osób związanych z dawnym systemem, tygodnik "NIE", którym kierował Jerzy Urban. Polityk przekonywał, że jego przeciwnikom chodziło o to, żeby zniszczyć "wszelkie wartości związane z patriotyzmem i polską tradycją". Przypomniał też "wściekłe ataki na Kościół", na chrześcijaństwo. "To robiono w sposób bardzo, ale to bardzo konsekwentny" - wspominał; jego zdaniem, "służyło to dezintegracji społeczeństwa".
Prezes PiS zwrócił też uwagę na ostry spór PC z ówczesną władzą przy okazji wizyty papieża Jana Pawła II w roku 1991 w Polsce. Jak wspominał, Jan Paweł II przedstawił w swoich kazaniach o 10 przykazaniach Bożych, "pewien sposób myślenia o świecie, o Polsce, program dla Polski". Podkreślił, że był to "w pewnym sensie program moralny, ale też sięgający głębiej - do budowy relacji społecznych, które wynikały z tej nauki moralnej". Przypomniał, że te kazania zostały "niesłychanie ostro zaatakowane" przez ówczesne władze.
Kaczyński zaznaczył, że jego środowisko polityczne "było po właściwej stronie" i sformułowało tezę, że "ataki na Kościół, niszczenie Kościoła, czyli instytucji, która jest +dzierżycielem+ jedynego, powszechnie znanego w Polsce systemu wartości, są w istocie (...) niszczeniem kraju, niszczeniem struktury społecznej, niszczeniem tkanki społecznej".
Prezes PiS podkreślał także rolę swojego brata, Lecha Kaczyńskiego w powstaniu Porozumienia Centrum i Prawa i Sprawiedliwości. "Z całą pewnością tylko dzięki mojemu bratu, PiS mogło powstać, ale też PC, którego mój brat nawet nie był członkiem, też nie mogłoby powstać bez niego, bo był wtedy pierwszym zastępcą przewodniczącego związku (Solidarność - PAP). Na co dzień - ze względu na pewne deficyty Lecha Wałęsy - po prostu nim kierował i to bardzo ułatwiało zbieranie ludzi wokół Tygodnika Solidarność, a to prowadziło do powołania partii" - wskazał Kaczyński.
Na pytanie, czym zapisze się Porozumienie Centrum w historii Polski, odpowiedział, że PC podjęło walkę o realizację racjonalnego programu odrzucenia postkomunizmu. "Tym się różniliśmy od innych przeciwników postkomunizmu, którzy z tą racjonalnością mieli kłopoty. Doprowadziliśmy do tego, co mamy dzisiaj, że ten program w jakiejś mierze został zrealizowany" - stwierdził.
Dodał, że pewne dobre rzeczy wydarzyły się w tej kwestii bez udziału PC, jak powołanie Instytutu Pamięci Narodowej czy lustracja za AWS. "Natomiast jeżeli dzisiaj idziemy trudną, ale przynoszącą efekty drogą do tego, by zbudować model dobrego rozwoju rzeczywiście demokratycznej i rzeczywiście opartej o tradycyjne wartości (...) to jest to droga, którą rozpoczęło Porozumienie Centrum i w ten sposób wpisało się w polską historię, w moim najgłębszym przekonaniu wpisało się dobrze" - ocenił prezes PiS.
Porozumienie Centrum powstało 12 maja 1990 r. z inicjatywy działaczy zgromadzonych wokół Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Jarosław Kaczyński stał na czele ugrupowania do 1997 r. W wyborach parlamentarnych w 1991 r. partia wprowadziła do Sejmu 44 posłów. W kolejnych, we wrześniu 1993 r., PC nie przekroczyło progu wyborczego.
W 1997 r. partia wystartowała w wyborach do Sejmu z list Akcji Wyborczej Solidarność i uzyskała 14 mandatów. W latach 1997-1999 partii przewodniczył Antoni Tokarczuk. Ostatnim liderem ugrupowania był obecny wiceprezes PiS Adam Lipiński. Grupa działaczy związanych z Lipińskim w 2001 r. przystąpiła do założonego przez Jarosława Kaczyńskiego Prawa i Sprawiedliwości. Niedługo po tym PC zakończyło działalność.
Kaczyński: Opozycja nie uznaje demokracji
Opozycja nie uznaje demokracji, nie cofnęła się przez zablokowaniem wyborów; większość rządowa uczyniła wszystko, aby dotrzymać terminów konstytucyjnych - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie opublikowanym w środowej "Gazecie Polskiej".
"W sposób najbardziej radykalny, spośród dotychczasowych przypadków, okazało się, że nasza opozycja nie uznaje reguł demokratycznych. Nie respektuje zasad praworządności. Nie cofnęli się przed zablokowaniem wyborów z bardzo prostego powodu: ponieśliby w nich ciężką porażkę" - powiedział prezes PiS. "Wykorzystali do tego epidemię koronawirusa" - dodał. Jak zaznaczył, "nawet gdybyśmy nie mieli problemów z COVID-19, to i tak jakoś starano by się destabilizować sytuację polityczną".
