WAKACJE NA GIEŁDZIE

Giełdowa gra bez tajemnic, czyli inwestowanie za granicą wcale nie musi być trudne

Michał Kubicki2023-04-13 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2023-04-13 06:00

W obecnych czasach inwestowanie na rynkach zagranicznych nie powinno sprawiać większych problemów nawet początkującym inwestorom. Kupić akcje Tesli czy certyfikat ETF można z poziomu smartfona. Żeby ulokować swój kapitał za granicą, nie trzeba wcale posiadać rachunku maklerskiego, tak jak nie trzeba kupować domu w Hiszpanii, żeby inwestować w tamtejszy rynek nieruchomości.

Giełdowa gra bez tajemnic, czyli inwestowanie za granicą wcale nie musi być trudne
Giełdowa gra bez tajemnic, czyli inwestowanie za granicą wcale nie musi być trudne
fot. Guy Shapira / / Shutterstock

O tym, że dywersyfikacja portfela inwestycyjnego jest podstawową zasadą rozsądnego inwestowania, nie trzeba nikogo przekonywać. Wsadzanie wszystkich jaj do jednego koszyka od zawsze było metaforycznym przykładem złego zarządzania kapitałem. Różnorodność w koszyku inwestora to nie tylko rodzaje aktywów, różne spółki czy branże, ale także aspekt geograficzny lokowania pieniędzy, na przykład na zagranicznych giełdach.

Inwestowanie tylko w Polsce to tak naprawdę wystawianie się na duże ryzyko inwestycyjne związane z ekspozycją kapitału tylko na jeden niewielki kraj z ogromnego koszyka rynków wschodzących o marginalnym znaczeniu dla światowego systemu finansowego. 

Oxford Economics I MFW

Kiedy krajowy rynek nie spełnia oczekiwań

Wśród uczestników rynku ciągle pokutuje tzw. home bias, czyli zjawisko, w którym częściej jako inwestycję wybieramy aktywa krajowe niż zagraniczne. Nie jest to tylko domena polskiego inwestora, ale sytuacja zaobserwowana przez naukowców na całym świecie, gdzie inwestowanie za granicą jest mniej popularne od krajowego. 

Amerykański kapitalista ma tę przewagę, że jego domowy rynek jest największy na świecie. W dodatku na giełdzie nowojorskiej czy Nasdaq notowane są amerykańskie kwity depozytowe (ADR), czyli w skrócie certyfikaty traktowane jak akcje spółek z Chin, Europy czy Japonii itd. 

Na szczęście dostęp do zagranicznych giełd i rynków stoi w dzisiejszych czasach otworem, a przy wysokiej inflacji po prostu warto inwestować, by na rynkach finansowych poszukać zadowalającej stopy zwrotu

Do inwestycji za granicą mogą przekonywać poza tym lata niespełnionych oczekiwań GPW, której główny indeks stracił 30 proc. w ciągu poprzednich 10 lat, w odróżnieniu od rosnących giełd w USA czy Niemczech, gdzie uzyskanie pozytywnego wyniku inwestycyjnego było po prostu łatwiejsze. 

projektexplicite.pl

Jakie mamy opcje inwestowania na rynkach zagranicznych i czy żeby mówić o inwestowaniu za granicą w instrumenty finansowe, trzeba mieć konto maklerskie? Rozwiązań w obecnych czasach jest naprawdę sporo i nie ma konieczności otwierania konta maklerskiego, chociaż ono znacznie poszerza możliwości inwestycyjne.

Zagraniczne inwestycje notowane w polskich złotych

Przegląd najpopularniejszych rozwiązań zacznę od wspomnienia, że w akcje zagranicznych spółek można inwestować na GPW, płacąc w polskich złotych na rynku GlobalConnect. Oferta jest na razie skromna, ale rozwija się, stanowiąc jeden ze sposobów inwestowania w zagraniczne spółki za pośrednictwem polskiej giełdy. 

Nie zapominajmy także o notowanych na GPW funduszach ETF na rynek amerykański i niemiecki. To swego rodzaju połączenie akcji i jednostki otwartego funduszu inwestycyjnego. Certyfikaty funduszy ETF są w obrocie na giełdzie, jednocześnie (podobnie jak w przypadku funduszy inwestycyjnych) realizują pewną strategię, którą jest jak najwierniejsze odzwierciedlenie ceny instrumentu bazowego - najczęściej indeksu bądź surowca, ale również obligacji danego kraju czy kondycji jakiejś branży. 

