Inwestorzy dostali do rąk dwa nowe wskaźniki, pozwalające mierzyć koniunkturę na rynku obligacji korporacyjnych, a na jesień warszawska giełda zapowiada ogłoszenie reform mających rozruszać rynek Catalyst. Dziś długiem emitowanym na polskim rynku przez banki i przedsiębiorstwa obracają głównie krajowi inwestorzy instytucjonalni, ale celem jest przyciągnięcie większej grupy detalistów i kapitału zagranicznego.


Na giełdowym rynku Catalyst jest dziś notowanych ponad 290 serii obligacji korporacyjnych, które wypuściło 87 firm i banków, oraz 35 serii listów zastawnych pięciu banków hipotecznych. Łączna wartość tych wszystkich papierów to ponad 113 mld zł. Liczba serii i wartość emisji systematycznie rosną, wydłuża się też czas życia papierów – duże firmy (m.in. KGHM, Kruk czy Żabka) zaczęły emitować instrumenty 7-letnie zamiast 5-letnich. Wszystko to wskazuje, że rynek pierwotny prężnie się rozwija.
Gdzie podziały się obroty?
Problemem jest jednak rynek wtórny – jego płynność. Całoroczne obroty obligacjami korporacyjnymi i listami zastawnymi na Catalyst w 2025 r. wyniosły zaledwie 2,3 mld zł. Porównując, jest to mniej niż często obrót akcjami na jednej sesji.
Zobacz także
Z drugiej strony znacznie bardziej aktywny jest rynek pozagiełdowy (OTC), na którym dominują towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Wartość odnotowanego w rejestrach KDPW obrotu tymi samymi papierami, które są notowane na Catalyst, poza giełdą przekroczyła 13 mld zł, a włączając w to emisje niepubliczne – nawet 55 mld zł.
Trudno analizować koniunkturę na rynku, na którym większość transakcji odbywa się poza wzrokiem szerokiego grona uczestników. To problem zwłaszcza dla drobnych inwestorów.

– Ceny na tym rynku bywały nietransparentne, a transakcji było za mało. Inwestorzy często stawali się zakładnikami swoich decyzji na wiele lat, co powstrzymywało ich przed lokowaniem kapitału w tym segmencie – nie ukrywał Jarosław Leśniczak, wiceprezes TFI PZU, na zorganizowanej w czwartek na GPW konferencji poświęconej rynkowi długu korporacyjnego.
– Napisał do nas niedawno inwestor indywidualny i stwierdził krótko: Zróbcie wreszcie indeks obligacji korporacyjnych – zaznaczyła Aleksandra Bluj, prezes GPW Benchmark, co tylko podkreśla, jak potrzebna rynkowi była większa transparentność.
Jedynymi indeksami obligacji były dotąd te obejmujące papiery skarbowe: TBSP i GPWB-BWZ. W przypadku papierów korporacyjnych uczestnicy rynku uciekali się do innych rozwiązań – w funduszach najczęściej benchmarkiem stawała się stawka WIBOR powiększona o arbitralnie ustalony poziom marży. A to dlatego, że większość papierów emitowanych przez firmy ma zmienny kupon oparty na stawkach WIBOR.
Od teraz jednak i ten rynek ma swoje dwa nowe indeksy.
Uruchomiony przez GPW Benchmark System Monitoringu Rynku Obligacji Korporacyjnych łączy dane z Catalyst z informacjami z Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych na temat emisji niepublicznych. Dzięki temu uczestnicy rynku będą widzieć temperaturę całego rynku, a nie tylko publicznego wycinka. Teraz można narzekać tylko na częstotliwość publikacji – codzienne dane będą podawane raz w miesiącu.
WIPID i POLCBF – dwa nowe termometry dla inwestorów
W ramach systemu publikowane są dwa nowe wskaźniki. Pierwszy to WIPID, czyli Warszawski Indeks Publicznych Instrumentów Dłużnych, pokazujący sytuację na rynku obligacji korporacyjnych i listów zastawnych notowanych na Catalyst (wraz z transakcjami pozagiełdowymi). Drugim narzędziem jest POLCBF, czyli Poland Corporate Bond Financials Index, odzwierciedlający rynek papierów dłużnych instytucji finansowych.
Ten drugi indeks jest opracowywany na zlecenie TFI PZU i skupia dług emitowany przez podmioty finansowe: banki komercyjne i hipoteczne, zakłady ubezpieczeń oraz spółki leasingowe. Jak wyjaśniał Jakub Krawczyk, dyrektor ds. obligacji korporacyjnych w TFI PZU, sektor finansowy został wybrany dlatego, że jest fundamentem segmentu obligacji korporacyjnych, zarówno w Polsce, jak i w Europie. W 2025 r. nominalna wartość obligacji wyemitowanych przez spółki finansowe wynosiła blisko 60 mld zł, co stanowiło ponad połowę wartości całego krajowego rynku.
