Kurs euro odbił się od bariery czterech złotych, osiągając w czwartek o poranku najniższy poziom od sierpnia 2011 roku. Mimo wyraźnego spadku ceny wspólnotowej waluty wciąż trudno mówić o „mocnym złotym”.


W czwartek przed południem za euro płacono 4,0164 złotego. Nad ranem, na bardzo płytkim rynku, cena europejskiego pieniądza spadła do 4,00 zł, a na niektórych platformach foreksowych przez kilka minut można było zobaczyć kursy nawet poniżej czterech złotych.

Czteroletnie minimum na parze euro-złoty i osłabienie euro o prawie 40 groszy w trzy miesiące wywołały falę komentarzy o „mocnym złotym”, co jednak uważam za ocenę mocno przesadzoną. Po pierwsze, od 6 lat kurs EUR/PLN porusza się w przedziale 3,80-4,40 zł, a więc dopiero co przekroczyliśmy środek tej konsolidacji. O terytorium „mocnego złotego” można by mówić dopiero po zejściu poniżej 3,80 zł.
Po drugie, powinniśmy raczej mówić o słabym euro, a nie mocnym złotym. Dolar kosztujący ponad 3,73 zł raczej nie należy do tanich. Tak samo jak frank szwajcarski po blisko 3,85 zł czy funt szterling wyceniany na ponad 5,50 zł. To euro rozwadniane przez maszyny drukarskie Europejskiego Banku Centralnego traci na wartości wobec głównych walut wymienialnych.
Krzysztof Kolany






























































