Czeski Bank Narodowy zdecydował się na drugą z kolei obniżkę stóp procentowych. Tym razem cięcie było nie tylko głębsze od poprzedniego, ale też przekroczyło oczekiwania większości ekonomistów.


Rada Narodowego Banku Czech zdecydowała się w czwartek obniżyć oprocentowanie tygodniowych operacji repo o 50 punktów bazowych do poziomu 6,25%. Równocześnie stopa dyskontowa także została ścięta o 50 pb. do 5,25%, a stopa lombardowa do 7,25%. Rynkowy konsensus zakładał obniżkę tylko o 25 pb.
* bez uwzględnienia Słowacji, dla której stopy procentowe ustala Europejski Bank Centralny.
To druga z rzędu obniżka stóp procentowych nad Wełtawą. W grudniu CNB zdecydował na pierwszą od lipca 2020 roku obniżkę, w wymiarze 25 pb. Przez poprzednie półtora roku cena pieniądza w CNB była utrzymywana na niezmienionym poziomie 7%.
Z pierwszą obniżką Czesi czekali, aż inflacja CPI spadnie do nieco bardziej akceptowalnych poziomów. W grudniu inflacja CPI u naszych południowych sąsiadów wyniosła wprawdzie 6,9%, ale bez uwzględnienia efektów zeszłorocznych subsydiów do energii elektrycznej byłoby to już tylko 4,2%. Co więcej, w styczniu wygasł efekt wysokie zeszłorocznej bazy (6-procentowy skok mdm w styczniu 2023), w efekcie czego czeska CPI wyraźnie spadnie. Dane to zostaną opublikowane 15 lutego.

Pierwsi zaczęli i ostatni spuścili
Czesi jako pierwsi w naszym regionie rozpoczęli cykl gwałtownych podwyżek stóp procentowych. Koszty kredytu u naszych południowych sąsiadów zaczęły rosnąć już w czerwcu 2021 roku, a więc na kilka miesięcy przed pierwszą podwyżką stóp w NBP. Docelowy poziom 7% został w Czechach osiągnięty w lipcu 2022. W Polsce stało się tak trzy miesiące później – na poziomie 6,75% w przypadku stopy referencyjnej.
W obu przypadkach stopy procentowe startowały z blisko zerowych poziomów, by w rekordowo krótkim czasie osiągnąć najwyższe wartości od przeszło 20 lat. Podobnie było na Węgrzech, gdzie jednak wskazówka zatrzymała się dopiero na 13% (i 25% w przypadku oprocentowania depozytów w banku centralnym).
Jednakże polityka CNB w ostatnich miesiącach wyraźnie odróżniała się od tej prowadzonej przez polską Radę Polityki Pieniężnej. Czesi utrzymali wysokie stopy procentowe tak długo, aż nie zobaczyli faktycznego – i w ich mniemaniu trwałego – spadku inflacji w pobliże 2-procentowego celu. Tymczasem do pierwszego cięcia stóp w Polsce doszło już we wrześniu, gdy inflacja CPI przekraczała 10%. Druga obniżka pojawiła się w październiku, ale był to już ruch bardziej wyważony i tylko o 25 pb.
W opinii większości ekonomistów te obniżki stóp procentowych były podyktowane motywami politycznymi (wybory parlamentarne z 15 października) i stały w sprzeczności z projekcjami inflacyjnymi NBP, które nie zapowiadają osiągnięcia 2,5-procentowego celu inflacyjnego do końca 2025 roku.
Nieco podobnie było na Węgrzech, gdzie bank centralny zaczął obniżać stopy procentowe już w październiku i także przy bardzo wysokiej inflacji, która wtedy przekraczała 10%. Tyle że Madziarzy obniżali koszty kredytu z poziomu 13%. Po styczniowej redukcji zeszli do poziomu 10% przy inflacji CPI na poziomie 5,5% - czyli nawet niższym niż w Polsce.
Natomiast Czesi z obniżkami stóp czekali aż do grudnia. Z cięciami stóp nie ruszył jeszcze bank centralny Rumunii, który nadal utrzymuje stawkę referencyjną na poziomie 7%. Stóp nie ścięto także na Słowacji oraz w krajach bałtyckich gdzie polityka monetarna prowadzona jest przez Europejski Bank Centralny. Zatem stopy procentowe w tych państwach są znacznie niższe niż w Polsce, Czechach czy na Węgrzech, choć inflacja jest na zbliżonym poziomie.


























































