Bitcoin rośnie, chociaż na chłopski rozum powinien teraz nurkować jak zatopione przez Iran tankowce. Czy to zapowiedź nowej hossy, czy tylko chwilowe odbicie, po którym kryptowaluty zostaną sprowadzone znów do parteru? W dzisiejszych notatkach Janusz Krypto zagląda za kulisy amerykańskich urzędów i prześwietla cyfrowe księgi, by odpowiedzieć na pytanie o stan gry na rynku.


Po ostatnim odcinku moich notatek, gdzie pochyliłem się nad ETF-ami na bitcoina dostępnymi na naszej warszawskiej giełdzie, dostałem wiadomość od czytelnika:
“Wszystko ładnie Janusz, fajne porównanie, ale ja bym chciał się dowiedzieć w pierwszej kolejności, czemu bitcoin rośnie. Mamy wojnę na Bliskim Wschodzie, ropa idzie w górę, ekonomiści straszą, że znów przez to wzrośnie inflacja. A “wyższa inflacja” nie rymuje się z “niższe stopy procentowe”, bitcoin lubi luźną politykę monetarną, nie wykazywał się odpornością na szoki w gospodarce, a mimo to w weekend widzieliśmy BTC po 74 000 USD - najwyżej od 4 lutego. Dlaczego tak jest? Czy to odbicie martwego kota i będę miał okazję kupić bitcoina taniej i to niedługo?”
W pierwszym odruchu miałem odpisać, że nie odpowiem na tak zadane pytanie. Nie będę brał odpowiedzialności za cudze kroki. Ja tu nie daję porad inwestycyjnych, tylko opisuję swoje prywatne starcie z kryptowalutami.
Postanowiłem jednak poszukać możliwych przyczyn zachowania bitcoina. By nie naprzykrzać się już tak często moim zaprzyjaźnionym ekspertom, których wykorzystałem niedawno przy innych tematach (efekty zobaczycie jeszcze w tym tygodniu), poszperałem w sieci na własną rękę. A co, na coś się człowiek uczył języków. Zapraszam na audyt z krypto-rynkowej bieżączki.

Złoto spada, ropa rośnie, bitcoin rośnie. BTC atakuje 74 000 USD
To pytanie trochę powiela się z tym, co przed tygodniem mówili mi moi biegli - konsensus ich ocen jest jedne - jesteśmy na takim etapie cyklu, gdzie raczej powinniśmy spodziewać się spadków niż wzrostów.
Profesor Piech mówił o scenariuszu zejścia bitcoina do 40 000 USD w połowie roku, Łukasz Mikuła opowiadał o niższym popycie na usługi w branży, Mateusz Jamiołkowski wskazał, że chociaż od lat słyszymy, że teraz będzie inaczej, że cykle się na rynku kryptowalut skończyły, a później okazuje się, że one wciąż mają się dobrze, bo nie zmienia się psychologia inwestorów.
Pewne votum separatum zgłosił Jarosław Fuchs, który przyznał, że jeśli trzymamy się cykli, to w 2026 roku wypada nam bessa. Dodał jednak, że tym razem naprawdę może być inaczej, bo otoczenie instytucjonalne zmieniło się tak, że ciężko to ignorować.
To tyle jeśli chodzi o rynkową historię, czyli tekst sprzed tygodnia - możecie wrócić sobie do niego tutaj: Iran płonie, a bitcoin nie śpi. Czy czeka nas zjazd BTC do 40 tys. USD?
Teraz (to jest w poniedziałek 16 marca o 21:55, gdy pilnuję wykresów) sytuacja wygląda tak:
- Bitcoin kosztuje ponad 74 000 USD (równe 40% poniżej szczytu z października 2025 roku)
- Ethereum jest notowane po 2340 USD
- Kapitalizacja rynku kryptowalut przekracza 2,6 bln dolarów
Poniżej wykres bitcoina za ostatni rok:
Patrząc na 3 tygodnie wojny Bliskim Wschodzie, od początku izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran bitcoin urósł o mocne 12%. W tym czasie indeks S&P500 stracił 2,6%, a WIG20 poszedł w dół o ok. 4,3%. Ropa podrożała o prawie 40%. Złoto potaniało o 5% i spadło na chwilę poniżej 5000 USD za uncję.
A propos złota, sytuację na tym rynku ładnie wytłumaczył wczorajszy artykuł na Bankierze. Jak czytamy, złoto nie korzysta z tego kryzysu geopolitycznego tak, jak można by się spodziewać, bo rynek boi się reakcji banków centralnych na rosnące ryzyko inflacyjne, przez wyższe ceny energii - o tym pisał w pytaniu czytelnik. Ale to nie wszystko, jest też umocnienie dolara i rentowności obligacji:
“(...) gdy dolar drożeje, to cena złota spada. Zależność ta była doskonale widoczna, podczas gdy dolar tracił na wartości, wspierając wzrost ceny kruszcu. Złoto nie przynosi odsetek, ani dywidend, stąd, gdy rentowności obligacji USA rosną, inwestorzy wolą ulokować kapitał w "bezpiecznym" długu skarbowym niż w kruszcu” - napisano w artykule.
