W niedzielę minęły trzy lata od giełdowego debiutu Energi. W tym czasie spółka przeszła prawdziwą metamorfozę. Niestety dla akcjonariuszy, ciężko proces ten nazwać zmianą na lepsze.


Jeszcze przed debiutem Energa wydawała się naprawdę łakomym kąskiem. Chrapkę na niego miała najpierw PGE, której na drodze stanął UOKiK. Mówiło się także o zainteresowaniu CEZ-u. Skarb Państwa koniec końców postanowił jednak sprzedać swoje udziały poprzez giełdę. Co ważne, sam debiut miał być tylko etapem na drodze do pełnej prywatyzacji w 2014 roku.
I choć plany te dosyć szybko zostały zarzucone, Energa wciąż wyróżniała się na tle trzech innych państwowych spółek energetycznych. Po pierwsze dominującym udziałem segmentu dystrybucji, który generował aż trzy czwarte zysku operacyjnego. W przypadku Tauronu i Enei było to ok. połowy, a w PGE niespełna 30%. W konsekwencji powyższego Energa wyróżniała się również niskim udziałem segmentu wytwarzania energii, który generował tylko 13,8% przychodów i 10% EBITDA. Dzięki takiej strukturze wyniki Energi miały być mniej podatne na wahania, co miało czynić z niej prawdziwą dywidendową dojną krowę.
Drugim elementem, który odróżniał Energę od konkurencji, była tzw. "zielona" energia, która sugerowała lepsze dostosowanie firmy do zmieniających się energetycznych trendów. Gdańska spółka mogła się pochwalić hydroelektrownią o średniorocznej produkcji 700-800 GWh, trzema farmami wiatrowymi, kotłami opalanymi biomasą oraz dwiema elektrociepłowniami. Dzięki temu z "zielonych" źródeł pochodziło 31% wytwarzanej energii, a na sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów spółka zarabiała ok. 390 mln zł rocznie. Spółka sama zresztą w strategii chwaliła się ograniczaniem oddziaływania na środowisko naturalne,
Szybka kariera giełdowego bohatera
Wprawdzie giełdowy debiut Enerdze nie wyszedł, spółka jednak szybko się otrząsnęła i rozpoczęła marsz na północ. W efekcie we wrześniu 2014 roku jej wartość przekroczyła 10 mld zł (na debiucie było to 6,7 mld zł). Maksima Energa wypracowała zaś w kwietniu 2015 roku (11,4 mld zł), tuż przed dywidendą (5,8%). Później jednak spółka wpadła w trend spadkowy, by zatrzymać się na poziomie 2,9 mld zł w listopadzie 2016 roku. Dziś Energa wyceniania jest na 3,7 mld zł, a więc – po ujęciu dywidend – ledwie 2/3 tego, co podczas debiutu w grudniu 2013 roku.

Z jednej strony w tym okresie słabiej zaczął radzić sobie cały rynek. Sektor energetyczny podczas tej bessy stracił jednak dużo więcej niż przeciętna spółka. W fatalnym 2015 roku WIG-Energia stracił 31%. W 2016, gdy większość indeksów względem stycznia wyszła ponad kreskę, sektor energetyczny zanotował kolejne -16%. I duży w tym udział samej Energi, która prezentuje się wyraźnie słabiej niż „konkurenci”. Sytuacja na giełdzie oddaje trend na wynikach finansowych spółki, które w ostatnich latach wyraźnie słabną. Przykładowo, w III kwartale 2016 roku Energa zanotowała rok do roku spadki przychodów i zysków we wszystkich trzech kluczowych obszarach działalności.
Branża przez ostatnie kwartały musiała mierzyć się m.in. ze spadającymi cenami energii. Problemy zaczęły się mnożyć również w obszarach, w które wydawały się gdańskiej spółce dawać przewagę na tle sektora. "Zielona” Energa stanęła przed wyzwanie związanym z niskimi cenami zielonych certyfikatów. Popsuł się także ogólny klimat na inwestycje związane z OZE. Sztandarowy przykład stanowią regulacje dotyczące elektrowni wiatrowych okrzyknięte w środowisku jako "walka z wiatrakami". "Zieleń" przestała nagle być aż takim atutem jak wcześniej, wyhamowały także perspektywy na szybszy rozwój tego sektora. A warto wspomnieć, że w III kwartale 2016 roku 38% mocy zainstalowanych spółki wciąż stanowiły OZE, 42% z nich to wiatraki.
Czytaj dalej: Energa i klątwa czarnej perły >>
Klątwa czarnej perły
Inna sprawa, że Energę nieco "odzieleniono" poprzez zakup 17% akcji PGG. Spółka, która jeszcze trzy lata temu chwaliła się ograniczaniem negatywnego wpływu energetyki na środowisko, teraz mocniej weszła w węgiel. Choć wytwarzanie wciąż przegrywa w Enerdze z dystrybucją, to jednak spółka za sprawą tej jednej decyzji stała się dużo mocniej powiązana z górnictwem. Nawet odbicie cen węgla jest tu niewielkim pocieszeniem, ponieważ Skarb Państwa jednoznacznie wskazał, że w przyszłości każdy poważniejszy problem sektora górniczego – a tych w ostatnich latach nie brakowało – będzie przerzucał na sektor energetyczny.
To problematyczne tym bardziej, że proces ten ma raczej podłoże polityczne, a nie biznesowe. Warto wspomnieć, że choćby jeszcze w sierpniu 2015 roku stary zarząd Energi jasno deklarował, że nie widzi ekonomicznych podstaw do zaangażowania się w restrukturyzowaną KW, z której następnie utworzono PGG. Interes polityczny okazał się jednak argumentem przeważającym w tej sprawie.
Dywidendowy znak zapytania
Z zagadnieniem tym wiązać należy także inne zagrożenie, które wisi nad sektorem. Bezpośrednie angażowanie się w kopalnie i spółki węglowe to bowiem nie jedyna droga, którą zapędzono energetykę do ratowania górnictwa. Państwo pieniądze od spółek energetycznych pozyskuje także drogą standardową, a więc w postaci dywidendy. W Ministerstwie Energii zauważono jednak, że w ten sposób część pieniędzy „ucieka” w ręce inwestorów mniejszościowych, którzy jako akcjonariusze angażujący w spółkę kapitał mają przecież swoje prawa. W rządzie jednak prawa współudziałowców, którym jeszcze niedawno sprzedawano akcje, uznano jednak za zagadnienie czysto teoretyczne. "Problem" nieszczelności dywidend postanowiono rozwiązać czysto księgowym przerzuceniem pieniędzy z kapitału zapasowego na zakładowy. Wprawdzie ruch ten ogranicza zdolność do wypłaty dywidend, rząd wychodzi jednak na swoje dzięki podatkowi. Pieniądz więc nadal płynie do państwowej kiesy, omija się jednak w ten sposób inwestorów mniejszościowych.
| Dywidendy od Energii | ||
|---|---|---|
| Data | Dywidenda na akcję w PLN | Suma dywidendy w PLN |
| 2014-05-23 | 1,00 | 414 067 114,00 |
| 2015-05-06 | 1,44 | 596 256 644,16 |
| 2016-07-01 | 0,49 | 202 892 885,86 |
| Żródło: Notoria StockGround | ||
Program uruchomiono pilotażowo w PGE, które w tym roku mocno przycięło dywidendę, a pieniądze pozyskane z podatku rząd szybko dopisał do rubryki zawierającej wydatki na górnictwo. Ministerstwo już jednak zapowiedziało, że w najbliższych latach podobne operacje zostaną przeprowadzone na innych spółkach Skarbu Państwa z naciskiem na sektor energetyczny. Ostatnia dywidenda z Energi i tak prezentowała się blado na tle tych z poprzednich lat, zapowiedź ta sugeruje jednak, że sytuacja jeszcze może się pogorszyć.
Moc niespełnionych nadziei
Z powyższej analizy wynika, że jeżeli ktoś w 2013 roku kupił Energę jako spółkę dywidendową, która wyróżnia się na tle sektora małymi związkami z górnictwem i sporym udziałem zielonej energii, teraz ma w portfelu podmiot do powyższego opisu niepasujący. Wszystkie trzy atuty, które stanowiły o sile pojawiającej się na giełdzie Energi, przez trzy lata może nie przestały istnieć, ale zostały bardzo poważnie poturbowane. Zalety faworyzujące gdańską spółkę na tle „konkurentów” wyblakły i dołączyły do obszaru grzechów wspólnych, w którym już wcześniej znajdowały się wymagające sporych nakładów przestarzałe moce i sieci oraz nieprzewidywalny główny akcjonariusz kierujący się nie kryterium biznesowym, a politycznym.
W ten sposób – w dużej mierze "dzięki" działalności rządu – ciekawa spółka z perspektywą na mocnego kandydata do portfela dywidendowego, dołączyła raczej do grona przykładów od oszczędzania na GPW odstraszających, aniżeli je promujących. Zamiast rozwoju w wyróżniającego się na tle sektora pięknego łabędzia, Energa zasiliła giełdowe stado brzydkich kaczątek, które w ostatnich dwóch latach hamowały wzrosty na polskiej giełdzie. Oczywiście Energa wciąż ma potencjał do wzrostu, co sugerują m.in. raporty analityczne. Warto jednak, by największy akcjonariusz spółki w procesie tym zaczął pomagać, zamiast przeszkadzać.































