Przypomniał, że opozycja najpierw twierdziła, że nie może dojść do głosowania, bo lokale wyborcze są zagrożeniem epidemicznym, a potem ogłosiła, że nie można też głosować korespondencyjnie.
"Senat zastosował obstrukcję parlamentarną, okraszoną ich dyżurną retoryką, iż to my łamiemy konstytucję. Jednym słowem, zupełne odwracanie sensu wszystkich pojęć – nadanie słowom kompletnie przeciwstawnego znaczenia" - powiedział prezes PiS. "W tej sprawie większość rządowa uczyniła dokładnie wszystko, by dotrzymać terminów konstytucyjnych, by zrealizować przepisy konstytucji, tymczasem opozycja dokładnie odwrotnie" – dodał.
"Odrzucając weto Senatu, uratowaliśmy możliwość przeprowadzenia wyborów zgodnie z prawem i jednocześnie niewprowadzenia stanu wyjątkowego. Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej w sytuacji, w której skutecznie przeciwdziałamy epidemii na mocy istniejących przepisów, byłoby oczywistym i jawnym złamaniem konstytucji" - ocenił szef rządzącej partii. Zdaniem Kaczyńskiego, wprowadzenie go byłoby ciężkim i ewidentnym deliktem konstytucyjnym. "Nasze działanie w tym kierunku jest zatem wykluczone" - oświadczył.
W jego ocenie, wprowadzenie stanu klęski żywiołowej "uruchomiłoby tzw. przemysł prawniczy w kierunku uzyskiwania odszkodowań". "Nie można zresztą wykluczyć, mając w pamięci aferę reprywatyzacyjną w Warszawie, na której część kancelarii po prostu się obłowiła, że to był jeden z motywów działania opozycji i części, popierających ją w tym, środowisk prawniczych" - stwierdził prezes PiS.
Kaczyński powiedział też, że jego celem jest utrzymanie rządów Zjednoczonej Prawicy i dzięki temu zmienianie i wzmacnianie Polski. "Nasz kandydat ma wielkie szanse na wygranie wyborów prezydenckich, a to z kolei da nam dobrą pozycję do walki o następną kadencję i kolejne większościowe zwycięstwo. I to jest mój cel, w tych kategoriach patrzyłem na te i każde inne negocjacje w ramach obozu Zjednoczonej Prawicy" - powiedział, pytany czy nie będzie szukał osobistej zemsty na liderze Porozumienia Jarosławie Gowinie.
"Nasza koalicja powinna trwać, bo to jest niezwykle korzystne dla Polski, a jeśli miałoby dojść do zmian jej kształtu, to tylko w ramach jednego klubu" - ocenił prezes PiS.
Podkreślił, że rządy Zjednoczonej Prawicy realnie zmieniają Polskę na lepsze, a każda z frakcji tworzących formację musi mieć to zawsze w "tyle głowy". "Szeroka formuła obozu Zjednoczonej Prawicy, choć niekiedy jest problematyczna, jest także źródłem naszego sukcesu" - zaznaczył prezes PiS.
Przyznał jednocześnie, że nie może wykluczyć, iż inne kryzysy wewnętrzne nie dotkną Zjednoczonej Prawicy, ale - wyraził nadzieję - formacja sobie z nimi poradzi. "Nadzieję, nie pewność" - zastrzegł Kaczyński.
Pytany czy rozważał przyśpieszone wybory parlamentarne odparł, że "gdyby bieg wydarzeń potoczył się wedle, przewidywanego przez niektórych, czarnego scenariusza, wówczas takie wybory byłyby bardzo trudne do uniknięcia". Dodał, że zdaje sobie sprawę, iż w trakcie tej procedury, opozycja mogłaby zaproponować swojego "premiera technicznego". "Wiem, że nawet rozważano, kto mógłby nim być" - powiedział szef PiS.
Według niego decyzja czy kandydatka KO Małgorzata Kidawa-Błońska będzie nadal kandydatką w wyborach prezydenckich zapadnie w Brukseli czy innym miejscu, w którym najczęściej przebywa teraz Donald Tusk. "Jeśli on tego nie będzie chciał, a najpewniej nie będzie, to kogo innego mogą wystawić? Nie mają, przynajmniej w mojej ocenie, żadnego zmiennika, który w krótkiej kampanii może zmienić ich położenie. Dla samego Tuska to perspektywa zapewne niezbyt kusząca, bo związana z dużym czy wręcz bardzo dużym ryzykiem porażki" - ocenił Kaczyński.
Dopytywany o ewentualny powrót Jarosław Gowina do rządu przypomniał, że wicepremierem jest Jadwiga Emilewicz. "Nic nie słyszałem o tym, by pan Gowin chciał zająć swe dawne miejsce, ale to jest decyzja Porozumienia" - powiedział Kaczyński.
Autor: Mieczysław Rudy
ago/ mrr/































































