Kończymy bitcoinowe przedszkole i zapisujemy się do podstawówki. A w pierwszej klasie i na pierwszej lekcji zaczniemy od tego, kto nie powinien tu uczęszczać. W jakich sytuacjach jedyne rozsądne podejście do kryptowalut w portfelu to brak kryptowalut? Kto nie powinien brać się za bitcoina i kiedy rozsądniej trzymać się od tego rynku z daleka? Na te pytania odpowiedzieli mi zaprzyjaźnieni eksperci.


Dokoła krzyczą, że pociąg odjeżdża, a ja stoję na peronie z moim notesem i zastanawiam się, czy ten skład ma w ogóle hamulce. Mój siostrzeniec, Paweł, patrzy na mnie z politowaniem, jakbym był kopalnym eksponatem, bo w moim portfelu wciąż widnieje okrągłe zero procent pozycji na bitcoinie. "Wujku, to wstyd" - mówi, machając mi przed nosem telefonem z wykresami - "spadło, więc pora kupować".
Ale ja, inwestor starej daty, wiem jedno: wstydem nie jest brak modnego aktywa. Wstydem jest wejście pod presją w interes, który finansowo cię wykrwawi, bo nie zadałeś sobie trudu, by zrozumieć, co kupujesz. Postanowiłem więc przeprowadzić najbardziej rygorystyczną kontrolę w mojej karierze.
Czy zero procent w kryptowalutach to faktycznie błąd? A może to jedyna rozsądna decyzja dla kogoś, kto ceni sobie spokojny sen bardziej niż cyfrowe obietnice? Wezwałem moich biegłych, wyłożyłem kawę na ławę i pytając ich wprost: kiedy nie inwestować w bitcoina?
Czy Warren Buffett ma rację? Dylemat sceptyka
Zacząłem od samej legendy. Warren Buffett powiedział kiedyś, że nie kupiłby wszystkich bitcoinów świata za 25 dolarów, bo one nic nie produkują. To zdanie dudni mi w uszach za każdym razem, gdy Paweł mówi o "wolności finansowej". Zapytałem o to profesora Krzysztofa Piecha. Czy to możliwe, że jedyną mądrą strategią na kryptowaluty jest... po prostu ich nie mieć? Profesor nie bawił się w dyplomację:
Dla wielu ludzi odpowiedź rzeczywiście brzmi: "tak, nie mieć"
Jest taka, podstawowa zasada: jeśli czegoś nie rozumiesz - nie inwestuj w to. Warren Buffett świetnie zarabiał na tradycyjnych firmach i nie interesowały go nowinki technologiczne - 25 lat temu sceptycznie patrzył też na spółki internetowe. Nie dało się go namówić na zakup ich akcji - mówił, że nigdy ich nie kupi. Po latach jednak, gdy te technologie dojrzały - zmienił zdanie.
Teraz już ponad 10 krajów na świecie: bezpośrednio (jak USA czy Salwador) lub za pośrednictwem funduszy - ma w swoich zasobach bitcoiny. Inwestycje w nowe technologie są z natury bardziej ryzykowne i nie są dla każdego, dlatego w krypto częściej wchodzą osoby młodsze lub z większym apetytem na ryzyko. Co ciekawe, w samym świecie krypto to właśnie bitcoin jest wybierany częściej przez osoby starsze - bo uchodzi za najmniej ryzykowny z tej grupy aktywów. Młodsi wybierają Ethereum lub inne altcoiny. Jeszcze młodsi szukają szczęścia w memcoinach - tokenach robionych dla żartu, ale potrafiących - czasami zupełnie nieoczekiwanie - rosnąć o tysiące procent, choć większość z nich szybko znika.
Jak to powiedział na jednej z konferencji 20-latek: "czasy, kiedy inwestowanie kojarzyło się z garniturami i biurkiem w banku minęły; teraz inwestowanie powinno być ciekawe i wesołe" - stąd też "wysyp" takich właśnie projektów, adresowanych do innego pokolenia, gdzie inwestuje się nie kwoty liczone w milionach, tylko w dziesiątkach złotych na przeciętnego kupującego.
To mi dało do myślenia. Inwestowanie widocznie zmienia się tak jak pokolenia. Dla mnie, faceta, który każdą złotówkę oglądał trzy razy, zanim ją wydał, to wcale nie jest takie intuicyjne spostrzeżenie, ale profesor obcuje z młodymi i widzi to z pierwszej ręki. Na pewno warto wytłuścić sobie w notatniku słowa - jeśli nie rozumiesz mechanizmu, 0% to nie wstyd, to rozsądek.
Ciśnienie tętnicze kontra wykresy
Kolejny punkt mojego audytu, czyli psychika. Znam ludzi, którzy sprawdzają kursy swoich akcji częściej niż temperaturę na zewnątrz. Kiedy widzą minus 5%, twarz im bieleje, ręce zaczynają drżeć, a bliski dzwonią po pogotowie. A przecież kryptowaluty potrafią spaść o 20% w przerwie na kawę. Zapytałem ponownie profesora Piecha, czy słabe nerwy to wystarczający powód, by trzymać się od tego rynku z daleka. Odpowiedź była krótka i brutalna:
Zdecydowanie tak
Badania z zakresu psychologii inwestowania pokazują, że im częściej ktoś sprawdza swój portfel, tym gorsze ma wyniki - bo podejmuje decyzje pod wpływem emocji. W krypto spadek o 20% w krótkim czasie to nic nadzwyczajnego, więc osoby źle znoszące wahania będą się tylko stresować. Inwestowanie nie jest dla wszystkich, a spokój psychiczny bywa więcej wart niż potencjalny zysk.
I to jest prawda, o której młodzi "wilcy z Wall Street" zapominają. Żaden zysk nie odkupi Wam zdrowia, jeśli każda korekta na rynku kończy się wizytą u kardiologa. Jeśli Twoje ciśnienie jest skorelowane z wykresem bitcoina, Twoja idealna alokacja to zero kryptowalut w portfelu.
W żołnierskich słowach: kto absolutnie nie powinien tu być?
Tu przeszedłem do konkretów finansowych. Paweł wspomniał o koledze, który zamierzał wziąć kredyt na "odkucie się" na rynku. Pamiętam, jak poczułem wtedy zimny pot spływający mi po plecach. Wezwałem na przesłuchanie dr hab. Aleksandra Mercika. Kogo sytuacja życiowa dyskwalifikuje z rynku kryptowalut już na starcie? Strateg nie owijał w bawełnę:
Kryptowaluty nie dla każdego?
Jeśli ktoś ma długi konsumpcyjne, brak poduszki finansowej (min. 6 miesięcy kosztów życia) albo niestabilne dochody - krypto nie jest dla niego. Tak samo, jeśli ktoś ma skłonność do hazardu, “odkuwania się” po stracie i używa dźwigni/kredytu jako planu A. Krypto potrafi spaść 70-90% i takie scenariusze występowały w przeszłości. Dyskwalifikuje też sytuacja, gdy utrata 10-20% oszczędności oznacza realny problem życiowy (zdrowie, mieszkanie, rodzina).
Żołniersko: kto nie może pozwolić sobie straty - nie wchodzi.
Zapisałem to wielkimi literami w moim notesie: MASZ DŁUGI? ZERO KRYPTO. To powinna być świętość dla każdego inwestora. Kryptowaluty to nie jest koło ratunkowe dla tonących. Prędzej bardzo szybka motorówka dla tych, którzy mają już solidną łajbę. Jeśli nie masz poduszki finansowej, to nie inwestujesz, tylko uprawiasz hazard za pieniądze, których nie masz.
Strategia 50+: czy mam jeszcze czas na "odbicie"?
Mam 59 lat. To wiek, w którym błędy inwestycyjne bolą podwójnie. Młody dwudziestolatek może stracić oszczędności życia i powiedzieć: "trudno, odrobię". Ja nie mam luksusu czekania kolejnej dekady, aż rynek łaskawie wróci do szczytów. Zapytałem dr. hab. Mercika, czy dla osób przed emeryturą 0% w bitconie to najlepsza opcja.
