Wznowienie działań militarnych na Bliskim Wschodzie podbiło notowania ropy naftowej i „kanałem inflacyjnym” uderzyło w złotego. Kurs euro zmierza w kierunku 4,40 zł, a dolar amerykański jest najdroższy od maja ubiegłego roku.


Podczas weekendu miała miejsce kolejna fala amerykańskich ataków na Iran, który wcześniej ostrzelał statki przechodzące przez Cieśninę Ormuz. W Zatoce Perskiej mamy do czynienia z eskalacją konfliktu, który podbił notowania ropy naftowej w okolice 80 USD za baryłkę. To oznacza wyższą inflację i wolniejszy wzrost gospodarczy w takich krajach jak Polska – czyli u importerów surowców energetycznych.
- Początek tygodnia przynosi wzrost cen ropy, spadki na giełdach oraz – przez wyższe oczekiwania inflacyjne – wywierać będzie zapewne presję na wzrost rentowności obligacji skarbowych – napisali w porannym raporcie analitycy PKO BP.
Polski rynek walutowy zdążył zdyskontować te wydarzenia jeszcze w piątek, gdy notowania euro dotarły na wysokość 4,35 zł i znalazły się najwyżej od listopada 2024 roku. Rynek uwzględniał też w wycenia złotego nową, znacznie niższą ścieżkę stóp procentowych wytyczoną po lipcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Droższe paliwa i niższe stopy oznaczają istotny spadek przyszłej realnej stopy procentowej w Polsce, co zniechęca do lokowania kapitału w PLN.
W poniedziałek rano kurs euro kształtował się na poziomie 4,3362 zł, a więc o 0,7 grosza powyżej stanu z zakończenia piątkowych notowań. Na gruncie analizy technicznej wydarzenia z ostatniego tygodnia zapowiadają dalsze osłabienie polskiej waluty i wzrost kursu EUR/PLN w okolice 4,40 zł.

- Główne pary z PLN nie dotarły jeszcze do kluczowych z punktu widzenia trendu poziomów, a te widzimy bliżej 4,38 dla EURPLN i powyżej 3,85 dla USDPLN. Naszym zdaniem jednak najbardziej dynamiczna faza krótkoterminowego trendu wzrostowego EURPLN jest już za nami, a w pierwszej połowie tygodnia widzimy szanse na korektę w stronę 4,30–4,31 jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie nie będzie eskalować – czytamy w poniedziałkowym raporcie PKO BP.
- Główną przyczyną deprecjacji złotego było, w naszej ocenie, zawężenie wycenianego przez rynek spreadu stóp procentowych między Polską a strefą euro i USA. Wynikało ono z rosnącej dywergencji oczekiwań dotyczących polityki pieniężnej NBP względem EBC i Fed w horyzoncie najbliższego roku. W efekcie spadła atrakcyjność złotego w strategiach carry. Tendencję tę wzmocnił gołębi odbiór konferencji Prezesa NBP, po której EURPLN wybił się górą ze średnioterminowego trendu bocznego, a USDPLN z lokalnej konsolidacji – tak sytuację na rynku złotego ocenili eksperci PKO BP.
Tymczasem kurs dolara w poniedziałek rano dotarł na wysokość 3,8004 zł, rosnąc o 0,8 grosza i meldując się na najwyższym poziomie od 14 miesięcy. Bazując na utrzymującym się od półtora roku „wzorcu trumpowskim” dolar nie powinien już jednak drożeć. Jest to jednak tylko historyczna analogia, która wcale nie musi się sprawdzić.
Wciąż mocny pozostaje funt brytyjski, który jeszcze w piątek kosztował w porywach 5,11 zł i był najdroższy od stycznia ubiegłego roku. W poniedziałek rano brytyjską walutą handlowano po kursie 5,0871 zł. Natomiast frank szwajcarski wyceniany był na 4,6944 zł po tym, jak w piątek notowania helweckiej waluty chwilowo sięgnęły poziomu 4,72 zł.
KK



























































