Politolożka, ekspertka od niemieckiej chadecji Ursula Muench oceniła we wtorek w „Der Spiegel”, że po klęsce w wyborach w Meklemburgii-Pomorzu Przednim CDU „zagląda w przepaść”. W jej ocenie za tę sytuację odpowiada nie tylko kanclerz Friedrich Merz, ale jest ona również skutkiem wojny Rosji przeciwko Ukrainie.


Muench skomentowała wynik CDU w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, który jest najgorszym rezultatem tego ugrupowania w wyborach regionalnych, federalnych czy europejskich od czasu powstania partii w 1945 roku. Wynik 4,9 proc. nie pozwolił chadekom na przekroczenie progu wyborczego. Po raz pierwszy w historii RFN CDU nie znajdzie się w parlamencie kraju związkowego.
„Ten wynik nie tylko usuwa jej grunt spod nóg. Ona zagląda w przepaść” - oceniła Muench. Według politolożki dotąd Niemcy miały stabilny system partyjny ze stosunkowo silnymi partiami masowymi, a teraz nie można już na tym polegać. Przypomniała, że Merz sam przyznał, iż w części Niemiec CDU nie jest już partią masową.
„Oczywiście jako kanclerz i szef CDU ponosi on odpowiedzialność polityczną. To, że nie zdołał dotrzymać wielu ambitnych obietnic z kampanii wyborczej, było problemem, który sam sobie stworzył” - podkreśliła Muench. Jak skomentowała, wiele innych trudności wynikło jednak z obiektywnych uwarunkowań, przede wszystkim z rosyjskiej napaści na Ukrainę w 2022 roku, która doprowadziła do wysokich cen energii i wyższych wydatków na obronność. „Inaczej niż w przeszłości, teraz istnieją trzy partie - AfD, Lewica i BSW - które ostro potępiają wszystkie błędy Merza” - dodała ekspertka.
Pytana, czy Merz może nadal pełnić funkcję szefa CDU i kanclerza, Muench po chwili wahania odpowiedziała twierdząco. Jej zdaniem przy lepszych warunkach gospodarczych i w sferze bezpieczeństwa mówiono by jedynie, że kanclerz od czasu do czasu rzuca dziwne teksty i czasem się myli. „Ale czasy są poważne” - zaznaczyła.

Według politolożki złudzeniem byłoby sądzić, że zmiana kanclerza znacznie poprawiłaby sytuację. Jak zaznaczyła, ewentualny nowy kanclerz stanąłby przed tymi samymi ograniczeniami co Merz, dopóki w Ukrainie trwa wojna, a sytuacja gospodarcza nie poprawi się znacząco.
Muench przypomniała, że strategia AfD z 2025 roku precyzyjnie opisuje, jak partia chce oddalić od siebie partnerów rządzącej obecnie Niemcami koalicji, pogłębiając różnice między chadeckim blokiem CDU/CSU a socjaldemokratami z SPD i odbierając chadecji rdzeń tożsamości. „Przerażające jest, jak bezradne są wobec tego do dziś partie koalicyjne, a zwłaszcza CDU” - oceniła.
Odnosząc się do wyborów landowych w Szlezwiku-Holsztynie i Nadrenii Północnej-Westfalii, które odbędą się w kwietniu 2027 roku, ekspertka ostrzegła przed bagatelizowaniem wyników wrześniowych wyborów na wschodzie Niemiec. „Fatalnym błędem byłoby zbywanie wyników ostatnich trzech wyborów jako zjawiska wschodnioniemieckiego” - oceniła. Jej zdaniem poparcie dla partii skrajnych rośnie także w zachodnich Niemczech, bo lęk przed przyszłością i niezadowolenie są obecne również w starych krajach związkowych.
AfD wygrała niedzielne wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, uzyskując 38,2 proc. głosów. Chadecy w tym landzie znaleźli się poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego i nie weszli do landtagu. Dwa tygodnie wcześniej, 6 września, AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalcie, uzyskując 43,8 proc. głosów i wyprzedzając CDU o ponad 26 punktów procentowych.
W Berlinie w wyborach zwyciężyła w niedzielę Lewica. Partia zdobyła 25,7 proc. głosów, dystansując chadecką CDU (18,8 proc.), AfD (16,3 proc.), Zielonych (14,3 proc.) i SPD (12,1 proc.).
Rozczarowujące wyniki chadeków wywołały w Niemczech debatę na temat tego, czy niepopularny w sondażach kanclerz i lider CDU Friedrich Merz powinien pozostać na stanowisku.
Z Monachium Iwona Weidmann (PAP)
ipa/ adj/































































