REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Janusz Krypto: dlaczego bitcoin rośnie, skoro nie powinien? Co dalej z kryptowalutami?

2026-03-17 06:00
publikacja
2026-03-17 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Bitcoin rośnie, chociaż na chłopski rozum powinien teraz nurkować jak zatopione przez Iran tankowce. Czy to zapowiedź nowej hossy, czy tylko chwilowe odbicie, po którym kryptowaluty zostaną sprowadzone znów do parteru? W dzisiejszych notatkach Janusz Krypto zagląda za kulisy amerykańskich urzędów i prześwietla cyfrowe księgi, by odpowiedzieć na pytanie o stan gry na rynku.

Janusz Krypto: dlaczego bitcoin rośnie, skoro nie powinien? Co dalej z kryptowalutami?
Janusz Krypto: dlaczego bitcoin rośnie, skoro nie powinien? Co dalej z kryptowalutami?
fot. Everett Collection / / Shutterstock

Po ostatnim odcinku moich notatek, gdzie pochyliłem się nad ETF-ami na bitcoina dostępnymi na naszej warszawskiej giełdzie, dostałem wiadomość od czytelnika:

“Wszystko ładnie Janusz, fajne porównanie, ale ja bym chciał się dowiedzieć w pierwszej kolejności, czemu bitcoin rośnie. Mamy wojnę na Bliskim Wschodzie, ropa idzie w górę, ekonomiści straszą, że znów przez to wzrośnie inflacja. A “wyższa inflacja” nie rymuje się z “niższe stopy procentowe”, bitcoin lubi luźną politykę monetarną, nie wykazywał się odpornością na szoki w gospodarce, a mimo to w weekend widzieliśmy BTC po 74 000 USD - najwyżej od 4 lutego. Dlaczego tak jest? Czy to odbicie martwego kota i będę miał okazję kupić bitcoina taniej i to niedługo?”

W pierwszym odruchu miałem odpisać, że nie odpowiem na tak zadane pytanie. Nie będę brał odpowiedzialności za cudze kroki. Ja tu nie daję porad inwestycyjnych, tylko opisuję swoje prywatne starcie z kryptowalutami.

Postanowiłem jednak poszukać możliwych przyczyn zachowania bitcoina. By nie naprzykrzać się już tak często moim zaprzyjaźnionym ekspertom, których wykorzystałem niedawno przy innych tematach (efekty zobaczycie jeszcze w tym tygodniu), poszperałem w sieci na własną rękę. A co, na coś się człowiek uczył języków. Zapraszam na audyt z krypto-rynkowej bieżączki. 

Wakacje na giełdzie

Złoto spada, ropa rośnie, bitcoin rośnie. BTC atakuje 74 000 USD

To pytanie trochę powiela się z tym, co przed tygodniem mówili mi moi biegli - konsensus ich ocen jest jedne - jesteśmy na takim etapie cyklu, gdzie raczej powinniśmy spodziewać się spadków niż wzrostów.

Profesor Piech mówił o scenariuszu zejścia bitcoina do 40 000 USD w połowie roku, Łukasz Mikuła opowiadał o niższym popycie na usługi w branży, Mateusz Jamiołkowski wskazał, że chociaż od lat słyszymy, że teraz będzie inaczej, że cykle się na rynku kryptowalut skończyły, a później okazuje się, że one wciąż mają się dobrze, bo nie zmienia się psychologia inwestorów.

Pewne votum separatum zgłosił Jarosław Fuchs, który przyznał, że jeśli trzymamy się cykli, to w 2026 roku wypada nam bessa. Dodał jednak, że tym razem naprawdę może być inaczej, bo otoczenie instytucjonalne zmieniło się tak, że ciężko to ignorować.

To tyle jeśli chodzi o rynkową historię, czyli tekst sprzed tygodnia - możecie wrócić sobie do niego tutaj: Iran płonie, a bitcoin nie śpi. Czy czeka nas zjazd BTC do 40 tys. USD?

Teraz (to jest w poniedziałek 16 marca o 21:55, gdy pilnuję wykresów) sytuacja wygląda tak:

  • Bitcoin kosztuje ponad 74 000 USD (równe 40% poniżej szczytu z października 2025 roku)
  • Ethereum jest notowane po 2340 USD
  • Kapitalizacja rynku kryptowalut przekracza 2,6 bln dolarów

Poniżej wykres bitcoina za ostatni rok:

Bitcoin na wykresie rocznym (Bankier.pl)

Patrząc na 3 tygodnie wojny Bliskim Wschodzie, od początku izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran bitcoin urósł o mocne 12%. W tym czasie indeks S&P500 stracił 2,6%, a WIG20 poszedł w dół o ok. 4,3%. Ropa podrożała o prawie 40%. Złoto potaniało o 5% i spadło na chwilę poniżej 5000 USD za uncję.

A propos złota, sytuację na tym rynku ładnie wytłumaczył wczorajszy artykuł na Bankierze. Jak czytamy, złoto nie korzysta z tego kryzysu geopolitycznego tak, jak można by się spodziewać, bo rynek boi się reakcji banków centralnych na rosnące ryzyko inflacyjne, przez wyższe ceny energii - o tym pisał w pytaniu czytelnik. Ale to nie wszystko, jest też umocnienie dolara i rentowności obligacji:

“(...) gdy dolar drożeje, to cena złota spada. Zależność ta była doskonale widoczna, podczas gdy dolar tracił na wartości, wspierając wzrost ceny kruszcu. Złoto nie przynosi odsetek, ani dywidend, stąd, gdy rentowności obligacji USA rosną, inwestorzy wolą ulokować kapitał w "bezpiecznym" długu skarbowym niż w kruszcu” - napisano w artykule.

Bingo - dolar się umacnia, obligacje płacą lepiej, kapitał się przenosi. Dlaczego nie dzieje się tak z bitcoinem? Przecież też nie płaci dywidendy. Na mój rozum powinno być podobnie, a nawet gorzej niż ze złotem. Długo szukałem odpowiedzi, dlaczego nie jest i znalazłem kilka prawdopodobnych tropów. Pierwszy to regulacje w Stanach.

Amerykańskie agencje nie będą wchodzić sobie w paradę

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w trakcie prasówki i moim zdaniem może mieć znaczenie dla rynku kryptowalut to regulacje. Jak przeczytałem na portalu CryptoSlate, amerykańskie agencje nadzorcze SEC (ci od papierów wartościowych) i CFTC (ci od towarów i kontraktów) podpisały oficjalne porozumienie, że przestaną bić się o to, kto ma rządzić na kryptowalutowym podwórku i będą wymieniać się informacjami o tym, co robią na tym rynku.

Sam szef SEC, Paul Atkins, przyznał, że dotychczasowe "wojny o miedzę" i dublowanie przepisów po prostu uderzały w amerykański biznes. Teraz nadzorcy obiecują "harmonizację" - czyli mają zamiar tak dogadać procedury, żeby jedna firma nie musiała biegać do dwóch urzędów z tymi samymi papierami.

Dla rynku to sygnał, że wujek Sam oficjalnie zmienia podejście do kryptowalut, co mogło polepszyć nastroje. Porozumienie SEC i CFTC to efekt rozmów, które trwały od września 2025 roku. Atkins wspomniał też, że chce ułatwić "cross-margining" - czyli takie księgowanie zabezpieczeń, żeby kapitał nie musiał bezczynnie leżeć w dwóch różnych workach. To realna kasa, która może wypłynąć na rynek.

Co mówi aktywność na łańcuchu?

Na rosyjskojęzycznym portalu “Forklog” (kiedyś nadawali z Odessy, a teraz chyba z Estonii) wyczytałem, że dane o aktywności użytkowników (w końcu blockchain to publiczny rejestr) nie powalają optymizmem. Mówiąc wprost, hossy to tam nie widać.

Analitycy z Glassnode i CryptoQuant kręcą nosami. Po pierwsze, intensywność zakupów jest dużo niższa niż przy poprzednich rajdach. Po drugie, wskaźnik zyskowności krótkoterminowych graczy spadł poniżej 50%, co oznacza, że większość tych, co kupili niedawno, jest "pod wodą".

Analityczka o pseudonimie Sunny Mom ostrzega, że mamy sporą grupę ludzi, którzy kupowali Bitcoina w okolicach 100 000 USD i teraz generują potężny opór, bo czekają tylko, żeby wyjść "na zero". Do tego wskaźnik MVRV (miernik "przegrzania" rynku krypto) wynosi 1,2, a prawdziwe dno cyklu wypada zazwyczaj poniżej jedynki.

Według opinii analityków zebranych przez ForkLog mamy dwa wyjścia: albo "Czarny Łabędź" i gwałtowne czyszczenie rynku, albo "Wielka Nuda" i boczniak aż do 2027 roku.

Co na to Bloomberg?

W pierwszym artykule Bloomberga o kryptowalutach, który ukazał się wczoraj, analitycy zwracali uwagę, że bitcoin wcale nie jest takim królem balu, jakby się mogło wydawać (wystarczy popatrzeć na wykres). Podczas gdy my ekscytujemy się odbiciem do 74 000 USD, kapitał ucieka w tzw. aktywa HALO (skrót od ciężkich, fizycznych towarów, które wolno się starzeją).

Jeff Currie, szycha z Carlyle, nazywa to "zemstą starej gospodarki". Inwestorzy rzucili się na ropę (wzrost o 70% po ataku na Iran!), aluminium i miedź. Bitcoin w tym zestawieniu wygląda blado, bo od szczytu w październiku wciąż jest na minusie o jakieś 40%. Bloomberg zauważa, że rynek jest „cienki” – obroty są mniejsze niż pod koniec 2025 roku, co sprawia, że wystarczy silniejszy podmuch, by kursem miotało jak liściem na wietrze.

W drugim tekście, który wyszedł wieczorem więcej miejsca poświęcono faktowi, że bitcoin wylądował na sześciotygodniowych maksimach (ponad 74 500 USD), zostawiając tradycyjne aktywa w tyle. Skąd ten rajd? Według Bloombera inwestorzy węszą odwilż na Bliskim Wschodzie, ale prawdziwe paliwo płynie z Wall Street.

Tylko w zeszłym tygodniu do amerykańskich ETF-ów na bitcoina wpłynęły 763 mln USD (z czego 78% zagarnął BlackRock), a łączny marcowy bilans to już 1,3 mld USD na plusie. Żeby było mało, Michael Saylor ze swoją Strategy Inc. znów "dołożył do pieca", kupując BTC za blisko 1,6 mld USD - to ich rekord od stycznia.

Cytowany w tekście analityk ostrzega, że przy 75 tys. USD niedźwiedzie mogą mieć problem z pokryciem krótkich pozycji, co wypchnie kurs jeszcze wyżej. Jeff Mei z BTSE stawia sprawę jasno: koniec wojny to rakieta na 100 tys. USD, a dalsza szarpanina to powrót do 60 tys. Kurs trzyma się mocno, póki płynie świeży kapitał.

Kolacja, by uczynić token Trumpa ponownie wielkim

Na deser mamy jeszcze kolację, a konkretniej historię z portalu Decrypt o tokenie memowym OfficialTrump (TRUMP), który firmuje prezydent USA. Ostatnio token nie miał się najlepiej. Prawdę mówiąc, miał się tragicznie. W ostatni czwartek 12 marca TRUMP token osiągnął najniższy poziom w historii, blisko 2,75 USD. 

Krótko po tym padło ogłoszenie, że najwięksi posiadacze tokena (297 osób) dostaną zaproszenie na ekskluzywną konferencję i posiłek z samym Donaldem w jego posiadłości Mar-a-Lago. Token TRUMP wystrzelił po tym o 35% (wciąż kosztuje mniej niż 4 USD). 

Żeby załapać się do elitarnej grupy VIP (top 29 osób), która otrzyma prywatną audiencję, w zeszłym roku trzeba było trzymać tokeny warte blisko 5 milionów dolarów! Senator Elizabeth Warren już grzmi, że to "orgia korupcji" i sprzedawanie dostępu do głowy państwa, ale inwestorzy mają to w nosie - wolumeny handlu skoczyły z 70 milionów do prawie 2 miliardów dolarów w dobę. W świecie Trumpa krypto to po prostu nowy rodzaj waluty wpływów.

Zakończenie i konkluzja

Po tym całym audycie siedzę przy moim dębowym biurku i kręcę głową. Z jednej strony cyfrowe księgi mówią "uważaj, to jeszcze nie dno", z drugiej amerykańscy urzędnicy podają sobie ręce, a Trump pompuje swój własny token.

Najbardziej bawi mnie jednak krótka pamięć internetowych mędrców albo raczej krótka pamięć ich odbiorców. Kilku ulubionych kryptowalutowych influencerów mojego siostrzeńca Pawła, którzy jeszcze niedawno wrzucali filmy opatrzone miniaturami z czerwonymi strzałkami i twarzami zastygłymi w wyrazie szoku, zapowiadając bitcoina po 40 000 USD, dziś rano wrzuciło nowe filmy. Teraz, z szerokimi uśmiechami i wytrzeszczonymi oczami, otoczeni przez zielone strzałki, krzyczą do kamery o kursie na 80 000 USD. Ja tam zostaję przy swoich notatkach i na razie trzymam się z daleka.

Już niedługo przeanalizuję wszystkie metody zakupu bitcoina, ale będzie to tylko badanie gruntu. Przede mną też wciąż rozmowa z prof. Mercikiem o wykorzystaniu kryptowalut w strategiach inwestycyjnych.

Wasz Janusz

PS. Macie pytania? Piszcie na janusz.krypto@bankier.pl i odwiedźcie mnie na Facebooku.


W serii Janusz Krypto dotąd ukazały się:

Źródło:
Tematy

Komentarze (23)

dodaj komentarz
analizy
Bo idzie duża kasa na promowanie, aby ogromni gracze mogli z tej piramidy szybko i bez szwanku wyjść. A reszta małych inwestorów? No cóż...... wiadomo.... Będzie tak jak z tym co bankier.pl tu pisze:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Janusz-Krypto-akt-zgonu-metaverse-jak-miliardy-dolarow-poszly-w-cyfrowy-piach-9103049.html
j2oen
Belelelelkot pompowanie piramidy finansowej
keep_sleeping
Czytam te komentarze i mam wrażenie, że cofnąłem się o 10 lat. Serio – zero progresu, te same teksty, te same hasła, zero refleksji.

„Tulipany”? Ten argument był aktualny przy 1$, 100$, 1000$, 10 000$… i dalej jest powtarzany jak mantra, mimo że minęły lata, adopcja wzrosła globalnie, a infrastruktura (ETF-y, instytucje, custody)
Czytam te komentarze i mam wrażenie, że cofnąłem się o 10 lat. Serio – zero progresu, te same teksty, te same hasła, zero refleksji.

„Tulipany”? Ten argument był aktualny przy 1$, 100$, 1000$, 10 000$… i dalej jest powtarzany jak mantra, mimo że minęły lata, adopcja wzrosła globalnie, a infrastruktura (ETF-y, instytucje, custody) jest o kilka poziomów wyżej. Może problem nie leży w bitcoinie, tylko w tym, że ktoś zatrzymał się mentalnie w 2013?

„Nie ma notowań”? Serio? Żyjemy w 2026 roku, masz dostęp do internetu, giełd, TradingView, czegokolwiek – a ty czekasz aż ktoś poda kurs na portalu, żeby uznać, że coś istnieje? To jest dokładnie poziom: „nie ma w telewizji = nie istnieje”.

„Pani Krysia musi kupić”? Nie musi. Tak samo jak nie każdy musi kupować akcje, złoto czy nieruchomości. Bitcoin działa niezależnie od tego, czy kupi go Krysia, czy fundusz zarządzający miliardami.

„Marzenia trzymaj w głowie”? No właśnie problem polega na tym, że ludzie latami trzymają wszystko w systemie, który ich systematycznie rozwadnia inflacją, i jeszcze bronią tego jak religii.

Najlepsze jest to, że dostajecie darmową edukację od lat – artykuły, dane, cykle rynkowe, halvingi, rozwój technologii – i dalej 0 chęci zrozumienia. Tylko kopiuj-wklej tych samych tekstów, jakby czas się zatrzymał.

Można się nie zgadzać, można nie inwestować – luz. Ale jeśli ktoś po tylu latach dalej operuje poziomem „tulipany + powietrze + banksterzy”, to to już nie jest sceptycyzm. To jest po prostu świadome ignorowanie rzeczywistości.
kno
Co złego jest w mówieniu, że to bańka spekulacyjna przypominająca wszystkie inne, w tym tę której przedmiotem były tulipany? To, że rozwija się dłużej, jest efektem tego, że rynek finansowy jest dużo głębszy.

