„Jest rzeczą odpowiednią kontynuować to, o czym zadecydowaliśmy” – powiedział Jean-Claude Trichet odnosząc się do skupu obligacji wyemitowanych przez państwa strefy euro. Prezes EBC potwierdził tym samym majową zmianę kursu. Zamiast przygotowań do „strategii wyjścia” z monetarnych stymulantów, będziemy mieli niczym nieskrępowany dodruk wspólnotowej waluty. Wsparcie w postali nielimitowanych pożyczek euro dostanie też branża bankowa. Te oprocentowane na 1% pożyczki są tak naprawdę ukrytą dotacją dla sektora finansowego.
Doświadczeni inwestorzy momentalnie wyczuli zmianę wiatru, jaka pojawiła się na morzach świata finansów. Strefa euro podążyła tropem Stanów Zjednoczonych, decydując się na realizację skrajnie inflacyjnego scenariusza (choć niekoniecznie od razu przełoży się to na wzrost PPI i CPI). Ledwo dostrzegalne widmo monetarnej deflacji rozwiało się w mgnieniu oka. Uczestnicy rynku wiedzą już, że gotówka jest śmieciem, a akcje znów mogą królować.
Notowania obligacji skarbowych Niemiec i USA ruszyły w dół. W przeciwnym kierunku podążyły zaś giełdowe indeksy. W Paryżu CAC40 zwyżkował o blisko 2%. Niemiecki DAX poszedł w górę o 1,2%, a londyński FTSE100 zyskał 0,9%. W Nowym Jorku po dwóch godzinach handlu skala wzrostów sięgała 2%.
Najwięcej optymizmu było w Madrycie, gdzie IBEX35 podskoczył o 3,9%. To pochodna udanej aukcji papierów skarbowych – hiszpańskiemu rządowi udało się znaleźć nabywców na obligacje za 3,9 mld euro.
Wzrostom na rynkach akcji towarzyszyły wyższe ceny surowców przemysłowych. Nic więc dziwnego, że spółki wydobywcze były dziś jednymi z najmocniejszych punktów giełdowych indeksów. Notowania BHP Billiton zwyżkowały o 3,2% i o tyle samo wzrósł kurs Rio Tinto. Wyjątkiem były papiery BP, które pomimo uspokajających komunikatów zarządu przeceniono o blisko 7%.
K.K.
































































