W obecnych czasach inwestowanie na rynkach zagranicznych nie powinno
sprawiać większych problemów nawet początkującym inwestorom. Kupić akcje Tesli czy certyfikat ETF można z poziomu smartfona. Żeby ulokować
swój kapitał za granicą, nie trzeba wcale posiadać rachunku maklerskiego, tak jak
nie trzeba kupować domu w Hiszpanii, żeby inwestować w tamtejszy rynek nieruchomości.
Inwestowanie tylko w Polsce to tak naprawdę wystawianie się na duże ryzyko inwestycyjne związane z ekspozycją kapitału tylko na jeden niewielki kraj z ogromnego koszyka rynków wschodzących o marginalnym znaczeniu dla światowego systemu finansowego.
Oxford Economics I MFW
Kiedy krajowy rynek nie spełnia oczekiwań
Wśród uczestników rynku ciągle pokutuje tzw. home bias, czyli zjawisko, w którym
częściej jako inwestycję wybieramy aktywa krajowe niż zagraniczne. Nie jest
to tylko domena polskiego inwestora, ale sytuacja zaobserwowana przez naukowców na całym świecie, gdzie inwestowanie za granicą jest mniej popularne od krajowego.
Na szczęście dostęp do zagranicznych giełd i rynków stoi w dzisiejszych
czasach otworem, a przy wysokiej inflacji po prostu warto inwestować, by na rynkach finansowych poszukać zadowalającej stopy zwrotu.
Do inwestycji za granicą mogą przekonywać poza tym lata niespełnionych
oczekiwań GPW, której główny indeks stracił 30 proc. w ciągu poprzednich 10 lat, w odróżnieniu od rosnących
giełd w USA czy Niemczech, gdzie uzyskanie pozytywnego wyniku inwestycyjnego było po prostu łatwiejsze.
projektexplicite.pl
Jakie mamy opcje inwestowania na rynkach zagranicznych i czy żeby mówić o inwestowaniu za granicą w instrumenty finansowe, trzeba
mieć konto maklerskie? Rozwiązań w obecnych czasach jest naprawdę sporo i nie
ma konieczności otwierania konta maklerskiego, chociaż ono znacznie poszerza
możliwości inwestycyjne.
Zagraniczne inwestycje notowane w polskich złotych
Nie zapominajmy także o notowanych na GPW funduszach ETF na rynek
amerykański i niemiecki. To swego rodzaju połączenie akcji i jednostki otwartego funduszu inwestycyjnego. Certyfikaty funduszy ETF są w obrocie na giełdzie, jednocześnie (podobnie jak w przypadku funduszy inwestycyjnych) realizują pewną strategię, którą jest jak najwierniejsze odzwierciedlenie ceny instrumentu bazowego - najczęściej indeksu bądź surowca, ale również obligacji danego kraju czy kondycji jakiejś branży.
Obecnie za polskie złote możemy kupić BetaETF S&P
500, Lyxor S&P 500 UCITS ETF i BetaETF NASDAQ 100, dzięki którym uzyskamy
eskpozycję na indeks S&P500 oraz na 100 największych technologicznych spółek z
Nasdaq. Z kolei dzięki Lyxor DAX UCITS ETF kupimy ekspozycję na 40
największych spółek z niemieckiej giełdy.
betasecurities.pl
W przypadku Global Connect, funduszy ETF oraz, o czym później, certyfikatów Turbo potrzebne jest konto maklerskie, a wybrać je pomoże nasz przewodnik
i ranking rachunków maklerskich.
Polskie domy maklerskie i rynki zagraniczne - oferta
Jeśli jesteśmy wśród początkujących inwestorów i chcemy lokować kapitał na zagranicznych rynkach w instrumenty finansowe, takie jak akcje czy fundusze ETF, ich szeroką ofertę z różnych giełd zagranicznych mają Biuro Maklerskie Pekao (20 rynków), Dom Maklerski Citi (17), Biuro Maklerskie PKO (16) i Dom Maklerski XTB (16), w
tym z takich krajów jak Dania, Kanada czy Australia.
