Prawie od miesiąca ceny ropy naftowej na światowych giełdach szybko spadają. Sytuacja na Bliskim Wschodzie uspokoiła się, a koncerny naftowe: amerykański Chevron i norweski Statoil odkryli ogromne pole naftowe w Zatoce Meksykańskiej. Jeszcze w zeszły piątek za baryłkę ropy Brent w Londynie płacono nieco ponad 67 dol., dziś warta jest 3 dol. mniej. Zdaniem analityków w pierwszej połowie przyszłego roku cena surowca może spaść nawet do poziomu 40 dol.
Dziś marże na stacjach benzynowych są ogromne. Dochodzą nawet do 1 zł na litrze. Po podwyżce akcyzy właściciele stacji będą mogli spokojnie zrezygnować z części zysku, dzięki temu kierowcy bezboleśnie przetrwają noworoczny prezent Ministerstwa Finansów. Dowodem może być działanie prezydenta Rzeszowa, który po doniesieniach „Dziennika” o gigantycznej marży na paliwie zmusił stacje, żeby te obniżyły ceny o kilkadziesiąt groszy na litrze.
Z drugiej strony istnieje możliwość, że nawet jeśli akcyza na diesel nie wzrośnie, to stacje benzynowe będą je drożej sprzedawać. Powód? Już dziś na rynku hurtowym jest droższe niż benzyna bezołowiowa, a te różnice będą się powiększać. Na rynku detalicznym różnica w cenie nie jest odczuwalna, bo sprzedawcy nakładają gigantyczne marże na benzynę. Taka sytuacja na rynku paliw ma trwać do momentu podwyższenia podatku akcyzowego. Potem ceny diesla i paliwa bezołowiowego zrównają się. Sprzedawcy zrezygnują wówczas z części swojej marży na benzynę, zrekompensują w ten sposób wyższą akcyzę i nagłych wzrostów cen bezołowiówki nie odczujemy.
Zdaniem niektórych analityków po pewnym czasie cena ropy może wręcz przewyższyć poziom cen benzyny tak, jak to się dzieje na Zachodzie. Powodem jest rosnące zapotrzebowanie na to paliwo.
D. B.
Na podstawie: „Dziennik”
Autor: Łukasz Bąk, Radosław Omachel, „Benzyna potanieje”































































