REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 23.06.2022 r.

2022-06-24 07:32
publikacja
2022-06-24 07:32

Czwartek, 23 czerwca, był sto dwudziestym dniem inwazji Rosji na Ukrainę.

Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 23.06.2022 r.
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 23.06.2022 r.
fot. IVAN ALVARADO / / Reuters

» Relację ze środy, 22 czerwca, zapisaliśmy tutaj.

Władze: jeśli Rosjanie zajmą Siewierodonieck, cywile z zakładów Azot staną się zakładnikami

Jeśli dojdzie do okupacji Siewierodoniecka, to ludzie, którzy ukrywają się w schronach zakładów chemicznych Azot staną się zakładnikami rosyjskich najeźdźców – oświadczył w czwartek wieczorem Serhij Hajdaj, szef administracji obwodu ługańskiego na wschodzie Ukrainy.

„Możliwość wyjścia będzie tylko na okupowaną część obwodu ługańskiego” – napisał Hajdaj na Telegramie. „W strefie przemysłowej miasta zniszczono już wiele umocnień obronnych. Nie wykluczamy możliwości odejścia (wojsk ukraińskich) na bardziej umocnione pozycje” – dodał.

Wcześniej Hajdaj informował, że strefa przemysłowa Siewierodoniecka i teren zakładów Azot to ostatnia część miasta, gdzie trwa ukraińska obrona.

Gubernator poinformował, że przeciwnik „rzucił wszystkie siły, by w najbliższym czasie zająć cały obwód ługański, a walki toczą się na wszystkich kierunkach”.

Ponadto, jak wskazał, na zajętych niedawno terytoriach w obwodzie Rosjanie rozpoczęli tzw. działania filtracyjne. „Polują na ludzi, mających związek z armią, interesują się też ich krewnymi. Mężczyzn zmuszają, by poszli walczyć przeciwko Ukrainie, czyli wykorzystują ich jako mięso armatnie” – napisał Hajdaj. 

W ostatnich dniach pogorszyła się sytuacja wojsk ukraińskich w rejonie Siewierodoniecka i Lisiczańska. Siły rosyjskie przerwały ukraińską obronę i zajęły kilka miejscowości. W związku z ryzykiem okrążenia władze mówią, że może być konieczne wycofanie się wojsk ukraińskich na nowe rubieże obronne.

Gubernator: żadne miasto obwodu donieckiego nie jest bezpieczne dla mieszkańców

Żadne miasto w obwodzie donieckim na południowym wschodzie Ukrainy nie jest bezpieczne dla mieszkańców, pozostanie tam jest "skrajnie niebezpieczne” - powiedział w czwartek w wywiadzie dla AFP szef administracji obwodowej Pawło Kyryłenko.

"Żadne miejsce, żadne miasto nie jest bezpieczne", ponieważ walki między wojskami ukraińskimi i rosyjskimi są bardzo brutalne - dodał gubernator.

W środę Kyryłenko poinformował, że w obwodzie donieckim Rosjanie kontrolują 55 proc. terytorium, a sytuacja wzdłuż całej linii frontu jest bardzo trudna. „Wróg stosuje wszystkie rodzaje uzbrojenia, jakie posiada” - wyjaśnił.

Ci spośród mieszkańców, którzy pozostali na terenie objętym walkami, najczęściej mówią, że nie mają dokąd jechać lub nie mają środków na życie w innych miejscach. Ludzie ci w większości ukrywają się, lecz to również jest bardzo niebezpieczne, ponieważ Rosjanie stosują ciężką artylerię oraz lotnictwo.

Wywiad wojskowy: okupacyjne władze przeprowadzają spis mieszkańców Mariupola

Rosyjskie władze okupacyjne przeprowadzają spis mieszkańców Mariupola, cywilom zakazano opuszczać miasto; pracuje tam też kilka propagandowych stacji telewizyjnych z Rosji, próbujących ukazać "powrót do normalności" - zakomunikował w czwartek ukraiński wywiad wojskowy (HUR).

"Podczas tzw. spisu powszechnego wymagane jest przedstawienie dokumentów tożsamości. Pobierane są również odciski palców od mieszkańców Mariupola. (...) Pomimo braku możliwości jakiejkolwiek pracy zarobkowej, obserwuje się stały wzrost cen na towary i usługi" - przekazano w raporcie HUR. (https://tinyurl.com/24rmzdpn)

Wywiad poinformował także, że w mieście pojawiły się rosyjskie prywatne firmy pogrzebowe, które oferują bardzo wysokie ceny za zorganizowanie pochówku - 10 tys. hrywien (ponad 1500 zł - PAP) za jedno ciało.

W okupowanym przez wojska rosyjskie Mariupolu, na południowym wschodzie Ukrainy, panuje katastrofalna sytuacja humanitarna. Pomoc zapewniana przez samozwańczą miejską administrację (dostawy żywności, wody, środków higienicznych) wystarcza tylko dla niewielkiej liczby osób, utrzymuje się również zagrożenie wybuchem epidemii chorób zakaźnych, m.in. cholery.

Lojalny wobec władz w Kijowie mer Mariupola Wadym Bojczenko wyraził 3 czerwca przypuszczenie, że szacowana dotąd na około 22 tys. liczba mieszkańców miasta zabitych przez rosyjskie wojska może być znacznie zaniżona. 

Sztab generalny: Białoruś wyciąga z magazynów sprzęt wojskowy; może przekazać go Rosji

Białoruś wyciąga ze składów przechowywania sprzęt wojskowy, który może potem przekazać Rosji dla wzmocnienia jej zgrupowań na Ukrainie – oświadczył w czwartek wiceszef głównego zarządu operacyjnego sztabu generalnego sił zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksij Hromow.

Według Hromowa na Białorusi „pod pretekstem ćwiczeń, zbiórek w składach przechowywania uzbrojenia i sprzętu wojskowego odbywa się zdjęcie tego sprzętu z przechowywania i serwisowanie”.

„Biorąc pod uwagę ogromne straty sprzętowe agresora, a także dużo lepsze warunki przechowywania sprzętu w składach białoruskiej armii, nie jest wykluczone, że nasz sąsiad (Białoruś) przekaże to uzbrojenie rosyjskiemu agresorowi” – powiedział Hromow, cytowany przez portal Ukrainska Prawda. Następnie sprzęt ten może zostać przerzucony do Donbasu lub obwodu chersońskiego - ocenił.

Wojskowy poinformował także, że Ukraina posiada informacje o tym, że na terytorium dawnego lotniska Ziabrauka w obwodzie homelskim (przy granicy z ukraińskim obwodem czernihowskim) jest budowana infrastruktura wojskowa.

„Nie jest wykluczone, że następnie w ramach tzw. państwa związkowego Białoruś udostępni Rosji to terytorium w celu rozmieszczenia tam kolejnej bazy wojskowej w pobliżu naszej granicy” – powiedział Hromow.

Generał wskazał również, że utrzymuje się groźba rosyjskich ataków rakietowych z terytorium i przestrzeni powietrznej Białorusi, a także przerzucenia tam rosyjskich grup dywersyjnych do działań na trasach zabezpieczenia logistycznego wojsk ukraińskich.

Według Hromowa na terytorium Białorusi znajdują się oddziały specjalne rosyjskich wojsk oraz prywatnych firm wojskowych, które mogą służyć właśnie do przygotowania grup dywersyjnych.

