Coraz więcej sieci handlowych w Polsce wprowadza stanowiska do samodzielnego kasowania towarów. W ten sposób klienci mają uniknąć stania w długich kolejkach do kasy. Dla nich ma być szybciej i wygodniej, a sklepom ma to przynieść z czasem spore oszczędności.

foto: thinkstock
Obecnie z kas samoobsługowych można korzystać w marketach Bomi, delikatesach T&J i hipermarketach Auchan, Carrefour i Tesco.
Oszczędności, ale nie od razu
Jak zapewniają rzecznicy hipermarketów, decydują się na wprowadzenie coraz większej liczby kas samoobsługowych, aby zapewnić klientom szybką obsługę i komfort robienia zakupów. - Pierwsze kasy samoobsługowe pojawiły się w Tesco już w 2010 roku. Ich obsługa za pomocą dotykowego ekranu jest bardzo prosta, wręcz intuicyjna. Poleceniom głosowym towarzyszą jasne komunikaty wyświetlane na ekranie, przeprowadzające klientów przez wszystkie etapy zakupów. W razie potrzeby na miejscu czeka przeszkolony pracownik, który pomaga klientom. Obecnie klienci w ponad 150 sklepach w całej Polsce mogą skorzystać z nowych urządzeń. Są one czynne przez cały czas otwarcia sklepu – mówi Michał Sikora, rzecznik prasowy Tesco Polska.
| »Zamierzasz zwolnić pracownika? Dostaniesz dotację |
Jak podaje serwis dlahandlu.pl, koszt inwestycji w jedną kasę samoobsługową waha się od 100 do 500 tys. zł i zwraca się maksymalnie po 1,5 roku. Firma Windcor Nixdorf – producent kas samoobsługowych – twierdzi ponadto, że takie rozwiązanie jest bezpieczne dla właścicieli sklepów. Każda kasa jest wyposażona w wagę, która waży towar i weryfikuje, czy klient włożył do torby dokładnie to samo, co zeskanował.
A jaki jest koszt tradycyjnego stanowiska kasowego, gdzie obsługuje nas sprzedawca? Przykładowo: pracownik Tesco z przynajmniej rocznym stażem pracy zarabia nie mniej niż 1877 złotych brutto na pełny etat na umowę o pracę (koszt dla pracodawcy to około 2300 zł). Dochodzą do tego również inne koszty: Tesco zapewnia pakiet szkoleń i świadczeń dodatkowych. Pracownicy sklepów jeszcze w tym roku zostaną objęci programem darmowych badań diagnostycznych, a przed rozpoczęciem roku szkolnego otrzymali bony na zakup wyprawki szkolnej dla swoich dzieci – informuje nas rzecznik Tesco.
Czy w związku z tym markety będą masowo zwalniać kasjerów? Według ekspertów zajmujących się rynkiem handlu problem lawinowych zwolnień kasjerów nastąpi najwcześniej za 10 lat, kiedy markety będą wprowadzały takie systemy masowo.
A co na to klienci?
Część osób, dla których nowinki technologiczne to czarna magia, może mieć pewne problemy, korzystając po raz pierwszy z kasy samoobsługowej. Menedżerowie hipermarketów zdają sobie z tego sprawę, dlatego przy stanowiskach zawsze stoi osoba odpowiedzialna za ewentualną pomoc klientowi. Informacji udzieli też sama maszyna, która krok po kroku powie nam, co robić.
Klienci dostrzegają wiele zalet takich urządzeń, czasami nie do końca uczciwych. - Lubię korzystać z kasy samoobsługowej, bo zazwyczaj są tam mniejsze kolejki. Poza tym, kiedy pracownik sklepu nie patrzy, czasami udaje mi się wbić nieco tańszy towar, niż rzeczywiście kupuję, na przykład kajzerki zamiast bułek fitness – mówi Katarzyna z Wrocławia, klientka jednego z hipermarketów.
|
» Młody pracownik - jaki jest naprawdę? |
Wśród klientów marketów nadal jest wielu tradycjonalistów. Przedkładają oni jakość obsługi i bezpośredni kontakt ze sprzedawcą nad szybkość skasowania towaru. Są nawet gorliwi przeciwnicy stosowania takich kas. Parę miesięcy temu na jednym z portali społecznościowych utworzono wydarzenie, którego celem miał być bojkot kas samoobsługowych. Zdaniem organizatorów bojkotu każda kasa samoobsługowa to średnio 3 zwolnione kasjerki. Akcja nie spotkała się jednak z zainteresowaniem ze strony społeczeństwa.
Justyna Niedbał
Bankier.pl
































































