W ocenie Track Tec Construction największym zagrożeniem dla finansów publicznych jest ryzyko bezpowrotnej utraty ponad 800 mln euro europejskich dotacji w wyniku przedłużających się sporów dot. przetargu na polski odcinek Rail Baltica - wynika z oświadczenia spółki. Jej zdaniem, zatajenie informacji o karze środowiskowej i wprowadzenie zamawiającego w błąd było podstawą wykluczenia.


Track Tec Construction jest liderem konsorcjum w składzie: Track Tec Construction, Intop, Unibep, Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe.
„Chcemy przypomnieć, że modernizacja strategicznego odcinka Rail Baltica w zdecydowanej większości finansowana jest ze środków unijnych (instrument CEF +Łącząc Europę+), a nie z budżetu państwa. Oznacza to, że dziś największym zagrożeniem dla finansów publicznych jest ryzyko bezpowrotnej utraty ponad 800 mln euro europejskich dotacji w wyniku przedłużających się sporów" - napisano w oświadczeniu spółki w odniesieniu do ostatniej (18 sierpnia 2026 r.) rozprawy przed Sądem Okręgowym w Warszawie dot. Rail Baltica.
Wskazano, że środki te muszą zostać rozliczone do 2029 r., inaczej przepadną, zamiast zasilić krajową gospodarkę i wesprzeć lokalny rynek pracy.
"To z kolei stanie się możliwe po niezwłocznym podpisaniu umowy z konsorcjum na czele z Track Tec Construction, które tworzą polskie firmy od lat zaangażowane w rozwój krajowego sektora kolejowego i budowlanego" - napisano.
"Rozumiemy rozgoryczenie spółki, która dziś próbuje przedstawiać zatajenie kary środowiskowej jako błąd o niewielkim znaczeniu, nieadekwatny do utraty wielomiliardowego kontraktu" - dodano.

Według Track Tec przepisy dotyczące zamówień publicznych jasno wskazują, że wykonawca, który nie podał w Jednolitym Europejskim Dokumencie Zamówienia (tzw. JEDZ) informacji istotnej dla oceny podstaw wykluczenia i wprowadził zamawiającego w błąd, musi liczyć się z konsekwencjami.
"Nie ma znaczenia, że informacja ta znalazła się w ogólnodostępnym raporcie korporacyjnym uczestnika postępowania. Nie jest zadaniem zamawiającego dotarcie do tych informacji. Przedstawienie ich jest obowiązkiem potencjalnego wykonawcy" - napisano.
"W systemie zamówień publicznych zasady gry są wspólne dla wszystkich i nie można ich naginać tylko dlatego, że konsekwencje dla oferenta są dotkliwe. Realizacja tak ważnego kontraktu nie może być zakładnikiem przeciągających się sporów” - dodano.
Przetarg na polski odcinek Rail Baltica między Białymstokiem a Ełkiem to największe pojedyncze postępowanie kolejowe w historii naszego kraju. Kontrakt obejmuje modernizację ok. 100 km linii z dostosowaniem jej do prędkości do 200 km/h.
Inwestycja jest częścią unijnego projektu, który ma połączyć Warszawę z krajami bałtyckimi i włączyć region w europejską sieć transportową TEN-T.
W przetargu złożono kilka ofert o wartości od ok. 4,57 do ponad 6,6 mld zł. Pierwszą najtańszą ofertę złożył Mirbud w konsorcjum z Torpolem, ale została ona wykluczona z postępowania (m.in. kwestie formalne, zatajenie informacji według rozstrzygnięć KIO i zamawiającego).
Druga oferta (Budimex z partnerami) o wartości ok. 4,98 mld zł również została odrzucona (po odwołaniach i decyzjach KIO).
Obecnie najbliżej kontraktu jest oferta konsorcjum Track Tec z udziałem m.in. Intopu i Unibepu o wartości 5,22 mld zł.
Projekt współfinansowany jest ze środków UE (m.in. instrumentu CEF), które trzeba rozliczyć w określonym terminie. (PAP Biznes)
gaw/ doa/ ana/
































