To papiery oferujące również wyjątkową stabilność. Według pierwszego odczytu, na koniec czerwca, indeksu POLCBF, obejmującego papiery 16 emitentów, ich zmienność to zaledwie 0,67% przy stopie zwrotu na poziomie 7,62% rocznie za ostatnie 2,5 roku.
Analogiczna zmienność dla indeksu WIPID to 1,25% przy stopie zwrotu 7,87% rocznie.
Dla porównania, na obligacjach skarbowych według wskazań indeksu TBSP przez ostatnie 2,5 roku można było zarobić 5,91% w skali roku przy zmienności aż 3,22% (tak wysokiej ze względu na to, że są to papiery głównie o stałej stopie i ze stosunkowo długimi terminami zapadalności).
Giełda szykuje zmiany. Jak ożywić handel?
Zainteresowani liczą, że większa przejrzystość cen poprawi płynność obrotu obligacjami korporacyjnymi, zwiększy zaufanie inwestorów do rynku oraz zachęci więcej firm do finansowania się poprzez emisję tych papierów. Publikacja nowych indeksów to jednak dopiero początek drogi. Giełda równolegle w dialogu z bankami, towarzystwami funduszy i emitentami pracuje nad rewitalizacją rynku Catalyst.
Dariusz Mejszutowicz z działu rynku pierwotnego GPW przedstawił na konferencji trzy kierunki planowanych zmian. Pierwszy z nich to ułatwienia dla nowych i powracających na rynek emitentów, m.in. dzięki ograniczeniu powielanej dokumentacji.
Drugi skupia się na inwestorach, w tym zwłaszcza inwestorach indywidualnych, którzy mają zostać zachęceni do aktywnego handlu dzięki wspieraniu płynności (wzmocnienie roli animatorów), lepszym danym (m.in. wspomniane indeksy) oraz kalkulatorom i narzędziom pozwalającym np. porównywać obligacje między sobą. Ważna ma być również tutaj edukacja.
Trzeci kierunek dotyczy zaś systemowego ograniczania barier, co ma polegać m.in. na potencjalnych zmianach legislacyjnych.
W listopadzie zorganizowana zostanie druga edycja Catalyst Forum, podczas której na stół mają trafić już konkretne, wypracowane wspólnie z rynkiem rozwiązania.
Kowalski i zagranica na celowniku
Sporo uwagi roli inwestorów indywidualnych poświęcił podczas dyskusji panelowej Michał Stępniewski, wiceprezes PKO Banku Hipotecznego. – Oszczędności klientów detalicznych (w PKO BP – red.) to nie dziesiątki, a setki miliardów złotych. To jest przeogromna kwota, która powinna w dużej mierze pracować na całą gospodarkę, a tak nie jest – przypomniał.
Zwrócił uwagę, że aby przekonać detal do wejścia na rynek kapitałowy, trzeba przede wszystkim zapewnić płynność. – Płynność jest jednym z absolutnie kluczowych elementów decydujących o tym, czy dany produkt finansowy w ogóle się sprzedaje. Proszę mi wierzyć, dla naszych klientów możliwość swobodnego wyjścia z inwestycji ma dziś znacznie większe znaczenie niż sama stopa zwrotu – mówił Stępniewski. PKO Bank Hipoteczny zorganizował od jesieni ub.r. dwie emisje listów zastawnych o wartości 2,2 mld zł skierowane do inwestorów detalicznych. Łącznie program emisji opiewa na 10 mld zł, przed bankiem więc kolejne.
– Jeśli myślimy o realnym rozwoju rynku Catalyst, musimy w jego strukturę na stałe zaszyć detal. Nie chodzi o to, by inwestorzy indywidualni stanowili od razu 80% rynku, ale to właśnie oni są tym niezbędnym ogniwem, który tworzy free float – podkreślał.
Część przedstawicieli rynku liczy również na to, że polskimi obligacjami zainteresuje się kapitał zagraniczny – podobnie jak interesuje się od długiego czasu akcjami. Na razie to pieśń przyszłości. – Rozmawiamy z inwestorami zagranicznymi, dlaczego ich nie ma na polskim rynku. Często nie wiedzą, że on istnieje, co się na nim dzieje, jakie są ceny – mówił Jakub Krawczyk z TFI PZU.
Ostatnim sukcesem jest jednak przekonanie zagranicznej firmy do tego, by wyemitowała dług w naszej walucie. Chodzi o węgierskiego MOL-a, który na początku lipca zamknął na naszym rynku emisję o wartości 850 mln zł. – Chcielibyśmy coraz częściej widzieć Warszawę na mapie międzynarodowych roadshow emitentów – wskazywała Marta Byczkowska, dyrektor biura rynków kapitałowych Banku Pekao.
Jej zdaniem warto się starać o to, żeby obligacje w polskiej walucie zdobywały uwagę inwestorów zagranicznych. – Jeśli obligacje japońskie są znane jako samuraje, to my możemy mieć hussar bonds, polskie obligacje to mogą być husarze – zaznaczyła z uśmiechem Byczkowska.





















































