Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Jedną z największych partii jest Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, która w Polsce wspierana jest przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Głosując na kandydatów tej partii zgadzamy się na to, by przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Martin Schulz. O to kilka interesujących pomysłów europejskich socjalistów – by w UE było dostatniej, a ludziom żyło się lepiej.
W dokumencie “Alternative Vision for Europe. The first 100 days to change Europe “ możemy zapoznać się z programem tej partii w przypadku, gdy uda się jej zdobyć większość. Cały dokument to jedno wielkie zapewnienie, że głosując na socjalistów będzie lepiej. Brakuje w nim konkretów, ale to samo tyczy się większości programów politycznych. Socjaliści przekonują, że czas wyznaczyć UE nowy kierunek zgodny z pierwotnymi wartościami unii – socjalnej równowagi, demokracji i sprawiedliwości. To piękne hasła, ale pewne pomysły są przerażające, jakby wyciągnięte rodem z czasów słusznie minionych.
W Unii ma być praca – w zasadzie zadekretowana
Socjaliści zwracają uwagę, że na skutek kryzysu finansowego najbardziej ucierpiały nie banki i instytucje finansowe, ale przeciętni obywatele, którzy stracili dochody i oszczędności. Bezrobocie wśród młodych zwiększyło się w niektórych krajach nawet powyżej 50%. Rozwiązaniem tego problemu ma być obowiązek przedstawienia osobom do 30. roku życia, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia, oferty pracy lub stażu do 4. miesięcy po zakończeniu przez nich nauki. Dobrze, tylko skąd wziąć na to pieniądze?
Socjaliści twierdzą, że rządu Unii Europejskiej oraz sami podatnicy tracą ok. 1 bln euro rocznie na oszustwach podatkowych, optymalizacji i niejasnych formach ucieczki przed podatkami do rajów podatkowych. Większy nacisk na uproszczenie przepisów, zakaz rejestracji firm w rajach podatkowych oraz wzajemna wymiana informacji w tym temacie ma umożliwić ograniczenie strat o połowę do 2020 roku. Słowem – socjaliści chcą zabrać „zoptymalizowanym firmom” pieniądze po to, by przeznaczyć je na finansowanie miejsc pracy, inwestycji oraz… gwarantowanego dochodu minimalnego.
Zobacz także
Żeby dać, trzeba zabrać
Ten ostatni pomysł jest bardzo pociągający i z pewnością zdobędzie wielu zwolenników, ale trzeba pamiętać o kosztach. Zagwarantowanie każdemu dorosłemu obywatelowi, który nie posiada dochodu na poziomie minimum socjalnego to koszt, na który nigdy nie będzie nas stać. Z dwóch powodów – po pierwsze z powoduje, że praca osób o niskich kwalifikacjach będzie przewartościowana. Jeżeli siedzenie bezczynnie będzie tak samo korzystne jak praca, to nikt o zdrowych zmysłach nie będzie szukać zatrudnienia.

Wówczas pracodawcy będą musieli znacznie podwyższyć takim osobom wynagrodzenia i bardzo możliwe, że granice opłacalności danego zadania zostaną przekroczone. To oznacza ucieczkę wielu firm do szarej strefy, które zatrudniać będą tylko imigrantów, którym minimalny dochód by nie przysługiwał. Czym innym jest czasowe wsparcie bezrobotnych, a czym innym gwarancja, że nie będą musieli nigdy pracować, by spokojnie żyć.
Można odnieść wrażenie, że socjaliści uparcie wierzą, że z podatków można sfinansować wszystko bez ponoszenia konsekwencji, które w wielu przypadkach prowadzą do obniżenia wpływów podatkowych. Przedsiębiorstwa zatrudniające niewykwalifikowanych pracowników stracą rentowność, a to spowoduje, że nawet po największej optymalizacji będą się one zamykać. Wtedy UE uzyska nie bilion euro dochodu, ale bilion euro długu!
Więcej środków na badania i rozwój
Ponadto socjaliści chcą zwiększenia wydatków publicznych na badania i rozwój szczególnie w tych dziedzinach, które są bardzo kosztowne, a ryzyko porażki zbyt wielkie, by interesował się tym prywatny sektor. Innymi słowy wydawajmy miliardy euro publicznych pieniędzy, które przyniosą nam korzyści w postaci (tylko) milionów euro, które i tak zarobią Chińczycy, których nie interesuje kwestia parytetów płci wśród kadry zarządzającej zdolnej w dwie minuty podjąć decyzje o zwolnieniu tego pracownika, który ogłasza strajk przeciw nietolerancji seksualnej w miejscu pracy.
Partia proponuje także odnowę europejskiego przemysłu, czyli zwiększenie nakładów na te dziedzinę gospodarki, która na skutek kryzysu ucierpiała najbardziej. W mojej opinii w większym stopniu ucierpiała z powodu uzależnienia od sektora publicznego, kiepskiego zarządzania i niskiej konkurencyjności, niż z powodu zawirowań na rynkach finansowych.
Szeroki strumień publicznych pieniędzy ma popłynąć na wsparcie firm (głównie przedsiębiorstw z segmentu MŚP), których największą bolączką w Europie są wysokie koszty zatrudnienia, niskie cła dla konkurentów z Chin i Indii oraz bardzo wysokie i skomplikowane podatki.
Na koniec ważna informacja – socjaliści aktywnie walczą o zwiększenie udziału produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Krótko mówiąc walczą z polskim górnikiem i z polską elektrownią, bo swoimi działaniami prowadzą do zwiększania kosztów ich działalności.
Czyli na czym ma polegać reindustrializacja? Prawdopodobnie na zamknięciu polskich elektrowni i zastąpienie ich fabrykami wiatraków kupowanych za dotacje z budżetu unijnego. Trudno tu nie pokusić się o przywołanie starego powiedzenia, że socjaliści bohatersko walczą z problemami nieznanymi w innych systemach. Innymi słowy, program europejskich socjaldemokratów to: ściągać wyższe podatki, rozdawać je ludziom za nic nie robienie i płacić firmom za to, że produkują nikomu niepotrzebne towary. Jeśli to ma być sposób na wyciągnięcie UE z kryzysu, to lepiej już nic nie robić i nie wymyślać.
Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl



























