Zapewne większość początkujących inwestorów wybierze cieszące się największą popularnością giełdy na rynku amerykańskim, jak New York Stock Exchange i Nasdaq, London Stock Exchange z Wielkiej Brytanii czy Deutsche Borse w Niemczech. Dostęp do nich zapewniają także pozostali polscy brokerzy z największą liczbą kont maklerskich, czyli Biuro Maklerskie mBanku, Dom Maklerski BOŚ czy Biuro Maklerskie Aliora.
Wyjątkiem jest BM ING bez oferty giełd zagranicznych, za to z emitowanymi przez ING N.V. certyfikatami Turbo, np. na indeksy z Ameryki Północnej, Niemiec i Japonii oraz długoterminowe obligacje rządu USA i RFN. Są one notowane na GPW w polskich złotych, jednak mają wbudowaną dźwignię. Kupić je możemy także u innych brokerów z dostępem do GPW.
Polski inwestor ma możliwość inwestowania w zagraniczne:
Ich konstrukcja prawna pozwala na zwolnienie z podatku CIT,
ale zobowiązuje do wypłaty znacznej części osiąganych zysków swoim
akcjonariuszom (nawet 90 proc. w zależności od kraju), zapewniając im
dywidendowy pasywny dochód.
REIT-y pozwalają też na wewnętrzną
dywersyfikację, specjalizując się np. w nieruchomościach biurowych, mieszkalnych,
magazynowych czy pod wynajem dla sklepów. Jest to branża szczególnie wrażliwa na
poziom stóp procentowych i mająca za sobą ciężki rok, ale perspektywy obniżki
kosztu pieniądza mogą skłonić do bliższego przyjrzenia się tej opcji
inwestycji zagranicznych.
Przy kupnie zagranicznych instrumentów finansowych warto
pamiętać o kosztach związanych z przechowywaniem ich na koncie maklerskim, co wiąże się
z tzw. opłatą depozytową. Dalej mamy typowe koszty
transakcyjne, czyli prowizję maklerską, która jest zróżnicowana i może wynieść od 0
proc., jak w DM XTB, do nawet 0,5 proc. - jak w DM Citi.
Najczęściej spotykane są stawki między 0,2-0,4 proc., ale
zazwyczaj przed dokonaniem sprawdźmy prowizję minimalną wyrażoną w
walucie obcej, której koszt w przeliczaniu waha się od 0 do nawet
kilkudziesięciu złotych. Stąd dopiero
większa transakcja o wartości np. kilkuset euro pozwoli nam ją „ominąć”,
inaczej może bardzo mocno wpłynąć na rentowność inwestycji już na samym początku.
Wygodne inwestowanie za granicą wymaga prowadzenia rachunku
w walucie danej giełdy. Możliwe jest korzystanie z depozytu w złotych, ale
wtedy trzeba brać pod uwagę koszty przewalutowania, czyli naliczoną marżę i też
sam kurs waluty, który może być w ofercie domu maklerskiego niezbyt korzystny.
Lepszym rozwiązaniem wydaje się rachunek walutowy zasilany gotówką
wymienioną na rynku po najlepszej cenie. By mieć pełny ogląd walutowej obsługi rachunku,
trzeba jeszcze sprawdzić w tabeli opłat, jakie są koszty przelewów w obcych walutach,
zarówno z konta brokerskiego, jak i na konto.
Pojawia się więc ryzyko walutowe, które będzie
występowało zawsze przy inwestycjach zagranicznych niezależnie od sposobu ich
dokonywania, ale trzeba pamiętać, że zmiana kursu waluty może się odbyć także
na korzyść inwestora.
Czym jest ryzyko kursowe, pokazuje przykład od BM mBanku poniżej, gdzie zwrot z inwestycji w dolarze (biała linia) w ETF na S&P500 jest mniejszy niż w przeliczeniu na
polskie złote (czerwona) z uwagi na umocnienie się amerykańskiej waluty w tym czasie.
prezentacja BM mBanku
Inwestowanie na rynkach zagranicznych przez IKE i IKZE
IKE zwalnia z podatku od zysków kapitałowych, czyli 19-proc. podatku Belki, z kolei IKZE, oprócz braku podatku, daje możliwość odliczenia rocznych wpłat od podstawy opodatkowania PIT. Środki zgromadzone na IKE czy IKZE są dziedziczone
W tej chwili oba rachunki w
ofercie mają tylko DM BOŚ i BM mBanku, a samo IKE z zagraniczną opcją
inwestycji możemy otworzyć w BM Santandera.
Przy IKE I IKZE przypomnijmy o limicie wpłat w każdym roku, który ogranicza alokację większego kapitału.
Limity IKE i IKZE w 2023 r.
Limit wpłat w 2023 r. dla IKE wynosi 20 805 zł, dla IKZE jest to 8 322 zł. Natomiast samozatrudnieni mogą wpłacić na IKZE maksymalnie 12 483 zł.
Skoro już o podatkach mowa, musimy je płacić od zysków
z zagranicznych inwestycji. Usługi biur maklerskich na tym polu są mocno zróżnicowane.
Wybierając konto do inwestycji np. w USA, warto sprawdzić, czy mamy w nim
możliwość złożenia
formularza W-8BEN, by uniknąć podwójnego opodatkowania, oraz czy
w odniesieniu do wszystkich rynków zagranicznych otrzymamy
zbiorczy PIT-8C czy tylko listę transakcji.
Zagraniczni brokerzy
Skoro inwestycje zagraniczne, to może i broker zagraniczny? Otwarcie konta maklerskiego jest równie proste jak w przypadku polskich domów maklerskich i dzięki
kanałowi online zajmuje góra kilkanaście minut.
Potrzebny będzie dowód lub
paszport, podanie rachunku bankowego, w formularzu rejestracyjnym mogą znaleźć
się pytania o dochody, zatrudnienie, prośba o podanie numeru identyfikacji
podatkowej, może być wymagane przesłanie skanu dokumentu tożsamości lub
wideoweryfikacja, by otworzyć takie konto brokerskie i zawrzeć umowę na świadczenie usług maklerskich.
Większość najpopularniejszych platform transakcyjnych i aplikacji jest
przetłumaczona na język polski, a coraz częściej pojawia się też wsparcie
obsługi klienta w naszym języku. Zagraniczny
broker nie jest jednak zobowiązany do wystawienia formularza PIT-8C, więc
gdy przyjdzie nam rozliczyć się z zagranicznych inwestycji, trzeba wziąć pod
uwagę, że dostaniemy co najwyżej zestawienie transakcji. Na szczęście jest
coraz więcej serwisów online, które pomogą nam to zrobić z uwzględnieniem
odpowiednich kursów walutowych i pomocą obsługi klienta.
Zagraniczny broker ma swoje zalety, takie jak dostęp do
znacznie szerszej palety rynków. Jeśli polskie domy maklerskie oferowały po
kilkanaście giełd zagranicznych z najpopularniejszych krajów, to firmy takie jak Lynx, DeGiro,
Exante, eToro, DIF Broker Saxo Bank itp. zapewnią dostęp do rynków kilkudziesięciu
krajów.
Może to być np. Estonia, Japonia, Singapur czy Izrael, których trudno szukać w
polskich domach, a być może to tam rodzi
się kolejny „jednorożec” (ang. unicorn), czyli biznes, którego wycena przekroczy kiedyś
magiczny 1 miliard dolarów. Nie zapominajmy także o bezpłatnym dostępie do notowań w czasie
rzeczywistym, które na polskim rachunku nie są tak oczywiste, a zazwyczaj
dodatkowo płatne.
dealroom.co
Chociaż głównym motywem reklamowym służącym tym brokerom do
przyciągnięcia nowych klientów jest możliwość kupienia przy zerowej prowizji popularnych akcji zagranicznych spółek, jak Apple,
Samsunga, Microsoftu czy Netfliksa, to darmowe konto inwestycyjne w zasadzie nie istnieje.
