Miała być nówka nieśmigana, a okazało się, ze Tesla sprzedaje samochody, które od stycznia zaparkowane były na dworze. To pokazuje, że samochody elektryczne, o które kiedyś walczono jak o crocsy w Lidlu, teraz zalegają na placach wokół fabryk (nawet nie w garażach).


Klienci Tesli zasypują media społecznościowe opisami swoich przygód z zakupem cybertrucków. Jeden mieszkaniec Teksasu zamówił wóz 25 kwietnia i jeszcze w ten sam dzień otrzymał powiadomienie, że jego pojazd jest gotowy do odbioru. Po dopytaniu pracownika o szczegóły okazało się, że "jego cybertruck" opuścił fabrykę już 8 stycznia, co oznacza, że stał na parkingu przez ponad cztery miesiące. To oczywiście rzutuje na jakość i niezawodność pojazdu. Stąd też część klientów rezygnuje z zakupów.
Zbyt długie parkowanie pojazdu elektrycznego, który jest wystawione na czynniki zewnętrzne, powoduje degradację baterii z powodu wahań temperatury, zmniejszenie pojemności ładowania, uszkodzenia spowodowane wilgocią w wyniku niewystarczającej wentylacji, na rdzy kończąc.
Pod koniec 2023 roku Musk tuż przed premierą cybertrucków pod koniec 2023 roku chwalił się ponad milionem rezerwacji. Jak się okazało, Tesla sprzedała od tego czasu, zaokrąglając, 46 tys. pojazdów. Sprzedaż spadła jeszcze bardziej w pierwszych trzech miesiącach 2025 roku - do 6406 sprzedanych egzemplarzy w porównaniu do 12 991 modeli w poprzednim kwartale. Te samochody zmagają się ze złą opinią z powodu licznych wezwań i problemów produkcyjnych oraz absurdalnie wysokich kosztów napraw.
By ratować sprzedaż, koncern zaoferował dożywotni bezpłatne ładowanie klientom, którzy kupią nowego cybertrucka z serii Foundatoon. Kosztuje on 95 tys. dolarów. Zaprezentowano także tańszą wersję za cenę 70 tys. dolarów oraz oferują umowy finansowania na poziomie zero procent na nową wersję Modelu Y. Z drugiej strony zrestrukturyzowano zespoły produkcyjne i zmniejszono je o połowę.

opr. aw






























































