Eurodolar kontynuuje rozpoczęty w poniedziałek ruch spadkowy. To nie służy złotemu, który systematycznie słabnie nie tylko wobec umacniającego się dolara, ale także wobec euro.


W środę rano kurs EUR/USD zniżkował o ponad 0,3%, schodząc do 1,1749 euro za dolara. Spadkowa korekta na najważniejszej parze walutowej świata trwa od początku tygodnia. Wszystko zaczęło się po tym, jak eurodolar nie był w stanie trwale sforsować bariery 1,20, na wykresie dziennym rysując formację RGR.
Ostatniego impulsu do spadków na eurodolarze dostarczyły wypowiedzi Janet Yellen. Szefowa Rezerwy Federalnej zapowiedziała, że oficjalnie niska inflacja CPI nie powstrzyma Fedu przed kolejnymi podwyżkami stóp procentowych. Takie słowa wraz z zeszłotygodniowymi „fedokropkami”, w ramach których członkowie FOMC podtrzymali zamiar dokonania jeszcze jednej podwyżki w tym roku, zmieniły nastawienie inwestorów. Jeszcze tydzień temu rynek wyceniał szanse grudniowej podwyżki stóp w USA na ok. 40%. Teraz już blisko na 80%.
Perspektywa wyższej ceny pieniądza w Rezerwie Federalnej wsparła dolara, ale też osłabiła złotego. Przecież jeśli Fed w grudniu podniesie stopy o 25 pb., to górne ograniczenie stopy funduszy federalnych zrówna się ze stopą referencyjną Narodowego Banku Polskiego! A większość członków Rady Polityki Pieniężnej nie chce nawet słyszeć o podwyżce stóp nie tylko w tym, ale też w przyszłym roku.
W takim układzie trudno się dziwić osłabieniu złotego. Polska waluta traci jednak nie tylko do umacniającego się dolara, ale także do słabującego ostatnio euro. O 9:51 za jedno euro na rynku bankowym trzeba było zapłacić już prawie 4,30 zł – najwięcej od przeszło pół roku. Kurs dolara rósł o ponad dwa grosze, osiągając cenę 3,6565 zł.

Krzysztof Kolany




























































