Sierpień przyniósł dalszy wzrost indeksu cen dóbr konsumpcyjnych w Stanach Zjednoczonych. Inflacja CPI chwilowo stłumiona podczas kwietniowego lockdownu znów nabiera wigoru, obniżając realną siłę nabywczą Amerykanów.


W kwietniu inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych odnotowała najsilniejszy spadek od 2008 roku. Jeszcze po danych za maj zastanawialiśmy się, czy Amerykę czeka koronawirusowa deflacja. Ale już wyniki za czerwiec przyniosły silny wzrost cen dóbr konsumenckich w USA. Także w lipcu inflacja CPI okazała się silniejsza od oczekiwań ekonomistów.
Natomiast w sierpniu inflacja CPI w USA wyniosła w 0,4% mdm i 1,3% rdr w porównaniu do 0,6% mdm i 1,0% rdr odnotowanych miesiąc wcześniej. Ekonomiści spodziewali się odczytu nieznacznie niższego, na poziomie 0,3% mdm i 1,2% rdr.
Warto odnotować także przyspieszenie tzw. inflacji bazowej, czyli wskaźnika CPI bez uwzględnienia paliw, żywności i energii. Taki liczona inflacja konsumencka wyniosła 0,4% mdm i 1,7% rdr. Także w tym przypadku był to rezultat wyższy od oczekiwań analityków, którzy prognozowali inflację bazową rzędu 0,2% mdm i 1,6% rdr.
Względem poprzedniego miesiąca w dalszym ciągu szybko rosły ceny paliw (o 2% mdm w przypadku benzyny i 3,9% w przypadku ON), które równocześnie wciąż były znacznie niższe niż przed rokiem (odpowiednio o 16,7% i 23,6%). Mocno we znaki dał się wzrost cen używanych samochodów (skok aż o 5,4% mdm). Nieustannie w górę szły koszty opieki medycznej, która jest już o 5,3% droższa niżrok wcześniej.

KK































































