10 lat od dołka Wielkiej Bessy

główny analityk Bankier.pl

Dekadę temu inwestorzy drżeli o los Citigroup i Bank of America. Decyzja o uratowaniu tych banków z pieniędzy podatników zakończyła Wielką Bessę i położyła podwaliny pod hossę na Wall Street. Hossę, która w na GPW tak właściwie skończyła się, zanim się na dobre zaczęła.

To była środa, 18 lutego 2009 roku. Rynek był wtedy po dwóch dniach silnych spadków. Dzień wcześniej WIG20 zaliczył tąpnięcie o 7,5%, a w poniedziałek spadł o 3,8%. Pod kreską zakończyły się także trzy ostatnie sesje poprzedniego tygodnia po tym, jak przedwcześni optymiści zaczęli kupować akcje w okolicach 1500 punktów. Ostatecznie dno Wielkiej Bessy na GPW ukształtowało się na poziomie 1 253,24 punktów. Stało się to podczas bardzo zmiennej sesji, podczas której WIG20 zniżkował nawet o 5,6% (!), by zakończyć ją wzrostem o 0,76%.

Tak z ówczesnej perspektywy wyglądał dołek na WIG20. Niżej już nie zeszliśmy.
Tak z ówczesnej perspektywy wyglądał dołek na WIG20. Niżej już nie zeszliśmy. (Bankier.pl)

Od 18 lutego 2009 roku WIG20 już nigdy później nie znalazł się niżej. A niespełna rok później znalazł się na wysokości 2 500 punktów, dając zarobić niemal równe 100%. Natomiast kolejne 9 lat w wykonaniu polskich blue chipów lepiej pominąć milczeniem (dziś WIG20 wynosi 2 336 pkt.).

Warto to przypomnieć nie tylko z okazji okrągłej rocznicy tamtych wydarzeń. Jak wynika z Ogólnopolskiego Badania Inwestorów zaledwie co trzeci aktywny obecnie inwestor ma przynajmniej 10 lat giełdowego stażu, więc 2/3 uczestników rynku nie doświadczyło tamtej bessy na własnym portfelu.

Finansowy Armageddon

Jeszcze w październiku 2007 roku WIG20 nieznacznie poprawił lipcowy szczyt, wspinając się niewyobrażalny dziś pułap 3 940,53 pkt. I z tego miejsca przez następne 16 miesięcy spadł o 68%. Jeszcze straszliwsza rzeź dokonała się na „wygrzanych” ponad wszelkie standardy spółkach średnich i mniejszych. sWIG80 w ramach Wielkiej Bessy zaliczył przecenę o 73%, a mWIG40 o 79%. W obu przypadkach wymazane zostały całe wzrosty z lat 2006-07.

Ale też okoliczności, w których dopełniła się bessa z roku 2008 nie były zwyczajne. Po ujawnieniu skali kryzysu finansowego światowa gospodarka zaliczyła pierwszą po 1945 roku zsynchronizowaną recesję. Spadki PKB nawet w największych gospodarkach świata sięgały 4-5%, czego nie widziano od lat. Na Ukrainie gospodarka skurczyła się o przeszło 20%, więc rząd postanowił utajnić dane statystyczne.

Był to czas, gdy istniejące od dekad wielkie banki padały jak muchy. Zaczęło się jeszcze rok wcześniej od faktycznej plajty Bear Stearnsa, ale prawdziwa panika rozlała się na rynki po ogłoszeniu bankructwa przez bank Lehman Brothers.  

Potem już poszło szybko. W ciągu kilku tygodni z finansowej mapy świata zniknęli tacy giganci jak Wachovia, Merrill Lynch, AIG. W Europie największe banki nie zbankrutowały tylko dlatego, że zostały uratowane z pieniędzy podatników. Uspołeczniono straty i przedłużono żywot takich instytucji jak ING, KBC, Fortis, RBS czy Commerzbank.

„Działania amerykańskiego rządu po prostu opóźniają wyjście z kryzysu całej gospodarki, podtrzymując przy życiu AIG i uruchamiając dodruk dolara. W krótkim terminie ryzyko systemowe zostanie zredukowane ale cały kryzys się przedłuży” – tak skomentował bailout AIG Ronald Chan z Fortis Investments. Nie wiadomo, co powiedział, gdy kilkanaście dni później państwa Beneluksu ratowały przed bankructwem sam Fortis, wykładając na niedoszłego bankruta 11,2 mld euro.

Zbyt duzi, aby upaść

W lutym 2009 roku lękano się o los kolejnych gigantów. Spekulowano, że w egzystencjalne tarapaty wpadły Bank of America oraz Citigroup – dwa z czterech największych banków komercyjnych USA. Upadek choć jednego z nich zapewne miałby katastrofalne skutki nie tylko dla systemu bankowego, ale też realnej gospodarki.

„Panicznie pozbywano się akcji banków: notowania Citigroup, JP Morgan oraz Bank of America zanurkowały po przeszło 12%. Jeszcze mocniej przeceniono mniejsze, regionalne banki” – pisaliśmy w depeszy z Wall Street po sesji 17 lutego. Inwestorzy wyprzedawali akcje banków, mimo że tego samego dnia Barack Obama podpisał „pakiet stymulacyjny” kosztujący podatników 787 mld dolarów.

„We wtorek indeks S&P500 po raz pierwszy od listopada przełamał barierę 800 punktów. Spanikowani inwestorzy uciekają w stronę złota, porzucając rynki akcji” – tak 10 lat temu Amerykanie ubijali dno bessy. Ostatecznie S&P500 znalazł dołek dopiero 6 marca, na iście szatańskim poziomie 666 punktów.

Kłopotów nie brakowało też w Europie. Po pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego zmuszone zostały poprosić władze Ukrainy, Węgier i Łotwy – państwa te w zasadzie zbankrutowały. Na rynkach finansowych Europa Środkowo-Wschodnia miała wówczas opinię najbardziej niebezpiecznego miejsca na świecie. Spekulowano, który kraj może upaść jako kolejny.

Wśród kandydatów wymieniano też Polskę. Nasza waluta została dosłownie zdruzgotana – w niespełna pół roku straciła połowę wartości względem dolara amerykańskiego. A kurs euro wystrzelił z 3,20 zł w lipcu 2008 do blisko 5 zł w połowie lutego ’09. Tak, to nie przypadek, że szczyt na parze euro-złoty (4,9237 zł) wyznaczony został 17 lutego. A więc na dzień przed dołkiem bessy na GPW. Nad Wisłą obawy budziła postawa banków-matek polskich kredytodawców. Istniało wówczas ryzyko, że znajdujące się w tarapatach banki z Zachodu odetną finansowanie akcji kredytowej w Polsce. Na szczęście tak się nie stało i dzięki temu nie pękła bariera 5 zł za euro.

Niemniej walutowy rollercoaster wpędził w tarapaty kilka tysięcy małych i średnich polskich przedsiębiorstw. Padły one ofiarą tzw. toksycznych opcji walutowych, w ramach których zamiast zabezpieczyć się przed zmiennością kursu złotego ostro spekulowały na wzrost wartości PLN. Sprawa szybko stała się polityczna, a ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak publicznie wzywał do ustawowego (!) rozwiązania umów z bankami. Ofiarami opcji walutowych padły także spółki notowane na GPW, m.in.: Rafako, Odlewnie, Krosno i Duda. Dodatkowym problemem dla inwestorów był fakt, że przez długi czas nie było wiadomo, kto i na jaką kwotę był „umoczony” w opcje walutowe. Inwestorzy wręcz „prewencyjnie” wyprzedawali akcje spółek-eksporterów, choć akurat rosnący w stratosferę kurs euro potencjalnie bardzo sprzyjał tej grupie przedsiębiorstw.

Tak w lutym 2009 roku wyglądał krach na złotym.
Tak w lutym 2009 roku wyglądał krach na złotym. (Bankier.pl)

„Kupuj, gdy leje się krew”

Zimą 2009 roku pokoleniową okazję inwestycyjną wykorzystało bardzo niewielu. Większość albo bała się kupować mocno przecenione akcje (i ku czemu miała racjonalne powody), albo „zapakowała” się w giełdowe fundusze w szczycie hossy, wiosną i latem 2007. Wielu (w tym niżej podpisany) nie doceniło siły państwowego interwencjonizmu: uruchamianych od Pekinu przez Waszyngton po Berlin „pakietów stymulacyjnych” oraz ultraluźnej polityki monetarnej banków centralnych. Biliony dolarów, euro, jenów i juanów wpompowanych w system finansowy uchroniły go przed nagłą śmiercią. Zanim jeszcze w marcu ’09 Rezerwa Federalna odpaliła pierwsze QE,  zdążyła powiększyć swój bilans z 800 mld do blisko 2 bilionów dolarów.