Przy okazji brokerów zagranicznych warto wspomnieć o ofercie
amerykańskich ETF-ów, którą ciężko znaleźć u wspomnianych brokerów, jak i w
polskich domach maklerskich. Z łatwością kupimy ETF na S&P500, jednak będzie
to zapewne fundusz europejska ze skrótem „UCITS” w nazwie. Amerykańskie ETF są
pożądane ze względu na niższe koszty zarządzania, wysoką płynność czy po prostu
większą różnorodność oferty.
Przydatną informacją na marginesie może być też rozwinięcie
innych często spotykanych skrótów występujących w nazwach ETF-ów, jak "ACC" oznaczający ETF akumulujący i "DIST", czyli dystrybucyjny. Chodzi o
dywidendy ze spółek w ETF-ie, które fundusz ETF ACC reinwestuje, a DIST wypłaca swoim posiadaczom.
Wracając do amerykańskich funduszy ETF, dostęp do nich nie jest
jednak niemożliwy, a w swojej ofercie ma je np. zarejestrowany na Cyprze
brytyjski Exante czy DIF Broker z Portugali, gdzie implementacja przepisów
unijnych w 2018 r. nie była tak rygorystyczna jak w innych krajach wspólnoty.
Istnieją
także europejskie zamienniki ETF-ów, jak np. na SPDR S&P 500 ETF TRUST największy
i najstarszy tego rodzaju fundusz (w żargonie określany jako „Spider”, czyli
„Pająk”), którego w Europie odpowiednikiem jest SPDR S&P 500 UCITS ETF.
Amerykański ma pod zarządzaniem ok. 360 mld dol., europejski ok. 5 mld.
Dostaniemy je razem z innymi instrumentami finansowym jak akcje,
obligacje, kontrakty terminowe CFD także u amerykańskich brokerów, takich jak chyba
najpopularniejszy w Polsce Interactive Brokers, który jednak wymaga uzyskania
statusu klienta profesjonalnego, czyli takiego, który ma np. w portfelu aktywa
warte ponad pół miliona euro.
Do innych popularnych inwestycji wystarczy status zwykłego klienta. Konto pozwalające kupić certyfikaty amerykańskich funduszy ETF bez dodatkowych warunków możemy założyć np. w Tastyworks
czy Firstrade Securities.
Nie zrobimy tego w popularnej amerykańskiej aplikacji Robinhood, która de facto nie jest brokerem, a rodzajem platformy transakcyjnej przekazującej zlecenia do brokerów. Dostęp do Robinhooda wymaga
amerykańskiego obywatelstwa.
Na podobnej zasadzie, czyli przekazywaniu zleceń
do zewnętrznych brokerów, działa w Europie Revolut, czyli aplikacja finansowa
pozwalająca inwestować w zagraniczne akcje i ETF-y. Jednak to fintech
z Wielkiej Brytanii posiadający litewską licencją bankową na obszar EOG, dzięki temu Polacy mogą bez problemu
założyć tam konto.
W tym miejscu przypominam, że przed wyborem brokera, za
pomocą, którego będziemy inwestować środki za granicą, należy sprawdzić, czy jest
kontrolowany przez organ polski (KNF), czy zagraniczny. W tym drugim przypadku
mogą to być np. Europejski Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA)
oraz krajowi nadzorcy w UE, Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) w USA,
brytyjski organ nadzoru – Financial Conduct Authority (FCA) czy Szwajcarski
Urząd Nadzoru nad Rynkiem Finansowym (FINMA).
Broker zagraniczny, którego podmiot kontrolujący znajduje się w innym kraju, zazwyczaj charakteryzuje się nieco bardziej elastycznymi
wymaganiami co do założenia rachunku. Podmiot z UE może sugerować większe
bezpieczeństwo. Podleganie przepisom
prawnym innego kraju to jednak w przypadku sporów i nieprawidłowości kompetencja organów
zagranicznych, a więc i tamtejszych sądów.
Fundusze, czyli inwestowanie za granicą bez rachunku maklerskiego
Możliwości, które daje nam otwarty rachunek u polskiego czy
zagranicznego brokera, są bardzo szerokie, ale wystawienie kapitału na
zagraniczną ekspozycję nie wymaga wcale zakładania konta maklerskiego. Z
pomocą mogą nam przyjść fundusze inwestycyjne, zarówno te polskie inwestujące
na rynkach zagranicznych, jak i stricte
zagraniczne fundusze, które możemy kupić w Polsce.
W przypadku tych pierwszych szeroką ofertę dostarczają
Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) nadzorowane przez KNF. Jednostki
uczestnictwa są dostępne bezpośrednio w samych Towarzystwach, których listę
możemy znaleźć na
stronie internetowej nadzorcy, czy u dystrybutorów, takich jak np.
bank czy dom maklerski (np. Bossafund od BOŚ, Supermarket Funduszy mBanku), czy
innych platformach zbierających szeroką ofertę, jak np. f-trust.pl.
Szukając funduszy, warto robić porównanie wskaźnika TER określającego łączne koszty obsługi. Jasno trzeba powiedzieć, że pod względem kosztów nabywanie i utrzymywanie jednostek funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza w długim terminie, daje dużo niższe stopy zwrotu niż fundusze ETF.
Dla przykładu inwestycja 10 tys. zł na 10 lat przy kosztach w wysokości 2 proc. rocznie oraz stałej stopie zwrotu 10 proc. w rok sprawi, że na koniec wynik z inwestycji będzie o 17 proc. niższy, niż gdyby zarządzanie kosztowało tylko 1 proc. rocznie, i aż o 30 proc., gdyby nie było kosztów zarządzania. Z każdym kolejny rokiem ta różnica tylko się powiększa.
UKNF i MF "Analiza poziomu kosztów rynkowych na polskim rynku kapitałowym"
Klient otrzymuje za to w teorii przemyślaną strategię
inwestycyjną, oszacowaną miarę ryzyka inwestycyjnego, profesjonalne analizy w
oparciu o wiedzę i doświadczenie, które poprzedzają wybór odpowiednich aktywów
(np. akcji i obligacji) i specyfikację danego instrumentu finansowego w
języku polskim. Do tego próg wejścia jest naprawdę minimalny i wystarczy już
100 zł, by zacząć przygodę z zagranicznymi inwestycjami.
W tym miejscu trzeba wspomnieć o ofercie inPZU, która
pozwala uzyskać dostęp do funduszy inwestycyjnych właśnie przy wspomnianym
minimalnym progu, co np. przy ETF-ach i prowizjach w polskich domach maklerskich
wraz z progiem nie jest takie proste.
Oferta inPZU pozwala uzyskać dostęp do 16
funduszy pasywnych, których roczne zarządzanie kosztuje 0,5 proc., czyli mniej
niż w ofercie polskich TFI, więcej niż przy ETF-ach, ale niewymagającej dużego
kapitału i bez opłaty wstępnej.
Możemy wybierać m.in. spośród funduszy akcji europejskich
czy amerykańskich, obligacji rynków rozwiniętych, ale też z funduszu inwestującego w nieruchomości poprzez wspominane wyżej REIT-y. W dodatku PZU umożliwia inwestowanie
na rachunek IKE lub IKZE, co jest ciekawą alternatywą dla domów maklerskich,
zwłaszcza dla pasywnego inwestowania nawet bardzo małymi kwotami.
Robodoradcy i inwestowanie na rynkach zagranicznych
Na samym początku
inwestycyjnej drogi i próby dywersyfikowania się geograficznie to dobra opcja, jeśli
nie możemy poświęcić wiele czasu na samodzielne budowanie portfela. Robodoradca
zrobi to za nas, wybierając odpowiednią dla naszego profilu inwestycyjnego strategię
na bazie ankiety, która powinna zająć do kilkunastu minut.
Potem działają już algorytmy, które kupują i sprzedają za
powierzony przez nas kapitał w odpowiednie fundusze ETF, pilnując proporcji między
częścią akcyjną (ETF-y inwestujące w akcje) i obligacyjną (ETF-y inwestujące w
bondy).
Przewaga robodoradców może wynikać z zaoszczędzonego czasu i kosztów, które
przy uwzględnieniami wszystkich prowizji i opłat związanych z samodzielnym
zarządzaniem mogłyby wypaść drożej, oczywiście w zależności od cennika brokera.
Zagraniczne fundusze od BlackRock i innych
Do opcji, która pozwoli zyskać geograficzną dywersyfikację,
zaliczamy też zagraniczne fundusze inwestycyjne. Mowa już była o amerykańskich
i europejskich funduszach ETF, wspominane były także fundusze od polskich TFI.
Na tle tych drugich zagraniczne fundusze tworzone przez
takie firmy jak BlackRock Global Funds, AllianceBernstein czy Schroders są
tańsze, chociaż ich oferta u polskich dystrybutorów (banki, supermarkety
funduszowe) jest węższa, a i próg wejścia jest wyższy, bo przeważnie to min.
1000 zł.
Opcją jest rozwiązanie wykorzystywane przez niektóre TFI, czyli
tzw. master-feeder, który oznacza, że polski fundusz kupuje jednostki
konkretnego funduszu zagranicznego. W ten sposób omijane są trudności natury
operacyjnej. Zazwyczaj fundusze master-feeder są tańsze od innych, lecz
uwzględnić musimy także opłaty bieżące pokrywające koszty zarządzania funduszy
bazowych.
W poszukiwaniu większych zysków przy mniejszym ryzyku
W każdym z wyżej wymienionych przykładów ekspozycji na zagraniczne rynki musimy uwzględnić towarzyszące temu ryzyko
dotyczące kursów walut, sytuacji politycznej czy warunków naturalnych etc., które mogą mieć wpływ
na gospodarkę danego kraju i jego rynek finansowy. Wszystko to składa się na ryzyko inwestycyjne, które zawsze musimy brać pod uwagę, licząc się z utratą części lub całości kapitału, podejmując decyzję inwestycyjną.
Na co zwrócić uwagę, inwestując za granicą
O wyborze odpowiednich opcji i sposobów inwestycji za granicą decyduje:
tolerancja na ryzyko inwestycyjne,
horyzont czasowy, cel inwestycyjny,
wiedza na temat specyfiki danego rynku
dostępny kapitał początkowy,
ilość wolnego czasu potrzebna na analizy i transakcje,
szerokość oferty brokera, czyli ilość rynków, instrumentów finansowych, etc.,
koszty inwestowania, czyli prowizje, marże, stałe opłaty,
funkcjonalność konta maklerskiego i jakość obsługi klienta
nadzór i jurysdykcja prawna, której podlega broker.
Jeśli nie czujemy się jeszcze na siłach na własną ocenę potencjału inwestycyjnego na światowych rynkach albo mamy za mało czasu na inwestowanie, rozwiązaniem mogą być fundusze zarówno w ofercie polskich TFI, jak i zagranicznych, czy automatyczni robodoradcy oferowani przez coraz więcej firm inwestycyjnych.
Ważne w każdym przypadku będą aspekty podatkowych rozliczeń
z zagranicznych inwestycji, co również przekłada się na koszty obsługi rachunku
czy ogólnie rentowność naszych inwestycji, a to ona jest głównym celem wychodzenia
poza krajowe inwestycje. Bo przecież każdy, kto inwestuje, dąży do
większych zysków przy mniejszym ryzyku.
Dywersyfikacja geograficzna na pewno w tym pomaga ze względu na potencjał większych giełd zagranicznych, które są bardziej płynne, stabilniejsze i oferują więcej różnych branż, spółek i instrumentów finansowych. Możliwości jest
naprawdę dużo, nawet dla początkującego inwestora.
Mieszkania w Hiszpanii to najbardziej popularna lokata. Jest taki głód na nowe inwestycje, że wyprzedane są dziury w ziemi, a cena w euro rośnie 10% rocznie w turystycznych lokalizacjach. Wynajm krótkoterminowy latem to wartość dodana.
Zimą pewnie wynajem dłużej terminowy i bez czynszu. Kto to tak wykupuje te dziury w ziemi? Prrzecież nie Hiszpanie, oni raczej poczekają na wybudowanie i sprzedaż inwestorowi, zanim się wprowadzą LOL