- Szef nie miał nam nic konkretnego do powiedzenia. Zarzucał nam tylko, że upadek firmy to nasza wina - żalił się Zenon Dośpiał, który nie dostaje pieniędzy od grudnia ubiegłego roku. - Ludzie nie pracują dla idei tylko dla pensji, więc niech się nie dziwi, że wszyscy się zwolnili.
Podobnego zdania jest kierowca Henryk Wymysłowski: - Zaskarżyłem właściciela, ale rozprawy są ciągle odwoływane. Przy okazji w prokuraturze dowiedziałem się, że Lasocki nie płacił też naszych składek na ZUS; w moim przypadku aż trzy miesiące. Sytuacja dojrzała do tego, że wszyscy się zwolnili. Nie mogliśmy tak dłużej żyć.
- To prawda, że zalegam z wypłatami, ale przez ostatnie miesiące pracownicy stosowali tzw. strajk włoski, czyli pracowali o wiele mniej wydajnie niż zwykle - twierdzi Krzysztof Lasocki. - W ciągu ostatnich trzech miesięcy wyprodukowano 13 tys. par butów zamiast 60 tys. Jak więc firma mogła się utrzymać?
Pracownicy żądają zamknięcia firmy i ogłoszenia bankructwa. - To dla nas jedyna szansa, żeby odzyskać chociaż część pieniędzy - mówi Henryk Wymysłowski. Lasocki nie potrafi powiedzieć, kiedy i czy w ogóle ogłosi bankructwo. Zapewnia jednak, że odda pieniądze pracownikom.
- Daliśmy mu dwa i pół tygodnia, zobaczymy co będzie. Ale my nie odpuścimy - zapowiada Zenon Dośpiał.
Dziennik Łódzki
(jkk)

































