Oceniając ryzyko ataku z terytorium Białorusi na dużą skalę, wojskowy powiedział, że obecnie Rosja nie dysponuje tam odpowiednimi siłami.

Szef władz obwodu ługańskiego: nasze wojska mogą dostać rozkaz wycofania się z Lisiczańska

Być może ukraińskie wojska będą musiały wycofać się z zajmowanych pozycji w Lisiczańsku, aby uniknąć okrążenia przez siły rosyjskie – powiedział w czwartek szef administracji obwodu ługańskiego, na wschodzie Ukrainy, Serhij Hajdaj.

„By uniknąć okrążenia, nasze dowództwo może dać wojskom rozkaz wycofania się na nowe pozycje” – oświadczył Hajdaj na antenie telewizji ukraińskiej. Jego wypowiedź przytacza rosyjska redakcja BBC.

„Cały Lisiczańsk znajduje się w zasięgu ognia przeciwnika. W mieście jest bardzo niebezpiecznie” – dodał gubernator obwodu ługańskiego. Strona ukraińska potwierdziła wcześniej zajęcie przez wojska rosyjskie Raj-Ołeksandriwki i Łoskutiwki, dwóch miejscowości na południe od miasta.

Rosjanie próbują otoczyć zgrupowanie wojsk ukraińskich w rejonie najcięższych walk w obwodach ługańskim i donieckim. Lisiczańsk i Siewierodonieck to ostatnie duże miasta obwodu ługańskiego, które pozostają w rękach ukraińskich. 

Wiceminister obrony: Rosja naciska na mieszkańców okupowanych terenów, by przyjmowali rosyjskie dowody osobiste

Rosja tworzy punkty wydawania dowodów osobistych na terytoriach okupowanych i wywiera presję na mieszkańców, by je przyjmowali – powiadomiła w czwartek wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar.

„Usiłując włączyć czasowo okupowane terytoria Ukrainy w rosyjską przestrzeń, Rosja tworzy punkty wydawania rosyjskich dowodów osobistych, ponieważ dąży do zwiększenia liczby obywateli Federacji Rosyjskiej” – powiedziała Malar w czasie briefingu, cytowana przez agencję Interfax-Ukraina.

Wiceminister obrony dodała, że Rosja wywiera presję na mieszkańców, którzy wbrew swojej woli znaleźli się pod rosyjską okupacją, zwłaszcza na pracowników tamtejszych przedsiębiorstw.

Według Malar także pracownicy oświaty są zmuszani do współpracy z władzami okupacyjnymi.

25 maja prezydent Rosji Władimir Putin podpisał dekret o przyspieszonym trybie przyznawania obywatelstwa rosyjskiego mieszkańcom części okupowanych obwodów zaporoskiego i chersońskiego na południu Ukrainy. 

Policja: nie mamy informacji o ponad 10 tys. osobach, które zaginęły podczas wojny 

Od 24 lutego, czyli początku rosyjskiej inwazji, zaginęło na Ukrainie około 20 tys. osób; niemal połowę z nich udało się odnaleźć, los pozostałych jest nieznany - poinformował w czwartek przedstawiciel ukraińskiej policji Ołeksij Serhiejew, cytowany przez agencję Ukrinform.

"W tym samym czasie (od 24 lutego - PAP) zaginęły 533 osoby niepełnoletnie. Odnaleziono 360 z nich. Spośród dzieci, o których nie mamy informacji, 169 zaginęło w wyniku rosyjskiej agresji" - dodał Serhiejew.

13 czerwca komendant główny ukraińskiej policji Ihor Kłymenko poinformował, że prowadzone są postępowania w sprawie śmierci ponad 12 tys. ukraińskich cywilów zamordowanych przez rosyjskie wojska, z czego 1200 ciał nie udało się jeszcze zidentyfikować. Przekazał również, że ponad 30 osób zginęło w ostrzałach konwojów humanitarnych.

Według policyjnych danych, tylko w obwodzie kijowskim najeźdźcy zabili ponad 1500 cywilów. Najwięcej zbrodni popełniono w rejonie (powiecie) buczańskim, gdzie zamordowano ponad 1,1 tys. osób. 

Wicepremier: organizacje międzynarodowe nie mają wpływu na Rosję ws. "obozów filtracyjnych" 

Rosyjskie "obozy filtracyjne", w których przetrzymywani są obywatele Ukrainy, to absolutne naruszenie praw człowieka, organizacje międzynarodowe nie mają jednak w tej kwestii wystarczających instrumentów nacisku na Moskwę - oceniła w czwartek wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk.

W ocenie przedstawicielki ukraińskiego rządu społeczność międzynarodowa dysponuje informacjami o obozach i próbuje reagować, ale te inicjatywy nie są wystarczające. "Czerwony Krzyż jest wykorzystywany tylko po to, aby docierać do (rosyjskich) więzień" - powiedziała Wereszczuk.

Polityk podkreśliła, że najeźdźcy popełniają w obozach filtracyjnych zbrodnie wojenne, np. rozdzielają rodziny. "Zdarzają się drastyczne przypadki odbierania ojcom dzieci i następnie wysyłania tych dzieci w nieznane miejsce w Rosji. (...) Akurat jedna z tego rodzaju historii skończyła się dobrze, ojciec odzyskał wczoraj trójkę swoich dzieci, ale (...) takich pozytywnych doniesień jest niewiele" - relacjonowała wicepremier.

"Mam nadzieję, że kiedyś znajdą się żywi świadkowie, którzy to wszystko widzieli, którzy w tym uczestniczyli, nagrywali to i będą w stanie udowodnić, co się działo i (nadal) dzieje w obozach filtracyjnych" - dodała Wereszczuk.

17 czerwca stały przedstawiciel Ukrainy przy organizacjach międzynarodowych w Wiedniu Jewhen Cymbaliuk przekazał doniesienia, że na okupowanych ukraińskich terytoriach Rosjanie utworzyli co najmniej 20 obozów filtracyjnych i więzień.

Wcześniej pojawiały się informacje m.in. o obozie w dawnej kolonii karnej w Ołeniwce na terytorium samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Według przedstawicieli ukraińskich władz i mediów trafiają tam osoby, które nie przeszły tzw. filtracji (szczegółowej kontroli pod kątem związków z ukraińską armią i strukturami siłowymi). Rosyjscy okupanci poddają takie osoby wielogodzinnym przesłuchaniom, torturom, grożą im śmiercią i zmuszają do współpracy. 

Sztab generalny: nasze wojska powstrzymały natarcie wroga na południowych obrzeżach Lisiczańska

Ukraińskie wojska powstrzymały natarcie rosyjskiej armii na południowych obrzeżach Lisiczańska w obwodzie ługańskim, zmuszając przeciwnika do odwrotu; najeźdźcy sięgają po rezerwy, aby wznowić szturm na tym odcinku frontu - poinformował w czwartek wieczorem Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Przekazano również informacje o skutecznym odparciu rosyjskiej ofensywy w pobliżu miejscowości Boriwske, położonej kilka kilometrów na południowy wschód od Lisiczańska. Wojska agresora atakowały także w Siewierodoniecku oraz nieopodal Syrotynego, Woronowego i Myrnej Dołyny, wykorzystując m.in. czołgi, moździerze i zestawy artyleryjskie. Głównym celem wroga na tym kierunku operacyjnym (oprócz okrążenia Lisiczańska - PAP) pozostaje przejęcie pełnej kontroli nad Siewierodonieckiem - powiadomił sztab. (https://tinyurl.com/amcsxu59)

W wieczornym raporcie potwierdzono wcześniejsze doniesienia o skutecznej rosyjskiej ofensywie w pobliżu Raj-Ołeksandriwki i Łoskutiwki. Zajęcie tych miejscowości przez najeźdźców ma duże znaczenie taktyczne, ponieważ przybliża wroga do otoczenia miasta Lisiczańsk.

Według sztabu Rosjanie próbują również zająć Hirske w obwodzie ługańskim, a także podejmują intensywne działania bojowe na kierunku bachmuckim w obwodzie donieckim. Najeźdźcy ostrzeliwali tam ze stanowisk artyleryjskich pozycje sił ukraińskich m.in. w pobliżu miejscowości Mykołajiwka, Berestowe, Toreck i Nowołuhańske.

Walki trwają również na południu regionu donieckiego, nieopodal Wuhłedaru i Pawliwki. Jak przekazał sztab, ukraińskie wojska zmusiły tam najeźdźców do odwrotu pod miejscowością Szewczenko. Powstrzymano również próbę rosyjskiego natarcia w kierunku Marjinki, podobnie jak szturm pod Bohorodycznem i Dołyną w okolicach Słowiańska.

Sztab generalny potwierdził informacje o rosyjskich ostrzałach przygranicznych miejscowości w obwodzie sumskim (Stari Wyrky, Atyńske i Starykowe) oraz atakach na Charków i szereg innych miejsc w regionie charkowskim, m.in. Ruską Łozową, Peczenihy i Stary Sałtiw.

Na wodach Morza Czarnego i Morza Azowskiego wciąż znajduje się pięć wrogich okrętów, zdolnych do wystrzeliwania pocisków rakietowych w kierunku Ukrainy - czytamy w komunikacie sztabu.

"Okupanci obawiają się całkowitego sprzeciwu ze strony mieszkańców zajętych terytoriów (powstania tam aktywnego ruchu oporu - PAP). Dlatego dokonują nielegalnych przeszukań, zatrzymań i aresztowań" - dodano w raporcie dowództwa ukraińskiej armii. 

Media: przymusowi przesiedleńcy z Ukrainy są traktowani w Rosji jak nieproszeni goście

Przymusowi przesiedleńcy z Ukrainy są traktowani w Rosji jak nieproszeni goście; mają duże trudności m.in. ze znalezieniem miejsca zamieszkania i legalnego zatrudnienia oraz z uzyskaniem niezbędnych dokumentów - podkreślili autorzy reportażu opublikowanego w czwartek przez niezależny rosyjski portal Ważnyje Istorii.

Inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała największy kryzys migracyjny od czasów II wojny światowej, już co najmniej 13 milionów ludzi opuściło swoje domy. Po raz pierwszy w historii kraj, który doprowadził do exodusu, stał się "liderem" w przyjmowaniu ofiar konfliktu. Według danych ONZ do Rosji trafiło nawet więcej uchodźców niż do Polski. Rosja nie była przygotowana na ten kryzys. Prawo migracyjne tam nie działa i jest wybiórczo egzekwowane. Uchodźcy nie mają możliwości uzyskania pomocy materialnej ani znalezienia pracy - czytamy na łamach serwisu.

Ukraińcy, którzy znaleźli się w Rosji, pochodzą przede wszystkim z samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, a także z okolic Charkowa.

"Uchodźcy nie mają możliwości powrotu do ojczyzny - np. na zachód Ukrainy, gdzie nie toczą się działania wojenne. Nie oznacza to jednak, że wszyscy są zmuszani do wyjazdu do Rosji. Niektórzy z nich mają tam krewnych, inni boją się jechać do Europy bez znajomości języka, jeszcze inni są przestraszeni propagandą i ogólnie zdezorientowani po miesiącu spędzonym bez łączności w piwnicach. Wreszcie, wszyscy są już po prostu wyczerpani wojną" - oceniła obrończyni praw człowieka, cytowana przez Ważnyje Istorii.

"Staliśmy w samochodzie na trasie przez 12 godzin. (...) Pytają, czy służyłeś w wojsku, każą pokazać legitymację wojskową. Jeśli nie służyłeś, to pytają, dlaczego. Ludzie są zmuszani do usuwania z telefonów zdjęć zniszczonych miast i wyrażania poparcia dla +operacji specjalnej+ (propagandowe określenie inwazji Kremla na Ukrainę - PAP)" - relacjonowali rozmówcy portalu, opowiadając o rosyjskich "filtracjach", czyli szczegółowych kontrolach pod kątem związków z ukraińską armią i strukturami siłowymi.

Uchodźców, zwłaszcza tych, którzy zostali wysiedleni w sposób zorganizowany, rozmieszcza się w tzw. ośrodkach tymczasowego zakwaterowania. W Rosji funkcjonuje ponad 1300 takich miejsc, co jest skromną liczbą w porównaniu z liczbą uchodźców. Większość ośrodków znajduje się w regionach położonych najbliżej Ukrainy, takich jak obwody rostowski i woroneski - podkreślili autorzy reportażu.

W ocenie rozmówców serwisu Ważnyje Istorii obozy nie powstają w Moskwie. "Moskwa nigdy nikogo nie przyjmowała. To snobistyczne miasto, które zawsze chce mieć tylko prawa, a nie obowiązki. Nasze władze nie mają zamiaru oglądać uchodźców" - skomentowała aktywistka na rzecz praw człowieka Swietłana Gannuszkina.

"Ukraińcom nie tylko nie chcą pomóc z dokumentami, ale nie sposób doprosić się nawet papieru toaletowego. Mówią, żebyśmy poszli do roboty, bo nie mają wobec nas żadnych zobowiązań. Każą nam współpracować (z rosyjskimi służbami) i osiedlać się po kilka rodzin w jednym pomieszczeniu. (...) Wszystko wygląda ładnie tylko w internecie, w rzeczywistości - niekoniecznie" - ocenili uchodźcy wysiedleni do Rosji, których wypowiedzi przytoczono w reportażu.

Jak podkreśliła jedna z wolontariuszek, rosyjskie władze przeważnie kwaterują obywateli Ukrainy w miejscach odległych, położonych z dala od dużych miast. "Uchodźcom trudno jest się stamtąd wydostać, trudno też uzyskać pomoc z zewnątrz" - oceniła.

"W jednym z regionów, w obozie dla dzieci, do którego trafiły ukraińskie rodziny, dzieciom z Ukrainy nie wolno porozumiewać się z dziećmi rosyjskimi. Dyrektor uważa, że komunikacja może być zbyt traumatycznym doświadczeniem dla jednych i drugich. Ale dzieci (z Ukrainy) i tak już rysują literę Z (symbol rosyjskiej inwazji na sąsiedni kraj - PAP)" - relacjonowała wolontariuszka.

Rosja obiecała każdemu uchodźcy wypłatę w wysokości 10 tys. rubli (ponad 800 zł), ale nie tak łatwo uzyskać te pieniądze. Na wsparcie mogą liczyć tylko ci, którzy wyjechali z Ukrainy bezpośrednio do Rosji, a nie przez kraje trzecie. Poza tym przekazywanie pieniędzy odbywa się bardzo powoli, z dużymi opóźnieniami - czytamy na łamach Ważnych Istorii.