Na dnie bessy pieniądze dosłownie leżały na parkiecie i każdy bał się po nie schylić. Do dziś pamiętam kupione po dwadzieścia parę złotych akcje KGHM-u, który w szczycie paniki wyceniany był mniej, niż warta była gotowa miedź w magazynach firmy. Do inwestowania w akcje zniechęcały nie tylko emocje, ale też alternatywy. O pieniądze inwestorów konkurowały polskie banki, które przyciśnięte przez kryzys finansowy desperacko usiłowały przyciągnąć depozyty, oferując nawet 10% na rocznych lokatach. Tak kusił wówczas np. Noble Bank. A przeszło 3-procentowa inflacja CPI zachęcała do skorzystania z oferty obligacji Skarbu Państwa, które wtedy płaciły 2,5 pkt. proc. marży ponad gusowski wskaźnik wzrostu cen. Rok 2009 był też ostatnim, w którym można się było załapać na złoto po mniej niż 3000 zł za uncję. Później złoty pociąg odjechał na północ, by za dwa lata zatrzymać się tuż przed stacją 6000 zł/oz.    

Dziś na GPW prawdopodobnie też mamy bessę. Nastroje inwestorów pozostają pesymistyczne, choć w realnej gospodarce nie jest (jeszcze?) tak źle, jak było 10 lat temu. Ale za to domek z kart zwany „światowym systemem finansowym” trzyma się nieco lepiej, podklejony państwowymi gwarancjami dla banków „zbyt dużych, aby upaść”.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 22 zygi44

Tak jest! 10 lat. Świętujmy. Ależ to były "piękne" czasy. Szczególnie te zanim bessa się pojawiła. Oooo Panie! Tam wszyscy zarabiali:
- pośrednicy nieruch. - znam takiego co pół życia jeździł zdezelowanym passatem, a w 2007 w rok zmienił auto 3 razy z salonu. Wtedy to wystarczyło podprowadzić klienta pod blok, wskazać klatkę i powiedzieć: to chyba tu, pod piątką, Pan sobie pójdzie i kupi. I 15K prowizji zarobione.
- pośrednicy nieruchomości - kredyty sprzedawały się na pniu, a klienci walili drzwiami i oknami, bo przecie pośrednik ma największy wybór kredytów. A gdzie tam.... wciskało się te gdzie mieli największą prowizję, no i... oczywiście koszrty dla klienta. A i się namawiało klientów: chce Pan tylko 100K kredytu na M.? A po co?! Bierz Pan na całość 400K, a to co Pan masz to do banku we fundusz wpłacić... No i od razu robiła się pięciocyfrowa prowizja dla "agenta".
- banki - prowizje na sprzedaży jednostek funduszy. Ja zapamiętałem jedną rozmowe, w której pracownica banku mówi ludziom tak: bierz Pan ten najbardziej agresywny, przecież nie chce Pan czekać roku by być bogatym? Można to szybciej załatwić...

I tak to szło. Prosperity na całego... No dobra, jedna osoba straciła gdy przyszła bessa. I to dużo. Polski Kowalski. No ten to ładnie dostał po du*ie.

Z perspektywy 10 lat to naprawdę ładnie było przemyślne, bo to były czasy gdy w wiek produkcyjny wchodziły dzieci pokolenia transformacji. Rodzice tych osób nierzadko mieli trochę oszczędności zarobionych na małych i średnich biznesach (te duże były oczywiśie reglamentowane). Były spadki i darowizny. A tego typu finansowanie giełda ludzi najbardziej. Najłatwiejsza kasa, bo inwestują laicy... Transfer majątku wykonany z sukcesem.

I co od tamtej pory? Ambergoldy, polisolokaty, szwindle na pożyczkach, getbacki, i tak dalaj. Dla każdego coś miłego, tzn. dla klienta z każdej grupy wiekowej/intelektualnej/społecznej. Każdego można przyciąć.

Ja postuluję by ekonomii uczyć od pierwszej klasy podstawówki. Już tam można dawać dzieciom proste zadania: dzisiaj dostaniesz jednego cukierka, ale jak poczekasz do jutra to dam ci dwa. Pewnie od razu nie załapie, ale to już można tak edukować. Oczywiście jeśli lewacy zajmą się oświatą to skońćzy się na tym, że drugiego dnia Pani da dwa cukierki i powie: Jasiu, ale twój kolega z ławki nie dostał cukierka dzisiaj, bo wczoraj zeżarł swojego. Więc teraz to się musisz z nim podzielić bo masz aż dwa.... I cała edukacja w piz*u.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 zygi44

miało być "- pośrednicy finansowi"
zamiast "- pośrednicy nieruchomości "

! Odpowiedz
0 13 h-b

Ogromnie szybko powiększające się Balony światowych zadłużeń Państw i całych społeczeństw wiecznie nie będą Rosły...Niestety przyjdzie czas i na Nagłą światową finansowo-giełdową BESSĘ ogólnego zadłużenia.

! Odpowiedz
0 11 h-b

Ps, Niestety Światowe zadłużenie krajów sięga już blisko 75 BILIONÓW DOLARÓW cóż...do coraz droższej spłaty społecznej ,a do tego dochodzi jeszcze również Ogromne szybko rosnące prywatne zadłużenie całych społeczeństw świata. Miarka zadłużania się kiedyś prędzej czy trochę póżniej przebierze bo ...z Pustego coraz bardziej ,,portfela"Ogółu i Salomon dłużej nie naleje.......

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 zxc19745

Pytanie jest gdzie jesteśmy?....czy odtad pójdziemy z 50% czy spadki dalej?....

! Odpowiedz
3 4 po_co

Mam wrażenie, że czeka nas 10, 20 a może nawet 30 lat względnego spokoju.
Wdrażanych jest właśnie kilka ważnych technologii, a to pociągnie za sobą wieloletnie inwestycje które napędzą gospodarkę.
Z pewnością chcemy lecieć w kosmos, a prywatyzacja tego sektora wymusi spory konflikt pomiędzy Ameryką, Chinami, Rosją i Europą więc przewiduje, że przez najbliższe 20 lat pieniądze popłyną tutaj szerokim strumieniem.
To samo dzieje się w sprawie elektryfikacji oraz OZE. Dalej, wdrażanie sztucznej inteligencji jeszcze bardziej pobudzi branżę IT.

Co do konfliktów to do głosu dochodzą ogromne gospodarki rozwijające się, na czele z Brazylią oraz Indiami. Jeżeli uda im się to co udało się Chinom 20 lat temu, to właściwie możemy być spokojni bo ich boom gospodarczy napędzi cały świat.

Raczej nikomu nie na rękę jest teraz prowadzenie wojny, lokalnych konfliktów nikt nie wykluczy ale żadne z mocarstw nie podwinie rękawów.

Myślę, że to co stało się w 2008/2009 roku było najgorszym wynikiem w tym półwieczu. Tak naprawdę patrząc na to co działo się wcześniej to mieliśmy sporo problemów technicznych aby wejść żwawo w XXI wiek, rok 2001 i 2002 to czas przekopywania systemów bankowych (problem milenijny), złoto i waluty szalały, potentaci wykorzystywali niepokój i panikę na rynkach pompując spore kwoty w giełdy, spekulując na akcjach, wymyślając nowe formy spekulacji. Generalnie był rozgardiasz który udało się zamknąć w pojęciu kryzysu.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 27 piano350

Świetny artykuł. Pan Kolany bez ogródek wylewa na czytelników kubeł zimnej wody.

! Odpowiedz
4 2 sel

Po prostu nie wrócą z tych piramid , a wartość stracą wielokrotnie te co uda się odzyskać tzn wydrukować.. Nawet akcje tym razem nie spadną , tylko z tymi pieniądzmi trzeba będzie taczką jechać po chleb...

! Odpowiedz
2 14 sel

Minęło 10 lat a tu 99% pieniędzy zainwestowane w fundusze , obligacje i udziały w bankach i jeszcze ma zarabiać na padlinie ? przecież to dopiero teraz może porządnie pieprznąć jak wszystkie waluty i rządy zadłużone na 100 lat bez żadnych zabezpieczeń jedynie drukarki..

! Odpowiedz
5 48 kimdzongtusk

Jak zwykle, żródłem kryzysu nie była ( i nie będzie ) realna gospodarka tylko uprzywilejowany sektor finansowy z siedzibą na Wall Street. W ramch neoliberalizmu nastapiło upublicznienie strat i prywatyzacja zyskoów. Po kryzysie ludzie pobankrutowali, potracili domy a winni mają jeszcze tłustsze konta. Teraz kroi sie podobna sytuacja, ale na większa skale.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIG20 -1,02% 2 207,25
2019-11-19 17:15:01
WIG -0,69% 58 447,30
2019-11-19 17:15:01
WIG30 -0,87% 2 509,43
2019-11-19 17:15:00
MWIG40 0,31% 3 809,56
2019-11-19 17:15:01
DAX 0,11% 13 221,12
2019-11-19 17:37:00
NASDAQ 0,24% 8 570,66
2019-11-19 22:03:00
SP500 -0,06% 3 120,18
2019-11-19 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.