Środa, 22 czerwca, jest sto dziewiętnastym dniem inwazji Rosji na Ukrainę.


» Relację z wtorku, 21 czerwca, zapisaliśmy tutaj.
Sztab: siły rosyjskie próbują podejść pod Bachmut w obwodzie donieckim
Siły rosyjskie próbują zbliżyć się do Bachmutu w obwodzie donieckim, a w Siewierodoniecku dążą do przejęcia kontroli nad miastem; w Donbasie wojska rosyjskie zwiększyły intensywność nalotów – powiadomił sztab generalny ukraińskiej armii w środę wieczorem.
W obwodzie donieckim wojska rosyjskie próbują zbliżyć się do Bachmutu – podał sztab na Facebooku (https://tinyurl.com/yv8kknpj).
W Siewierodoniecku w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy w dalszym ciągu toczą się walki o kontrolę nad miastem.
Siły ukraińskie zdołały odeprzeć szturm w rejonie Nowobachmutiwki w obwodzie donieckim i zmusić przeciwnika do wycofania się.

Działania na froncie zintensyfikowało rosyjskie lotnictwo w obwodach ługańskim i donieckim – wynika ze środowego podsumowania operacyjnego.
Białoruskie ministerstwo obrony rozpoczęło „ćwiczenia mobilizacyjne” przy granicy z Ukrainą
Białoruskie ministerstwo obrony poinformowało w środę o rozpoczęciu ćwiczeń z udziałem komisariatów wojskowych (komend uzupełnień) w obwodzie homelskim przy granicy z Ukrainą. Mają potrwać do 1 lipca.
Celem ćwiczeń, jak podano, jest „kontrola gotowości komend uzupełnień do wykonywania zadań”. Ćwiczone będą m.in. uzupełnienia poprzez powołanie rezerwistów.
Jednym z elementów ma również być powiadamianie poborowych o mobilizacji i organizacja ich zbiórek. „W odróżnieniu od ubiegłych lat nie zostaną oni wysłani do dyspozycji jednostek, lecz będą uczestniczyć w ćwiczeniach w składzie komisariatów wojskowych” – powiadomił resort.
Planowany jest udział żołnierzy Sił Operacji Specjalnych, które mają „stworzyć sytuację zbliżoną do realnej”. Resort wyjaśnił, że ćwiczenia są elementem planu przygotowania sił zbrojnych i odbywają się co roku.
4 maja białoruskie władze wojskowe ogłosiły nieplanowany sprawdzian sił reagowania, który następnie został przedłużony 23 maja. Białoruś wysłała dodatkowe siły i sprzęt na południową granicę w celu „wzmocnienia jej ochrony”.
Według władz w Kijowie przy granicy z Ukrainą w obwodach brzeskim i homelskim stacjonuje do siedmiu białoruskich batalionów – od 3,5 do 4 tys. żołnierzy.
20 czerwca władze Białorusi zaprosiły na granicę w obwodzie brzeskim dyplomatów wojskowych akredytowanych w Mińsku. Tego samego dnia władze białoruskie ogłosiły, że zamierzają wznowić działalność weryfikacyjną w ramach porozumień o kontroli zbrojeń.
Dowódca wojsk obrony Kijowa: stolica stale zagrożona ostrzałem rakietowym
Nie można wykluczyć, że Rosja podejmie próby sformowania nowych sił na kierunkach kijowskim i czernihowskim, jednak obecnie największym zagrożeniem dla stolicy Ukrainy pozostają ataki rakietowe – powiedział w środę agencji Ukrinform gen. Ołeksandr Pawluk, dowódca wojsk obrony Kijowa.
Pawluk podkreślił, że Kijów pozostaje celem „najeźdźczych marzeń” Rosji.
„O tym trzeba stale pamiętać i nie (wolno) wykluczać prawdopodobieństwa, że Rosja podejmie próby utworzenia nowych zgrupowań ofensywnych na kierunkach kijowskim i czernihowskim poprzez +totalną mobilizację+ rezerwistów, zaangażowanie zapasów sprzętu i uzbrojenia z czasów sowieckich” – ocenił Pawluk, zaznaczając, że pomimo ogromnych strat agresor wciąż posiada „znaczne zasoby ludzkie i sprzętowe”.
„Biorąc pod uwagę sytuację wojsk przeciwnika, nie jest to możliwe nagle lub w krótkim terminie. Jednocześnie w przypadku powodzenia we Wschodniej Strefie Operacyjnej, duża część sił i środków może zostać przemieszczona na kierunek kijowski i zaangażowana w sformowanie nowego zgrupowania. Dlatego też utrzymuje się zagrożenie powtórną ofensywą na Kijów” – dodał generał.
Obecnie jednak za bardziej realne zagrożenie uznaje on ataki rakietowe ze strony Rosji na „krytyczne obiekty zarządzania państwem, infrastruktury wojskowej i cywilnej”.
Kijów posiada skuteczną obronę przeciwlotniczą, jednak „w przypadku zmasowanego ataku rakietowego istnieje prawdopodobieństwo jej przerwania” – zaznaczył wojskowy.
Oceniając możliwość bezpośredniego zaangażowania w wojnę białoruskich sił zbrojnych, Pawluk oświadczył, że jest ono w najbliższym czasie „mało prawdopodobne, ale nie można go całkowicie wykluczyć”.
Doradca prezydenta Zełenskiego: władze Naddniestrza nie zaryzykują ataku na Ukrainę
Doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak uważa, że władze prorosyjskiego Naddniestrza, separatystycznej enklawy w granicach Mołdawii, nie powinny zaryzykować ataku na ukraińskie terytorium. W rozmowie z kiszyniowskim portalem News Maker zaznaczył, że w sytuacji konfrontacji właśnie naddniestrzańska ludność stałaby się bowiem ofiarą starcia zbrojnego.
Podolak przyznał, że enklawa mogłaby stać się “odskocznią” dla armii rosyjskiej w wojnie przeciwko Ukrainie, ale zaznaczył, że lokalni rezydenci mają świadomość tragicznych dla nich samych konsekwencji takiego ataku.
“Mieszkający tam ludzie rozumieją i chłodno oceniają sytuację oraz fakt, że jakakolwiek inicjatywa militarna doprowadziłaby tam jedynie do tragedii”, powiedział doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Podolak wyraził nadzieję, że władze prorosyjskiego Naddniestrza “kontrolują ryzyko” związane z ewentualnym wplątaniem przez Rosję tej enklawy w wojnę na Ukrainie.
“Bierzemy pod uwagę wszystkie scenariusze, w tym możliwość (wykorzystania przez Rosję - PAP) Naddniestrza jako odskoczni do działań wojennych przeciwko Ukrainie”, dodał ukraiński polityk.
Na początku czerwca mołdawski minister obrony Anatolie Nosati stwierdził w rozmowie z kiszyniowską telewizją Jurnal TV, że na terenie Naddniestrza żyje w sumie około 14 tys. uzbrojonych mężczyzn wchodzących w skład rozmaitych formacji mundurowych.
Wiceszefowa dyplomacji USA: systemy rakietowe HIMARS są już na Ukrainie
Systemy artylerii rakietowej HIMARS są już na Ukrainie - powiedziała w środę wiceszefowa dyplomacji USA Wendy Sherman. Jak dodała, pozwoli to bronić się Ukrainie w "bardziej znaczący sposób".
"Kontynuujemy dostarczanie Ukrainie pomocy wojskowej, a ten bardzo kluczowy system HIMARS MLRS jest teraz na Ukrainie i da jej możliwość bronić się w bardziej znaczący i solidny sposób" - powiedziała Sherman podczas dyskusji na konferencji US-EU Future and Defense Forum w Waszyngtonie. Nie podała więcej szczegółów na ten temat, ale jak dotąd USA zobowiązały się przekazać cztery wyrzutnie tego systemu i ok. 1000 rakiet o zasięgu ok. 70 km. Przedstawiciele administracji zapewniali jednak, że jest to jedynie początkowy zestaw.
Pytana, czy USA popierają dążenia Ukrainy do wyzwolenia całego swojego terytorium okupowanego przez Rosję, zastępczyni sekretarza stanu USA stwierdziła, że cel Ameryki jest prosty: "demokratyczna, niepodległa, suwerenna i dobrze prosperująca Ukraina posiadająca środki, by odstraszyć i obronić się przed dalszą agresją". Z tym zdaniem zgodził się dyskutujący z nią Stefano Sannino, sekretarz generalny Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych.
Sherman stwierdziła również, że tylko prezydent Rosji Władimir Putin może doprowadzić do zakończenia wojny, którą rozpoczął.
"Miałam okazję spotkać się z prezydentem Putinem i myślę że to inteligentny człowiek (...) ale nie siedzę w jego głowie" - powiedziała urzędniczka. Dodała, że podczas swoich wizyt zagranicznych często prosi swoich rozmówców, by rozmawiali z Putinem i przekonali go do wycofania się z Ukrainy, bo nie osiąga swoich celów.
Władze: Rosjanom nie udało się stworzyć sieci agenturalnej w obwodzie chersońskim
W obwodzie chersońskim na południu Ukrainy rosyjscy okupanci nie mają poparcia ze strony lokalnych władz, urzędników ani ludności; przed inwazją na Ukrainę przeciwnik nie zdołał tam stworzyć skutecznej sieci agenturalnej - oświadczył w środę wiceprzewodniczący rady regionu Jurij Sobolewski, cytowany przez agencję Ukrinform.
"Niewiele osób oczekiwało tam (w obwodzie chersońskim - PAP) na przyjście Rosji, to były pojedyncze przypadki. Mogli to być np. zwerbowani dawno temu tzw. uśpieni agenci, którym płaciła pieniądze rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa. Rozumiemy przecież, że Kreml długo szykował się do tej wojny" - ocenił Sobolewski.
Według samorządowca władze rosyjskie poniosły pod Chersoniem "spektakularną porażkę", ponieważ nie potrafiły zbudować sobie praktycznie żadnego poparcia wśród mieszkańców południa Ukrainy. "Nawet ludzie, którzy wcześniej odnosili się do Rosji przychylnie, teraz nienawidzą jej nie mniej niż osoby od zawsze niechętne Kremlowi. Po tych wszystkich zbrodniach wojennych nienawiść do Rosji będzie trwać przez pokolenia. Ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, została wywołana przez okupanta" - podkreślił wiceszef rady regionu.
Obwodowe miasto Chersoń i niemal cały obwód chersoński znajdują się pod rosyjską okupacją od początku marca. Według medialnych doniesień i informacji przedstawicieli władz Ukrainy od kwietnia trwają przygotowania do przeprowadzenia tzw. referendum w sprawie przyłączenia tych obszarów do Rosji lub utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. 25 maja prezydent Rosji Władimir Putin wydał dekret przewidujący uproszczony tryb nadawania rosyjskiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych terenów w regionach chersońskim i zaporoskim.
W poniedziałek regionalna policja poinformowała, że wojska najeźdźcy włamały się do oddziału archiwum państwowego w Chersoniu i, grożąc bronią, ukradły spis wyborców w obwodzie chersońskim. Listy z nazwiskami mogą być przydatne agresorom do przeprowadzenia tzw. referendum sankcjonującego nowe okupacyjne władze.
Tego samego dnia szef władz obwodu chersońskiego Hennadij Łahuta oświadczył, że na okupowanych obszarach w tej części Ukrainy wciąż przebywa około 450-500 tys. osób.
Siedem rosyjskich rakiet uderzyło w obiekty w Mikołajowie
Obiekty przemysłowe i budynki mieszkalne w Mikołajowie na południu Ukrainy zostały zaatakowane przez rosyjskie wojska, które ostrzelały miasto siedmioma rakietami - poinformował w środę na Telegramie szef władz obwodu mikołajowskiego Witalij Kim. Brak doniesień o ofiarach.
Według relacji lokalnych mediów, przytoczonych przez agencję UNIAN, najeźdźcy uderzyli rakietami manewrującymi m.in. w budynki infrastruktury portowej. Niektóre z pocisków mogły zostać zestrzelone przez ukraińskie systemy obrony powietrznej.
Rzeczniczka ukraińskiego dowództwa operacyjnego Południe Natalia Humeniuk przekazała w środę, że w północno-zachodniej części Morza Czarnego (w pobliżu Mikołajowa - PAP) znajduje się pięć rosyjskich okrętów nawodnych i jeden okręt podwodny. Jednostki te są uzbrojone w 44 pociski manewrujące typu Kalibr. W ocenie Humeniuk rakiety stanowią zagrożenie nie tylko dla południowej Ukrainy, lecz również dla innych regionów.
"Zasięg tych pocisków pozwala razić cele praktycznie na całej Ukrainie" - oświadczyła rzeczniczka, cytowana przez agencję Interfax-Ukraina. Dodała, że rosyjskie wojska rozmieściły też na Morzu Czarnym trzy duże okręty desantowe, znajdujące się w stanie gotowości bojowej.
Położony w południowej części Ukrainy Mikołajów, stolica obwodu mikołajowskiego, liczył przed inwazją Rosji około 470 tys. mieszkańców. W mieście nie doszło jak dotąd do bezpośrednich walk z najeźdźcą, lecz siły wroga regularnie ostrzeliwują obiekty w Mikołajowie. 29 marca ponad 30 osób poniosło śmierć w wyniku ataku na budynek regionalnej administracji.
Rosjanie przejęli sklepy na zajętych terenach, ale nie wiedzą, jak nimi zarządzać
Rosyjscy najeźdźcy przejęli wiele sklepów na zajętych terenach, ale nie umieją nimi zarządzać - informuje w środę ukraińskie wydanie magazynu "Forbes". Właściciele sieci marketów i dyskontów stracili setki sklepów i ponieśli straty liczone w miliardach hrywien. Okupanci zmieniają szyldy, kradną towar i zmuszają pracowników do pracy.
Forbes opisał, jak funkcjonuje handel detaliczny w sklepach "zawłaszczonych" przez Rosjan na zajętych terytoriach.
Najeźdźcy przejęli niemal 100 sklepów największej sieci ukraińskich dyskontów ATB w Berdiańsku, Melitopolu i Chersoniu i innych miastach. Na ich miejscu otworzono rosyjskie sieci Mera lub Sytyj Market. W Melitopolu rozkradziono 11 sklepów tej sieci.
Podobnie rzecz się ma w przypadku innych ukraińskich sieci. Sklepy Silpo, należące do Fozzy Group, przemianowano w Chersoniu na Sytyj Market; w innych zajętych miastach 17 supermarketów Silpo zamknięto. Część z nich rozkradziono lub zniszczono. Okupanci przywłaszczają sobie wszystko: regały sklepowe, urządzenia chłodnicze i inny sprzęt.
Właściciele dowiadują się o przejęciu swoich sklepów przeważnie z sieci społecznościowych albo z rosyjskich mediów. "Kiedy mieliśmy jeszcze łączność z pracownikami, prosiliśmy ich o zaklejanie szyldów lub ich zdejmowanie. Teraz nie ma kto tego zrobić. Nasze sklepy nie działają, ale ktoś działa pod naszym szyldem" - powiedział dyrektor generalny sieci Ekonom Plus, Wołodymyr Matiasz, która ma 32 markety w obwodzie zaporoskim. Ponad połowa z nich jest zamknięta, część sklepów otworzyli właściciele pomieszczeń lub kierownicy sklepów. "Muszą jakoś żyć, żeby nie umrzeć z głodu" - dodał Matiasz.
Manager wyższego szczebla jednej z sieci handlowych powiedział anonimowo, że sklepy w okupowanych miastach są przejmowane nie tylko przez rosyjskich żołnierzy, lecz również przez miejscowych kolaborantów oraz zwykłych bandytów, którzy dzielą między sobą sfery wpływów oraz mienie.
Żeby uzyskać dostęp do sklepów najeźdźcy odszukują miejscowych pracowników, którzy nie wyjechali z miasta. Wykorzystują do tego informacje uzyskane od miejscowych władz. Czasem im grożą, czasem szantażują i zmuszają do oddania kluczy i otwarcia sklepu. Matiasz z Ekonom Plus powiedział podwładnym, że bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu i że w przypadku takich żądań mają oddawać klucze.
W jednym z miast okupanci przyznali, że nie wiedzą, jak zarządzać sklepem. Nie ma zarządu, nie mają pojęcia, jak liczyć rozchód i sprzedaż - napisał "Forbes".
W jednym ze sklepów sieci Silpo w Chersoniu można płacić w hrywnach lub w rublach, terminale do płatności kartą nie działają. "Jeżeli ktoś płaci banknotem o nominale 5 tys. rubli (największy nominał w obiegu, równowartość ok. 415 zł - PAP), to reszty »nie ma«. Codziennie rano wystawiany jest kurs walut, jak w kantorze. Nikt nie prowadzi żadnej sprawozdawczości" – powiedziała "Forbesowi" jedna z kasjerek.
Właściciele sieci handlowych już zbierają dowody, by w przyszłości uzyskać odszkodowania za poniesione straty. Szacuje się je w chwili obecnej na 50 mld hrywien (ok. 750 mln złotych – PAP).
Władze: co najmniej trzy osoby zginęły w rosyjskich ostrzałach w obwodzie charkowskim
W nocy z wtorku na środę rosyjskie wojska ostrzelały Charków i miejscowości w obwodzie charkowskim na północnym wschodzie Ukrainy; w wyniku ataków zginęły co najmniej trzy osoby, a sześć zostało rannych - poinformował na Telegramie szef regionalnej administracji Ołeh Syniehubow.
Gubernator przekazał doniesienia o dwóch zabitych cywilach w mieście Czuhujew i jednym w osadzie Zołocziw. W drugiej z tych miejscowości jeszcze dwie osoby mogą znajdować się pod gruzami budynku mieszkalnego.
"W Charkowie uszkodzono obiekty gospodarcze i przemysłowe, wybuchło kilka dużych pożarów. W godzinach porannych trwał ostrzał jednej z dzielnic" - napisał Syniehubow.
Władze regionu zaapelowały na Telegramie do mieszkańców Charkowa, by ograniczyli przebywanie na ulicach, pozostali blisko schronów i reagowali na sygnały alarmowe. W stolicy obwodu utrzymuje się zagrożenie rosyjskimi ostrzałami artyleryjskimi.
W poniedziałek Syniehubow ostrzegł, że wzrasta częstotliwość ataków na Charków, zwłaszcza na dzielnice położone na północy miasta. Z informacji władz obwodowych z ostatnich dni wynika, że na linii styczności, w tym na północny wschód od Charkowa, trwają walki. Według relacji szefa obwodu przeciwnik "koncentruje się głównie na obronie". Część analityków uważa jednak, że na niektórych odcinkach frontu w okolicach miasta to siły ukraińskie znajdują się w defensywie.
Według Wadyma Denysenki, doradcy ministra spraw wewnętrznych Ukrainy, sytuacja w północnej części obwodu charkowskiego "jest dość trudna", ponieważ siły rosyjskie próbują zbliżyć się do Charkowa i ponownie, jak przed odepchnięciem przez wojska ukraińskie, przekształcić ten ośrodek w miasto przyfrontowe.
Denysenko, cytowany przez Ukrinform, przekazał w niedzielę, że Rosjanie chcą zbliżyć się do Charkowa na tyle, by móc w maksymalnym stopniu ostrzeliwać cele w stolicy obwodu.
Dziennikarz: Około 60 rosyjskich żołnierzy zaginionych po ukraińskim ataku na wiertnie gazowe
Około 60 rosyjskich żołnierzy uznaje się za zaginionych po poniedziałkowym ukraińskim ataku na zajęte przez Rosję wiertnie gazowe na Morzu Czarnym; na platformach znajdowało się co najmniej 120 osób, potwierdzono ewakuację 27 wojskowych wroga - przekazał na Facebooku ukraiński dziennikarz Roman Cymbaliuk.
"Wiertnie były wykorzystywane przez rosyjskie siły jako punkty obserwacyjne, skąd monitorowano akwen Morza Czarnego i linię brzegową. W momencie ataku na platformach przebywało około 30 pracowników cywilnych (i około 90 żołnierzy - PAP). Cywile podobno nie ucierpieli podczas ostrzału i zostali ewakuowani" - relacjonował Cymbaliuk.
W poniedziałek ukraińskie wojska przeprowadziły atak rakietowy na zawłaszczone przez Rosję wiertnie Czornomornaftohazu w północno-zachodniej części Morza Czarnego. Doniesienia o ostrzale przekazał jako pierwszy samozwańczy "premier" Krymu Siergiej Aksjonow. Przedstawiciel samozwańczych rosyjskich władz potwierdził informacje o rannych i zaginionych w wyniku ataku.
MSW: w Kijowie i obwodzie lwowskim najwięcej oszustw związanych z pomocą humanitarną
W Kijowie i obwodzie lwowskim wykrywa się najwięcej oszustów, zajmujących się przywłaszczaniem pomocy humanitarnej - poinformował w środę minister spraw wewnętrznych Ukrainy Denys Monastyrski. W niechlubnej czołówce są też obwody charkowski i kirowohradzki.
Według Monastyrskiego najczęściej łupem oszustów padają samochody, paliwo, lekarstwa, kamizelki kuloodporne i żywność. Szef MSW stwierdził jednak, że część z wykrytych przestępstw była zorganizowana przez Rosjan.
"Bardzo często pomoc zbierają, a potem ją kradną rosyjscy oszuści cybernetyczni. Zakładają fałszywe konta na Telegramie. Potem się okazuje, że za zbieraniem pomocy stali Rosjanie" - podkreślił Monastyrski, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.
Minister wyraził nadzieję, że liczba podobnego rodzaju przestępstw zmniejszy się dzięki wspólnej pracy organów ukraińskiej władzy wykonawczej i sądowniczej, co spowoduje, że kara dla oszustów będzie nieunikniona.
W ostatnich dniach coraz częściej pojawiają się doniesienia o nadużyciach dotyczących pomocy humanitarnej na Ukrainie. Znane są przypadki sprzedawania sprzętu, który został zebrany przez wolontariuszy na potrzeby ukraińskich sił zbrojnych. Pojawiają się również przypadki wwożenia na Ukrainę towarów takich jak sprzęt elektroniczny czy odzież znanych firm pod pretekstem pomocy humanitarnej.
Władze obwodu donieckiego: rosyjskie wojska ostrzelały bronią kasetową ludzi na plaży
Rosyjskie wojska ostrzelały we wtorek pociskami kasetowymi mieszkańców miasta Czasiw Jar, którzy odpoczywali na plaży nad stawem; w wyniku ataku jedna osoba zginęła, a 11 zostało rannych - poinformował w środę na Telegramie szef władz obwodu donieckiego Pawło Kyryłenko.
Według gubernatora obrażenia odniosło sześcioro dzieci. "To kolejna zbrodnia wojenna okupantów na naszej ziemi. Wszystkie takie przypadki szczegółowo dokumentujemy, wrogowie za wszystko odpowiedzą" - napisał Kyryłenko.
We wtorek wieczorem szef regionalnej administracji przekazał doniesienia, że łącznie w tym dniu w obwodzie donieckim zginęła jedna osoba, a 19 zostało rannych.
Miejscowość Czasiw Jar, położona nieopodal Bachmutu w północnej części regionu donieckiego, liczyła przed rosyjską inwazją 12 tys. mieszkańców. Poprzednio siły najeźdźcy ostrzeliwały miasto na początku maja.
Syn i ojciec służą w jednym pododdziale, obsługują razem haubicę
"Jeżeli umrzemy, to razem" - powiedział pochodzący z Odessy Jurij, który wraz z synem Ołeksandrem obsługuje na froncie haubicę samobieżną w jednym z pododdziałów ukraińskiego wojska. Jeden z nich celuje, drugi ładuje.
24 lutego, w dniu rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę, mężczyźni poszli do wojskowej komendy uzupełnień i poprosili, żeby ich skierować do jednego pododdziału. Teraz syn i ojciec są artylerzystami 61. samodzielnej brygady piechoty; ich historię opisał w środę portal Ukrainska Prawda.
"Poprosiliśmy o skierowanie do jednego oddziału, byśmy mogli sobie nawzajem pomagać. Jeżeli umrzemy, to razem! Poszedłem na ochotnika, nikt mnie nie zaciągał. Wiedziałem, że idę na wojnę i liczę się z konsekwencjami, wiem, że mogę zostać ranny, mogę stać się inwalidą, mogę zginąć. Najważniejsze jest, by człowiek rozumiał, że jest na swoim miejscu" - powiedział Jurij, ojciec.
Z żoną i matką mężczyźni nie rozmawiają od 2014 roku, została na okupowanym Krymie - napisała Ukrainska Prawda.
Niebawem Jurij będzie dziadkiem, a Ołeksandr ojcem - jego dziewczyna jest w ciąży. W sierpniu mają się urodzić bliźnięta - dziewczynka i chłopczyk.
Szef sztabu dywizjonu artyleryjskiego, w którym służą Jurij i Ołeksandr, mający sygnał wywoławczy "Każan", powiedział, że krewni dość często służą w wojsku razem. "Służyli już u nas bracia, bywali też ojciec z synem. Mniej więcej pięć takich rodzin było. Gdy przychodzą służyć krewni, staramy się, by byli razem. Lepiej się rozumieją i są bardziej zgrani" - mówi "Każan".
Według niego artylerzystom na wojnie bywa ciężko. "Nie jest przyjemnie, gdy siedzisz w pojeździe, a wokół huczy. Masz 40 ładunków, jak wystrzeliłeś pięć, a zostało 35, to w przypadku trafienia spłoniesz jak na stosie" - powiedział.
Ołeksandr przyznał natomiast, że kiedy się boi, stara się równo oddychać i mówić sobie: "Wszystko będzie dobrze".
Sztab Generalny: Rosja straciła już 34 230 żołnierzy, około 130 ostatniej doby
Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło już około 34 230 żołnierzy, w tym około 130 w ciągu ostatniej doby - poinformował w środę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
Minionej doby Rosja straciła też osiem pojazdów opancerzonych, system przeciwlotniczy, śmigłowiec i trzy drony – zaznaczono w komunikacie sztabu zamieszczonym na Facebooku.
Łączne straty Rosji od 24 lutego do 22 czerwca wynoszą według ukraińskiego sztabu: 1496 czołgów, 3614 pojazdów opancerzonych, 216 samolotów, 182 helikoptery, 752 systemy artylerii, 239 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, 99 systemów przeciwlotniczych, 2543 pojazdy i cysterny, 14 jednostek pływających i 614 dronów.
Gubernator obwodu ługańskiego: Wojska rosyjskie zbliżają się do Lisiczańska
Wojska rosyjskie zbliżają się do Lisiczańska w obwodzie ługańskim, zdobywając przyczółki w okolicznych miejscowościach - poinformował w środę rano na Telegramie Serhij Hajdaj, szef władz tego obwodu na wschodzie Ukrainy.
"Rosjanie zbliżają się do Lisiczańska, zdobywają przyczółki w okolicznych miejscowościach, miasto jest atakowane przez samoloty. W Siewierodoniecku trwają walki uliczne. Wróg ponownie ostrzelał miejscowości Syneckyj i Pawłohrad, zniszczone wcześniej mosty, a także dwukrotnie ostrzelano zakłady chemiczne Azot" - napisał Hajdaj.
"Ciężko na kierunku miasta Popasna. Wróg wkroczył do Toszkiwki, co pozwoliło mu nasilić ogień na inne miejscowości. Okupanci umacniają się już w Ustyniwce, Pidlisnem i Myrnej Dołynie, atakują Biłą Horę. Naszym żołnierzom nie jest łatwo utrzymać obronę w rejonie Hirskego" - dodał gubernator obwodu.
Armia: wyeliminowaliśmy 49 żołnierzy rosyjskich, zaatakowaliśmy rosyjski system przeciwlotniczy na Wyspie Węży
Siły ukraińskie wyeliminowały minionej doby na południu Ukrainy 49 rosyjskich żołnierzy; przeprowadziły również atak na rosyjski system przeciwlotniczy na okupowanej Wyspie Węży - podała w środę agencja Ukrinform, cytując ukraińskie dowództwo operacyjne Południe.
Rosjanie ostrzeliwali miejscowości obwodu mikołajowskiego z wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet. Kilka osób zostało rannych; odnotowano zniszczenia w infrastrukturze portowej i liniach energetycznych.
Wojska rosyjskie ostrzelały też dzielnice mieszkalne Mikołajowa z wyrzutni Uragan, używając przy tym amunicji kasetowej. "Jedna z bomb wybuchła na podwórzu prywatnego domu. Było tam dwóch mężczyzn. Jeden zginął na miejscu, drugi został ranny, a lekarze walczą o jego życie" - napisano w komunikacie.
Siły ukraińskie wyeliminowały na południu 49 rosyjskich żołnierzy, dwie samobieżne haubice, pięć pojazdów opancerzonych i innych pojazdów, stację walki elektronicznej i skład amunicji. Ukraińcy przeprowadzili również uderzenie na rosyjski system przeciwlotniczy, stację radarową i pojazdy na Wyspie Węży na Morzu Czarnym. Skutki ataku nie zostały jeszcze ustalone - napisano.
Siły rosyjskie mają obecnie na Morzu Czarnym grupę pięciu okrętów rakietowych, trzech desantowych i jednego podwodnego, które mogą wystrzelić 44 pociski manewrujące. Sztormowa pogoda nie sprzyja natomiast próbom desantu i zwiększa szansę na wpłynięcie na miny morskie - dodano w komunikacie dowództwa operacyjnego Południe.
Sztab Generalny: siły rosyjskie kontynuują ataki rakietowe na infrastrukturę wojskową i cywilną
Wojska rosyjskie kontynuują ataki rakietowe na infrastrukturę wojskową i cywilną Ukrainy; nadal blokują żeglugę morską - podał w środę w komunikacie opublikowanym na Facebooku Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
"Okupanci kontynuują ataki rakietowe i naloty na infrastrukturę wojskową i cywilną Ukrainy.(...) Rosyjski agresor nadal blokuje żeglugę morską. W akwenie Morza Czarnego w gotowości pozostaje sześć rosyjskich okrętów przenoszących pociski manewrujących typu Kalibr" - napisano w podsumowaniu sytuacji operacyjnej.
Oprócz tego, według danych Sztabu Generalnego, na północnym wschodzie w graniczących z Ukrainą rosyjskich obwodach kurskim i briańskim "nieprzyjaciel, aby zademonstrować swoją obecność, utrzymuje do trzech batalionowych grup taktycznych oraz pododdziały wojsk powietrznodesantowych".
Na kierunku Charkowa Rosjanie prowadzą działania rozpoznawcze z powietrza w celu lokalizacji wojsk ukraińskich i prowadzą "intensywny ostrzał artyleryjski pozycji ukraińskich".
"Na kierunku Słowiańska okupanci prowadzą systematyczny ostrzał, aby stworzyć warunki do wznowienia ofensywy na to miasto. Przeprowadzają operacje szturmowe. (...) Na kierunku donieckim nieprzyjaciel nadal koncentruje swoje wysiłki na miastach Siewierodonieck i Bachmut, aby dotrzeć do granic administracyjnych obwodu ługańskiego. Wróg próbuje przejąć pełną kontrolę nad miastem Siewierodonieck" - podkreślił ukraiński Sztab Generalny.
Biden: Spodziewam się, że wojna na Ukrainie będzie "grą na przeczekanie"
Nie obawiam się rozłamów w zachodnim sojuszu co do postawy wobec Rosji, ale będzie to gra na przeczekanie między Europą i Rosją - ocenił we wtorek prezydent USA Joe Biden.
Prezydent odpowiedział w ten sposób na pytanie dziennikarki, czy obawia się rozłamów w jedności Zachodu w obliczu zmęczenia zachodnich społeczeństw wojną na Ukrainie.
"Nie, nie obawiam się tego. Ale myślę, że w pewnym momencie będzie to pewnego rodzaju gra na przeczekanie - co będzie w stanie wytrzymać Rosja i co jest gotowa wytrzymać Europa. Myślę, że to będzie jedna z rzeczy, o której będziemy rozmawiać w Hiszpanii" - powiedział Biden, odnosząc się do szczytu NATO w Madrycie w dniach 28-30 czerwca.
Na czele zespołu badającego zbrodnie wojenne stanie prawnik z USA ścigający nazistów
Na czele planowanej przez USA grupy śledczych badających zbrodnie wojenne na Ukrainie stanie Eli Rosenbaum, były szef Biura Dochodzeń Specjalnych Ministerstwa Sprawiedliwości USA, zajmującego się ściganiem żyjących w Stanach Zjednoczonych zbrodniarzy hitlerowskich - podała CNN.
CNN nazywa Rosenbauma najbardziej znanym "łowcą nazistów" z Ministerstwa Sprawiedliwości USA. W ciągu 36 lat pracy w tym resorcie Rosenbaum brał udział w ponad 100 sprawach dotyczących pozbawienia obywatelstwa bądź deportowania oskarżonych o zbrodnie nazistowskie.
O wyznaczeniu go na szefa grupy zajmującej się ustalaniem sprawców zbrodni wojennych na Ukrainie poinformował we wtorek prokurator generalny USA Merrick Garland podczas wizyty w Kijowie. Zespół tworzyć będą eksperci specjalizujący się w śledztwach dotyczących łamania praw człowieka i zbrodni wojennych. Grupa ta powstanie, by "wzmocnić i scentralizować" obecne wysiłki w tej kwestii, zbierając w jeden zespół "czołowych ekspertów", specjalizujących się w tego typu śledztwach - zapowiedział prokurator.
Garland spotkał się w Kijowie z prokurator generalną Ukrainy Iryną Wenediktową. Zapewnił, że resort sprawiedliwości USA "wykorzysta każdą ścieżkę, by pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy popełniają zbrodnie wojenne i inne okrucieństwa na Ukrainie".
Władze: jedna osoba zabita, 19 rannych wskutek rosyjskiej agresji w obwodzie donieckim
Jedna osoba zginęła, a 19 zostało rannych we wtorek wskutek rosyjskiej agresji w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy - poinformował gubernator tego regionu Pawło Kyryłenko.
"21 czerwca Rosjanie zabili 1 mieszkańca obwodu donieckiego - w (mieście) Czasiw Jar. Kolejnych 19 osób dziś zostało rannych" - napisał Kyryłenko w komunikatorze Telegram.
Gubernator podkreślił, że niemożliwe jest ustalenie liczby ofiar w zajętych przez siły rosyjskie Mariupolu i Wołnowasze.
Szef MSZ: Ukraina to Europa, a nie część rosyjskiego świata
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba napisał we wtorek na Twitterze, że rozmawiał z szefem unijnej dyplomacji Josepem Borrellem o przyznaniu Ukrainie statusu członka kandydującego do Unii Europejskiej.
"Rozmawiałem z Josepem Borrellem w przededniu historycznego szczytu UE, który odbędzie się w tym tygodniu. Status Ukrainy jako kandydata do UE wyznaczy linię po dziesięcioleciach niejasności i utrwali przekonanie, że Ukraina to Europa, a nie część »rosyjskiego świata«. Jestem wdzięczny za wsparcie Ukrainy na naszej drodze" - napisał Kułeba.
W poniedziałek szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau mówił, po rozmowach w Luksemburgu szefów dyplomacji państw UE, że "wszystko wskazuje na to, iż przyznanie Ukrainie statusu państwa kandydującego do Unii Europejskiej jest przesądzone".
Władze: w obwodzie zaporoskim 150 osób jest w rosyjskiej niewoli
W obwodzie zaporoskim na południu Ukrainy doszło do ponad 350 przypadków uprowadzenia ludzi, 150 osób wciąż jest w niewoli - poinformował we wtorek szef władz tego regionu Ołeksandr Staruch.
Gubernator ocenił, że na tymczasowo okupowanej części obwodu "sytuacja pozostaje bardzo trudna". Dotychczas wiadomo o 352 przypadkach uprowadzenia, z tego 150 osób pozostaje w niewoli - przekazał.
Wiadomo też o "ogromnej liczbie" kradzieży majątku rolników, mieszkańców - dodał.
Na terenie obwodu zaporoskiego znajdują się np. Berdiańsk i Melitopol, zajęte przez siły rosyjskie.
Mer Melitopola Iwan Fedorow powiedział, że Rosjanie zastraszają miejscową ludność, trwa kolejna fala uprowadzania mieszkańców. Z centralnego placu uprowadzono jednego z pastorów, jego los nie jest znany. W nieznanym kierunku wywieziono też kilku aktywistów.
Według Fedorowa okupacyjne siły chcą wprowadzić karę śmierci.






















