Bingo - dolar się umacnia, obligacje płacą lepiej, kapitał się przenosi. Dlaczego nie dzieje się tak z bitcoinem? Przecież też nie płaci dywidendy. Na mój rozum powinno być podobnie, a nawet gorzej niż ze złotem. Długo szukałem odpowiedzi, dlaczego nie jest i znalazłem kilka prawdopodobnych tropów. Pierwszy to regulacje w Stanach.
Amerykańskie agencje nie będą wchodzić sobie w paradę
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w trakcie prasówki i moim zdaniem może mieć znaczenie dla rynku kryptowalut to regulacje. Jak przeczytałem na portalu CryptoSlate, amerykańskie agencje nadzorcze SEC (ci od papierów wartościowych) i CFTC (ci od towarów i kontraktów) podpisały oficjalne porozumienie, że przestaną bić się o to, kto ma rządzić na kryptowalutowym podwórku i będą wymieniać się informacjami o tym, co robią na tym rynku.
Sam szef SEC, Paul Atkins, przyznał, że dotychczasowe "wojny o miedzę" i dublowanie przepisów po prostu uderzały w amerykański biznes. Teraz nadzorcy obiecują "harmonizację" - czyli mają zamiar tak dogadać procedury, żeby jedna firma nie musiała biegać do dwóch urzędów z tymi samymi papierami.
Dla rynku to sygnał, że wujek Sam oficjalnie zmienia podejście do kryptowalut, co mogło polepszyć nastroje. Porozumienie SEC i CFTC to efekt rozmów, które trwały od września 2025 roku. Atkins wspomniał też, że chce ułatwić "cross-margining" - czyli takie księgowanie zabezpieczeń, żeby kapitał nie musiał bezczynnie leżeć w dwóch różnych workach. To realna kasa, która może wypłynąć na rynek.
Co mówi aktywność na łańcuchu?
Na rosyjskojęzycznym portalu “Forklog” (kiedyś nadawali z Odessy, a teraz chyba z Estonii) wyczytałem, że dane o aktywności użytkowników (w końcu blockchain to publiczny rejestr) nie powalają optymizmem. Mówiąc wprost, hossy to tam nie widać.
Analitycy z Glassnode i CryptoQuant kręcą nosami. Po pierwsze, intensywność zakupów jest dużo niższa niż przy poprzednich rajdach. Po drugie, wskaźnik zyskowności krótkoterminowych graczy spadł poniżej 50%, co oznacza, że większość tych, co kupili niedawno, jest "pod wodą".
Analityczka o pseudonimie Sunny Mom ostrzega, że mamy sporą grupę ludzi, którzy kupowali Bitcoina w okolicach 100 000 USD i teraz generują potężny opór, bo czekają tylko, żeby wyjść "na zero". Do tego wskaźnik MVRV (miernik "przegrzania" rynku krypto) wynosi 1,2, a prawdziwe dno cyklu wypada zazwyczaj poniżej jedynki.
Według opinii analityków zebranych przez ForkLog mamy dwa wyjścia: albo "Czarny Łabędź" i gwałtowne czyszczenie rynku, albo "Wielka Nuda" i boczniak aż do 2027 roku.
Co na to Bloomberg?
W pierwszym artykule Bloomberga o kryptowalutach, który ukazał się wczoraj, analitycy zwracali uwagę, że bitcoin wcale nie jest takim królem balu, jakby się mogło wydawać (wystarczy popatrzeć na wykres). Podczas gdy my ekscytujemy się odbiciem do 74 000 USD, kapitał ucieka w tzw. aktywa HALO (skrót od ciężkich, fizycznych towarów, które wolno się starzeją).
Jeff Currie, szycha z Carlyle, nazywa to "zemstą starej gospodarki". Inwestorzy rzucili się na ropę (wzrost o 70% po ataku na Iran!), aluminium i miedź. Bitcoin w tym zestawieniu wygląda blado, bo od szczytu w październiku wciąż jest na minusie o jakieś 40%. Bloomberg zauważa, że rynek jest „cienki” – obroty są mniejsze niż pod koniec 2025 roku, co sprawia, że wystarczy silniejszy podmuch, by kursem miotało jak liściem na wietrze.
W drugim tekście, który wyszedł wieczorem więcej miejsca poświęcono faktowi, że bitcoin wylądował na sześciotygodniowych maksimach (ponad 74 500 USD), zostawiając tradycyjne aktywa w tyle. Skąd ten rajd? Według Bloombera inwestorzy węszą odwilż na Bliskim Wschodzie, ale prawdziwe paliwo płynie z Wall Street.