To nie kwestia wieku
Krypto nie jest sportem tylko “dla młodych”, ale dla ludzi, którzy mają czas i mogą podejmować duże ryzyko - a to nie zawsze jest kwestia wieku. Dla osoby przed emeryturą ryzyko rynkowe (szczególnie zmiany cen już na początku inewstycji) jest szczególnie istotne: duży spadek potrafi zniszczyć plan inwestycyjny. Dlatego 0% jest całkowicie sensowną strategią, jeśli priorytetem jest ochrona kapitału i spokój. Jeśli ktoś mimo wszystko chce inwestować, to lepszy jest mały, z góry ograniczony udział, traktowany jak “ryzykowny dodatek”, który pomaga dywersyfikować portfel a nie filar portfela. Podsumowując: nie liczyć na to, że “odbije w 10 lat”, tylko przeżyć, jeśli nie odbije”.
"Przeżyć, jeśli nie odbije" - to zdanie powinien zapamiętać każdy, kto chce inwestować w ryzykowne aktywa. Jeśli Twój plan na emeryturę zależy od tego, czy cyfrowa moneta pójdzie w górę, to nie masz planu, tylko marzenie.
Technologia, czyli ryzyko dla "nietechnicznych"
W banku jest prosta sprawa: idę do okienka, pani Grażynka uśmiecha się, podaje formularz, mówi, gdzie wypełnić i sprawa załatwiona. W krypto jeden błąd w adresie, jedna zgubiona fraza i Twoje pieniądze znikają w czarnej dziurze. Zapytałem eksperta od cyberbezpieczeństwa Łukasza Mikułę, czy bycie "nietechnicznym" to wyrok. Nie lepiej uczciwie powiedzieć: “jeśli nie umiesz zabezpieczyć komputera, nie dotykaj bitcoina”, niż narażać ludzi na kradzież? Łukasz nieco ostudził emocje, ale postawił twarde warunki:
Warto rozróżnić dwie rzeczy
Rzeczywiście, bitcoin daje możliwość bycia "własnym bankiem". W zależności od poziomu wiedzy technicznej można samodzielnie przechowywać kryptoaktywa na portfelu sprzętowym albo w formie aplikacji mobilnej, przeglądarkowej czy internetowej.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że stwierdzenie "wystarczy dobrze zabezpieczyć komputer" należy traktować z pewnym dystansem. Dzisiejsze kradzieże kryptowalut są często dziełem wyspecjalizowanych grup, a nie przypadkowych oszustów, a to oznacza że nie wystarczy mieć zainstalowanego antywirusa, za to trzeba rozumieć co dzieje się "pod spodem" np. portfela takiego jak Metamask. Jeżeli nie do końca rozumiemy jak działają approvale czy podpisywanie transakcji to może to nie być najlepsze rozwiązanie.
Dlatego jeśli nie czujemy się pewnie, rozsądną alternatywą mogą być największe, regulowane giełdy spełniające wymogi prawne takie jak MiCA lub ekspozycja przez ETF-y na bitcoina czy inne duże kryptowaluty za pośrednictwem brokerów. To kompromis między wygodą a suwerennością, ale dla wielu osób bezpieczniejszy.
Innymi słowy: jeśli nie zadasz sobie trudu, by dowiedzieć się, jak "być własnym bankiem", to trzymając bitcoina na własną rękę, ryzykujesz, że stracisz środki. A jak mówiliśmy we wcześniejszych częściach cyklu - tutaj nie ma do kogo udać się z reklamacją.
Co z rodziną? Dziedziczenie cyfrowego skarbca
To mnie przeraża najbardziej. Jeśli jutro wpadnę pod ten przysłowiowy autobus, moja żona zostanie z moimi notesami. Ale jeśli będę miał bitcoina na tajnym portfelu, to ona nie dostanie nic. Jak zabezpieczyć bliskich, nie dając złodziejowi instrukcji na tacy? Łukasz Mikuła ma tu trzeźwe spojrzenie:
To realny problem
Portfele sprzętowe bardzo dobrze chronią przed atakami zdalnymi, ale można je zgubić lub mogą zostać skradzione. Portfele programowe - odwrotnie. Dlatego ponownie warto wspomnieć o giełdach czy ETF-ach zwłaszcza dla nowych inwestorów. Ryzyko upadku wielomiliardowej, regulowanej instytucji jest często mniejsze niż ryzyko utraty dostępu do własnych środków przez błąd użytkownika (chociaż upadek FTX wydarzył się stosunkowo niedawno i może to budzić pewne wątpliwości). Jeśli jednak decydujemy się na pełną samodzielność, warto zadbać o sensowny backup. Może to być zapisany seed przechowywany w bezpiecznym miejscu, poza domem, albo podzielony na części i zdeponowany w kilku lokalizacjach. Forma zabezpieczenia zależy od naszych potrzeb. Warto samodzielnie wykonać sobie raz na jakiś czas mentalne ćwiczenie „co jeśli jutro tracę dostęp do komputera”. Jak przekażę lub odzyskam dostęp?
Jeśli nie masz planu na to, jak Twoja rodzina odzyska te środki, Twoja inwestycja to egoistyczna zabawa, która może zostawić Twoich bliskich z niczym. Kolejny argument za 0% dla tych, którzy nie lubią komplikować życia rodzinnego.
Nałóg ukryty za wykresami
Na koniec zostawiłem sobie kwestię najtrudniejszą - hazard. Rynek kryptowalut działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Tu nie ma przerw, świąt ani weekendów, kiedy giełda odpoczywa. Zapytałem Jarosława Fuchsa, czy ten rynek to nie jest po prostu nałóg w ładnym opakowaniu. Były bankowiec postawił sprawę jasno:
Ruletka w garniturze "nowej technologii"
Dla części inwestorów rynek krypto może faktycznie działać jak kasyno: szybkie ceny, dźwignia, ciągłe „okazje” itp., granica między inwestowaniem a hazardem może być wyjątkowo cienka, bo rynek działa 24/7, nagradza szybkie decyzje i brutalnie karze za brak dyscypliny. Jeśli, masz żyłkę hazardzisty, giełda krypto może bardzo łatwo zamienić się w nałóg, a nie inwestowanie. To rynek, który wymaga żelaznych zasad, limitów i nudy, bez tego niestety wygrywają emocje, a nie rozum. Dla niektórych inwestorów sens ma zaangażowanie co najwyżej małej, z góry straconej kwoty albo całkowite odpuszczenie tego rynku. Inaczej to ruletka w garniturze "nowej technologii".
Jeśli lubisz dreszczyk emocji w kasynie, uciekaj stąd. Krypto wyciągnie z Ciebie tę słabość i przemieli Twoje oszczędności, zanim zdążysz się zorientować, że to już nie jest inwestowanie.
Podsumowanie: 0% na bitcoinie to też pozycja
Zamykam mój notes. Spoglądam na Pawła, który wciąż coś tam klika w telefonie. Wiem już jedno: 0% w bitcoinie to nie wstyd. To często wynik chłodnej kalkulacji, znajomości własnych ograniczeń i szacunku do ciężko zarobionych pieniędzy.
Kryptowaluty to błąd, jeśli:
- nie rozumiesz, co kupujesz (zasada Buffetta),
- Twoje serce może nie wytrzymać wahań kursu,
- jesteś zadłużony lub nie masz "poduszki finansowej",
- nie stać Cię na utratę kapitału,
- masz żyłkę hazardzisty.
Pasujesz do którejś z tych kategorii? W takim razie 0% kryptowalut w portfelu będzie dla Ciebie najlepszą decyzją inwestycyjną, jaką możesz podjąć. Inwestowanie to nie jest konkurs na najmodniejszy portfel. To maraton, w którym wygrywa ten, kto dobiegnie do mety z pełnymi kieszeniami.
Paweł może sobie latać "na księżyc". Ja zostaję póki co na ziemi, z moimi nudnymi obligacjami i spokojnym snem. I wiecie co? Czuję się z tym doskonale. Kolejna lekcja zakończona. W moim portfelu jest okrągłe zero kryptowalut i zostanie tak, dopóki nie dowiem się o nich więcej.
I to nie jest wstyd. To jest, moi drodzy, profesjonalizm.
Janusz - Wasz człowiek w świecie kryptowalut
PS. W kolejnym odcinku, który ukaże się w czwartek 5 marca, będziemy dyskutować o fundamentach bitcoina.





















































