Amerykańskie bombardowania Iranu wzbudzają narastające zaniepokojenie na rynkach finansowych, co odbija się słabszym apetytem na ryzyko. Tak samo działa tąpnięcie wycen producentów półprzewodników. W rezultacie złoty słabnie, a kurs euro znów idzie w górę.


Za nami już szósta noc amerykańskich bombardować Iranu, które trwają pomimo podpisania miesiąc temu wstępnego porozumienia pokojowego. Póki co rynek ropy naftowej reaguje dość spokojnie, ale to się może w każdej chwili zmienić. Droższe paliwa pogarszają bilans handlowy Polski oraz stymulują presję inflacyjną przy „gołębich” nastrojach dominujących w RPP wywiera presję na złotego.
Dodatkowo w ostatnich dniach doszło do załamania bardzo już rozciągniętych wycen w sektorze półprzewodników, co wywołało ostre spadki giełdowych indeksów w Azji i (wyraźnie mniejsze) na Wall Street. Dla dużych, globalnych inwestorów taka sytuacja redukuje apetyt na ryzykowne aktywa, w tym także polskiego złotego.
Jednakże jak na razie skala osłabienia złotego pozostaje niewielka. W piątek o 9:55 kurs euro rósł tylko o 0,3 grosza, osiągając poziom 4,3349 zł. Dzień wcześniej euro podrożało o niespełna grosz po tym, jak przez poprzednie trzy dni rynek bez większego powodzenia usiłował korygować lipcowe osłabienie naszej waluty.
Przeciwko złotemu działa też kombinacja „gołębiej” postawy Rady Polityki Pieniężnej w konfrontacji z rynkowymi oczekiwaniami na podwyżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej i Europejskim Banku Centralnym. Co prawda w ostatnich dniach rynkowa wycena owych podwyżek nieco osłabła, ale rynek terminowy nadal wycenia niemal dwie 25-punktowe podwyżki stóp w EBC oraz jedną w Fedzie w perspektywie reszty 2026 roku.

- W krótkim terminie widzimy ryzyko dalszej eskalacji konfliktu, co może skłaniać inwestorów do domykania pozycji w ryzykownych aktywach przed weekendem. Zakładamy zatem, że kurs EURPLN utrzyma się powyżej 4,33, a USDPLN może wzrosnąć w okolice 3,80 pod koniec piątkowej sesji – napisali w piątkowym raporcie analitycy PKO BP.
Jednakże w średniej i dłuższej perspektywie sytuacja złotego prezentuje się nie najlepiej. Po tym, jak kurs euro wybił się górą z wiosennej konsolidacji, analiza techniczna jako najbliższy cel wskazuje strefę 4,38-4,40 zł. Gdyby także ta ostatnia granica została przekroczona, to mielibyśmy do czynienia z odwróceniem trendu spadkowego z lat 2022-25.
Dobrą wiadomość jest za to fakt, że jak na razie nie widzimy dalszego umocnienia dolara w relacji do euro. Kurs EUR/USD od końcówki czerwca powoli próbuje odrabiać wiosenne straty, w piątek rano rosnąc do 1,1450 USD. Dzięki temu kurs dolara do złotego pozostawał w miejscu, na poziomie 3,7866 zł. Na parze dolar-złoty w krótkim terminie kluczowy wydaje się opór leżący na wysokości 3,80-3,81 zł.
W górę ruszyły za to notowania franka szwajcarskiego, za którego o poranku trzeba było zapłacić już prawie 4,70 zł. Zatrzymany został za to ruch wzrostowy na parze funt-złoty. Brytyjska waluta była wymieniana na blisko 5,10 zł po tym, jak w czwartek szterling kosztował nawet 5,1158 zł i był najdroższy od stycznia 2025 roku.
KK




























