Tylko w zeszłym tygodniu do amerykańskich ETF-ów na bitcoina wpłynęły 763 mln USD (z czego 78% zagarnął BlackRock), a łączny marcowy bilans to już 1,3 mld USD na plusie. Żeby było mało, Michael Saylor ze swoją Strategy Inc. znów "dołożył do pieca", kupując BTC za blisko 1,6 mld USD - to ich rekord od stycznia.
Cytowany w tekście analityk ostrzega, że przy 75 tys. USD niedźwiedzie mogą mieć problem z pokryciem krótkich pozycji, co wypchnie kurs jeszcze wyżej. Jeff Mei z BTSE stawia sprawę jasno: koniec wojny to rakieta na 100 tys. USD, a dalsza szarpanina to powrót do 60 tys. Kurs trzyma się mocno, póki płynie świeży kapitał.
Kolacja, by uczynić token Trumpa ponownie wielkim
Na deser mamy jeszcze kolację, a konkretniej historię z portalu Decrypt o tokenie memowym OfficialTrump (TRUMP), który firmuje prezydent USA. Ostatnio token nie miał się najlepiej. Prawdę mówiąc, miał się tragicznie. W ostatni czwartek 12 marca TRUMP token osiągnął najniższy poziom w historii, blisko 2,75 USD.
Krótko po tym padło ogłoszenie, że najwięksi posiadacze tokena (297 osób) dostaną zaproszenie na ekskluzywną konferencję i posiłek z samym Donaldem w jego posiadłości Mar-a-Lago. Token TRUMP wystrzelił po tym o 35% (wciąż kosztuje mniej niż 4 USD).
Żeby załapać się do elitarnej grupy VIP (top 29 osób), która otrzyma prywatną audiencję, w zeszłym roku trzeba było trzymać tokeny warte blisko 5 milionów dolarów! Senator Elizabeth Warren już grzmi, że to "orgia korupcji" i sprzedawanie dostępu do głowy państwa, ale inwestorzy mają to w nosie - wolumeny handlu skoczyły z 70 milionów do prawie 2 miliardów dolarów w dobę. W świecie Trumpa krypto to po prostu nowy rodzaj waluty wpływów.
Zakończenie i konkluzja
Po tym całym audycie siedzę przy moim dębowym biurku i kręcę głową. Z jednej strony cyfrowe księgi mówią "uważaj, to jeszcze nie dno", z drugiej amerykańscy urzędnicy podają sobie ręce, a Trump pompuje swój własny token.
Najbardziej bawi mnie jednak krótka pamięć internetowych mędrców albo raczej krótka pamięć ich odbiorców. Kilku ulubionych kryptowalutowych influencerów mojego siostrzeńca Pawła, którzy jeszcze niedawno wrzucali filmy opatrzone miniaturami z czerwonymi strzałkami i twarzami zastygłymi w wyrazie szoku, zapowiadając bitcoina po 40 000 USD, dziś rano wrzuciło nowe filmy. Teraz, z szerokimi uśmiechami i wytrzeszczonymi oczami, otoczeni przez zielone strzałki, krzyczą do kamery o kursie na 80 000 USD. Ja tam zostaję przy swoich notatkach i na razie trzymam się z daleka.
Już niedługo przeanalizuję wszystkie metody zakupu bitcoina, ale będzie to tylko badanie gruntu. Przede mną też wciąż rozmowa z prof. Mercikiem o wykorzystaniu kryptowalut w strategiach inwestycyjnych.
Wasz Janusz
PS. Macie pytania? Piszcie na janusz.krypto@bankier.pl i odwiedźcie mnie na Facebooku.
W serii Janusz Krypto dotąd ukazały się:
- Przedstawienie: Stary giełdowy wyjadacz bierze się za bitcoina i kryptowaluty
- Siostrzeniec mówi, że to pieniądz, ja widzę kod. Czym jest ten cały bitcoin?
- Blockchain, czyli bank bez banku i górnik z kartą graficzną. Jak działa bitcoin?
- Słownik wyrazów obcych i kryptowalutowy alfabet grozy
- Czy 0% w bitcoinie to wstyd? Kiedy kryptowaluty to błąd?
- Bitcoin, czyli cyfrowy śmieć, czy cyfrowe złoto? Spór o fundamenty
- Iran płonie, a bitcoin nie śpi. Czy czeka nas zjazd BTC do 40 tys. USD?
- ETF czy bitcoin w garści? Porównanie kosztów i zysków: co opłaca się bardziej?
























































