REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Jak nieuczciwe firmy dodatkowo zarabiają na przetargach?

Łukasz Piechowiak2011-02-03 08:00główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2011-02-03 08:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Jak dodatkowo zarobić na zorganizowanym przetargu? Wystarczy, że firma zamawiająca nie zwróci wadium przegranym wykonawcom. Przepisy, które miały chronić zamawiającego przed zmową cenową pozostałych uczestników przetargów, stały się podstawą do osiągania przez niego dodatkowych dochodów.

Zgodnie z art. 46 ust. 4a ustawy Prawo zamówień publicznych zamawiający ma obowiązek zatrzymania wadium wraz z odsetkami, jeżeli wykonawca nie złoży wszystkich wymaganych przez niego dokumentów lub oświadczeń, o których mowa w art. 25. ust. 1 tej samej ustawy. Zdaniem Pracodawców RP, zamawiający może zbyt swobodnie decydować o tym, że potencjalny kontrahent nie dopełnił wszystkich wymaganych w przetargu formalności, a co za tym idzie – zatrzymać wpłaconą przez niego kwotę. Dlatego opowiadają się oni za tym, by jak najszybciej ów przepis zmienić.

 



Niestety coraz częściej obserwuje się patologiczne zachowania zamawiających, którzy starają się zrobić wszystko, by część potencjalnych wykonawców nie otrzymała z powrotem wniesionego zabezpieczenia. Zdaniem Krajowej Izby Odwoławczej art. 46 ust. 4a  ma charakter restrykcyjny i należy go interpretować w sposób ścisły, tzn. jeżeli przedsiębiorca fizycznie nie dostarczy wymaganego dokumentu, wadium można zatrzymać. Według opinii Urzędu Zamówień Publicznych, obowiązek zatrzymania wadium nie zajdzie, jeżeli wykonawca nie dostarczy wymaganych dokumentów w następstwie okoliczności na, które nie miał on żadnego wpływu.

Art. 25. 1. W postępowaniu o udzielenie zamówienia zamawiający może żądać od wykonawców wyłącznie oświadczeń dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia postępowania. Oświadczenia lub dokumenty potwierdzające spełnianie:

1) warunków udziału w postępowaniu,
2) przez oferowane dostawy, usługi lub roboty budowlane wymagań określonychprzez zamawiającego - zamawiający wskazuje w ogłoszeniu o zamówieniu, specyfikacji istotnych warunków zamówienia lub zaproszeniu do składania ofert.


Tutaj należy zadać pytanie, jak zdefiniować okoliczności, na które nie można mieć wpływu przy założeniu, że wykonawca zachował należytą staranność? W praktyce sprowadza się to do tego, że poszkodowani muszą wnieść sprawę do sądu, a to jak wiadomo wcale nie oznacza szybkiego zwrotu pieniędzy.

Art. 46 ust 4a. Zamawiający zatrzymuje wadium wraz z odsetkami, jeżeli wykonawca w odpowiedzi na wezwanie, o którym mowa w art. 26 ust. 3, nie złożył dokumentów lub oświadczeń, o których mowa w art. 25 ust. 1, lub pełnomocnictw, chyba że udowodni, że wynika to z przyczyn nieleżących po jego stronie.

Kulturalny biznes


Istnienie tego przepisu ma swoje uzasadnienie, dlatego nie można go traktować jako „pomyłki” ustawodawcy. W teorii chodziło mu o to, by uniknąć celowych zmów zgłaszających się do przetargu wykonawców, którzy nie dopełniając wszystkich formalności, doprowadzali do automatycznego zwycięstwa firmy, która zaproponowała najdroższą ofertę. Innymi słowy, przepis ten miał pozytywnie wpłynąć na konkurencję pomiędzy firmami. Niestety paradoksalnie okazało się, że jego nadgorliwe stosowanie, odbije się na niej negatywnie.

Nieuczciwość okazała się być domeną także niektórych zamawiających. Wadium powinno być zwracane. Naturalnie stanowi ono zabezpieczenie, ale jeżeli zamawiającemu uda się pozytywnie zakończyć przetarg, to nie ma potrzeby „karania” tych, którzy z różnych powodów nie dopełnili formalności. Każde inne zachowanie śmiało można piętnować jako nadgorliwość, która nie ma nic wspólnego z „kulturalnym” biznesem.

Wprowadzona ochrona przed zawieraniem zmów, w zasadzie nie spełnia swojej roli – firmy, które miałyby brać udział w nielegalnym procederze, po prostu nie wystartują w przetargu. Zatem konsekwencje dotyczą głównie „uczciwych” firm. Trudno powiedzieć, jakiego rodzaju przepis należałoby wprowadzić, aby uniknąć zmów. Niemniej z całą pewnością nie może być tak, że niedostarczenie oświadczenia w terminie będzie powodem niewypłacenia zabezpieczenia często wynoszącego kilkaset lub więcej tysięcy złotych.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl

 
Źródło:
Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (7)

dodaj komentarz
~Caesar
Jest rynek klienta i firmy nie tylko państwowe mocno tego nadużywają. Generalny wykonawca centrum handlowego w moim mieście zaproponował firmie w której pracuję warunki realizacji usługi "jak z przetargu" : wadium, kary umowne etc, opóźnioną płatność, a całą umowę po ...niemiecku. Został wyśmiany, nie znalazł wykonawcy Jest rynek klienta i firmy nie tylko państwowe mocno tego nadużywają. Generalny wykonawca centrum handlowego w moim mieście zaproponował firmie w której pracuję warunki realizacji usługi "jak z przetargu" : wadium, kary umowne etc, opóźnioną płatność, a całą umowę po ...niemiecku. Został wyśmiany, nie znalazł wykonawcy a termin pilił, więc zawarł normalną umowę : zaliczka, kwota końcowa x 3 . Zlecenie wykonaliśmy zgodnie z umową, tylko potem zaczęły się schody z zapłatą - kwestionowanie wyceny - mimo że kwota była wyraźnie określona w umowie. W efekcie zapłacił 80% biorąc firmę na przeczekanie (zapłacę jak uznacie niższą kwotę, a nie to się procesujcie - w Hamburgu..). Gdyby firma podpisała pierwotną umowę to jeszcze pewnie zleceniodawca by żądał dopłaty. Tak cwaniaczki nie jedną firmę z torbami puściły!
infinum
@Caesar, dlatego ważne jest, żeby dobrze spisać umowę. Jeżeli kwota jest duża, to podzielić ją na mniejsze i rozliczać się etapami.

A z tym sądem to trochę dziwnie. Zawsze mi się wydawało, że sprawę rozpatruje miejscowy sąd, czyli w tym wypadku właściwy dla firmy, w której pracowałeś.


Panie Łukaszu, a może by tak
@Caesar, dlatego ważne jest, żeby dobrze spisać umowę. Jeżeli kwota jest duża, to podzielić ją na mniejsze i rozliczać się etapami.

A z tym sądem to trochę dziwnie. Zawsze mi się wydawało, że sprawę rozpatruje miejscowy sąd, czyli w tym wypadku właściwy dla firmy, w której pracowałeś.


Panie Łukaszu, a może by tak jakiś artykuł na temat postępowań sądowych w takich konfliktowych sytuacjach? Zapewne wielu przedsiębiorców nie wie jak dokładnie przebiega takie postępowanie, szczególnie jeśli stroną umowy jest firma zagraniczna.
Do tego opinia jakiejś kancelarii prawniczej. Mógłby być ciekawy artykuł.
~Caesar odpowiada infinum
Sprawa miała miejsce kilkanaście lat temu, firma która z nami zawierała umowę była de facto słupem-pośrednikiem i podejrzewam że gdybyśmy nie wzięli wtedy tych 80% to potem nie bardzo byłoby się z kim sądzić. Takie metody stosował u nas wtedy kapitał zza Odry. Nota bene nasza firma raczej wtedy nie straciła, bo faktycznie wycena Sprawa miała miejsce kilkanaście lat temu, firma która z nami zawierała umowę była de facto słupem-pośrednikiem i podejrzewam że gdybyśmy nie wzięli wtedy tych 80% to potem nie bardzo byłoby się z kim sądzić. Takie metody stosował u nas wtedy kapitał zza Odry. Nota bene nasza firma raczej wtedy nie straciła, bo faktycznie wycena była kosmiczna i te 80% procent faktury nadal dało przyzwoity zysk.... Ale mogliśmy zawrzeć taką umowę, bo generalnego wykonawcę gonił termin i kary a zlecenie było duże i bardzo specjalistyczne i w rejonie nie było nikogo kto mógłby taką pracę tak szybko wykonać. Oni najpierw pogrywali ze swoją umową a potem wpadli w niedoczas i podpisali co dostali :). Gdyby zaproponowali normalne warunki (fakturowanie etapami - np: za zakupiony sprzęt), to mały wykonawca mógłby im to zrobić za 20-30% naszej oferty, tyle że w trzy miesiące a nie w 2 tygodnie :).
lukasz.piechowiak
Pana komentarze jak zwykle trafnie oddają sens problemu.

Oczywiście, w większości zgadzam się z tym co Pan napisał niemniej postaram się wytłumaczyć na czym polegać miała "niby ochrona""

By przetarg się odbył, musi w nim startować określona minimalna ilość firm np. 3. Dwie firmy w zasadzie nie chcą lub
Pana komentarze jak zwykle trafnie oddają sens problemu.

Oczywiście, w większości zgadzam się z tym co Pan napisał niemniej postaram się wytłumaczyć na czym polegać miała "niby ochrona""

By przetarg się odbył, musi w nim startować określona minimalna ilość firm np. 3. Dwie firmy w zasadzie nie chcą lub zwyczajnie nie mają wolnego terminu na realizację inwestycji. Jednak na prośbę zainteresowanego wygraną przedsiębiorstwa, startują w przetargu. Ten oczywiście zdając sobie sprawę z tego, że i tak wygra, celowo zawyża cenę oferty np. o 20%. Pozostałe firmy, oferują niższe ceny, ale po jakimś czasie okazuje się, że nie oddały pełnej dokumentacji bo jest kosztowna, wymaga chodzenia po urzędach itd. W efekcie wygrywa najdroższa spółka, która po cichu dzieli się ze swoimi cichymi wspólnikami lub deklaruje podobną pomoc w następnych przetargach. ma Pan rację, że przetargi głównie dotyczą instytucji państwowych.

Gdy istnieje możliwość, że wadium przepadnie, firmy nie będą się zmawiać bo potencjalne korzyści będą niższe niż ewentualna suma wniesionego zabezpieczenia. I tak najprawdopodobniej widział to ustawodawca.

Pozdrawiam

infinum
Panie Łukaszu, no i tu trzeba sobie zadać podstawowe pytanie.

Czy jeżeli projekt, który podlega przetargowi jest tak specyficzny lub nieekonomiczny, że jest w stanie wystartować tylko jedna firma, to dlaczego ta jedna firma nie miałaby podnieść ceny o 100% czy nawet o 1000%?

Tak działa wolny rynek.
Jeżeli urzędnicy
Panie Łukaszu, no i tu trzeba sobie zadać podstawowe pytanie.

Czy jeżeli projekt, który podlega przetargowi jest tak specyficzny lub nieekonomiczny, że jest w stanie wystartować tylko jedna firma, to dlaczego ta jedna firma nie miałaby podnieść ceny o 100% czy nawet o 1000%?

Tak działa wolny rynek.
Jeżeli urzędnicy sobie wydumają jakiś projekt nie do zrealizowania, to dlaczego ktokolwiek miałby się dziwić, że cena za takie dziwactwo będzie kosmiczna?

Problem nie leży w tym, że firmy zawyżają ceny, tylko w tym że urzędnicy próbują wydać pieniądze nie na to, co potrzeba. Wysoka cena w przetargu to jest właśnie sygnał, że sam przetarg nie ma sensu. W przeciwnym razie byłoby więcej firm, które o dany projekt by walczyły.

Ja oczywiście nie tyle polemizuje z Panem, co z ustawodawcą. Pana artykuł jest słuszny, właśnie dlatego, że obnaża patologię wymuszania niskich cen na przetargach.

Przetarg to jest mechanizm zarówno wyłaniania najlepszych ofert, jak i eliminowania projektów, które nigdy nie powinny być realizowane. Tyle, że tak jak pisałem - dla urzędnika nie ma takich projektów. Dla niego winny będzie zawsze przedsiębiorca, a nie on sam.

Tyle tylko, że wolnego rynku nie da się oszukać. Każdy przepis uchwalony wbrew tej zasadzie będzie owocował patologiami takimi, jak ta opisana przez Pana.
~Michał
Widzę Panie Łukaszu że pisze Pan artykuł o rzeczach o których nie ma Pan specjalnie pojęcia. Żadna firma ogłaszająca przetarg nie ma prawa zatrzymać wadium w przypadku uzasadnionej odmowy dostarczenia wymaganych dokumentów. Może to nastąpić w przypadku gdy Zamawiający poprosi Oferenta o dostarczenie np. wpisu do EDG który wymagany Widzę Panie Łukaszu że pisze Pan artykuł o rzeczach o których nie ma Pan specjalnie pojęcia. Żadna firma ogłaszająca przetarg nie ma prawa zatrzymać wadium w przypadku uzasadnionej odmowy dostarczenia wymaganych dokumentów. Może to nastąpić w przypadku gdy Zamawiający poprosi Oferenta o dostarczenie np. wpisu do EDG który wymagany był w SIWZ a Oferent takiego dokumentu porostu nie dostarczy bez podania żadnej przyczyny. Jest to oczywiście sytuacja hipotetyczna ponieważ jeżeli w grę wchodzi wadium w kwocie kilkuset tysięcy o którym pisze Pan w swoim artykule zaświadczenie takie dostarczone będzie do zmawiającego na 100 %.

Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie infinum. W 99 % przypadków sporządzenie kompletu dokumentów wymaganych w SIWZ nie jest ani kosztowne ani nie wymaga chodzenia po urzędach (każda sensowna firma posiada i aktualizuje dokumenty które wymagane są w większości SIWZ) więc interpretacja Pana Łukasza jest nieprawdziwa.
Ustawodawca pisząc omawiany przepis miał zamiar zapobiec i myślę że skutecznie zapobiegł następującej sytuacji:
Do przetargu publicznego zgłasza się kilka firm. Firma A, B i C są w zmowie cenowej i nie dostarczają kompletu dokumentów (są to przeważnie ściśle współpracujące przedsiębiorstwa, często kierowane przez jedną osobę lub grupę ludzi), natomiast firma D i E stratują uczciwie. Firma A wykonuje ofertę po minimalnej cenie z minimalnym zyskiem dajmy przykładowo że wycenia zadanie na 100 000 zł. Natomiast firma B i C składają odpowiednio 110 000 zł i 120 000 zł. Przy otwarciu ofert okazuje się że firma D złożyła ofertę na 112 000 zł a E na 130 000 zł. Następnie Zamawiający żąda od oferentów A,B i C uzupełniania wymaganych dokumentów. Oferent A nie dostarcza dokumentów przez co jego oferta jest niezgodna z treścią SIWZ i odpada z przetargu odzyskując wadium (przed wprowadzeniem Art. 46 ust 4a oczywiście) a oferent B dostarcza wymagane dokumenty i wygrywa przetarg z kwotą 110 000 zł (co robi oferent C jest w tym przypadku nieistotne). W tym wypadku te same osoby poprzez zmowę cenową wygrywają przetarg z możliwie najwyższą ceną eliminując pozostałych przeciwników. Największe starty Zamawiający ponosił gdy w przetargu oprócz firm będących w zmowie nie było więcej oferentów.

Przetargi najczęściej ogłaszają spółki państwowe i jak najbardziej przetarg taki może się nie udać! Przed przetargiem wykonywany jest rachunek ekonomiczny, kosztorysy inwestorskie czy biznesplan na podstawie których zamawiający określa maksymalną sumę jaką może wydać na dane zdanie. Przed otwarciem ofert Zamawiający odczytuje kwotę jaką dysponuje i jeżeli żadna oferta nie spełnia tego warunku przetarg zostaje powtórzony.

Oj i tak to wygląda w praktyce

M.P.
infinum
Nie bardzo wyobrażam sobie sytuację zmowy, przed którą ustawodawca tak bardzo starał się uchronić. No bo jak to niby miałoby wyglądać?

Załóżmy, że startują 3 firmy A, B i C. "A" jest firmą uczciwą i chce wygrać przetarg, firmy "B" i "C" się "zmawiają" i jedna z nich nie dopełnia formalności,
Nie bardzo wyobrażam sobie sytuację zmowy, przed którą ustawodawca tak bardzo starał się uchronić. No bo jak to niby miałoby wyglądać?

Załóżmy, że startują 3 firmy A, B i C. "A" jest firmą uczciwą i chce wygrać przetarg, firmy "B" i "C" się "zmawiają" i jedna z nich nie dopełnia formalności, więc odpada "ustępując" firmie "C". Nadal zostaje jednak firma "A" i jeśli ma lepsze warunki, to wygrywa, jeśli ma gorsze, to i tak lepiej żeby przegrała.

Co to za "zmowa", w której z definicji przegrywają Ci, którzy się zmawiają?

Może czegoś po prostu nie rozumiem, ale jeśli ogłaszam przetarg jako firma, to co mnie obchodzi, kto się z kim i na co umówił? Ja przedstawiam wymagania, ktoś przedstawia najlepsze warunki i robimy biznes. Jeśli wszystkie zgłoszone propozycje będą słabe, to przetarg pozostaje nierozstrzygnięty i biznesu nie robimy.

I to jest wtedy informacja dla mnie, że może ten mój biznes nie jest taki dobry jak mi się wydawało, skoro nie ma chętnych do jego realizacji.

Problem leży gdzie indziej. Przetargi najczęściej ogłaszają spółki państwowe (mają obowiązek), a tam nie ma rachunku ekonomicznego - słynne "nie pracujemy dla zysku". Tam przetarg nie może się "nie udać". Nawet jak biznes/projekt jest bez sensu, to są na niego pieniądze i trzeba je wydać.

A że nikt nie chce projektu wykonać, bo się może czasem nie opłaca? Dla urzędnika to nie jest wytłumaczenie, urzędnikowi się wszystko opłaca, tylko źli oferenci się na pewno zmówili.
Ot, i tak to wygląda w praktyce.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki