REKLAMA

Ile zarabiamy i dlaczego tak mało?

Krzysztof Kolany2015-07-27 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2015-07-27 06:00
YAY Foto

Do niedawna winę można było w większości zrzucić na wysokie podatki. Opodatkowanie pracy rzędu 40% co prawda nie znikło, ale sytuacja się skomplikowała. Bo skoro jesteśmy „zieloną wyspą”, to dlaczego wynagrodzenia w Polsce od kilku lat drepcą w miejscu?

„Średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw” w czerwcu 2015 roku wyniosło 4.039,70 zł i było o 2,5% wyższe niż przed rokiem - wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Tyle że:

1) GUS podaje płacę brutto, podczas gdy pracownik otrzymuje kwotę netto (pomniejszoną o ZUS i podatki), a pracodawca ponosi koszty pracy powiększone o przymusowe „składki” na ZUS. W rezultacie pracownik zamiast ponad czterech tysięcy dostaje 2881 zł, a firma płaci 4878 zł. Różnicę – prawie dwa tysiące złotych – zabiera państwo, w roli poborcy podatkowego obsadzając pracodawcę i z premedytacją konfliktując go z pracownikami.

2) GUS bierze pod uwagę tylko przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 9 osób – takie podmioty odpowiadają za ok. 1/3 wszystkich miejsc pracy. Pomijane są małe i mikrofirmy, gdzie z reguły zarabia się mniej, ale także sektor publiczny, gdzie średnio zarabia się więcej.

3) GUS podaje średnią, która przy niesymetrycznym rozkładzie wynagrodzeń wywołuje błędne wrażenie. Tzw. średnia krajowa pozostaje nieosiągalna dla ok. 2/3 pracowników.

Roczna dynamika średniego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw
Roczna dynamika średniego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw (Bankier.pl na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego)

Dokładniejsze dane o wynagrodzeniach GUS publikuje raz na dwa lata i to w dodatku z ponad rocznym opóźnieniem: najnowszy raport obrazuje stan na październik 2012 roku. Wtedy mediana wynagrodzenia wynosiła 3115,11 zł brutto, a najczęściej występujące wynagrodzenie (dominanta) 2189,11 zł, przy średniej krajowej rzędu 3718,19 zł. Co dziesiąty pracownik zarabiał nie więcej niż 1600 zł brutto (ówczesna płaca minimalna), a tylko 10% otrzymywało więcej niż 6561,59 zł. Te kwoty zawężają nam zakres „zwykłej” pensji do przedziału ok. 1,6-2,6 tys. zł netto (od dominanty do średniej). Gdyby ten przedział „zwaloryzować” o wzrost średniego wynagrodzenia w dużych firmach (8,6%), na dziś otrzymalibyśmy 1,7-2,9 tys. zł netto. Czyli 400-700 euro.

Od czego zależą wynagrodzenia?

Pracodawca jest w stanie zapłacić pracownikowi nie więcej, niż ten ostatni jest w stanie wypracować. Poza państwowymi firmami mało kto będzie dokładał do interesu. Przynajmniej na dłuższą metę. Ten sam mechanizm działa w skali całej gospodarki, gdzie wysokość przeciętnego wynagrodzenia wykazuje bardzo silną korelacją z poziomem PKB na mieszkańca.

Występuje silna korelacja pomiędzy średnim rocznym wynagrodzeniem a PKB na mieszkańca. Dane w USD za 2013 r.
Występuje silna korelacja pomiędzy średnim rocznym wynagrodzeniem a PKB na mieszkańca. Dane w USD za 2013 r. (Bankier.pl na podstawie danych OECD i Banku Światowego)

Wynagrodzenia zależą przede wszystkim od struktury gospodarki, która przekłada się na wydajność pracy. Czyli: ile wypracujesz, tyle możesz zarobić.  Wydajność pracy w skali mikro to iloraz przychodu netto przedsiębiorstwa przez liczbę przepracowanych roboczogodzin potrzebnych do wytworzenia sprzedanych produktów. Zależy on nie od tego, jak ciężko pracuje dany pracownik, ale od tego, co jest w stanie w tym czasie wytworzyć. Dlatego znacznie wyższa jest wydajność pracy programisty niż pracownika rolnego, nawet jeśli ten drugi pracuje znacznie ciężej i w gorszych warunkach. 

Proste rezerwy przestały wystarczać

Aby zwiększyć płace, należy dążyć do zwiększenia PKB, czyli do jak najszybszego wzrostu gospodarczego. A ten można osiągnąć, zwiększając zasób zaangażowanej pracy (np. poprzez zwiększenie wskaźnika aktywności zawodowej), kapitału (czyli poprzez inwestycje) oraz postęp technologiczny. Zwłaszcza te dwa ostatnie czynniki przyczyniają się do szybkiego zwiększenia wydajności pracy, co otwiera pole do zwiększenia wynagrodzeń.

Wydajność pracy w wybranych krajach EFTA (w euro za godzinę)
Wydajność pracy w wybranych krajach EFTA (w euro za godzinę) (Eurostat)

Problem w tym, że w ostatnich latach w Polsce ten mechanizm jakby przestał działać. Albo mówiąc precyzyjniej: jego efekty są niwelowane przez wpływ innych czynników. Liczby nie kłamią: w latach 2008-13 wydajność pracy w Polsce wzrosła z 9 do 10,6 euro na godzinę, a więc o 18%. Równocześnie godzinowe koszty pracy zwiększyły się z 7,6 do 8,1 euro (i 8,4 euro w roku 2014), co oznacza wzrost zaledwie o 6,6%. A więc wydajność pracy rosła niemal trzy razy szybciej niż koszty pracy!

Jednostkowe koszty pracy w wybranych krajach UE (w euro za godzinę)
Jednostkowe koszty pracy w wybranych krajach UE (w euro za godzinę) (Eurostat)

Jednostkowe koszty pracy (tj. pensje plus podatki) w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej. Niższe są w Bułgarii (przeszło dwukrotnie), Rumunii, na Litwie, Łotwie oraz na Węgrzech. Godzinowy koszt zatrudnienia pracownika w Polsce jest prawie 4-krotnie mniejszy niż w Niemczech czy Francji oraz niemal 5-krotnie niższy niż w rekordowo drogiej Danii. Drożsi od Polaków są też Chorwaci, Czesi czy Słowacy.

Czytaj dalej: niskie płace to nie tylko nasz problem

Jednostkowych kosztów pracy nie powinno się jednak porównywać bez odniesienia do wydajności pracy. Godzinowy koszt pracy w Polsce stanowi 34,1% średniej unijnej (i 28,8% średniej dla strefy euro), ale nasza wydajność pracy to tylko 33% średniej unijnej (i 28,4% dla strefy euro). I być może tu tkwi źródło problemu: w latach 2005-13 wydajność pracy liczona w euro rosła średnio o 2,9% rocznie, podczas gdy w latach 1996-2004 zwiększała się w tempie 5,2%. O tym mówią ekonomiści, którzy od kilku lat ostrzegają, że Polsce skończyły się „proste rezerwy” pozwalające doganiać kraje rozwinięte.

Udział płac w PKB (w %)
Udział płac w PKB (w %) (Baza danych makroekonomicznych Komisji Europejskiej (AMECO))

Bazując tylko na niskich kosztach pracy i sprowadzaniu do Polski montowni i call-centers globalnych koncernów, nie uda się osiągnąć poziomu płac bogatego Zachodu. Zasadność tych obaw potwierdza inny – ostatnio bardzo popularny – wskaźnik: relacja płac od PKB. W 2014 roku w Polsce relacja ta wyniosła 46,2%, co plasuje nas w dole tabeli. Nieco niższy udział płac mają m.in. Litwa, Słowacja, Rumunia i Cypr, ale także Nowa Zelandia. A jeszcze niżej są Meksyk (36,3%) i Turcja (33,1%) – czyli kraje spoza Europy, ale na zbliżonym do Polski poziomie rozwoju. 

Niskie płace to nie tylko nasz problem

Bazując na danych AMECO, można pokusić się o wniosek, że bogatsze kraje cechują się wyższym udziałem płac w PKB niż biedne (w Szwajcarii to aż 66,9%, w Niemczech, Japonii, Francji i Wlk. Brytanii 57-59%). Ale w górze tabeli znajdziemy też średniozamożną Chorwację (57,8%), a w środku biedną Bułgarię (54,9%).

