Chińska ekspansja na Zachodzie zatrzymana. Do Polski nie dotarła

Maciej Kalwasiński2020-01-14 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2020-01-14 06:00
fot. fukomuffin / Shutterstock

Chińska ofensywa inwestycyjna w krajach rozwiniętych wyraźnie się załamała. W ubiegłym roku napływ kapitału zza Muru do USA był najmniejszy od dekady, a do UE od sześciu lat - wynika z szacunków Rhodium Group i Baker McKenzie. Wciąż nie widać też namacalnych dowodów wzrostu zainteresowania Chińczyków Polską, ale to nie powód do zmartwień.

W latach 2016-17 chińskie firmy wydawały po ok. 100 miliardów dolarów rocznie na przejęcia i budowę biznesu w Europie i Ameryce Północnej, a Zachód z rosnącym niepokojem obserwował gwałtowną ekspansję gospodarczą Chińczyków. Zwracano uwagę na ścisłe związki przedsiębiorstw zza Muru - tak "prywatnych", jak i oficjalnie kontrolowanych przez państwo (czytaj: Komunistyczną Partię Chin) - z tamtejszymi władzami oraz dysproporcję w traktowaniu zagranicznych podmiotów w Państwie Środka, m.in. regulacje i zwyczaje ograniczające inwestorom dostęp do licznych branż czy utrudniające rozwój działalności. Obawiano się, że kroczący po "Pasie i Szlaku" Chińczycy wykupią wszystko, co na Zachodzie najcenniejsze - technologie, know-how czy znane marki oraz najzdolniejszych pracowników - i zdominują światową gospodarkę.

Nic takiego się jednak nie stało, a ofensywa inwestycyjna gwałtownie wyhamowała. W 2019 r. wartość chińskich inwestycji bezpośrednich w Europie i Ameryce Północnej wyniosła niespełna 20 mld dol. - ledwie nieco ponad jedną szóstą tego, co w rekordowym 2017 r. - wynika z szacunków Rhodium Group i Baker McKenzie.

Czym są bezpośrednie inwestycje zagraniczne?

BIZ - całkowite lub częściowe przejęcie własności istniejącego podmiotu gospodarczego za granicą lub utworzenie nowego w celu prowadzenia tam działalności biznesowej. MFW i OECD uważają, że inwestycja może być uznana za bezpośrednią, jeśli w jej wyniku udział inwestora w spółce jest nie mniejszy niż 10%, przy zachowaniu kryterium efektywnego głosu w zarządzaniu przedsiębiorstwem.

Źródło: Rymarczyk J., Biznes międzynarodowy, Warszawa 2012

Ubiegły rok był już trzecim z rzędu rokiem istotnych spadków wartości nowych chińskich inwestycji w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych. Do państw UE napłynęło ok. 13 mld dol., a do USA zaledwie 4,5 mld dol. - wskazują dane Rhodium Group. Skala inwestycji była porównywalna z sytuacją z lat 2011-13, okresem poprzedzającym falę chińskich inwestycji w krajach rozwiniętych.

/ Bankier.pl na podstawie danych Rhodium Group i Baker McKenzie

Kto zatrzymał chińską ofensywę?

Choć intuicyjnie tak gwałtowne wyhamowanie chińskiej maszyny inwestycyjnej wielu łączy z zaostrzeniem relacji na linii Waszyngton-Pekin, to realia są nieco bardziej złożone.

Lata 2016-17, gdy wartość inwestycji była o kilkadziesiąt miliardów dolarów wyższa niż w latach wcześniejszych, należy uznać za anomalię. Teraz sytuacja po prostu wróciła do "normy".

Za przyspieszenie odpowiadały w tamtym okresie nie tylko zachęty ze strony władz czy naturalna potrzeba rozwoju firm "niemieszących się" już na krajowym rynku, ale również obawy przed kryzysem finansowym za Murem (skłaniające do dywersyfikacji) oraz autorytarnymi rządami Xi Jinpinga. W efekcie kapitał "uciekał" z Państwa Środka w najróżniejszy sposób, również klasyfikowany przez statystyków jako BIZ. Wiele z tych przedsięwzięć nie miało na celu osiągnięcia zysku czy chociaż zwiększenia skali działalności - Chińczycy słynęli z przepłacania i inwestowania w marnie rokujące biznesy - ale ulokowanie środków poza zasięgiem Pekinu.

Xi postanowił ukrócić ten proceder. Władze zaczęły baczniej przyglądać się, w co inwestuje chiński biznes, i ograniczyły możliwość wywozu środków. Ścisła kontrola nie wynikała wyłącznie z chęci umocnienia władzy przez ekipę zgromadzoną wokół przewodniczącego, ale i z konieczności uporania się z problemami narastającymi w sektorze finansowym, związanymi z niedostateczną płynnością. Dla Pekinu stabilizacja wewnętrzna była i jest nadrzędna wobec innych celów. A firmy odcięte od twardej waluty musiały pogodzić się z ograniczeniem ekspansji zagranicznej.

Falę chińskiego kapitału zatrzymała również wolta społeczeństw i polityków z Zachodu. Choć obawy przed politycznymi, gospodarczymi i technologicznymi wpływami ChRL tliły się w krajach rozwiniętych od dawna, to dopiero Donald Trump dolał tyle oliwy do ognia, by potężnie rozpalić sprzeciw wobec chińskiej ekspansji. Z większą mocą wybuchł on w USA, gdzie osiągnięto ponadpartyjny konsensus ws. konieczności spowolnienia rozwoju Państwa Środka, ale jest silnie obecny również w Europie. W mediach pojawiają się takie tematy jak demokratyczne protesty w Hongkongu, obozy "reedukacyjne" w Sinkiangu czy związki biznesu (np. głośna sprawa Huaweia) z komunistycznymi władzami. W tym świetle rośnie poczucie zagrożenia ze strony ChRL i niechęć do chińskich inwestorów, szczególnie w sektorach uznawanych za ważne dla bezpieczeństwa narodowego.

Przeszkodą dla chińskich inwestorów bywają również zachodnie instytucje odpowiadające za prześwietlanie inwestycji zagranicznych. Politycy nie muszą nawet zwiększać zakresu ich kompetencji - sama groźba wprowadzenia nowych regulacji czy skrupulatniejszej egzekucji już istniejących chłodzi entuzjazm inwestorów zza Muru, którzy nie decydują się testować elastyczności nadzorców rynków. Wciąż zdarzają się jednak przykłady administracyjnego blokowania inwestycji, np. przejęcia Energias de Portugal za 10 mld dol. przez China Three Gorges Corp, ale są one coraz rzadsze. Ograniczeniu napływu kapitału sprzyja również relatywnie dobra koniunktura na Zachodzie - biznes nie ma specjalnej motywacji do sprzedaży aktywów, gdy interes się kręci, a dostęp do taniego kredytu pozostaje prosty.

Warto też zauważyć, że dane o wielkości BIZ są bardzo podatne na tzw. megatransakcje (megadeals). W 2017 r. ChemChina przejął szwajcarską Syngentę za ponad 40 mld dol. - to tyle, ile wyniosła łączna wartość wszystkich zebranych przez Rhodium Group chińskich BIZ w USA i UE w latach 2018-19. Proces inwestycji jest skomplikowany i czasochłonny, co utrudnia zidentyfikowanie potencjalnych przyczyn zwiększenia bądź spadku inwestycji. Poza tym sama kwota transakcji również może być nieco myląca - podkreśla bowiem rolę inwestycji kapitałochłonnych, premiuje przede wszystkim akwizycje (zazwyczaj droższe od np. budowy centrum usług dla biznesu, które tworzy jednak więcej miejsc pracy).

Gdzie inwestują Chińczycy

Rozkład chińskich inwestycji w Unii Europejskiej ilustruje, na czym przede wszystkim zależy firmom zza Muru. W ostatniej dekadzie najwięcej środków ulokowali w Wielkiej Brytanii (ponad 55 mld dol.), Niemczech (ok. 26 mld dol.), a także Francji, Włoszech, Finlandii i Holandii. Sześć krajów odpowiadało za ponad trzy czwarte chińskich BIZ w UE w tym okresie - wynika z szacunków Rhodium Group.

Jeśli nie widzisz poniższych map, to kliknij tutaj i tutaj.

W samym 2019 r. sytuacja była podobna - z czołówki wypadła tylko Francja, a na podium wskoczyła Szwecja. Najwięcej środków trafiło do Finlandii - aż 5,3 mld dol., z czego 5,2 mld dol. w wyniku przejęcia fińskiego producenta odzieży sportowej Amer Sports (m.in. właściciela marki Salomon) przez chiński Anta Sports. Wysoka pozycja kraju tysiąca jezior w rankingu dekady to właśnie zasługa dwóch megatransakcji - obok zeszłorocznej jest jeszcze zakup udziałów w spółce Supercell (producent gry "Clash of Clans") przez Tencent za ponad 7 mld dol. w 2016 r.

Drugim największym odbiorcą chińskich BIZ w UE była w zeszłym roku Wielka Brytania, choć napływ inwestycji spadł do najniższego od 2013 r. poziomu niespełna 4 mld dol. Na Wyspach miała miejsce druga największa pojedyncza transakcja w 2019 r. - Jiangsu Shagang Group nabyła dodatkowe udziały w Global Switch za 2,2 mld dol.

W kilku krajach wartość chińskich BIZ spadła w porównaniu do 2018 r. o ok. 90 proc. - są to Austria, Bułgaria, Cypr, Dania, Estonia, Francja, Węgry, Luksemburg, Słowenia i Hiszpania. Wśród głównych odbiorców zwracają także uwagę Niemcy, Holandia i Szwecja, gdzie spadki sięgnęły ok. 70 proc. Mocno w górę poszły za to (obok Finlandii) startująca z bardzo niskiego poziomu (ok. 10 mln dol. w 2018 r.) Rumunia (ok. 240 mln dol.) i Irlandia (wzrost o ok. 50 proc.), mogąca się poszczycić przyciągnięciem inwestycji typu greenfield, czyli fabrykami Eurbest i Wuxi Biologics - wskazuje Rhodium Group.

Analitycy podają również dane dla Europy i Ameryki Północnej w rozbiciu na sektory. Na starym kontynencie w 2019 r. dominowały inwestycje w dobra i usługi konsumpcyjne (46 proc.), ICT (21 proc.) i motoryzacją (10 proc.). To jednak dość złudna ilustracja zainteresowania Chińczyków - dość powiedzieć, że tylko wspomniane wyżej przejęcie fińskiego Amer Sports stanowiło 39 proc. chińskich BIZ w Europie, a brytyjskiego Global Switch 16 proc., co oznacza, że pozostałe inwestycje w dobra i usługi konsumpcyjne stanowiły raptem 7 proc., a ICT - 5 proc., wynika z danych Rhodium Group.

Chińskie inwestycje na świecie

Chińczycy lokują środki za granicą również w innych formach. Inwestorzy zza Muru kupują  niewielkie (poniżej 10%) pakiety udziałów w spółkach, które nie są klasyfikowane jako BIZ, oraz papiery dłużne. Wartość chińskich inwestycji portfelowych nad Wisłą to zaledwie 690 mln dol. Z kolei obywatele Państwa Środka są ważnymi inwestorami na rynkach nieruchomości m.in. w Kanadzie czy Australii. Prężnie na zagranicznych rynkach działają również banki komercyjne i rozwojowe udzielają kredytów (m.in. na projekty infrastrukturalne często realizowane przez chińskie przedsiębiorstwa) oraz Ludowy Bank Chin, który jest w posiadaniu rezerw walutowych o wartości ponad 3 bln dol., na co składają się m.in. obligacje emitowane przez inne państwa.

Fala chińskich inwestycji wciąż nie dotarła do Polski

Polska pozostała na obrzeżach zainteresowania biznesu zza Muru - w 2019 r. zajęła 15. miejsce w UE pod względem napływu BIZ. Z obserwacji Rhodium Group wynika, że w 2019 r. Chińczycy zainwestowali w Polsce ok. 30 mln dol., to mniej niż rok wcześniej.

Na tę kwotę złożyły się dwie zidentyfikowane przez analityków inwestycje - budowa fabryki e-rowerów firmy Bafang Electric we Wrocławiu (wyceniona na ok. 15 mln euro) oraz powołanie spółki joint venture przez polską spółkę PCC Rokita i chińską Shandong Shida Shenghua Chemical Group (chiński wydatek rzędu 11 mln euro), która będzie wytwarzała i sprzedawał węglany organiczne, które mają zastosowanie m.in. w pojazdach elektrycznych.

Eksperci zwracają również uwagę, że toczą się prace nad kilkoma inwestycjami typu greenfield, które powinny zaowocować wzrostem nakładów w Polsce, widocznym w kolejnych edycjach raportu. Fabryki elektrolitów do akumulatorów i baterii litowo-jonowych budują na Dolnym Śląsku Capchem i GTHR. Łączna wartość tych dwóch inwestycji ma sięgnąć ok. 100 mln dol.

W całej ostatniej dekadzie nad Wisłę miało napłynąć ok. miliarda dolarów z tytułu chińskich BIZ, co daje Polsce 17. miejsce w UE - za Węgrami czy Rumunią. Za połowę tej kwoty odpowiada jednak rekordowy 2016 r. - wynika z szacunków Rhodium Group.

Jak Rhodium Group mierzy aktywność chińskich inwestorów

Relatywnie swobodny przepływ kapitału między krajami znacząco utrudnia ustalenie kraju pochodzenia inwestora. Według danych chińskiego ministerstwa handlu ponad 60% BIZ z Państwa Środka trafia do Hongkongu i dopiero stamtąd „wędruje” dalej w świat. Rhodium Group zbiera dane dotyczące inwestycji bezpośrednich (objęcie przynajmniej 10-proc. udziałów), których wartość przekracza 500 tys. USD, publikowane m.in. przez wiarygodne instytucje komercyjne i państwowe oraz media, dzięki czemu pokazuje, gdzie naprawdę lokowane są środki z Chin. W przeciwieństwie do danych publikowanych przez NBP (i inne banki centralne) szacunki Rhodium nie uwzględniają dezinwestycji. Kwoty podawane za ostanią dekadę są sumami rocznych napływów.

Do szacunków ekspertów z Rhodium Group, szczególnie dot. małych odbiorców chińskich BIZ jak Polska, należy podchodzić z dużą dozą ostrożności. Najbardziej wiarygodne dane dot. BIZ w Polsce publikuje Narodowy Bank Polski. Z tych wyliczeń wynika, że na koniec 2018 r. pod kontrolą Chińczyków znajdowały się inwestycje w Polsce o wartości 942 mln dol. Więcej na ten temat przeczytają Państwo w artykule "Rekord chińskich inwestycji w Polsce".

Na dane z NBP za 2019 r. będziemy musieli jeszcze poczekać niemal rok. Tymczasem informacje dot. części chińskich BIZ opublikowała Polska Agencja Inwestycji i Handlu, która wspiera zagranicznych inwestorów w procesie lokowania kapitału nad Wisłą. PAIH koncentruje się na inwestycjach typu greenfield (budowa biznesu za granicą "od zera") i brownfield (rozwój dotychczasowej działalności produkcyjnej, usługowej lub badawczo-rozwojowej), dlatego jej dane nie obejmują wszystkich BIZ (fuzji i przejęć).

W ubiegłym roku pozytywną decyzją inwestora zakończyły się cztery projekty realizowane przez Chińczyków przy współpracy z PAIH:

  • warta trzy miliony euro inwestycja Honreck Electronics Trading we Wrocławiu (20 miejsc pracy);
  • warta milion euro inwestycja Myatu Europe Intelligent Technology we Wrocławiu (30 miejsc pracy);
  • warta 760 tys. euro inwestycja JOBO Europe w Sokołowie (20 miejsc pracy);
  • warta milion euro inwestycja Huawei Polska w Warszawie (100 miejsc pracy).

Trzy pierwsze przykłady to inwestycje w sektor elektromobilności.

Łącznie we współpracy z PAIH Chińczycy zainwestowali w 2019 r. raptem niespełna 6 mln euro. Tymczasem już dwa lata temu agencja prowadziła 10 chińskich projektów o łącznej wartości ponad miliarda euro, a przedsiębiorstwa z Państwa Środka objęły pozycję lidera wśród zagranicznych inwestorów planujących ulokowanie kapitału w Polsce pod egidą PAIH. Dlaczego zatem inwestycje się jeszcze nie zmaterializowały?

- Współpraca z azjatyckim inwestorami uczy nas cierpliwości. Szczególnie chińscy partnerzy potrzebują więcej czasu, by sfinalizować proces decyzyjny. Od kilku lat obserwujemy jednak wzmożoną aktywność tych podmiotów w naszym regionie. Największe chińskie projekty inwestycyjne dotyczą branży elektromobilności, ich decyzje inwestycyjne są ściśle powiązane z pozyskaniem kontraktów w Europie. Liczymy na rozpoczęcie realizacji pewnych projektów jeszcze w tym roku - wyjaśnia Jan Kamoji-Czapiński, dyrektor Centrum Inwestycji Zagranicznych w PAIH.

Obecnie agencja prowadzi aż 22 projekty z chińskimi inwestorami m.in. w branży elektromobilności, motoryzacyjnej, maszynowej, usług dla biznesu, tekstylnej, środków transportu, biotechnologicznej i chemicznej. Ich łączna wartość sięga niemal 2,2 mld euro, czyli ok. 10 mld zł. Chińczycy deklarują zatrudnienie ponad 10 tys. osób.

Dla porównania - nawet gdyby Chińczycy zrealizowali wszystkie zapowiadane inwestycje, nie znajdą się w czołówce zagranicznych inwestorów w Polsce. Najwięcej środków nad Wisłą ulokowali Niemcy (ponad 45 mld dol.), Francuzi, Amerykanie i Holendrzy (po ponad 20 mld dol.) - wynika z danych NBP o o zobowiązaniach z tytułu BIZ według kraju podmiotu kontrolującego inwestora bezpośredniego. Zamykający pierwszą dziesiątkę Japończycy mieli w Polsce ulokowane ponad 5 mld dol. w tej formie.

Dlaczego Chińczycy nie inwestują w Polsce?

Polska ma wiele do zaoferowania inwestorom zagranicznym - przede wszystkim jest dobrze skomunikowana i gwarantuje swobodny dostęp do bogatego unijnego rynku, pozostając przy tym krajem relatywnie taniej, wykształconej i licznej siły roboczej. Dlatego jest świetną lokalizacją dla firm chcących budować fabryki czy zakładać centra usług i świetnie wypada w rankingach największych odbiorców inwestycji typu greenfield. Natomiast w poszukiwaniu firm dysponujących najbardziej zaawansowanymi technologiami czy znanymi markami inwestorzy częściej udają się na zachód od Odry, co skutkuje niższą pozycją Polski w zestawieniach BIZ.

Nad Wisłą takich interesujących i będących na sprzedaż aktywów jest relatywnie mało. Trudno sobie wyobrazić, by polski rząd (szczególnie w okresie zaostrzenia relacji na linii Waszyngton-Pekin) mógł się zgodzić na przejęcie przez inwestora zza Muru kontroli nad którąś z największych polskich firm. A przecież gros z nich należy właśnie do państwa, podczas gdy na Zachodzie znajdują się raczej w rękach prywatnych. Jest jednak druga strona medalu - brak większych przejęć w Polsce jest także efektem dobrej kondycji gospodarki, którą - w przeciwieństwie do wielu krajów UE - niemal ominął kryzys finansowy. Właściciele nie chcą pozbywać się firm i nie potrzebują kapitału z zagranicy.

Dane o chińskich inwestycjach w Polsce zdają się potwierdzać, że podmiotom zza Muru zależy przede wszystkim na nowoczesnych technologiach, know-how czy znanych markach. Na razie dostęp do rynku unijnego nie jest dla ich produktów zagrożony, a koszty pracy w innych zakątkach świata pozostają wyraźnie niższe, więc nie decydują się masowo przenosić produkcji do tanich krajów UE.

Wyjątkiem jest w ostatnich latach sektor elektromobilności. W tym wypadku zasługę należy raczej przypisać Koreańczykom z LG Chem, którzy produkując na Dolnym Śląsku akumulatory i baterie litowo-jonowe do pojazdów elektrycznych, tworzą spory popyt na chemikalia. Głównie dlatego kilka podmiotów z Chin zdecydowało się otworzyć fabryki w tym regionie. Oczywiście są również inne czynniki, choćby korzystne położenie i infrastruktura łącząca region z potęgą motoryzacyjną - Niemcami, niskie koszty wykwalifikowanej siły roboczej czy polityka władz (granty, ulgi podatkowe, wsparcie procesu inwestycji). 

Sektor był oczkiem w głowie Mateusza Morawieckiego, jednym z głównym obszarów zapomnianego już Planu Morawieckiego. "To pierwsza rewolucja przemysłowa, w której możemy uczestniczyć jako lider, a nie odbiorca technologii" - podkreślał przed dwoma laty ówczesny minister rozwoju.

Czy faktycznie jest się z czego cieszyć? Produkcja akumulatorów i baterii jest nieekologiczna, a wytwarzanie niebezpiecznych substancji budzi niepokój okolicznych mieszkańców. Inwestorzy nie tworzą zbyt wielu miejsc pracy (których zresztą obecnie w tym regionie nie brakuje), ani nie są one przesadnie dobrze płatne. Nie widać także ich wielkiego wkładu w polską rewolucję motoryzacyjną, w wyniku której po naszych drogach miało w 2025 r. jeździć milion elektrycznych aut. Przykład ten  świetnie ilustruje złożony obraz inwestycji zagranicznych, mających zarówno jasne, jak i ciemne strony.

Polska jest obecnie w na tyle komfortowej sytuacji, że może nieco "powybrzydzać" i wcale nie musi za wszelką cenę zabiegać o każdego inwestora. To, na czym szczególnie powinno nam teraz zależeć, to napływ know-how związany z niektórymi inwestycjami - dyfuzja wiedzy, dzięki której będzie kwitł lokalny biznes, a miejscowi pracownicy otrzymają szansę rozwoju. Czy Chińczycy mają dla nas taką ofertę?

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (21)

dodaj komentarz
and-owc
Lubię "praktyków" nie "teoretyków" (siedzących na dupie-oczytanych w internecie). Liczą się "czyny" nie filozowanie i zachcianki (dupy Maryny). Chcieć i móć do duża różnica. "Marzenia jak ptaki szybują po niebie" - piosenka.
takeda83
miliony w obozach pracy spokojnie wypracują tanią produkcję i tanią ekspansję Ujgurzy, niepoprawni cińczycy nie łapiący się w punktacji SCS do tego Tybetańczycy antykomunistyczni honkongczycy czy tajwan lista niewolników do obozów jest długa można spokojnie ją na bierząco uzupełniać a prwa czlowieka ? haha jakie miliony w obozach pracy spokojnie wypracują tanią produkcję i tanią ekspansję Ujgurzy, niepoprawni cińczycy nie łapiący się w punktacji SCS do tego Tybetańczycy antykomunistyczni honkongczycy czy tajwan lista niewolników do obozów jest długa można spokojnie ją na bierząco uzupełniać a prwa czlowieka ? haha jakie prawa w chinach to masz komune i wodza naczelnego parti komunistycznej towarzysza "mao"
and-owc
Ogranicza ich odległość do Polski. Za "Jaruzela" chciały pomóc i wejść na obszar ZSRR - wojsko przy granicy (dawne zatargi). Skończyło się na strachu (stan wojenny). Dużo się "rozwinęły" po zmianach partyjnych (nie certolą się -ą,-ę. Nawt studentów zmasakrowali czołgami na placu "Niebiańskiego Ogranicza ich odległość do Polski. Za "Jaruzela" chciały pomóc i wejść na obszar ZSRR - wojsko przy granicy (dawne zatargi). Skończyło się na strachu (stan wojenny). Dużo się "rozwinęły" po zmianach partyjnych (nie certolą się -ą,-ę. Nawt studentów zmasakrowali czołgami na placu "Niebiańskiego spokoju".
degrengolada
Chińska strategia jest długofalowa i sięgająca wzrokiem dekady do przodu. Nie dziś, nie jutro, ale geopolitycznie jesteśmy niemal skazani na zacieśnianie relacji handlowych z ów hegemonem.
1as
Każdemu się marzy bogaty inwestor, co to będzie rozdawał super płatne miejsca lekkiej i fajnej pracy.
Rzeczywistość jest jednak taka, że każdy inwestor takie rarytasy już ma dla swoich, a szuka takich wyrobników do niechcianych zajęć.
Taki life. Na każdym polu, tylko w różnych skałach.
ajwaj
Na wykresie brakuje reszty swiata. BRICKS jast wiekszy od G7
Chiny sa w calym swiecie. W Europie kupli rodzynki juz dawno, SAAB nie dla zloma a dla lotniczych silników (juz nie potrzebne > maja swoje), KUKA automaty to samo, robia lepsze. Port PIREUS w Grecji (deficytowy kiedys, robi kasiore). itd
Maja firmy w calym swiecie,
Na wykresie brakuje reszty swiata. BRICKS jast wiekszy od G7
Chiny sa w calym swiecie. W Europie kupli rodzynki juz dawno, SAAB nie dla zloma a dla lotniczych silników (juz nie potrzebne > maja swoje), KUKA automaty to samo, robia lepsze. Port PIREUS w Grecji (deficytowy kiedys, robi kasiore). itd
Maja firmy w calym swiecie, robia jako np. India, Vietnam, Malasya , a firma jest chinska

HighTec Magdalenki firmy palet, ogórków kiszonych, montowni opon, wiazek itd. raczej sie juz wyuczyli
jacyna2017
Każda informacja jest dobra aby pobiadolić na własny kraj - nadwyżka, deficyt etc. Pytanie - po co tutaj jeszcze siedzieć - frustracja, nieudacznictwo, czy stereotypowe narzekanie pseudo-'elyt', aby się powymądrzać, ulżyć sobie, zwalając na wszystko dookoła, umyć ręce, a samemu nic nie musieć robić. Smutne!
rekin1986
Chińczycy u nas już budowali autostradę A2 koło Łodzi jak się skończyło wiemy wszyscy

Chińczyk to jest dobry do roboty we fabryce a nie do rządzenia

Rządzenia to jeszcze muszą się nauczyć

Dyktatura w Europie to się została na Białorusi i w Rosji reszta już dawno od reżimu
Chińczycy u nas już budowali autostradę A2 koło Łodzi jak się skończyło wiemy wszyscy

Chińczyk to jest dobry do roboty we fabryce a nie do rządzenia

Rządzenia to jeszcze muszą się nauczyć

Dyktatura w Europie to się została na Białorusi i w Rosji reszta już dawno od reżimu odwykła

W Polsce im nie przejdzie numer , że Polak będzie robił u Chińczyka we fabryce

Japończycy to jeszcze ale Chiny to jest totalny las
ajwaj
Póki co dyktatura jest od roku we Francji,
ca 20 zabitych, 5 000 ranych w tym inwalidów, wlasnie zlali prawników

Zmien plyte

Powiązane: Inwestycje w Polsce

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki