Z punktu widzenia banków, które mają dostęp do finansowania w Euro, kredyty denomniowane, to świetna okazja do tzw. carry trade. Banki pozyskują kapitał tam, gdzie jest on bardzo tani, a później pożyczają z dużo wyższą marżą, a także realizują dodatkowe przychody, głównie z różnic kursowych. Dla klientów taka forma pozyskiwania kapitału nie jest bez znaczenia, gdyż koszty zmiany kursu walutowego oraz zmiany stopy procentowej będą przerzucane na klientów.
Można spodziewać się, że kredyty denominownae przez część banków nadal będą wykorzystywane do uzyskiwania dodatkowych zysków. Wyższa marża oprocentowania powinna dawać jednak klientom do myślenia, gdyż w przypadku wejścia do strefy euro ich kredyty staną się dużo droższe niż dziś udzielane kredyty złotowe, dla których marża doliczana do stopy bazowej jest średnio dwukrotnie niższa. Ci wiec klienci, którzy nastawiają się na długoterminową spłatę wbrew pozorom powinni wybierać kredyty w złotych polskich, zgodnie z zasadą zaciągania kredytu w takiej walucie w jakiej zarabiamy. Klienci lubiący natomiast dreszczyk emocji i spekulację na rynku walutowym pewnie skuszą się na bankowe promocje, których w 2010 roku będzie pewnie nieco więcej w tej grupie kredytów. Kłopoty z wyborem waluty znikną dopiero po przyjęciu euro, chociaż jak zawsze znajdą się tacy, którzy znów będą szukać tańszego jena. Perspektywa euro niestety znacznie się oddaliła.






























