Za to niepokojącym zjawiskiem – przynajmniej z punktu widzenia pracowników – jest bardzo silny spadek relacji płac do PKB, jaki miał miejsce w Polsce w latach 2002-14. Jeśli wziąć pod uwagę tylko ostatnią dekadę (2004-14), relacja płac do PKB obniżyła się o 4,3 punkty procentowe. To dużo, ale były kraje, gdzie udział płac spadł jeszcze mocniej: na Cyprze aż o 9 pp., w Rumunii o 8,7 pp., w Macedonii o 4,9 pp., a w Turcji i Meksyku po przeszło 4 pp.

Tendencja do spadku udziału płac w PKB widoczna jest w większości krajów rozwiniętych od ok. 20-30 lat. W Europie największy spadek z reguły notowały kraje, które dopadł poważny kryzys gospodarczy: Węgry, Cypr czy Portugalia. Ale w tych krajach wcześniej nastąpił nadmierny (tj. oderwany od wzrostu wydajności) wzrost płac. Czyli zjawisko, które Polskę raczej ominęło.

Problem słabego złotego

Gdy 7 lat temu euro kosztowało 3,20 zł siła nabywcza polskich wynagrodzeń wyrażona w euro była wyższa niż obecnie. Choć ówczesna siła złotego później okazała się efektem bańki spekulacyjnej napędzanej przez kredyty w CHF i opcje walutowe, to nie tłumaczy trwającej od kilku lat słabości złotego. W teorii waluta kraju „nadganiającego” (tj. o szybszym wzroście PKB i wydajności pracy) powinna się umacniać względem waluty regionu doganianego (czyli strefy euro).

Kurs EUR/PLN od 15 lat oscyluje w przedziale wyznaczonym przez dwa odchylenia standardowe od mediany.
Kurs EUR/PLN od 15 lat oscyluje w przedziale wyznaczonym przez dwa odchylenia standardowe od mediany. (Bankier.pl)

W przypadku złotego ta zasada przestała działać: mimo że rozwijamy się szybciej niż euroland i mamy wyższe stopy procentowe, złoty nie zyskuje względem euro, co pozwoliłoby na zwiększenie siły nabywczej polskich wynagrodzeń. Polską gospodarkę stać teraz na kurs euro rzędu 3,50 zł, ale rynek nie chce płacić za europejską walutę mniej niż 4 złote.

Weszliśmy na grecką ścieżkę

Gołym okiem widać, że w polskiej gospodarce coś się zacięło. Rozwijamy się coraz wolniej, choć dystans do najbogatszych krajów Europy pozostaje ogromny. Diagnoza jest prosta, ale znalezienie przyczyn i recepty na poprawę sytuacji, są już znacznie trudniejsze. Zaryzykowałbym tezę, że źródło problemu może leżeć w polityce gospodarczej prowadzonej przez ostatnie lata, która spycha nas wprost do tzw. pułapki średniego rozwoju.

Rosnący fiskalizm i opresyjność państwa, ograniczanie wolności gospodarczej, rozbudowa sektora publicznego kosztem prywatnej inicjatywy i preferowanie kapitału zagranicznego ponad rodzimych przedsiębiorców to chyba najbardziej widoczne mankamenty polityki ostatnich kilkunastu lat. Dodajmy do tego rosnący dług publiczny (nie tylko jawny, ale przede wszystkim ukryty), niewydolne sądy i nadchodzące tsunami demograficzne. Niestety, ale już podążamy ścieżką grecką i jeśli nic się nie zmieni, to po roku 2020 w najlepszym razie skończymy jak Portugalia: z przeciętnymi płacami i niezłą siecią autostrad, ale bez perspektyw na rozwój i dogonienie najbogatszych.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1200 zł premii!

Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1200 zł premii!

Advertisement

Komentarze (154)

dodaj komentarz
~demografia
Nadchodzi "tsunami demograficzne" ?

A w mediach caly czas ze za malo dzieci rodzi sie w Polsce i krajach europ.
I ze spoleczenstwa sie starzeja. No i ze w tym mogo pomoc imigranci
arabscy i ci z Afryki.

No to jak z tym w kocu jest ?
~pticu600
Wszystko jest ok tylko dlaczego skoro firma się rozwija (prywatna) zarobki w przeciągu 7 lat wzrosły o 10% na poziomie pracownika fizycznego a w biurach o 140%.A firma w tym czasie rozbudowała się o 2 kolejne oddziały 8 sklepów firmowych a dziewiąty sklep firmowy potrafił wygryżć BIEDRONKĘ z lokalu!!! Dla mnie Polska Wszystko jest ok tylko dlaczego skoro firma się rozwija (prywatna) zarobki w przeciągu 7 lat wzrosły o 10% na poziomie pracownika fizycznego a w biurach o 140%.A firma w tym czasie rozbudowała się o 2 kolejne oddziały 8 sklepów firmowych a dziewiąty sklep firmowy potrafił wygryżć BIEDRONKĘ z lokalu!!! Dla mnie Polska dalej będzie patologicznym krajem,gdzie przedsiębiorca w ciągu 7 lat wzbogaca się o 1,5mln% lub więcej, a jego pracownik fizyczny 10% przy czym dalej pozostaje na tzw minimalnej płacy krajowej bo pracodawcy nie stać na opłacenie pełnej wypłaty bym mógł spokojnie wejść do banku po kredyt a nie jałmużną.Od 20 lat swojej pracy słyszę to samo: My jedziemy na zerowej marży firma ledwo zipie!!! Tak jasne w ciągu 1,5 roku 4 ciężarówki po ok.300000 netto,auto dla żony szefa 200000 tyś netto i dla niego samego 400000 netto.Ciągle to samo!!!!!!.FIRMA LEDWO ZIPIE!!! W tym kraju trzyma mnie tylko jedno. DZIECI !!!! Niestety ich nie zostawię i nie pojadę w niepewne.Jednak gdyby była szansa pracować przez ok 10 lat za godziwe wynagrodzenie uciekłbym z tego chorego Państwa jak większość Polaków stojących pod bramką.Tych którzy potrafią sobie odmówić by ich dzieci miały lepiej.KOLEJNY POLAK MAJĄCY DOŚĆ BREDNI WCISKANYCH PRZEZ RZĄD I PRACODAWCÓW !!!!!
~Ruda
Problem jest w tym, że pracodawca może sobie na to pozwolić, bo dobijanie przez lata gospodarki podatkami i ZUS-ami sprawia, że mamy dosyć spore bezrobocie, więc nie musi konkurować o pracownika. Gdyby gospodarka lepiej się rozwijała, firmy musiałyby walczyć o pracowników, czyli płacić lepiej. A tak- wolna amerykanka,Problem jest w tym, że pracodawca może sobie na to pozwolić, bo dobijanie przez lata gospodarki podatkami i ZUS-ami sprawia, że mamy dosyć spore bezrobocie, więc nie musi konkurować o pracownika. Gdyby gospodarka lepiej się rozwijała, firmy musiałyby walczyć o pracowników, czyli płacić lepiej. A tak- wolna amerykanka, ludzie pracują za grosze. Druga sprawa, to właśnie to, ile zabiera państwo z naszej pracy. To zwykły mafijny haracz!
~s68f5
http://pieniadzeniesmierdza.pl/2015/07/09/dlaczego-tak-malo-zarabiasz/
~Artur
Dobry artykuł. Widać, że autor zna się na rzeczy.
~as
moim skromnym zdaniem, wynika to w dużej mierze ze zwyklej polskiej pazerności. wielu wlascicieli jest w stanie dac więcej, ale po co, jak można się oblowic malym kosztem>
~aa23
Po pierwsze pazerność nie posiada narodowości. Po drugie jeśli ktoś dużo zarabia na wolnym rynku, to znaczy tylko tyle, że konsumenci bardzo cenią jego produkty i zasługuje na każdy grosz. Co innego jeśli ktoś zarabia w sposób korupcyjny, to inna para kaloszy.
~astr2
To są mity. Pazerność jest wszędzie taka sama.
~rysiek
Malo zarabiamy bo Komorowski z PO szastaja publicznymi pieniedzmi na lewo i prawo ,premie po 50,000 tysiecy na kampanie 20 milionow a teraz wydadza drugie 60 milionow okradaja Polske na naszych oczach,pomyslcie ilu ludzi Polakow mozna by za te pieniadze wyciagnac z biedy
~ingo
a policzyleś ilu ludzi w Polsce mozna by wyciągnąć z biedy za 4 mld ukradzione w pisowskich SKOK-ach ?, to 70 razy tyle co twoje wyimagowane 60 mln ze szmatlawcow typu FAKT i SE.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki