Listopadowy raport z amerykańskiego rynku pracy okazał się sporym rozczarowaniem. Przyrost zatrudnienia był znacznie mniejszy od oczekiwań. Mocno spadła za to stopa bezrobocia.


Liczba etatów w sektorach pozarolniczych (ang. non-farm payrolls) w listopadzie była o 210 tys. wyższa niż w październiku – poinformowało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS). Rynkowy konsensus kazał się spodziewać przyrostu zatrudnienia o 550 tys. Był to zatem rezultat znacznie niższy od oczekiwań.
Miesiąc temu amerykańskie „payrollsy” wyraźnie przekroczyły rynkowy konsensus. Zaraportowany wtedy wzrost zatrudnienia o 531 tys. (dziś zrewidowano na 546 tys.) okazał się o 18% wyższy od mediany prognoz ekonomistów. Za to dwa miesiące temu dane z amerykańskiego rynku pracy mocno rozczarowały: zamiast oczekiwanych 500 tys. nowych etatów raport BLS pokazał tylko 194 tysiące (ale potem zostały zrewidowane do 379 tys.). Wcześniej zawiodły także statystyki za sierpień, gdy zamiast 750 tys. nowych etatów przybyło tylko 235 tys. (i 366 tys. po pierwszej, a 483 tys. po drugiej korekcie). Natomiast dane za lipiec pokazały przyrost aż 1053 tys. etatów (po rewizji w górę z 943 tys. etatów), co było wówczas pozytywną niespodzianką.
Sektor prywatny utworzył 235 tys. nowych miejsc pracy, podczas gdy oczekiwano 530 tys. W sektorze publicznym ubyło 25 tys. stanowisk. Za większość przyrostu zatrudnienia odpowiadał sektor usługowy, który wydłużył listy płac o 175 tys. etatów. W budownictwie przybyło 31 tys. miejsc pracy, a w przemyśle 31 tys.
Stopa bezrobocia (agregat U-3) obniżyła się do 4,2% wobec 4,6% w październiku. Ekonomiści spodziewali się spadku tego wskaźnika tylko do 4,5%. Dla porównania, w lutym 2020 roku bezrobocie wynosiło zaledwie 3,5%. Niezależne od danych urzędowych badanie aktywności ekonomicznej ludności wskazało na wzrost liczby pracujących aż o 1 136 tysięcy, przy spadku liczby bezrobotnych (czyli aktywnie poszukujących pracy) o 542 tys. Liczba Amerykanów biernych zawodowo (czyli niepracujących i nieposzukujących aktywnie zatrudnienia) zmniejszyła się o 473 tys.
Przeciętna stawka godzinowa w USA wzrosła o 0,3% względem września i była o 4,8% wyższa niż rok temu. Ekonomiści spodziewali się dynamiki płac na poziomie 0,4% mdm po wzroście o 0,4% mdm odnotowanym we wrześniu.
Niejednoznaczne wnioski z listopadowych "payrollsów"
Uważa się, że comiesięczne statystyki z rynku pracy są jednym z najważniejszych kryteriów branych pod uwagę przy ustalaniu parametrów polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną (drugim jest poziom indeksu S&P500). Na listopadowym posiedzeniu kierownictwa Fedu podjęto decyzję o ograniczeniu programu skupu aktywów (QE) o 15 mld USD w listopadzie i tyle samo w grudniu. Ilościowe luzowanie polityki monetarnej ma się zakończyć do połowy 2022 roku. Także wtedy rynek spodziewa się pierwszej podwyżki stopy funduszy federalnych.
Dane nie są łatwe do interpretacji. Z jednej strony otrzymaliśmy potężne rozczarowanie po stronie liczby nowych miejsc pracy oraz nieco niższą od prognoz dynamikę płac. Z drugiej strony wszyscy na Wall Street wiedzą, że „payrollsy” podlegają istotnym rewizjom, a w ostatnich miesiącach zwykle były to rewizje w górę. Po drugiej stronie mamy mocny spadek stopy bezrobocia, którym w badaniu ankietowym towarzyszył silny wzrost liczby pracujących. Istotnie – bo o 0,4 pkt. proc. (do 59,2%) – wzrósł bacznie obserwowany przez Fed wskaźnik aktywności zawodowej. Dlatego też listopadowy raport z rynku pracy wcale nie musi przekreślać szans na szybszą normalizację polityki monetarnej w USA.
To też zdaje się sugerować spokojna reakcja rynku. Początkowo dolar osłabił się względem euro, ale już o 14:52 kurs EUR/USD powrócił do punktu wyjścia – czyli poziomu 1,1295. Nieznacznie w górę poszły notowania kontraktów terminowych na indeks S&P500, które zwyżkowały o 0,3%. Bez zmian na poziomie blisko 1770 USD/oz. pozostały notowania złota.


































































