Indeks dolara (DXY) po raz pierwszy od 2003 roku osiągnął wartość stu punktów. Tylko przez ostatnie 12 miesięcy amerykańska waluta zyskała niemal 25%. Od trzech miesięcy DXY wznosi się niczym Nasdaq w roku 1999.
![Dolar jak Nasdaq sprzed 16 lat [Wykres dnia]](https://galeria.bankier.pl/p/f/a/032eac076b6549-945-567-286-0-1833-1100.png)
![Dolar jak Nasdaq sprzed 16 lat [Wykres dnia]](https://galeria.bankier.pl/p/f/a/032eac076b6549-945-567-286-0-1833-1100.png)
Amerykański dolar – waluta jeszcze niedawno skazywana na upadek (cóż... co się odwlecze, to nie uciecze :-) – od połowy 2013 roku przeżywa swój renesans. Przez cały ubiegły rok kapitał powracał do Stanów Zjednoczonych kuszony perspektywą wygaszenia QE (to dokonało się w listopadzie) i pierwszą od niemal dekady podwyżką stóp procentowych.

W rezultacie dolar stał się „jedyną grą w mieście”. W obliczu QE w strefie euro, szaleństw Banku Japonii oraz spowolnienia wzrostu w Chinach inwestorzy uciekają w stronę względnego bezpieczeństwa oferowanego przez USD i amerykańskie obligacje. A także licząc na zarobek z ciągle drożejących akcji i wykorzystując sporą różnicę pomiędzy rentownością obligacji niemieckich (niespełna 0,2% w przypadku papierów 10-letnich!) i amerykańskich (ponad 2%).
W takiej sytuacji kupno dolara jawi się jako „oczywista oczywistość” (ang. no brainer – jak mawiają Jankesi). Tak samo jak 15 lat temu jedyną „słuszną” inwestycją były spółki internetowe i tak samo wykres indeksu dolara przypomina trajektorię Nasdaqa z roku 1999.
Zobacz także
Krzysztof Kolany



































