Z resztą mogę się zgodzić, nikt nikogo nie zmusza, nie ma tu żadnego spisku, ale to wciąż "tulipany i powietrze".
Co złego jest w mówieniu, że to bańka spekulacyjna przypominająca wszystkie inne, w tym tę której przedmiotem były tulipany? To, że rozwija się dłużej, jest efektem tego, że rynek finansowy jest dużo głębszy.

Z resztą mogę się zgodzić, nikt nikogo nie zmusza, nie ma tu żadnego spisku, ale to wciąż "tulipany i powietrze". Czy da się zarobić - jak znajdziesz kogoś co kupi od Ciebie za więcej, to zarobisz.
Czy łatwo takiego znaleźć - moim zdaniem niekoniecznie, wszystkie dobre wydarzenia w krypto już się wydarzyły, trochę nie ma pod co grać. Nawet obecna przecena ze szczytów jest inna niż poprzednie, bo nie miała wyraźnego powodu.
hfast
twoje wywody nie zmienią faktu, że aby ktoś zarobił, to pani Krysia musi wyciągnąć ze skarpety i kupić bitkojna, gra o sumie zero mój -1 jest +1 u innych - ot i cała filozofia, ale legenda MUSI być, bez legendy Janusz Krypto nie włoży w bitkojna pieniędzy.
keep_sleeping
W końcu jakiś komentarz z próbą myślenia, ale dalej oparty na błędnych założeniach.

Porównanie do tulipanów działa tylko na poziomie hasła. Tulipany nie miały globalnej infrastruktury, ograniczonej podaży, ani rosnącej adopcji – były czysto spekulacyjnym aktywem bez fundamentu.

Bitcoin jest czymś innym – systemem monetarnym
W końcu jakiś komentarz z próbą myślenia, ale dalej oparty na błędnych założeniach.

Porównanie do tulipanów działa tylko na poziomie hasła. Tulipany nie miały globalnej infrastruktury, ograniczonej podaży, ani rosnącej adopcji – były czysto spekulacyjnym aktywem bez fundamentu.

Bitcoin jest czymś innym – systemem monetarnym z góry określoną podażą, który konkuruje z walutami fiat i innymi magazynami wartości.

„Gra o sumie zero”? Nie. To jedno z najczęściej powtarzanych, ale błędnych założeń.

Bo pomijasz kluczową rzecz:
wzrost cen aktywów bardzo często wynika nie tylko z popytu, ale ze spadku wartości waluty, w której je wyceniamy.

Jeśli podaż pieniądza rośnie (a rośnie cały czas), to:
– nieruchomości „drożeją”
– złoto „drożeje”
– akcje „drożeją”

i… bitcoin też „drożeje”.

Tyle że to nie zawsze jest realny wzrost — często to po prostu miara tego, jak szybko fiat traci siłę nabywczą.

Dlatego sprowadzanie wszystkiego do „ktoś musi odkupić drożej” jest zbyt płytkie — bo ignoruje fakt, że jednostka, w której liczysz (PLN, USD), sama się zmienia w czasie.

„Pani Krysia musi kupić”? Nie musi. Wystarczy, że globalnie kapitał przesuwa się w stronę aktywów o ograniczonej podaży — dokładnie tak jak od dekad dzieje się ze złotem czy nieruchomościami.

I jeszcze jedno — mówienie, że „wszystkie dobre wydarzenia już były”, w momencie gdy:
– dopiero zaczęły działać ETF-y
– instytucje realnie wchodzą w rynek
– adopcja państwowa dopiero raczkuje

to trochę jak stwierdzić w 2005, że „internet już się skończył”.

Można być sceptycznym, jasne.
Ale jeśli cała analiza kończy się na „tulipany + ktoś musi odkupić”, to nie jest ekonomia — to jest ignorowanie połowy układanki.
kno odpowiada keep_sleeping
Powiedz konkretnie, jaka bariera stoi na przeszkodzie temu, żeby bitcoin w pełni rozwinął swój potencjał? Jak wspomniałeś, ETF-y już funkcjonują a instytucje nie mają barier żeby wchodzić na rynek.

To o co mi chodzi, to to że do tej pory można było reklamować krypto mówiąc, "Jak wydarzy się X, to pójdzie do góry".
Powiedz konkretnie, jaka bariera stoi na przeszkodzie temu, żeby bitcoin w pełni rozwinął swój potencjał? Jak wspomniałeś, ETF-y już funkcjonują a instytucje nie mają barier żeby wchodzić na rynek.

To o co mi chodzi, to to że do tej pory można było reklamować krypto mówiąc, "Jak wydarzy się X, to pójdzie do góry". Tym X przez długi czasy było znoszenie różnego rodzaju ograniczeń. Na moje oko nie ma już żadnego X, który byłby dobry do rekamowania podbitki na wycenie, jest za to sporo negatywnego PR wynikającego z różnego rodzaju przekrętów. Moim zdaniem efekt będzie taki, że nie będzie już powtórki z historycznych rajdów, w najlepszym razie długi trend boczny, może nawet w okolicach ostatniego maximum, ale ostatecznie zwieńczony powolnym oddawaniem wyceny.

Nie zgadzam się też z tym, że to nie jest gra o sumie zerowej. Jak popatrzysz na wartość, nie wycenę w USD (czy innym fiat którego tak nie cierpisz), to zyskasz tylko jeśli ktoś jest skłonny wymienić bitcoina na coś o większej wartości niż mu ją przypisałeś. Jedyne co daje się jako tako bronić z tego punktu widzenia to to, że trzymanie wartości w bitcoinie wypada lepiej niż trzymanie wartości we fiacie (ale to dyskusja na inny temat), niemniej wciąż pozostaje to grą o sumie zerowej.

Co do adopcji i infrakstruktury - myślę, że mylisz przyczynę ze skutkiem. Wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że adpocja bierze się ze spekulacji, a infrastruktura jest pochodną adpocji. Po prostu, ludzie którzy spekulują na bitcoinie są skłonni utrzymywać infrastrukturę. Swoją drogą, koszt i tak już drogiej infrastruktury może pójść mocno do góry, bo wyrosła konkurencja w postaci AI, która jest chętna żeby wykorzystać tę samą moc obliczeniową po wyższej cenie.

keep_sleeping odpowiada kno
Dzięki za merytoryczny komentarz – serio, w końcu coś więcej niż zoomkowe „tulipany i powietrze” :)

Mam tylko wrażenie, że dalej patrzysz na to jak na klasyczny trade pod jedno wydarzenie „X”. A Bitcoin trochę tak nie działa. To nie jest spółka, gdzie czekasz na wynik albo news, który odpali kurs – tu wszystko rozgrywa się
Dzięki za merytoryczny komentarz – serio, w końcu coś więcej niż zoomkowe „tulipany i powietrze” :)

Mam tylko wrażenie, że dalej patrzysz na to jak na klasyczny trade pod jedno wydarzenie „X”. A Bitcoin trochę tak nie działa. To nie jest spółka, gdzie czekasz na wynik albo news, który odpali kurs – tu wszystko rozgrywa się bardziej w czasie niż w jednym momencie.

ETF-y są, instytucje mogą wchodzić – zgoda. Tylko że one jeszcze realnie nie mają dużych alokacji. Jeśli kiedyś zobaczysz kilka procent portfeli globalnych funduszy w BTC, to dopiero będzie inna skala.

Z tym „nie ma już pod co grać” też bym uważał – podobne rzeczy mówiono o internecie po 2000 czy o złocie po pierwszych rajdach. Potem był długi, nudny okres… i kolejna fala.

Co do gry o sumie zero – tu chyba się najbardziej rozmijamy. W teorii brzmi to sensownie, ale w praktyce ignoruje jedną rzecz: waluta, w której liczysz (PLN, USD), sama się zmienia.

Dlatego „drożeją” nieruchomości, złoto, akcje – i bitcoin też. To nie jest tylko „ktoś musi kupić drożej”, tylko kapitał przesuwa się między aktywami + dochodzi efekt rozwadniania pieniądza.

I tu Bitcoin nie konkuruje tylko z „kolejnym kupującym”, tylko z całym koszykiem magazynów wartości. Jeśli odbiera im choćby mały procent, to wycena potrafi się zmienić mocno.

Z adopcją masz częściowo rację – na początku to była czysta spekulacja. Ale ETF-y i cała infrastruktura to już trochę inny etap, bardziej spokojny i instytucjonalny.

Co do energii vs AI – to się tylko częściowo pokrywa, bo mining często korzysta z najtańszej, „niewykorzystanej” energii, a AI walczy o zupełnie inne zasoby.

Twoja wizja boczniaka przez jakiś czas jest jak najbardziej możliwa.
Ale długoterminowo dla mnie pytanie nie brzmi „czy ktoś odkupi drożej”, tylko czy ludzie będą chcieli trzymać wartość w czymś, czego nie da się dodrukować.

Jeśli tak – to jedynym „X” jest po prostu czas.
kno odpowiada keep_sleeping
Mój punkt widzeia jest taki, że dotychczasowe wzrosty były napędzane pod jakiś konkretne wydarzenie, jak ich nie będzie to i nie będzie wzrostów. Jeśli jedyną 'wartością' bitcoina ma być to, że ma z góry określoną podaż, to mam złe wiadomości - jest mnóstwo projektów które jak bitcoin mają ograniczoną podaż (chociażby klony Mój punkt widzeia jest taki, że dotychczasowe wzrosty były napędzane pod jakiś konkretne wydarzenie, jak ich nie będzie to i nie będzie wzrostów. Jeśli jedyną 'wartością' bitcoina ma być to, że ma z góry określoną podaż, to mam złe wiadomości - jest mnóstwo projektów które jak bitcoin mają ograniczoną podaż (chociażby klony bitcoina), i jakoś nie widać w nich wartości. Mój wniosek, wartość jest wzięta ze spekulacji, nie z ograniczonej podaży a wycena bitcoina skończy tam, gdzie wycena innych projektów których jedyną zaletą jest ograniczona podaż.

Internet to inna sprawa, tam jest infrastruktura (zarówno fizyczna jak i wirtualna) używana w biznesie, który sam w sobie generuje zyski. Inwestując w dobre firmy, nie musisz znaleźć kogoś kto odkupi drożej, tylko możesz cieszyć się udziałem w zyskach firmy. Bitcoin inne krypto nie zapewniają żadnej użyteczności poza platformą do spekulacji.

Udział w zyskach jest też sednem tego, co moim zdaniem jest grą o sumie zerowej a co nie. Jak masz akcje firmy która wykonuje pracę i tworzy jakaś wartość dodaną, to jest to gra o sumie dodatniej, bo ostatecznie po jakimś czasie w systemie jest więcej 'wartości'. Jak trzymasz pieniądze w bitcoinie (czy w złocie, czy w innym przechowywaczu wartości), to ten aspekt nie istnieje, więc taki rynek jest grą o sumie zerowej; żeby ktoś zrobił, ktoś musi stracić.

> Co do energii vs AI – to się tylko częściowo pokrywa, bo mining często korzysta z najtańszej, „niewykorzystanej” energii, a AI walczy o zupełnie inne zasoby.
Nie zgadzam się. kopać bitkoiny ktoś musi przez cały czas, żeby sieć jako tako działała. Sporo obliczeń dla AI może być robiona o dowolnej porze. Generalnie widzę że spora część obliczeń dla AI ma bardziej elastyczne zapotrzebowanie na energię.

Poza tym, nie tylko o energii mowa, sporo centrów danych przestawia się na AI, bo jest ssanie na moc obliczeniową. Generalnie AI to stabilniejszy sektor jeśli chodzi o zyski, a popyt na razie jest spory, bo budowanie nowych centrów które mają zaspokoić świeże zapotrzebowanie potrwa lata.
keep_sleeping odpowiada kno
Mam wrażenie, że kluczowa różnica między nami jest taka, że Ty patrzysz na BTC jak na „asset bez cashflow → więc tylko spekulacja”, a ja bardziej jak na pieniądz / magazyn wartości, który konkuruje z innymi formami przechowywania kapitału.

Z tą „ograniczoną podażą” – masz rację, że sama w sobie nic nie daje. Dlatego 99% klonów
Mam wrażenie, że kluczowa różnica między nami jest taka, że Ty patrzysz na BTC jak na „asset bez cashflow → więc tylko spekulacja”, a ja bardziej jak na pieniądz / magazyn wartości, który konkuruje z innymi formami przechowywania kapitału.

Z tą „ograniczoną podażą” – masz rację, że sama w sobie nic nie daje. Dlatego 99% klonów Bitcoina nie ma znaczenia. Ale Bitcoin to nie tylko podaż, tylko sieć + bezpieczeństwo + historia + zaufanie, które się budowało kilkanaście lat. Tego nie skopiujesz forkiem.

Powiązane: Janusz Krypto

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki