Siły amerykańskie wycofały się z irackiej bazy lotniczej Ain al-Asad w zachodnim Iraku, armia iracka przejęła nad nią pełną kontrolę, poinformowało w sobotę irackie ministerstwo obrony.


W 2024 roku Waszyngton i Bagdad osiągnęły porozumienie w sprawie planów wycofania sił koalicji dowodzonej przez USA z Iraku i dążenia do nawiązania dwustronnych stosunków bezpieczeństwa.
Baza Ain al-Asad od lat służyła wojskom USA i koalicji, a w okresach wzmożonych napięć regionalnych, w tym po zabiciu irańskiego generała Kasema Sulejmaniego przez USA w 2020 roku, była wielokrotnie celem ataków grup zbrojnych wspieranych przez Iran.
Pułkownik armii irackiej potwierdził agencji Reutera wycofanie sił amerykańskich z bazy, dodając, że z powodu problemów logistycznych pozostało w niej jeszcze kilku żołnierzy. Ze względów bezpieczeństwa nie podał jednak dalszych szczegółów.
W obliczu napięć z Iranem Katar ostrzegł Amerykanów, że są „tylko dzierżawcami” bazy lotniczej Al-Udeid
Stany Zjednoczone, które wciąż wzmacniają swoje siły na Bliskim Wschodzie, w obliczu napięć w relacjach z Iranem zostały ostrzeżone przez katarską rodzinę królewską, że mogą zostać wyproszone z kluczowej bazy lotniczej Al-Udeid, której są „tylko lokatorami”.
Szejk Khalid bin Jassim Al-Sani, prominentny członek rodziny rządzącej Katarem, opublikował na Instagramie dosadne ostrzeżenie skierowane do Waszyngtonu: „Jesteście jedynie lokatorami bazy wojskowej w Katarze, więc nie zachowujcie się tak, jakbyście robili nam przysługę. Jeśli Katar zdecyduje się zlikwidować amerykańską bazę na swoim terytorium, nie zaszkodzi nam to zbytnio, ale dla was oznaczałoby to odcięcie ręki na Bliskim Wschodzie”.
Według portalu Defencesecurityasia Katar zareagował w ten sposób na gromadzenie przez Stany Zjednoczone znacznych sił wojskowych na Bliskim Wschodzie w związku z potencjalnym atakiem na Iran oraz na amerykańskie sugestie, że sprzyjający Iranowi Katar kraj sam jest państwem terrorystycznym.
Katarskie władze obawiają się też, że są wciągane w konflikt, w którym nie chca brać udziału po żadnej stronie. Nie chca też, by użytkowana przez Amerykanów baza stała się celem irańskich ataków odwetowych. O możliwości jej zniszczenia ostrzegł w minionym tygodniu na portalu X Ali Shamkhani, doradca irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneia, który przypomniał, że była ona już ostrzeliwana przez irańskie rakiety w czerwcu ubiegłego roku.
Baza Lotnicza Al-Udeid położona na południowy zachód od Dohy jest główną wysuniętą kwaterą Centralnego Dowództwa Sił Zbrojnych USA (CENTCOM). Stacjonuje w niej ponad 10 tys. żołnierzy amerykańskich i około 100 samolotów, w tym myśliwce, bombowce i tankowce. To z niej koordynowane są operacje powietrzne i wywiadowcze na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji Południowej. Z katarskiej bazy startowały też amerykańskie samoloty, atakując pozycje bojowników Państwa Islamskiego (IS) i powiązanych z nim grup w Iraku, Syrii, Afganistanie, a także w krajach Afryki, w tym Somalii.
Azjatycki portal uznał, że Waszyngton otrzymał od Dohy lekcję, iż zarządzanie sojuszami wymaga wzajemności, umiaru oraz poszanowania rachunku ryzyka państwa-gospodarza i nie polega na założeniu, że raz przyznany dostęp jest stały i bezwarunkowy.
Tadeusz Brzozowski (PAP)
tebe/ san/

wr/




























