Obecnie za polskie złote możemy kupić BetaETF S&P 500, Lyxor S&P 500 UCITS ETF i BetaETF NASDAQ 100, dzięki którym uzyskamy eskpozycję na indeks S&P500 oraz na 100 największych technologicznych spółek z Nasdaq. Z kolei dzięki Lyxor DAX UCITS ETF kupimy ekspozycję na 40 największych spółek z niemieckiej giełdy.

betasecurities.pl

W przypadku Global Connect, funduszy ETF oraz, o czym później, certyfikatów Turbo potrzebne jest konto maklerskie, a wybrać je pomoże nasz przewodnik i ranking rachunków maklerskich.

Polskie domy maklerskie i rynki zagraniczne - oferta

Jeśli jesteśmy wśród początkujących inwestorów i chcemy lokować kapitał na zagranicznych rynkach w instrumenty finansowe, takie jak akcje czy fundusze ETF, ich szeroką ofertę z różnych giełd zagranicznych mają Biuro Maklerskie Pekao (20 rynków), Dom Maklerski Citi (17), Biuro Maklerskie PKO (16) i Dom Maklerski XTB (16), w tym z takich krajów jak Dania, Kanada czy Australia.

Zapewne większość początkujących inwestorów wybierze cieszące się największą popularnością giełdy na rynku amerykańskim, jak New York Stock Exchange i Nasdaq, London Stock Exchange z Wielkiej Brytanii czy Deutsche Borse w Niemczech. Dostęp do nich zapewniają także pozostali polscy brokerzy z największą liczbą kont maklerskich, czyli Biuro Maklerskie mBanku, Dom Maklerski BOŚ czy Biuro Maklerskie Aliora.

Wyjątkiem jest BM ING bez oferty giełd zagranicznych, za to z emitowanymi przez ING N.V. certyfikatami Turbo, np. na indeksy z Ameryki Północnej, Niemiec i Japonii oraz długoterminowe obligacje rządu USA i RFN. Są one notowane na GPW w polskich złotych, jednak mają wbudowaną dźwignię. Kupić je możemy także u innych brokerów z dostępem do GPW. 

Polski inwestor ma możliwość inwestowania w zagraniczne:

  • akcje,
  • obligacje,
  • fundusze,
  • kontakty terminowe CFD,
  • certyfikaty Turbo,
  • fundusze ETF,
  • REIT-y, których nie ma jeszcze na GPW.

REIT to rodzaj funduszu czy spółki, która inwestuje w nieruchomości i zarabia np. na ich wynajmie. Dają możliwość pośredniej inwestycji w zagraniczny rynek nieruchomości. Papiery REIT-ów notowane są na wielu zagranicznych giełdach, przeważnie z bardzo dobrą płynnością. Usprawnia to łatwe wejście i wyjście z inwestycji, co przy klasycznym kupnie nieruchomości nie jest takie oczywiste. 

Ich konstrukcja prawna pozwala na zwolnienie z podatku CIT, ale zobowiązuje do wypłaty znacznej części osiąganych zysków swoim akcjonariuszom (nawet 90 proc. w zależności od kraju), zapewniając im dywidendowy pasywny dochód.

REIT-y pozwalają też na wewnętrzną dywersyfikację, specjalizując się np. w nieruchomościach biurowych, mieszkalnych, magazynowych czy pod wynajem dla sklepów. Jest to branża szczególnie wrażliwa na poziom stóp procentowych i mająca za sobą ciężki rok, ale perspektywy obniżki kosztu pieniądza mogą skłonić do bliższego przyjrzenia się tej opcji inwestycji zagranicznych.

https://www.reit.com/investing/global-real-estate-investment

Inwestowanie na rynkach zagranicznych - opłaty 

Przy kupnie zagranicznych instrumentów finansowych warto pamiętać o kosztach związanych z przechowywaniem ich na koncie maklerskim, co wiąże się z tzw. opłatą depozytową. Dalej mamy typowe koszty transakcyjne, czyli prowizję maklerską, która jest zróżnicowana i może wynieść od 0 proc., jak w DM XTB, do nawet 0,5 proc. - jak w DM Citi.