"Traktują nas jak śmieci. Przez miesiąc zwodzono nas z dokumentami w sprawie meldunku, nie wyjaśniając, co zabrać, dokąd pójść, do kogo się zwrócić. (...) Nie mogę nawet (legalnie) wymienić ukraińskich hrywien. Czym sobie na to zasłużyliśmy?" - skarżyła się kobieta deportowana do Rosji.

"Dwukrotnie chciałam uzyskać rosyjski paszport, ale wymagają ode mnie nieistniejących zaświadczeń i każą za wszystko płacić. (...) Od państwa (rosyjskiego) nie mamy żadnego wsparcia, pomagają nam tylko wolontariusze" - przyznała inna uchodźczyni.

Ukraińcy mają też ogromne trudności ze znalezieniem pracy. "Odmawiali mi wszędzie, dokąd dzwoniłam - choćby po to, żeby podjąć pracę jako sprzątaczka. Gdy tylko słyszeli, że jestem z Donieckiej Republiki Ludowej, to od razu mówili, że nie potrzebują problemów" - powiedziała jedna z bohaterek reportażu.

Wielu uchodźców nie posiada dokumentów - spłonęły w ich zniszczonych domach na Ukrainie. Teraz nie mogą opuścić Rosji, ponieważ ambasada Ukrainy tam nie funkcjonuje. Tacy ludzie mają dwa wyjścia: starać się o rosyjskie obywatelstwo albo ryzykować życiem i wracać do ojczyzny przez strefę działań wojennych - podkreślono w relacji Ważnych Istorii.21 maja ówczesna rzeczniczka praw człowieka Ukrainy Ludmyła Denisowa przekazała, że wojska agresora przymusowo wywiozły na terytorium Rosji 1 377 925 obywateli ukraińskich, w tym 232 480 dzieci. 

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych: jesteśmy zmuszeni do obrony manewrowej, zajmujemy dogodniejsze pozycje

Siły Zbrojne Ukrainy są zmuszone do prowadzenia obrony manewrowej, ale zajmujemy najbardziej dogodne pozycje – powiadomił w czwartek naczelny dowódca wojsk ukraińskich generał Wałerij Załużny.

„Cena wolności jest wysoka. Jest nam bardzo ciężko, bo przewaga ogniowa jest po stronie przeciwnika. Pomimo tego wszystkiego, trzymamy się” – napisał Załużny na Telegramie. „Jesteśmy zmuszeni do prowadzenia obrony manewrowej, zajmowania dogodniejszych rubieży i pozycji. Ale każdy metr zabranej nam ziemi jest zalany krwią okupanta” – dodał Załużny. 

Na wschodzie Ukrainy, w obwodach ługańskim i donieckim, gdzie toczą się obecnie najcięższe walki, strona ukraińska była w ostatnich dniach zmuszona do ustąpienia siłom rosyjskim. W rejonie Siewierodoniecka wojska rosyjskie zajęły Łoskutiwkę i Raj-Ołeksandriwkę, szturmują Syrotine.

Wcześniej potwierdzono przerwanie przez Rosjan linii ukraińskiej obrony i postęp w rejonie Toszkiwka-Zołote na południowy wschód od Lisiczańska. Wojska rosyjskie próbują otoczyć zgrupowanie wojsk ukraińskich. W dalszym ciągu toczą się walki w Siewierodoniecku, jednak – jak wynika z informacji władz w Kijowie – siły ukraińskie są już tylko w niewielkiej części miasta.

Półtora miesiąca w niewoli - historia ukraińskiego żołnierza, który stracił na wojnie dłonie i stopy

Ukraiński żołnierz spędził w niewoli półtora miesiąca, stracił stopy i dłonie. Odzyskał wolność dzięki wymianie jeńców - jego historię opisał w czwartek opozycyjny białoruski portal Nasza Niwa.

Danyło Melnyk ma 19 lat. 26 lutego 2022 roku skończył szkołę wojskową we Lwowie. Dzień później był już na froncie. Został zastępcą dowódcy plutonu.

„7 marca byliśmy pod Kijowem – Irpień, Bucza. Wpadliśmy w zasadzkę. (…) Urwało mi lewą dłoń, ułamki poraniły też pośladki. Na adrenalinie wpełzłem do komórki na jakimś podwórku. Tam po kilku dniach znaleźli mnie rosyjscy żołnierze. Gdyby mnie nie znaleźli, to bym umarł. Przez ten czas doznałem odmrożeń. Rosjanie mnie przesłuchiwali – gdzie jest artyleria i inne takie rzeczy. Grozili, że mnie zabiją, ale było mi już wszystko jedno. Potem przyszli inni, udzielili mi pomocy lekarskiej, nakarmili, wrzucili do ciężarówki.”

Wieźli go kilka dni, jeszcze na terenie Ukrainy dołączyli do rannych rosyjskich żołnierzy. Na pokładzie helikoptera trafili na Białoruś (o czym Danyło dowiedział się przypadkiem) do mobilnego szpitala, którego funkcję pełnił wielki namiot rozbity na polu. Gdzie to dokładnie było, Danyło nie wie.

„Zorientowali się, że jestem Ukraińcem. Nie miałem już munduru, ale zauważyli godło Ukrainy na bieliźnie i zaczęli się między sobą naradzać. Później przenieśli mnie do jakiejś piwnicy, w której umieszczano coraz więcej ludzi, nie tylko żołnierzy, ale i cywilów. Wszyscy byli ukraińskimi jeńcami. Raz dziennie przychodził lekarz i zmieniał mi opatrunek”.

Wszystkich wielokrotnie przesłuchiwano, głównie na okoliczność uczestnictwa w działaniach wojennych na terenach tzw. Republik Donieckiej i Ługańskiej. Przesłuchujący zachowywali się różnie. Jedni byli łagodni, ale np. Czeczeniec wywodzący się z kadyrowców (czeczeńskie oddziały prorosyjskiej Gwardii Narodowej - PAP) przestrzelił komuś obie nogi, by tamten nie uciekał, bo nie chciało mu się go wiązać - powiedział Danyło.

W piwnicy spędził dwa tygodnie. Wkrótce jeńców zaczęto wywozić do aresztów rozsianych po Rosji. Danyło miał szczęście, lekarze powiedzieli, że jeżeli trafi do zwykłego aresztu, to umrze, został więc przewieziony do szpitala w Rylsku w obwodzie kurskim. Lekarze odnosili się do niego „po ludzku”. Tam amputowano mu odmrożone palce dłoni i stóp. Następnie przewieziono go do szpitala w Kursku. Przy łóżku szybko pojawili się funkcjonariusze FSB.

21 kwietnia wrócił na Ukrainę w ramach wymiany jeńców.

„Z Kurska przewieziono mnie na Ukrainę i wymieniono. Nie wszyscy mieli takie szczęście, nie wiem, na jakiej zasadzie odbywała się selekcja”. Danyło trafił do szpitalu w Kijowie, gdzie okazało się, że konieczna jest amputacja stóp.

„Niczego nie żałuję. Jeżeli nie wysłaliby mnie na front, to sam bym tam pojechał” – opowiada Danyło, któremu został tylko jeden palec u prawej dłoni. „Dzięki protezom mogę trochę chodzić. Niedługo dostanę protezę dłoni. Ważne, że żyję. Psychicznie czuję się dobrze” - podsumował 19-letni żołnierz.

Sztab generalny: w Kijowie zatrzymano kilkoro rosyjskich dywersantów

W Kijowie zatrzymano kilkoro obywateli Ukrainy, którzy zajmowali się działalnością dywersyjną na rzecz Rosji; osoby te miały przy sobie fotografie obiektów kolejowych i posterunków kontrolnych - poinformował w czwartek przedstawiciel ukraińskiego sztabu generalnego gen. Ołeksij Hromow.

Dwaj kolaboranci sporządzali dokumentację infrastruktury kolejowej w stolicy, inna osoba fotografowała punkty kontrolne, jeszcze inna jest podejrzana o współpracę z wojskowymi z samozwańczych, kontrolowanych przez Moskwę "republik ludowych" na wschodzie Ukrainy - powiadomił Hromow, cytowany przez gazetę internetową Ukrainska Prawda.

15 czerwca wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Jewhen Jenin oświadczył, że od 24 lutego, czyli początku rosyjskiej inwazji, zatrzymano i przekazano Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ponad 800 osób podejrzewanych o działalność dywersyjną i zwiadowczą na rzecz Kremla.

W ocenie Jenina większość dywersantów ma za zadanie namierzanie celów (rosyjskich ostrzałów na Ukrainie), ujawnianie pozycji ukraińskich formacji zbrojnych, a także weryfikowanie skuteczności ataków rakietowych i artyleryjskich wroga. 

Władze obwodu kijowskiego: zbudujemy nowe domy i kupimy mieszkania dla ofiar agresji Rosji

Podjęliśmy decyzję o budowie 560 nowych domów i zakupie 2 tys. mieszkań dla osób, które straciły dach nad głową w wyniku agresji Rosji; 2,5 tys. rodzin wprowadzi się do nowych lokali, ale to dopiero początek naszych działań pomocowych - zadeklarował w czwartek szef władz obwodu kijowskiego Ołeksij Kułeba.

"Podczas sesji rady regionu (kijowskiego) przyjęliśmy dwa programy (odbudowy). Te inicjatywy pozwolą szybciej zapewnić mieszkania ludziom poszkodowanym na skutek wojny" - powiedział Kułeba w nagraniu zamieszczonym w sieci Telegram (https://t.me/OleksiyKuleba/1811).

W okresie od 24 lutego do początku kwietnia rosyjskie wojska dopuściły się w obwodzie kijowskim licznych zbrodni wojennych. 13 czerwca komendant główny policji Ukrainy Ihor Kłymenko poinformował, że w stołecznym regionie zamordowano ponad 1,5 tys. cywilów, z czego ponad 1,1 tys. w rejonie (powiecie) buczańskim i ponad 460 w mieście Bucza.

"Zabitych znajdowano głównie w masowych grobach. (...) W Buczy, Irpieniu, Hostomlu, Borodziance było mnóstwo ofiar leżących wprost na ulicy. Snajperzy strzelali do nich z czołgów, transporterów opancerzonych, nie patrząc na białe wstążki, które rosyjscy wojskowi kazali nosić mieszkańcom" - relacjonował Kłymenko w rozmowie z agencją Interfax-Ukraina.

Pod koniec marca mer Irpienia Ołeksandr Markuszyn oszacował, że wojska najeźdźcy zniszczyły około 50 proc. zabudowy miasta.

Prokuratura ustaliła tożsamość żołnierza Rosji, który ograbił cywilów

Prokuratura generalna Ukrainy poinformowała w czwartek, że ustalono tożsamość rosyjskiego wojskowego, który podczas okupacji w marcu obwodu czernihowskiego nękał mieszkańców, zabierał im pieniądze, bił i groził przemocą.

Rosjanin jest oficjalnie podejrzewany o złamanie prawa konfliktów zbrojnych - informuje prokuratura na komunikatorze Telegram. Śledczy ustalili, że wojskowy nękał rodzinę ze wsi Łukasziwka złożoną z rodziców i trojga niepełnoletnich dzieci. Ojca rodziny bił kolbą automatu i pistoletem; wziąwszy siekierę, groził mu odrąbaniem palców. Po tych groźbach zrabował swej ofierze ok. 15 tys. hrywien (równowartość ponad 2 tys. PLN).

Do tego samego gospodarstwa sprawca wracał jeszcze dwukrotnie wraz z innymi wojskowymi. Grożąc bronią i użyciem przemocy, Rosjanie przeszukiwali dom i zabrali cywilom 350 euro, telefon komórkowy i inne przedmioty - podała prokuratura.

Nie podała danych wojskowego, ale zamieściła w komunikacie jego zdjęcie. Śledztwo nadal trwa.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy: rosyjskie oddziały Zachodniego Okręgu Wojskowego zostały rozbite

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) przechwyciła rozmowę telefoniczną, z której wynika, że oddziały Zachodniego Okręgu Wojskowego zostały doszczętnie rozbite przez ukraińskie wojsko; ocaleli jedynie ci, którzy odmówili udziału w ataku na Ukrainę - poinformowała agencja Unian.

SBU przechwyciła rozmowę żołnierza stacjonującego w obwodzie Charkowskim, który rozmawiał z żoną - https://tinyurl.com/rnmxss8k. "Okręgu zachodniego już nie ma, został w Rosji, to są ci, co odmawiają. Razem ze mną tylko ci ze wschodu się kręcą, tych z zachodu już prawie nie ma. Cały sprzęt zniszczony, to wieżyczka nie działa, to koła przebite, to jeszcze co innego” – opowiada żonie okupant.

"Zginęło wielu oficerów, brakuje kierowców, a siły piechoty wykorzystywane są jako +żywe mięso+. Dlatego też walczymy na ilość i faktycznie drepczemy w miejscu” - dodał. SBU wyjaśnia, że w skład Zachodniego Okręgu Wojskowego wchodzi Moskwa i Petersburg „elita wojskowa”, którą szykowano do starcia z NATO - napisał Unian.

Armia: kolejne straty Rosji na południu, chcemy wypchnąć najeźdźców z Wyspy Węży

Siły ukraińskie wyeliminowały minionej doby na południu kraju 20 rosyjskich żołnierzy, kilka pojazdów i dwa składy amunicji; trwa operacja mająca na celu wypchnięcie najeźdźców z Wyspy Węży – podała w czwartek agencja Ukrinform, cytując ukraińskie dowództwo operacyjne Południe.

Poprzedniej doby wojska rosyjskie przeprowadziły atak na pozycje ukraińskie na południu Ukrainy z użyciem śmigłowca Ka-52, ale wycofali się pod ciężkim ostrzałem Ukraińców – przekazało dowództwo w sprawozdaniu.

Wojska rosyjskie przeprowadziły również trzy ataki rakietowe na południowe obszary Ukrainy, w tym zmasowany ostrzał Mikołajowa, w którym zniszczona została infrastruktura przemysłowa i cywilna. Zginął jeden cywil, a dwóch odniosło obrażenia – dodano.

Ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła natomiast dwa pociski wystrzelone przez Rosjan w kierunku Odessy. Trwa również operacja mająca na celu „oczyszczenie Wyspy Węży z wojsk najeźdźców”, w ramach której przeprowadzono uderzenie na rosyjski system przeciwlotniczy – podał Ukrinform.

Łącznie w ciągu doby Ukraińcy wyeliminowali na południu 20 rosyjskich żołnierzy, zniszczyli samobieżną haubicę, działko przeciwlotnicze, ciężarówkę, cztery pojazdy silnikowe i dwa składy amunicji w obwodzie chersońskim – przekazała ukraińska agencja.

Sztab: wojska rosyjskie próbują zająć trasę Bachmut-Lisiczańsk

Wojska rosyjskie próbują przejąć całkowitą kontrolę nad trasą Bachmut-Lisiczańsk, przerzuciły w tym celu dodatkową batalionową grupę taktyczną w rejon miejscowości Nowotoszkiwske – powiadomił w czwartek w komunikacie Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Rosjanie nadal dążą do przejęcia kontroli nad Siewierodonieckiem i prowadzą ofensywę, by okrążyć siły ukraińskie w rejonie sąsiedniego Lisiczańska.

W komunikacie na Facebooku Sztab podał, że wojska rosyjskie opanowały dwie miejscowości: Łoskutiwkę i Raj-Aleksandriwkę i szturmują Syrotyne. Przeciwnik "prowadzi działania przygotowawcze w celu forsowania rzeki Doniec" - poinformował sztab.

Rosyjskie straty:

Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło już ponad 1,5 tys. czołgów i około 34 430 żołnierzy, w tym około 200 w ciągu ostatniej doby - ogłosił w czwartek Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Minionej doby Rosja straciła osiem czołgów, 18 pojazdów opancerzonych, cztery systemy artylerii, wieloprowadnicową wyrzutnię rakiet, śmigłowiec i sześć dronów – napisano w komunikacie zamieszczonym na Facebooku (tinyurl.com/27p5kapj).

Łączne straty Rosji od 24 lutego do 23 czerwca wynoszą według ukraińskiego sztabu: 1504 czołgi, 3632 pojazdy opancerzone, 216 samolotów, 183 helikoptery, 756 systemów artylerii, 240 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, 99 systemów przeciwlotniczych, 2548 pojazdów i cystern, 14 jednostek pływających i 620 dronów. (PAP)

Działania ofensywne siły rosyjskie prowadzą także w rejonie miejscowości: Zołote i Wowczojariwka.

"Na kierunku Słowiańska ugrupowania agresora koncentrują wysiłki na poprawieniu sytuacji taktycznej i wykryciu słabych miejsc w obronie naszych wojsk. Wróg stara się stworzyć warunki do wznowienia ofensywy w kierunkach Izium-Barwinkowe i Izium-Słowiańsk. W celu wzmocnienia oddziałów w rejonie miasta Izium przeciwnik przerzucił pododdziały pancerne w liczbie do dwóch. Okupanci planują zastosowanie ciężkich miotaczy ognia na kierunku Słowiańska" - czytamy w komunikacie.

Na kierunkach Kramatorska, Awdijiwki, Kurachowego - innych miast Donbasu - wojska rosyjskie nie prowadziły aktywnych działań. Przy tym, prowadzą ostrzały w celu angażowania tam obrony ukraińskiej i uniemożliwienia jej przerzucenia oddziałów na inne kierunki.

W kierunku Mikołajewa, ważnego portu na południu Ukrainy, Rosjanie rozlokowali w pewnych miejscach oddziały artyleryjskie. Na kierunku Krzywego Rogu poprawiają wyposażenie artyleryjskie swych pozycji.

Na Morzu Czarnym okręty rosyjskie nadal blokują żeglugę. "W gotowości do użycia broni rakietowej znajduje się w akwenie Morza Czarnego pięć okrętów przenoszących pociski typu Kalibr" - podano w oświadczeniu Sztabu Generalnego. (https://www.facebook.com/GeneralStaff.ua).

Brytyjczycy: siły rosyjskie posuwają się w stronę Lisiczańska

Rosyjskie wojska posuwają się naprzód w kierunku Lisiczańska w Donbasie, co jest efektem niedawnego wzmocnienia jednostek i wzmożenia ostrzału, ale działania w celu zajęcia zachodniej części obwodu donieckiego utknęły - przekazało w czwartek brytyjskie ministerstwo obrony.

"Od 19 czerwca siły rosyjskie posunęły się najprawdopodobniej o ponad 5 km w kierunku południowego podejścia do miasta Lisiczańsk w Donbasie. Niektóre jednostki ukraińskie wycofały się, prawdopodobnie aby uniknąć okrążenia. Lepsze wyniki Rosji w tym sektorze są prawdopodobnie wynikiem niedawnego wzmocnienia jednostek i silnej koncentracji ognia. Rosyjskie siły wywierają coraz większą presję na enklawę Lisiczańsk-Siewierodonieck, posuwając się do przodu po obrzeżach obszaru zabudowanego. Jednak działania zmierzające do głębszego okrążenia i zajęcia zachodniej części obwodu donieckiego pozostają w martwym punkcie" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej. 

Zakłady Azot - kolejny po Azowstalu obiekt przemysłowy, który stał się przyczółkiem ukraińskiej obrony

Zakłady chemiczne Azot w Siewierodoniecku powstały w czasie zimnej wojny i – podobnie jak Azowstal w Mariupolu - były budowane tak, żeby w przypadku wojny przekształcić je w umocnione pozycje. To kolejny obiekt przemysłowy, który stał się przyczółkiem ukraińskiej obrony. Ludzie ukrywają się tam w schronach zbudowanych dla ochrony przed wyciekiem chemikaliów.

Na terenie zakładów Azot w strefie przemysłowej Siewierodoniecka skupiły się obecnie walki o kontrolę nad tym miastem. Na jego terenie ukrywa się w schronach ponad 500 cywilów – podają władze.

„I Azowstal w Mariupolu, i Azot w Siewierodoniecku powstały w ZSRR w czasach zimnej wojny, dlatego też były projektowane tak, by w razie potrzeby, przekształcić je w umocnione pozycje do obrony” – mówił portalowi Suspilne analityk wojskowy Serhij Hrabowski.

„Ukraińska armia już niejednokrotnie z tego korzystała. Obrona stref przemysłowych poważnie wycieńcza atakujące oddziały, odciąga na siebie znaczne siły przeciwnika i pozwala uzyskać czas na przygotowanie rezerw i zajęcie nowych rubieży obronnych” – pisała rosyjskojęzyczna redakcja BBC.

Tak było m.in. w Mariupolu, gdzie walki trwały od początku wojny do połowy maja, a na ostatnim ich etapie siły ukraińskie tygodniami (kosztem ogromnego poświęcenia i dużych strat) utrzymywały przyczółek w Azowstalu, pomimo zajęcia przez wroga pozostałej części miasta.

Na terenie zakładów znajdują się schrony, jednak jak tłumaczyli przedstawiciele lokalnych walk, siewierodoniecki Azot różni się pod tym względem od Azowstalu.

„Sytuacja zasadniczo różni się od Azowstalu, ponieważ po pierwsze – skala jest mniejsza. Po drugie – tam (w Azowstalu) schrony były połączone ze sobą, to było całe miasto (podziemne). U nas to są oddzielne schrony” – mówił szef władz obwodowych Serhij Hajdaj.

„To różne budowle i inny teren. U nas nie ma podziemnych tuneli, połączeń, wyjść. Schrony, w których obecnie ukrywają się ludzie, były zbudowane, by chronić przed wyciekiem chemikaliów, a nie bombardowaniem – wyjaśniał z kolei niedawno szef władz miasta Ołeksandr Striuk.

Azot został uruchomiony w 1951 r. jako kompleks produkcji nawozów mineralnych. Później dobudowano tam produkcję amoniaku, farby, kleju, suchego paliwa, kwasu adypinowego. Zakłady należą do ukraińskiego oligarchy Dmytro Firtasza. Przed rosyjską inwazją zatrudniały ponad osiem tysięcy osób w ponad stutysięcznym Siewierodoniecku.

Z informacji władz wynika, że po tygodniach ciężkich walk w mieście, teren zakładów Azot w jego przemysłowej strefie, jest ostatnią częścią miasta, gdzie bronią się siły ukraińskie. Oprócz wojskowych ukrywa się tam 568 cywilów, wśród których jest 38 dzieci - według władz to „głównie pracownicy fabryki i członkowie ich rodzin”. Początkowo na terenie miało przebywać ponad tysiąc mieszkańców.

Dowódca ukraińskiego batalionu broniącego Siewierodoniecka Petro Kuzyk powiedział w wywiadzie dla Sky News, że „chemikalia w zakładach Azot w Siewierodoniecku na Ukrainie grożą nie tylko życiu setek ukrywających się tam cywilów, ale też katastrofą ekologiczną dla całego regionu”. Ostrzegał, że wybuch „mógłby zniszczyć całe miasto”.

Szef władz obwodowych Serhij Hajdaj powiedział, że miasto było i jest ostrzeliwane „ze wszystkiego”. „To rakiety, bomby lotnicze, Smiercze, Grady, Uragany, Sołncepioki, pociski fosforowe, Piony, Hiacynty, pociski, które przebijają żelazobeton”.

„Siewierodonieck nie znajduje się na wzniesieniu, by można tam było długo utrzymywać obronę. I tak Siewierodonieck to jest małe miasto, 4km na 4km, i już czwarty miesiąc ta +druga armia świata+ nie może go zająć” – oświadczył.

„Dopóki Rosjanie nie zajęli Lisiczańska, nie ma ryzyka pełnego otoczenia ukraińskiego zgrupowania w Siewierodoniecku” – twierdzi z kolei BBC. Również Hajdaj przekonuje, że siły obrońców wciąż mają „warianty manewru”.

Według amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW) Rosjanie prawdopodobnie zamierzają przebić się do Lisiczańska na innych odcinkach frontu (od strony Toszkiwki lub na północ od Popasnej) i otoczyć go lub zajść zachodniego brzegu Dońca.

Zastanawiając się nad podobieństwami do sytuacji w Mariupolu, gdzie miasto i siły ukraińskie zostały otoczone, a Rosjanie blokowali je także od strony Morza Azowskiego, BBC wyjaśnia, że rzeka Doniec wciąż umożliwia zorganizowanie przeprawy i zorganizowanie zaopatrzenia.

Siły obrońców w strefie przemysłowej Siewierodoniecka, może wspierać ukraińska artyleria z oddalonego o ok. 10 km Lisiczańska, zaznacza BBC. Ukraińskie władze nie podały liczebności swoich sił, walczących obecnie w Siewierodoniecku.

Ukraińcy zaatakowali rafinerię w obwodzie rostowskim; Rosja wzmocniła obronę przeciwlotniczą

Siły ukraińskie zaatakowały minionej doby przy użyciu drona rafinerię w obwodzie rostowskim w Rosji; wojska rosyjskie wzmocniły tymczasem obronę przeciwlotniczą na wschodzie Ukrainy, ograniczając możliwości użycia dronów przez ukraińskich obrońców – podał w czwartek amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

W najnowszym raporcie ISW napisano, że wojska ukraińskie przeprowadziły atak z użyciem dronów na rafinerię w Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim, niedaleko granicy państwowej z Ukrainą. Do ataku wykorzystano prawdopodobnie amunicję krążącą (tzw. dron-kamikadze) – dodano.

Był to pierwszy atak na infrastrukturę w Rosji od kilku tygodni i miał najpewniej na celu zakłócenie logistyki i dostaw paliwa na użytek rosyjskich operacji na wschodzie Ukrainy – zaznaczyli eksperci ISW.

Znajdujące się na wschodzie Ukrainy wojska rosyjskie wzmocniły tymczasem obronę przeciwlotniczą, co ogranicza skuteczność ukraińskich dronów na tym obszarze. Według ISW rozbudowa obrony przeciwlotniczej stała się dla Rosjan priorytetem, ponieważ starają się chronić swoją artylerię.

Anonimowe źródła ukraińskie, cytowane przez portal Foreign Affairs, informowały, że z tego powodu w dużej mierze wstrzymano stosowanie tureckich dronów Bayraktar, które były bardzo skuteczne w początkowej fazie wojny. Pojawiły się również doniesienia, że ukraińscy urzędnicy obawiają się, iż rosyjska obrona przeciwlotnicza w Donbasie będzie w stanie strącać amerykańskie drony Gray Eagle.

Ukraińskie siły powietrzne i wojskowe drony pozostają jednak skuteczne na innych obszarach, w tym w obwodzie chersońskim na południu kraju, gdzie przeprowadziły w ostatnim tygodni kilka skutecznych uderzeń – zaznaczono w raporcie ISW.

Tymczasem społeczność wojskowa w Rosji wciąż dyskutuje na temat problemów z uzupełnianiem strat poniesionych na froncie. Mimo wygłaszanych przez nacjonalistów apeli o poszerzenie skali poboru, rosyjskie władze wciąż stosują „częściową mobilizację przymusową”, która przekłada się na ograniczoną liczbę rekrutów, a przy tym negatywnie wpływa na morale żołnierzy zmuszanych do walki.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ogłosiła, że rosyjskie władze w okupowanym Ługańsku na wschodzie Ukrainy aranżują wycieki gazu w blokach mieszkalnych, by zmusić do wyjścia mężczyzn ukrywających się przed przymusowym poborem. Ukraiński wywiad wojskowy informował zaś, że w obwodzie zaporoskim rosyjscy żołnierze proszą ukraińskich lekarzy o zaświadczenia o niezdolności do dalszej służby – odnotowano w raporcie ISW.

Białorusini rozmieszczają przy granicy atrapy czołgów

W celu zademonstrowania swojej obecności przy granicy z Ukrainą armia Białorusi rozmieszcza drewniane atrapy czołgów na terenach przygranicznych - poinformował w środę rzecznik ukraińskiego ministerstwa obrony Ołeksandr Motuzjanyk, cytowany przez portal Ukraińska Prawda.

"W celu przeprowadzenia działań kamuflażu operacyjnego i zademonstrowania swojej obecności jednostki Sił Zbrojnych Białorusi umieszczają drewniane atrapy czołgów na terenach graniczących z Ukrainą” - powiedział Motuzjanyk.

Dodał, że według informacji jego resortu Białoruś swoją gotowość bojową przy granicy z Ukrainą będzie sprawdzała do 25 czerwca. Zaznaczył przy tym, że siedem białoruskich batalionów nadal realizuje zadania wzmocnienia granicy ukraińsko-białoruskiej w obwodach brzeskim i homelskim.

"Główne ich działania skupiają się na prowadzeniu rozpoznania, sprawdzaniu sprzętu inżynieryjnego i ochronie granicy państwowej" - powiedział.

Wcześniej w środę białoruskie ministerstwo obrony poinformowało o rozpoczęciu ćwiczeń z udziałem komisariatów wojskowych (komend uzupełnień) w obwodzie homelskim przy granicy z Ukrainą. Mają potrwać do 1 lipca.

Z kolei szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow poinformował na Telegramie, że na tym etapie wojny nie ma zagrożenia wkroczeniem armii białoruskiej na Ukrainę.

"Na Białorusi trwają szkolenia wojskowe, wzmacnianie granicy, trwa cały szereg działań wojskowych. Ale na tym etapie Białorusini nie mają na celu walki z Ukrainą. Jeśli będą mieli takie plany, dowiemy się o tym od razu i podejmiemy odpowiednie działania" - oświadczył Budanow.

Szef wywiadu wojskowego: większość jeńców z Azowstalu przebywa w Ołeniwce w obwodzie donieckim

Większość ukraińskich jeńców wojennych z mariupolskiego Azowstalu przebywa w obozie w okupowanej Ołeniwce w obwodzie donieckim – poinformował w środę szef Głównego Zarządu Wywiadu (HUR) Ministerstwa Obrony Ukrainy Kyryło Budanow.

„O losie prawie wszystkich mamy bardzo dokładne informacje. Pracujemy nad uwolnieniem ich z niewoli i mam nadzieję, że w najbliższym czasie wiele osób zobaczy swoich bliskich już w domu” – powiedział w środę na antenie ukraińskiej telewizji Budanow, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.

Wojskowy powiadomił, że większość jeńców przebywa w obozie w okupowanej Ołeniwce, na terenie tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.

„Od czasu do czasu niektórzy są stamtąd wywożeni w celu przeprowadzenia czynności śledczych” - podał. Wcześniej rosyjskie media rządowe, powołując się na źródła, podawały, że dowódcy z Azowstalu, m.in. z pułku Azow Gwardii Narodowej, zostali przewiezieni do moskiewskiego aresztu Lefortowo.

Budanow oświadczył, że wywiad dokładnie monitoruje, gdzie przebywają jeńcy, oraz podejmuje działania, by zostali uwolnieni.

Powiedział, że jest „zbyt wcześnie”, by mówić o konkretnych datach wymiany jeńców, a także że „nie będzie się ona odbywać jednorazowo, lecz w kilku etapach”.

Dodał, że władze Ukrainy mają nadzieję na uwolnienie części jeńców w najbliższym czasie. Największe trudności, jak wskazał, są z uwolnieniem dowódców.

Obrońcy Mariupola po niemal trzech miesiącach bardzo ciężkich walk, w tym w oblężonym przyczółku na terenie zakładów Azowstal, w maju trafili do rosyjskiej niewoli po decyzji dowództwa, że „ma zostać uratowane życie żołnierzy”. Ewakuacja z terenów kombinatu odbywała się w dniach 16-20 maja.

Według strony ukraińskiej do niewoli trafiło ponad 2,5 tys. osób, w tym żołnierzy pułku Azow, 36. Samodzielnej Brygady Piechoty Morskiej, a także przedstawicieli innych formacji.

Rząd Ukrainy zapowiedział, że jeńcy mają zostać wymienieni na rosyjskich żołnierzy, i zapewniał, że sprawę traktuje priorytetowo.

Bliscy obrońców Mariupola apelują do władz i organizacji międzynarodowych, by wpłynęły na Rosję, obawiając się o los jeńców i warunki ich przebywania, i domagając się wymiany i ich powrotu do domu. Wbrew wymogom konwencji genewskiej nie mogą się oni kontaktować z rodzinami. Nie dopuszczono do nich także przedstawicieli Czerwonego Krzyża, by mogli niezależnie zweryfikować warunki przebywania jeńców.

Władze: 55 proc. obwodu donieckiego jest pod kontrolą okupantów

W obwodzie donieckim na południowym wschodzie Ukrainy siły przeciwnika kontrolują 55 proc. terytorium – powiadomił szef administracji obwodowej Pawło Kyryłenko.

„Siły Zbrojne Ukrainy kontrolują blisko 45 proc. terytorium obwodu donieckiego, gdzie toczą się działania bojowe” – powiedział Kyryłenko ukraińskiej redakcji Radia Swoboda.

Jak uściślił, 55 proc. terenów obwodu znajduje się „pod kontrolą nielegalnych formacji zbrojnych, pod kontrolą okupanta”.

Kyryłenko dodał, że sytuacja wzdłuż całej linii frontu jest bardzo trudna. „Wróg stosuje wszystkie rodzaje uzbrojenia, jakie posiada” – zaznaczył.

Ci spośród mieszkańców, którzy pozostali na terenie objętym walkami, najczęściej mówią, że nie mają dokąd jechać lub nie mają środków na życie w innych miejscach. Ludzie ci w większości ukrywają się, lecz to również jest bardzo niebezpieczne, ponieważ Rosjanie stosują ciężką artylerię oraz lotnictwo. 

Daily Beast: Rosyjski wywiad koncentruje się na osłabianiu społecznego poparcia dla pomocy Ukrainie

Działania rosyjskich agentów wpływu skoncentrowane są na podważaniu społecznego poparcia dla pomocy Ukrainie - pisze w środę portal The Daily Beast, powołując się na analizy amerykańskiego wywiadu. Służby uważają też, że Rosjanie starają się wpłynąć na wynik listopadowych wyborów do Kongresu.

Portal cytuje dwa dokumenty Biura Wywiadu i Analiz ministerstwa bezpieczeństwa krajowego (DHS). Według wydanej jeszcze w maju analizie, Kreml skupia swoje operacje wpływu za pomocą swoich mediów i innych kontrolowanych podmiotów "niemal całkowicie" na temacie wojny na Ukrainie, przede wszystkim lansując tezę, że zachodnie wsparcie dla Ukrainy jest przyczyną przedłużającej się wojny.

"[Związane z Kremlem] podmioty twierdzą, że zachodnie państwa przedłużają konflikt poprzez wysyłanie pomocy wojskowej do Ukrainy (...) i zachodnie działania spowodowały globalny wzrost cen żywności" - napisano w dokumencie. Inna lansowana przez agentów Kremla narracja mówi o tym, że broń wysyłana Ukrainie nie jest nadzorowana i trafia do innych krajów.

Według innego z cytowanych dokumentów, DHS spodziewa się dalszej rosyjskiej ingerencji w listopadowe wybory do Kongresu i władz lokalnych. Resort ocenia, że Rosja będzie używać farm trolli, mediów państwowych i innych kontrolowanych przez nią aktorów, by "podważać globalny prestiż USA, wzmacniać podziały w amerykańskim społeczeństwie, podważać demokratyczne instytucje USA i ukazywać Rosję jako globalne mocarstwo".

Według CNN, resort obawia się ponadto cyberataków, których celem miałoby być wywołanie nieufności co do uczciwości wyborów. Jeden z takich scenariuszy to przeprowadzenie celowo widocznego ataku na lokalne instytucje zajmujące się organizacją głosowań i "wykorzystanie go, aby rozsiewać więcej teorii spiskowych na temat uczciwości wyborów". (PAP)

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Powiązane: Wojna w Ukrainie

Ważne linki