Pomimo jednoznacznie „jastrzębich” wypowiedzi prezesa Narodowego Banku Polskiego kurs euro znów ruszył w górę po tym, jak nie dał rady sforsować poziomu 4,60 zł. Złotemu szkodzi umocnienie dolara i perspektywa znacząco wyższych stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.


- To nie jest decyzja, która przyspiesza decyzje o podnoszeniu stóp, żeby szybciej ten wzrost zakończyć. Nic takiego – tak na czwartkowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński tłumaczył środową podwyżkę stóp o 100 pb. Ponadto prezes NBP nie wskazał ani docelowego poziomu stóp procentowych oraz uczciwie przyznał, że realnie stopy procentowe wciąż są głęboko ujemne. Było to bardzo „jastrzębie” wystąpienie szefa polskiego banku centralnego.
Teoretycznie perspektywa kolejnych podwyżek stóp procentowych powinna wspierać złotego. Tyle tylko, że po pierwsze inflacja CPI w Polsce rośnie jeszcze szybciej niż stopa referencyjna w NBP. Po drugie, do zdecydowanych podwyżek kosztów kredytu przymierza się także amerykańska Rezerwa Federalna. Teraz mowa jest o 50-punktowej podwyżce w maju oraz łącznie o podniesieniu stopy funduszy federalnych o ok. 225-250 pb. do końca 2022 roku.
Równocześnie Europejski Bank Centralny nie zamierza porzucać polityki niedodatnich stóp procentowych nawet przy inflacji zmierzającej w stronę 10%. Potężna dywergencja w nastawieniu władz monetarnych po obu stronach Atlantyku sprawia, że kurs EUR/USD już niemal wyrównał tegoroczne minimum. Jeśli tak dalej pójdzie, to w perspektywie najbliższych miesięcy cena euro może się zrównać z ceną dolara amerykańskiego.
Taka sytuacja nie wróży dobrze polskiemu złotemu, który zwykle słabnie, gdy dolar się umacnia. W piątek rano kurs euro wynosił 4,6388 zł i był o prawie grosz wyższy niż dzień wcześniej. Zachowanie rynku sugeruje, że po nieudanej próbie przełamania poziomu 4,60 zł możemy na dłużej utkwić w trendzie bocznym z bardzo słabymi notowaniami polskiego złotego.

Ze spadkowego trendu wyłamały się za to notowania pary dolar-złoty. Za amerykańską walutę w piątek o poranku płacono 4,2753 zł, a więc już o prawie dwa grosze więcej niż w czwartek wieczorem.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,5744 zł, czyli także o przeszło grosz wyżej niż dzień wcześniej. Funt brytyjski notowany był po 5,5739 zł.
KK































