Najczęściej spotykane są stawki między 0,2-0,4 proc., ale zazwyczaj przed dokonaniem sprawdźmy prowizję minimalną wyrażoną w walucie obcej, której koszt w przeliczaniu waha się od 0 do nawet kilkudziesięciu złotych. Stąd dopiero większa transakcja o wartości np. kilkuset euro pozwoli nam ją „ominąć”, inaczej może bardzo mocno wpłynąć na rentowność inwestycji już na samym początku.

Wygodne inwestowanie za granicą wymaga prowadzenia rachunku w walucie danej giełdy. Możliwe jest korzystanie z depozytu w złotych, ale wtedy trzeba brać pod uwagę koszty przewalutowania, czyli naliczoną marżę i też sam kurs waluty, który może być w ofercie domu maklerskiego niezbyt korzystny.

Lepszym rozwiązaniem wydaje się rachunek walutowy zasilany gotówką wymienioną na rynku po najlepszej cenie. By mieć pełny ogląd walutowej obsługi rachunku, trzeba jeszcze sprawdzić w tabeli opłat, jakie są koszty przelewów w obcych walutach, zarówno z konta brokerskiego, jak i na konto.

Pojawia się więc ryzyko walutowe, które będzie występowało zawsze przy inwestycjach zagranicznych niezależnie od sposobu ich dokonywania, ale trzeba pamiętać, że zmiana kursu waluty może się odbyć także na korzyść inwestora.

Czym jest ryzyko kursowe, pokazuje przykład od BM mBanku poniżej, gdzie zwrot z inwestycji w dolarze (biała linia) w ETF na S&P500 jest mniejszy niż w przeliczeniu na polskie złote (czerwona) z uwagi na umocnienie się amerykańskiej waluty w tym czasie. 

prezentacja BM mBanku

Inwestowanie na rynkach zagranicznych przez IKE i IKZE

Nieliczne polskie domy maklerskie oferują możliwość otwarcia rachunków IKE i IKZE z dostępem do rynków zagranicznych. Konta te pozwalają zoptymalizować nasze podatkowe zobowiązania.

IKE zwalnia z podatku od zysków kapitałowych, czyli 19-proc. podatku Belki, z kolei IKZE, oprócz braku podatku, daje możliwość odliczenia rocznych wpłat od podstawy opodatkowania PIT. Środki zgromadzone na IKE czy IKZE są dziedziczone

W tej chwili oba rachunki w ofercie mają tylko DM BOŚ i BM mBanku, a samo IKE z zagraniczną opcją inwestycji możemy otworzyć w BM Santandera. 

Przy IKE I IKZE przypomnijmy o limicie wpłat w każdym roku, który ogranicza alokację większego kapitału.

Limity IKE i IKZE w 2023 r.

Limit wpłat w 2023 r. dla IKE wynosi 20 805 zł, dla IKZE jest to 8 322 zł. Natomiast samozatrudnieni mogą wpłacić na IKZE maksymalnie 12 483 zł.

Skoro już o podatkach mowa, musimy je płacić od zysków z zagranicznych inwestycji. Usługi biur maklerskich na tym polu są mocno zróżnicowane. Wybierając konto do inwestycji np. w USA, warto sprawdzić, czy mamy w nim możliwość złożenia formularza W-8BEN, by uniknąć podwójnego opodatkowania, oraz czy w odniesieniu do wszystkich rynków zagranicznych otrzymamy zbiorczy PIT-8C czy tylko listę transakcji.

Zagraniczni brokerzy

Skoro inwestycje zagraniczne, to może i broker zagraniczny? Otwarcie konta maklerskiego jest równie proste jak w przypadku polskich domów maklerskich i dzięki kanałowi online zajmuje góra kilkanaście minut. 

Potrzebny będzie dowód lub paszport, podanie rachunku bankowego, w formularzu rejestracyjnym mogą znaleźć się pytania o dochody, zatrudnienie, prośba o podanie numeru identyfikacji podatkowej, może być wymagane przesłanie skanu dokumentu tożsamości lub wideoweryfikacja, by otworzyć takie konto brokerskie i zawrzeć umowę na świadczenie usług maklerskich. 

Większość najpopularniejszych platform transakcyjnych i aplikacji jest przetłumaczona na język polski, a coraz częściej pojawia się też wsparcie obsługi klienta w naszym języku. Zagraniczny broker nie jest jednak zobowiązany do wystawienia formularza PIT-8C, więc gdy przyjdzie nam rozliczyć się z zagranicznych inwestycji, trzeba wziąć pod uwagę, że dostaniemy co najwyżej zestawienie transakcji. Na szczęście jest coraz więcej serwisów online, które pomogą nam to zrobić z uwzględnieniem odpowiednich kursów walutowych i pomocą obsługi klienta. 

Zagraniczny broker ma swoje zalety, takie jak dostęp do znacznie szerszej palety rynków. Jeśli polskie domy maklerskie oferowały po kilkanaście giełd zagranicznych z najpopularniejszych krajów, to firmy takie jak Lynx, DeGiro, Exante, eToro, DIF Broker Saxo Bank itp. zapewnią dostęp do rynków kilkudziesięciu krajów. 

Może to być np. Estonia, Japonia, Singapur czy Izrael, których trudno szukać w polskich domach, a być może to tam rodzi się kolejny „jednorożec” (ang. unicorn), czyli biznes, którego wycena przekroczy kiedyś magiczny 1 miliard dolarów. Nie zapominajmy także o bezpłatnym dostępie do notowań w czasie rzeczywistym, które na polskim rachunku nie są tak oczywiste, a zazwyczaj dodatkowo płatne.

dealroom.co

Chociaż głównym motywem reklamowym służącym tym brokerom do przyciągnięcia nowych klientów jest możliwość kupienia przy zerowej prowizji popularnych akcji zagranicznych spółek, jak Apple, Samsunga, Microsoftu czy Netfliksa, to darmowe konto inwestycyjne w zasadzie nie istnieje.

Pomimo braku typowej prowizji są inne, mniej oczywiste opłaty, jak: dostęp do giełdy, opłata za brak zasilenia rachunku w odpowiednim okresie, opłaty za brak aktywności na koncie maklerskim etc.

Zagranica zagranicy nierówna

Przy okazji brokerów zagranicznych warto wspomnieć o ofercie amerykańskich ETF-ów, którą ciężko znaleźć u wspomnianych brokerów, jak i w polskich domach maklerskich. Z łatwością kupimy ETF na S&P500, jednak będzie to zapewne fundusz europejska ze skrótem „UCITS” w nazwie. Amerykańskie ETF są pożądane ze względu na niższe koszty zarządzania, wysoką płynność czy po prostu większą różnorodność oferty.

Przydatną informacją na marginesie może być też rozwinięcie innych często spotykanych skrótów występujących w nazwach ETF-ów, jak "ACC" oznaczający ETF akumulujący i "DIST", czyli dystrybucyjny. Chodzi o dywidendy ze spółek w ETF-ie, które fundusz ETF ACC reinwestuje, a DIST wypłaca swoim posiadaczom.

Wracając do amerykańskich funduszy ETF, dostęp do nich nie jest jednak niemożliwy, a w swojej ofercie ma je np. zarejestrowany na Cyprze brytyjski Exante czy DIF Broker z Portugali, gdzie implementacja przepisów unijnych w 2018 r. nie była tak rygorystyczna jak w innych krajach wspólnoty.

Istnieją także europejskie zamienniki ETF-ów, jak np. na SPDR S&P 500 ETF TRUST największy i najstarszy tego rodzaju fundusz (w żargonie określany jako „Spider”, czyli „Pająk”), którego w Europie odpowiednikiem jest SPDR S&P 500 UCITS ETF. Amerykański ma pod zarządzaniem ok. 360 mld dol., europejski ok. 5 mld.

Dostaniemy je razem z innymi instrumentami finansowym jak akcje, obligacje, kontrakty terminowe CFD także u amerykańskich brokerów, takich jak chyba najpopularniejszy w Polsce Interactive Brokers, który jednak wymaga uzyskania statusu klienta profesjonalnego, czyli takiego, który ma np. w portfelu aktywa warte ponad pół miliona euro.

Do innych popularnych inwestycji wystarczy status zwykłego klienta. Konto pozwalające kupić certyfikaty amerykańskich funduszy ETF bez dodatkowych warunków możemy założyć np. w Tastyworks czy Firstrade Securities.

Nie zrobimy tego w popularnej amerykańskiej aplikacji Robinhood, która de facto nie jest brokerem, a rodzajem platformy transakcyjnej przekazującej zlecenia do brokerów. Dostęp do Robinhooda wymaga amerykańskiego obywatelstwa.

Na podobnej zasadzie, czyli przekazywaniu zleceń do zewnętrznych brokerów, działa w Europie Revolut, czyli aplikacja finansowa pozwalająca inwestować w zagraniczne akcje i ETF-y. Jednak to fintech z Wielkiej Brytanii posiadający litewską licencją bankową na obszar EOG, dzięki temu Polacy mogą bez problemu założyć tam konto.

W tym miejscu przypominam, że przed wyborem brokera, za pomocą, którego będziemy inwestować środki za granicą, należy sprawdzić, czy jest kontrolowany przez organ polski (KNF), czy zagraniczny. W tym drugim przypadku mogą to być np. Europejski Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) oraz krajowi nadzorcy w UE, Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) w USA, brytyjski organ nadzoru – Financial Conduct Authority (FCA) czy Szwajcarski Urząd Nadzoru nad Rynkiem Finansowym (FINMA).

Broker zagraniczny, którego podmiot kontrolujący znajduje się w innym kraju, zazwyczaj charakteryzuje się nieco bardziej elastycznymi wymaganiami co do założenia rachunku. Podmiot z UE może sugerować większe bezpieczeństwo. Podleganie przepisom prawnym innego kraju to jednak w przypadku sporów i nieprawidłowości kompetencja organów zagranicznych, a więc i tamtejszych sądów.

Fundusze, czyli inwestowanie za granicą bez rachunku maklerskiego

Możliwości, które daje nam otwarty rachunek u polskiego czy zagranicznego brokera, są bardzo szerokie, ale wystawienie kapitału na zagraniczną ekspozycję nie wymaga wcale zakładania konta maklerskiego. Z pomocą mogą nam przyjść fundusze inwestycyjne, zarówno te polskie inwestujące na rynkach zagranicznych, jak i stricte zagraniczne fundusze, które możemy kupić w Polsce.

W przypadku tych pierwszych szeroką ofertę dostarczają Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) nadzorowane przez KNF. Jednostki uczestnictwa są dostępne bezpośrednio w samych Towarzystwach, których listę możemy znaleźć na stronie internetowej nadzorcy, czy u dystrybutorów, takich jak np. bank czy dom maklerski (np. Bossafund od BOŚ, Supermarket Funduszy mBanku), czy innych platformach zbierających szeroką ofertę, jak np. f-trust.pl.

Nabycie jednostki uczestnictwa funduszu u dystrybutora jest obarczone jednorazową prowizją (nawet 5 proc.), a i koszty zarządzania w polskich funduszach należą do tych wyższych w Europie. Od 1 stycznia 2022 r. maksymalna opłata za zarządzanie nie może przekroczyć jednak 2 proc. rocznie od wartości aktywów i chociaż w praktyce są one nieco niższe, to mogą dochodzić jeszcze inne opłaty jak zmienna success fee, zależna np. od pobicia rynkowego benchmarku, czy dystrybucyjna. 

Szukając funduszy, warto robić porównanie wskaźnika TER określającego łączne koszty obsługi. Jasno trzeba powiedzieć, że pod względem kosztów nabywanie i utrzymywanie jednostek funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza w długim terminie, daje dużo niższe stopy zwrotu niż fundusze ETF.

Dla przykładu inwestycja 10 tys. zł na 10 lat przy kosztach w wysokości 2 proc. rocznie oraz stałej stopie zwrotu 10 proc. w rok sprawi, że na koniec wynik z inwestycji będzie o 17 proc. niższy, niż gdyby zarządzanie kosztowało tylko 1 proc. rocznie, i aż o 30 proc., gdyby nie było kosztów zarządzania. Z każdym kolejny rokiem ta różnica tylko się powiększa. 

UKNF i MF "Analiza poziomu kosztów rynkowych na polskim rynku kapitałowym"

Klient otrzymuje za to w teorii przemyślaną strategię inwestycyjną, oszacowaną miarę ryzyka inwestycyjnego, profesjonalne analizy w oparciu o wiedzę i doświadczenie, które poprzedzają wybór odpowiednich aktywów (np. akcji i obligacji) i specyfikację danego instrumentu finansowego w języku polskim. Do tego próg wejścia jest naprawdę minimalny i wystarczy już 100 zł, by zacząć przygodę z zagranicznymi inwestycjami.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o ofercie inPZU, która pozwala uzyskać dostęp do funduszy inwestycyjnych właśnie przy wspomnianym minimalnym progu, co np. przy ETF-ach i prowizjach w polskich domach maklerskich wraz z progiem nie jest takie proste.

Oferta inPZU pozwala uzyskać dostęp do 16 funduszy pasywnych, których roczne zarządzanie kosztuje 0,5 proc., czyli mniej niż w ofercie polskich TFI, więcej niż przy ETF-ach, ale niewymagającej dużego kapitału i bez opłaty wstępnej.

Możemy wybierać m.in. spośród funduszy akcji europejskich czy amerykańskich, obligacji rynków rozwiniętych, ale też z funduszu inwestującego w nieruchomości poprzez wspominane wyżej REIT-y. W dodatku PZU umożliwia inwestowanie na rachunek IKE lub IKZE, co jest ciekawą alternatywą dla domów maklerskich, zwłaszcza dla pasywnego inwestowania nawet bardzo małymi kwotami. 

Robodoradcy i inwestowanie na rynkach zagranicznych

W inPZU znajdziemy też programy inwestycyjne, które oferują już zdywersyfikowany portfel składający się z polskich i zagranicznych aktywów (akcyjnych i obligacyjnych). Na podobnej zasadzie gotowej strategii i automatyzmu tworzenia portfela inwestycyjnego działają coraz popularniejsi robodoradcy, których możemy znaleźć w ofercie np. Finax, WealthSeed, Aion Banku czy ostatnio Portu.

Na samym początku inwestycyjnej drogi i próby dywersyfikowania się geograficznie to dobra opcja, jeśli nie możemy poświęcić wiele czasu na samodzielne budowanie portfela. Robodoradca zrobi to za nas, wybierając odpowiednią dla naszego profilu inwestycyjnego strategię na bazie ankiety, która powinna zająć do kilkunastu minut.

Potem działają już algorytmy, które kupują i sprzedają za powierzony przez nas kapitał w odpowiednie fundusze ETF, pilnując proporcji między częścią akcyjną (ETF-y inwestujące w akcje) i obligacyjną (ETF-y inwestujące w bondy).

Przewaga robodoradców może wynikać z zaoszczędzonego czasu i kosztów, które przy uwzględnieniami wszystkich prowizji i opłat związanych z samodzielnym zarządzaniem mogłyby wypaść drożej, oczywiście w zależności od cennika brokera.

Zagraniczne fundusze od BlackRock i innych

Do opcji, która pozwoli zyskać geograficzną dywersyfikację, zaliczamy też zagraniczne fundusze inwestycyjne. Mowa już była o amerykańskich i europejskich funduszach ETF, wspominane były także fundusze od polskich TFI.

Na tle tych drugich zagraniczne fundusze tworzone przez takie firmy jak BlackRock Global Funds, AllianceBernstein czy Schroders są tańsze, chociaż ich oferta u polskich dystrybutorów (banki, supermarkety funduszowe) jest węższa, a i próg wejścia jest wyższy, bo przeważnie to min. 1000 zł.

Opcją jest rozwiązanie wykorzystywane przez niektóre TFI, czyli tzw. master-feeder, który oznacza, że polski fundusz kupuje jednostki konkretnego funduszu zagranicznego. W ten sposób omijane są trudności natury operacyjnej. Zazwyczaj fundusze master-feeder są tańsze od innych, lecz uwzględnić musimy także opłaty bieżące pokrywające koszty zarządzania funduszy bazowych.

W poszukiwaniu większych zysków przy mniejszym ryzyku 

W każdym z wyżej wymienionych przykładów ekspozycji na zagraniczne rynki musimy uwzględnić towarzyszące temu ryzyko dotyczące kursów walut, sytuacji politycznej czy warunków naturalnych etc., które mogą mieć wpływ na gospodarkę danego kraju i jego rynek finansowy. Wszystko to składa się na ryzyko inwestycyjne, które zawsze musimy brać pod uwagę, licząc się z utratą części lub całości kapitału, podejmując decyzję inwestycyjną.  

Na co zwrócić uwagę, inwestując za granicą

O wyborze odpowiednich opcji i sposobów inwestycji za granicą decyduje:

  • tolerancja na ryzyko inwestycyjne,
  • horyzont czasowy, cel inwestycyjny,
  • wiedza na temat specyfiki danego rynku
  • dostępny kapitał początkowy,
  • ilość wolnego czasu potrzebna na analizy i transakcje,
  • szerokość oferty brokera, czyli ilość rynków, instrumentów finansowych, etc.,
  • koszty inwestowania, czyli prowizje, marże, stałe opłaty,
  • funkcjonalność konta maklerskiego i jakość obsługi klienta
  • nadzór i jurysdykcja prawna, której podlega broker.

Jeśli nie czujemy się jeszcze na siłach na własną ocenę potencjału inwestycyjnego na światowych rynkach albo mamy za mało czasu na inwestowanie, rozwiązaniem mogą być fundusze zarówno w ofercie polskich TFI, jak i zagranicznych, czy automatyczni robodoradcy oferowani przez coraz więcej firm inwestycyjnych. 

Ważne w każdym przypadku będą aspekty podatkowych rozliczeń z zagranicznych inwestycji, co również przekłada się na koszty obsługi rachunku czy ogólnie rentowność naszych inwestycji, a to ona jest głównym celem wychodzenia poza krajowe inwestycje. Bo przecież każdy, kto inwestuje, dąży do większych zysków przy mniejszym ryzyku.

Dywersyfikacja geograficzna na pewno w tym pomaga ze względu na potencjał większych giełd zagranicznych, które są bardziej płynne, stabilniejsze i oferują więcej różnych branż, spółek i instrumentów finansowych. Możliwości jest naprawdę dużo, nawet dla początkującego inwestora. 

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Pod Warszawą powstanie centrum danych AI nawet za 1 mld EUR. „Dojrzałe rynki mają już ograniczone moce”
Michał Kubicki
Michał Kubicki
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu Rynki Bankier.pl. Absolwent finansów i rachunkowości na UMCS w Lublinie. W czasie studiów zainteresował się giełdą i rynkami finansowymi, które to zainteresowania rozwinął na SGH w Warszawie na kierunku Bankowość Inwestycyjna. Na co dzień obserwuje notowania warszawskiej giełdy, by przekazać czytelnikom portalu najważniejsze informacje z parkietu oraz przybliżyć istotne wiadomości ze spółek. Telefon 728 927 242

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (18)

dodaj komentarz
sterl
Za granicą upadające banki i fundusze nic nie płacą inwestorom zewnętrznym tylko swoim obywatelom..
djnsd
Na GPW się bardzo łatwo zarabia pieniądze.
zoomek
To nie jest inwestowanie tylko spekulowanie.
dolar36
jednym słowem wszystko jest banalnie proste po za zarabianiem heh
jarekzbyszek
Mieszkania w Hiszpanii to najbardziej popularna lokata. Jest taki głód na nowe inwestycje, że wyprzedane są dziury w ziemi, a cena w euro rośnie 10% rocznie w turystycznych lokalizacjach. Wynajm krótkoterminowy latem to wartość dodana.
jpelerj
Zimą pewnie wynajem dłużej terminowy i bez czynszu. Kto to tak wykupuje te dziury w ziemi? Prrzecież nie Hiszpanie, oni raczej poczekają na wybudowanie i sprzedaż inwestorowi, zanim się wprowadzą LOL
zoomek
To te całe osiedla widma w których nikt nie chciał mieszkać już posprzedawane? Czy ci ocupados (czy jak im tam) je zasiedlili?
samsza
Rząd jest przeciw rolnikom, więc inwestowanie na/w Ukrainie i gra przeciw rolnikom, to pomysł racjonalny.
:)
katzpodola
Życie jest za krótkie by bawić się w inwestowanie. Lepiej przeznaczyć kasę na przyjemności i podróże

Powiązane: Oszczędzanie i inwestycje

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki