Stworzona przez Kreml światowa sieć rekrutacyjna zwabiła do rosyjskiej armii tysiące cudzoziemców, m.in. setki Peruwiańczyków - informują hiszpański dziennik „ABC” i magazyn „Politico”. Werbunek zaczynał się od obietnicy intratnej pracy w ochronie, a kończył wywiezieniem na front.


Według ukraińskiego wywiadu tempo rekrutowania nowych żołnierzy nie nadąża za stratami Rosji w wojnie z Ukrainą. Od stycznia do lipca 2026 r. armia rosyjska straciła 240 tys. żołnierzy, w tym 140 tys. zabitych - twierdzi ukraiński wywiad. W tym samym czasie do wojska wstąpiło 232 tys. nowych żołnierzy.
Stąd rosyjskie władze próbują uzupełnić braki kadrowe rekrutując obcokrajowców. Według szacunków ukraińskich władz w szeregach rosyjskiej armii służy co najmniej 18 tys. cudzoziemców, a w ocenie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), unijnej służby dyplomatycznej, nawet 28 tys. Jak wykazały dziennikarskie śledztwa, na front nie trafiają jednak dobrowolnie. Obcokrajowców zwabiają rekruterzy działający w sieci, oferując im fałszywą wizję intratnej i legalnej pracy w Rosji.
Jak przyznał w poniedziałek na antenie ukraińskiego Radia NV rosyjski dziennikarz Michaił Fishman, rosyjskie władze na razie obawiają się przeprowadzenia powszechnej mobilizacji, dlatego aby zasilać system oparty dotąd na żołnierzach kontraktowych, posługują się przemocą i groźbami. „Zmuszają ludzi – czy to podstępem, przymusem, czy innymi metodami – do podpisywania kontraktów i wyjeżdżania na front” – zauważył Fishman.
Mechanizm rekrutacji obcokrajowców podstępem opisał w niedzielę m.in. hiszpański dziennik „ABC”.

Według danych peruwiańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, na które powołuje się w swoim artykule „ABC”, do 18 sierpnia br. w armii rosyjskiej znalazło się co najmniej 459 Peruwiańczyków, skuszonych wizją dobrze płatnej pracy. Od 2024 roku, do Rosji mogło jednak wyjechać znacznie więcej, bo nawet 1200 obywateli Peru. Zaledwie dwudziestu z nich udało się wrócić do kraju.
Peruwiańscy śledczy, którzy badali zgłaszane przez rodziny niewyjaśnione zniknięcia mężów ojców i braci, którzy wybrali się do pracy do Rosji, odkryli, że w Peru działało kilku rosyjskich rekruterów. Okazało się, że szukali mężczyzn w trudnej sytuacji ekonomicznej, którzy mieli za sobą karierę wojskowych lub ochroniarzy.
Obiecywano im legalną pracę w Rosji w ochronie lub monitoringu, a także bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie. Ich miesięczne wynagrodzenie miało sięgać 3 tys. dolarów.
Jak podkreślali rozmówcy „ABC”, w Peru to bardzo dużo pieniędzy. W stolicy kraju Limie średnie miesięczne wynagrodzenie w okresie styczeń–marzec 2026 wynosiło 2 239 soli, czyli 640 dolarów. Z kolei ustawowa płaca minimalna w Peru wynosi około 320 dolarów.
Według „ABC” decydującym argumentem za wyjazdem do Rosji była opowieść, że będzie tam tak jak w Iraku, gdzie Peruwiańczyków zatrudniali w logistyce i ochronie Amerykanie.
Rekruterzy utrzymywali z kandydatami stały kontakt, m.in. za pośrednictwem komunikatorów, budując w ten sposób zaufanie i poczucie, że trafiła się im znakomita okazja wyrwania się z biedy.
Po przybyciu do Rosji pozbawieni pomocy tłumacza zrekrutowani Peruwiańczycy byli zmuszani do podpisania umowy w języku rosyjskim. Nieświadomie zgadzali się w ten sposób na służbę w wojsku rosyjskim. Następnie trafiali do koszar razem z innymi obcokrajowcami. Przechodzili szkolenie wojskowe, m.in. z rozpoznawania i zestrzeliwania bezzałogowców.
Wielu z nich dopiero w trakcie szkolenia orientowało się - informuje gazeta - że trafią na front. Jedna z krewnych zwabionego do Rosji Peruwiańczyka otrzymała od niego wiadomość, w której zanim zamilkł na dobre przyznał, że go oszukano i stał się „mięsem armatnim, jak wielu innych Latynosów”.
Według raportu ESDZ z sierpnia br., opublikowanego przez unijny serwis fact-checkingowy euvsdisinfo.eu, operacja rekrutacyjna z Peru była jedną z wielu podobnych akcji prowadzonych na całym świecie przez Kreml. Rosjanie stworzyli globalną, skoordynowaną infrastrukturę cyfrową, na którą składają się m.in. wprowadzające w błąd witryny internetowe w 40 językach, takich jak indonezyjski, tajski, malajski, arabski, francuski i hiszpański.
ESDZ szacuje, że do końca 2025 roku Rosjanie zwabili dzięki niej do armii 28 tys. cudzoziemców ze 135 krajów.
Jak pokazało śledztwo magazynu „Politico” i afrykańskiej sieci dziennikarstwa śledczego Code for Africa, media społecznościowe i internet były także głównym narzędziem służącym do rekrutowania mieszkańców Afryki i Azji.
Według „Politico” Rosjanie szukali w Afryce młodych mężczyzn w trudnej sytuacji materialnej, przyciągając ich uwagę reklamami prowadzącymi do stron rzekomych agencji pośrednictwa pracy. Jak podkreśla magazyn, były one dopracowane od strony graficznej, a czasem opatrzone logami zachodnich agencji informacyjnych, aby nikt nie podejrzewał, że w rzeczywistości stoją za nimi rosyjscy rekruterzy.
Analitycy Code for Africa zidentyfikowali 89 takich stron internetowych, podszywających się pod agencje pracy. Jak podkreśla „Politico”, większość z nich działa na zachodnich serwerach i przy użyciu zachodniej technologii, pochodzącej z krajów, które sprzeciwiają się wojnie Rosji z Ukrainą.
Reklamy oferowały intratne zatrudnienie na budowie, pracę w ochronie, a także role w filmie, w których chętni mieli zagrać żołnierzy. Niektóre z nich wprost zachęcały afrykańskich mężczyzn do walki w Rosji, obiecując 3 tys. dolarów miesięcznego żołdu. Według „Politico” zwerbowano w ten sposób i ściągnięto do Rosji co najmniej 1700 osób.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/































































